01.05.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
31 maja
Traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą nie przypadkiem podpisano 25 marca – twierdzą nasi bigoci W Kościele katolickim tego dnia obchodzi się uroczystość Zwiastowania Pańskiego i wspomina się przyjście Archanioła Gabriela do Maryi, by zwiastować Jej, że za sprawą Ducha Świętego pocznie Syna Bożego. Miejsce podpisania traktatu też trudno uznać za przypadkowe. Było to w Rzymie, stolicy chrześcijaństwa.
A tymczasem – zgroza, zgroza:
W należącym do Parlamentu Europejskiego Domu Europejskiej Historii możemy oglądać ekspozycję „Kiedy ściany mają głos”. W ramach wystawy plakatów pokazano obraz częstochowskiej Czarnej Madonny w tęczowej aureoli. W dodatku podpisane jako dzieło autorskie Elżbiety Podleśnej. Trudno interpretować to inaczej niż oficjalny aplauz dla tych, którzy depczą polskie świętości – łka jedna z pisowskich europosłanek.
Znaczy – Unia spsiała, zgniła i się zdegenerowała. A na dodatek chce jakiejś praworządności oszukańczo. Powinna przecież przyznać się, że chce leworządności.
Słynna impreza miłośników Adolfa zorganizowana 5 lat temu w Wodzisławiu doczekała się pierwszego (jeszcze nieprawomocnego) wyroku sądowego. Hajlownicy dostali kary po kilka miesięcy więzienia, ale „w zawiasach”. Oczywiście na prawicy oburzenie – bo zdaniem jej miłośników powinna zostać skazana … TVN24 za reportaż i rzekome opłacenie uczestników. Wzruszył mnie zaś dogłębnie argument, że nie było to propagowanie hitleryzmu, bowiem w spotkaniu uczestniczyli sami jego zwolennicy, więc nikogo tu nie indoktrynowano. Logika piorunująca.
Samolot Boeing 737 lecący z marszałkiem Senatu Tomaszem Grodzkim z Maroka awaryjnie lądował w Zurychu z powodu pękniętej szyby w kokpicie pilotów; nikomu nic się nie stało, ale nerwówka była spora: dekompresja na wysokości 12 km, to średnia przyjemność. Przy okazji okazało się, że nie ma w gotowości samolotu zastępczego, bo piloci … skończyli już dyżur. Delegacja trafiła więc na noc do hotelu.
Oczywiście za winnego incydentu uznano na prawicy … Grodzkiego. Bo nie poczekał na lotnisku na inny samolot tych głupich parunastu godzin, tylko się pieklił i naraził państwo na wydatek. Więc ma wywalone we łbie. To, że rządowy samolot był po raz kolejny niesprawny (nie tak dawno przecież Duda się spóźnił z podobnej przyczyny na spotkanie z Bidenem) jakoś nikogo specjalnie nie obeszło.
Swoją drogą, nasz mały-zły na K. wie chyba, co robi unikając latania samolotami.
30 maja
Ludzie o zbliżonych do mnie poglądach nieco pochopnie zachwycili się, że ZHP pozwala już kandydatom na członków nie zobowiązywać się do „służby Bogu”. Harcerzami mogą więc być zarówno żołnierze pana B., jak i ci, którzy „nie są gotowi na określenie swojego wyznania”. Ci, co są od razu gotowi na wyznanie swego braku wiary są zatem traktowani jako patologia, coś niegodnego tego mundurku? I z czego tu się cieszyć, proszę państwa? A co, gdy „wątpiący ”, czy też „poszukujący” harcerz otrzyma od swego drużynowego – któremu winien posłuszeństwo – polecenie wzięcia udziału w mszy, która mu nie odpowiada?
Dysonans poznawczy murowany.
A przecież jest jeszcze ZHR, druga, jawnie już katolicka organizacja skautowska. Wychodzi na to, że to jedyna dopuszczalna droga dla dzieciaka. W państwie podobno świeckim.
Skoro już jesteśmy w kościele. Jest w Solidarnej Polsce taka pani posłanka (nazywa się Maria Kurowska), która chciała niegdyś stabilizować sytuację w Ukrainie relikwiami św. Andrzeja Boboli. Nie pomogło. Pani Kurowska znalazła powód i lepszą radę na tę trudną sytuację. Otóż zasugerowała ona, żeby dodać do tego modlitwę do św. Michała Archanioła, bo jej właśnie zabrakło. „Ukraina to jest państwo, które ma swojego patrona […] i głównie Ukraińcy muszą tutaj modlić się i też przez interwencje Boga utrzymać swoją wolność i niepodległość”. Na cholerę jakieś tam czołgi i rakiety. Taniej wyjdzie.
Zaprawdę, zadziwiające są źródła kadr polskiej polityki. Niegdyś, „za komuny”, do kariery – mówiono – trzeba było ukończyć co najmniej trzy akademie (pierwszomajowe, ale zawsze…). Dzisiaj chyba by zostać posłem, wystarczą dwie zdrowaśki, bo na ministra to jeszcze – jak sama nazwa stanowiska sugeruje – trzeba być uprzednio ministrantem.
Znaki czasu.
I jeszcze Kościół. Papa Franek mianował sporą przygarść nowych kardynałów, „książąt Kościoła”. W serwisach watykańskich to z natury rzeczy pierwsza wiadomość. W polskich odpowiednikach głucha cisza. Zapewne dlatego, że wśród nominatów nie ma Polaka. Znaczy, coś tam w Rzymie wiedzą. A pomyśleć, że purpura kardynalska niemal automatycznie oblekała arcybiskupa Krakowa… A tu kicha, panie Jędraszewski.
Na zakończenie wiadomość z okolic medialnych. Okolic, bo o mediach i dziennikarstwie w ścisłym rozumieniu tych słów mowy tu być nie może. Otóż Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych poinformował, że zgodnie z orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie nie musi przepraszać niejakiego Marcina Roli, nazywanego przez swoich kumpli redaktorem naczelnym internetowej telewizji wRealu24, za nazwanie go patostreamerem i napisanie, że Rola „uważa się za dziennikarza”.
Coś jednak zdumiewającego, że w ogóle do takiego procesu doszło. Że też o oczywistości trzeba się sądzić…
Przy okazji: owa „telewizja internetowa” została niedawno przez ABW zamknięta jako przesadnie prorosyjska. Też będzie proces?
A nasz ulubieniec na literę K., który jest po prostu złym człowiekiem, nadal siedział cicho. I bardzo dawno nie dostał od żadnego pisma tytułu człowieka roku… Może pisowscy żurnaliści uznali, że to już nudne i myślą o czymś nowym? „Słońce Karpat” jest w tym roku nadal wolne, „Wielki Przywódca” też jeszcze mało używany. Ale co ja będę podpowiadał.
29 maja
W polskiej kałuży politycznej dziś odnotowuję flautę: nic nowego. Te same i identycznie wonne wiatry wychodzą ze sfer rządowych i zbliżonych; jedyne, co tu zwraca uwagę – to pewien dostrzegalny wysyp nowych impertynentów i prostaków, którzy najwyraźniej przebierają nogami, żeby ze swojego czwartego czy piątego rzędu dopchać się do stołu z fruktami. Ale nie warto im poświęcać uwagi. Oni nie rozumieją, że nie wystarczy używać większej liczby zaklęć i inwektyw i głośniej wykrzykiwać stare wymysły, że trzeba jakiegoś świeżego pomysłu…
No ale do tego trzeba mieć inteligencję większą niż ma kot tego, co wiecie. Tu tak nie ma. Poziom tego towarzystwa jest równiutki jak przycięty. Tuż przy ziemi. Musiał się chyba ten-co-wiecie nieźle nakiwać przy dobieraniu tego personelu: jak spod sztancy.
Przyznam, że w napięciu czekam na przyjazd do Polski pani von der Leyen. Jak się rozwinie sytuacja? Jestem ogromnym zwolennikiem Unii Europejskiej w jej najbardziej skrajnej formie ponadnarodowej federacji – ale jeśli okaże się, że przymknięto oko na bezeceństwa naszych władców i odpuszczono z wiadomymi funduszami i „doszło do porozumienia”, to stracę wiele z tej sympatii. Unia spolegliwa wobec mafii to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Prawdę mówiąc, wcale tego nie lubią.
Więc na dziś to koniec. Pożywiom, uwidim – jak mawiał Winnetou.
Ciekawe tylko, czy mały zły człowiek na K. już coś wie w tej kwestii, czy też przebiera nogami i układa plany alternatywne?
28 maja
Pan prezydent zaprażył intelektem na zjeździe „Solidarności”, opowiadając głupawy seksistowski dowcip, z czego był bardzo rad. Obecni rżeli zdrowym ludowym rechotem.
A ktoś – nawet paru ktosiów – się zachwycał jego mową w Ukrainie… Już, już był „nasz”. Ja, jak pamiętają czytelnicy, zachowałem do tego tematu dystans, skupiając się na amatorskiej formie oratora.
Są ludzie nienaprawialni. Bez względu na rodowód.
W niedzielę (jutro) w sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Otyniu (Lubuskie) odbędzie się uroczystość nałożenia nowych koron na figurę Matki Bożej i Dzieciątka Jezus – poinformował rzecznik Kurii Diecezjalnej w Zielonej Górze ks. Andrzej Sapieha. To jest wiadomość z portalu „Dzieje.pl”. Historyczna, znaczy.
Komentarza nie będzie.
Radiową „Trójkę” zasilają na potęgę dziennikarzami z TVP. Chodzi o to – uczenie wyjaśnia pewien medioznawca – by „ujednolicić przekaz”. Innymi słowy, ta sama pała wali, tylko w innym miejscu. Niektórzy mówią jednak, że nikt już nie chce w tym skompromitowanym medium pracować, więc sięga się do stałego zestawu najemników.
I pomyśleć, że wiele lat temu „trynd” był dokładnie odwrotny: to TV usiłowała podkupić ludzi z „Trójki” i nawet czasem się udawało. Nie bez sukcesu.
W programie na antenie Telewizji Republika znany z dość radykalnych średniowiecznych poglądów ks. prof. Dariusz Oko będzie omawiał bieżące wydarzenia, dodając do tego kontekst religijny – donoszą Wirtualnemedia. Trafny dobór osoby do instytucji. Dodajmy, że tzw. oglądalność tego kanału ostatnio wydatnie wzrosła, niemal o połowę w stosunku do poprzedniego roku. Wynosi już oszałamiające 0,11% widowni.
Mamy podobno nową Miss Polonię. Zdaniem panny Pawłowiczówny (tej, tej…) ma fatalny defekt: za długie zęby. Poza tym panna Krysia uważa, że ona osobiście jest ładniejsza od żony prezydenta Francji. Nie wiem czemu, ale ta ostatnia wiadomość spina mi się w zgrabną całostkę z omówionym we wstępie poczuciem humoru i kindersztubą pana prezydenta.
A mały na literę K. znowu udaje, że przesypia sytuację. Nic mu to nie pomoże.
27 maja
Pisze „Rzepa”, na której zlecenie zbadano opinie wyborców o różnych organizacyjnych możliwościach startu opozycji.
Wyborcy obecnego obozu władzy chcieliby, by wszystkie partie opozycji startowały osobno – opowiada się za tym 53 proc. z tej grupy. Tylko 8 proc. wskazuje na jedną listę.
Nie dziwne, głupcy to jednak nie są. Wiedzą, że jedność opozycji im zagrozi.
I dalej „Rzepa”:
Wśród zwolenników opozycji jest odwrotnie: 50 proc. chce jednej listy, a 8 proc., by każda z partii startowała osobno. O ile wyborcy ZP ignorują możliwość startu opozycji w dwóch blokach, o tyle elektorat opozycji chętniej wskazuje pierwszy wariant (PS-KP, Polska 2050 oraz KO, Lewica) – 22 proc., niż drugi, w którym tylko KO startuje samodzielnie – 16 proc.
Jednak coś kombinują. Ale bez przesady. Niestety. Myślenie jest trudne, a już jak trzeba coś policzyć…
Wczoraj obserwowałem obrady Sejmu. Z prawdziwym obrzydzeniem. Takiej agresji i pogardy do innych – na pograniczu ścieku – ze strony obozu władzy dawno nie widziałem. Coś się bardzo złego dzieje, skoro wybieramy do parlamentu – czyli do stanowienia o naszym losie – ludzi pokroju pana Wójcika, tego trójprodbródkowca od Ziobry; a wczoraj objawiło się jeszcze paru podobnych, których dotychczas nawet nie znałem. Groza. Nie zatrudniłbym tego towarzystwa nawet jako portierów.
Ale do rzeczy: w ostatniej chwili jeszcze zrobili kiwkę i wycofali poprawkę, zezwalającą na test niezawisłości i bezstronności sędziego w odniesieniu do spraw osądzonych. Ciekaw jestem, w jaki sposób teraz przywrócą do pracy odsuniętych ze względów politycznych sędziów, co jest jednym z wymogów Unii…
Bardzo byłbym zaskoczony i zawiedziony, gdyby Unia uznała to pudrowanie trupa za wskrzeszenie.
Dzień bez ataków na Tuska jest dla opcji rządzącej dniem straconym. Tak też było w paru miejscach wczoraj, ale nie kupuję tego numeru i nie upowszechniam.
Odnotowuję natomiast okrzyk oburzenia na firmę Mattel, która wprowadziła na rynek pierwszą „genderową” lalkę Barbie. Lalka ma przedstawiać mianowicie transpłciową aktorkę Laverne Cox. Zdaniem TVP Info lobby wspierające ruchy LGBT+ robi tym samym kolejny krok na drodze do promowania ideologii gender wśród dzieci. Oczywiście jakby laleczki miały uwidocznione – jak by to nazwać – klasyczne męskie i żeńskie cechy płciowe, to byłby wrzask o seksualizację niewinnych aniołków. Ideałem byłoby zapewne sprzedawanie w pakiecie wyłącznie taty, mamy i trojga dzieciąt, ale dokładnie ubranych i z jakimś pobożnym rekwizytem. „Mały egzorcysta” też mógłby mieć branie.
Ciekawe jak by zareagowali na parę ksiądz-ministrant?
Ale siedź cicho, wyobraźnio. Jakaś chyba jesteś dziwna.
W odróżnieniu od tego niedużego złego na K. W nim nie ma grama dziwności. Jest normalny i przewidywalny do bólu. Wczorajsze jego zachowania w sejmie to w pełni potwierdziły.
26 maja
Z cyklu: uzasadnienia. Na zakopiańskie obrady Krajowego Zjazdu Delegatów „Solidarności” organizatorzy wpuszczają jedynie Polskie Radio i TVP. Akredytacji nie dostały żadne inne media. Chodzi o bezpieczeństwo prezydenta Andrzeja Dudy – powiedział portalowi Wirtualnemedia.pl Marek Lewandowski, rzecznik prasowy „Solidarności”.
Bardzo słusznie. Nie ulega wątpliwości, że taka „Wyborcza” szykowała specjalne komando terrorystów, którzy mogliby zadać Dudzie jakieś mordercze pytanie. Na przykład „co słychać?”. I zawał murowany.
Sam Duda na tym zjeździe wysłowił się – jak zwykle – wzniośle i pięknie: – „S” zawsze patrzyła w górę i pięła się w górę. To droga w nieustannym trudzie – powiedział. A ja oczami duszy widzę tę podstarzałą nieco panienkę „S” idącą w tej pozycji. Trzy kroki i gleba.
Wiadomość niby czysto biznesowa, a jednak niekoniecznie. Znana na rynku informatycznym firma CD Projekt RED, polski gigant branży gier, kończy współpracę ze Szkołą Wiedźminów. Owa Szkoła Wiedźminów to wydarzenie, które pozwalało uczestnikom wcielić się w bohaterów z uniwersum Andrzeja Sapkowskiego. Organizatorzy korzystali z licencji od CD Projekt RED, którą wycofano. Powodem są powiązania owej „szkoły” z … Ordo Iuris.
Podobno każdy Wiedźmin miał w myśl ich zaleceń zaczynać i kończyć dzień paciorkiem i rzucaniem klątw na elgiebetów, co przysparzało graczom zbyt wielu punktów. Popularne wydarzenie wkrótce przestanie zatem istnieć. No i czyż nie jest to prześladowanie katolików?
A ten nieduży zły człowiek na K. lansuje od pewnego czasu inną organizację swojej partii. Ma być 100 jednostek terytorialnych (tyle, ile obwodów wyborczych do Senatu, a być może i do Sejmu – o ile opozycja da się na to nabrać, bo wtedy wejdziemy w czyściutki układ dwupartyjny: mniejsi zostaną wycięci), na których czele mają stanąć ludzie niepełniący żadnych funkcji państwowych.
Skądś znam taki układ. „Partia kieruje, rząd rządzi” – pamiętacie to hasło? Jeszcze tylko wprowadzimy na miejsce prezydenta Radę Państwa. A rządzić będzie, tak jak wówczas I Sekretarz… wróć, prezes. I będzie gites.
25 maja
Znowu makabryczna strzelanina w USA. 18-latek wziął sobie karabin automatyczny i pistolet i poszedł mordować. Zabił kilkanaścioro dzieci z miejscowej podstawówki i bodajże trzy osoby dorosłe. Sam też zginął.
Trudno o większy bezsens. A w Naszym Ukochanym Kraju mnożą się idioci, którzy chcą upowszechnić dostęp do broni. I idioci, którzy w prezencie – urodzinowym na przykład – fundują swoim pociechom wizytę na strzelnicy, żeby sobie postrzelały z jakiegoś Glocka czy innego SigSauera do sylwetki człowieka…
Chcemy mieć Teksas w Polsce? Naprawdę? I będziecie mnie przekonywać, że to dlatego, że Putin napadł na Ukrainę? Albo, że posiadanie broni to prawo człowieka?
Pooglądajcie obrazki z USA. Mnie to wystarcza.
Pojawiła się w Europie małpia ospa. Jej wirus jest znacznie mniej niebezpieczny niż Covid, epidemia tej skali nam nie grozi; poza tym choroba jest wprawdzie cholernie dokuczliwa, ale nie zabija. Piszę o tym jednak nie tylko dlatego, by ewentualnych hipochondryków uspokoić, ale by zwrócić łaskawą uwagę Sz. Państwa na pewną dość zabawną okoliczność. Otóż wszystkie media piszą unisono, że choroba jest przenoszona najczęściej drogą dość długotrwałego bezpośredniego kontaktu „płynów ustrojowych”; niekiedy dodają „na przykład krwi”.
A nie „na przykład”?
O jakich to jeszcze płynach ustrojowych mówimy, koteczku? Czy z tego „na przykład” wynika, że najniebezpieczniejsze pewno będzie tzw. braterstwo krwi, kiedy chłopaki nacinają sobie palce i przykładają ranka w rankę jak Winnetou z Old Shatterhandem?
Niby co jest wstydliwego w tym, że najbardziej intensywna wymiana owych tajemniczych płynów ustrojowych zachodzi przy różnych igraszkach miłosnych? To już nawet wspomnieć o tym, co poniżej pasa – nie wypada?
Takie zjawisko ma nazwę: pruderia. A myślałem, że to zanika. Rzucić kurwą – proszę bardzo; wspomnieć o tym, że pewne narządy służą nie tylko do siusiania – a fe!
Cieszyliście się wczoraj, że (nielegalna) Izba Dyscyplinarna przywróciła do pracy sędziego Juszczyszyna? Zdumiewaliście się spokojnym przyjęciem tej decyzji przez jego zwierzchnika, osławionego pana Nawackiego? O, naiwni. Pan prezes Nawacki wykonał decyzję w ten sposób, że skierował – absolutnie niezgodnie z przepisami – Juszczyszyna do Wydziału Rodzinnego, zamiast do jego dawnego Wydziału Cywilnego. Poza tym zapowiedział, że skieruje go natychmiast na urlop. Dlaczego? Bo uważa, że może.
Jeśli mi ktoś jeszcze wspomni, że „ich można ucywilizować”, to – słowo daję – dam kopa. Oni są nienaprawialni, do użytku jednorazowego dla frajerów.
Na zakończenie – dobra wiadomość. „Wynegocjowana jedność stanowisk” Zjednoczonej Prawicy w sprawie modyfikacji propozycji Dudy, dotyczącej naprawienia sytuacji w sądownictwie, trwała jeden dzień. Ziobryści usunęli z projektu w szczególności możliwość sprawdzania niezależności sędziego w sprawach już osądzonych (co pozbawiało projekt prezydencki, i tak bezzębny, jakiejkolwiek wartości) – no i dziś mój ulubieniec, tytanicznego intelektu pan Ast, był łaskaw powiedzieć, że jednak kicha z grochem: na tak cienki drut nie dałby się wszak nanizać nawet pies stróża Parlamentu Europejskiego, nie mówiąc już o europosłach.
Background tego przepięknego fikołka jest zapewne taki, że zły człowiek z nazwiskiem na K. jednak się obudził i przeczytał ten „wynegocjowany” projekt. I nawet zrozumiał, że dupa skryta w zbożu jednak pozostaje nadal dupą.
24 maja
Temat dnia: w trybie natychmiastowym z dniem dzisiejszym Tomasz Lis przestał być redaktorem naczelnym „Newsweeka”.
Przyczyn nie podano; nie mam zamiaru snuć tu jakichś hipotez, możliwości jest sporo i jedna gorsza od drugiej. Prawdopodobnie pismu zleci czytelnictwo na zbity łeb, bo było robione znakomicie. Przypomnę tylko, że gdy poprzednio Lisa odwołano z kierowania tygodnikiem „Wprost” – poszedł za nim trzon zespołu i „Wprost” już istnieje tylko w Internecie. Mam nadzieję, że ta zmiana nie będzie kolejnym przejawem polsatyzacji mediów.
Na marginesie: za optymalny z wielu względów model organizacyjny mediów uważam – nie od dziś – model „Polityki”: spółdzielnia czy spółka dziennikarzy. Bez właścicieli biznesowych, nadrzędnych korporacji, mądrzących się wydawców i tak dalej. Jedynie to gwarantuje, że medium nigdy nie będzie wobec nikogo pokorne i nie zmieni barw klubowych z dnia na dzień.
Wolacy w równej formie. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez pracownię IBRiS na zlecenie Radia ZET Mateusz Morawiecki – o ile zdecydowałby się wystartować – w pierwszej turze kolejnych wyborów prezydenckich zająłby pierwsze miejsce. Oddanie na niego głosu zadeklarowało 33,8 proc. wyborców. Za nim znalazł się Rafał Trzaskowski z poparciem na poziomie 30,4 proc. Na trzecim miejscu z wynikiem 10,6 proc. znalazł się Szymon Hołownia. Za nim uplasował się Krzysztof Bosak z poparcie na poziomie 7,1 proc., a na kolejnym miejscu Władysław Kosiniak-Kamysz z wynikiem 6,6 proc. poparcia. Dalsze miejsca zajęli: Robert Biedroń (4,1 proc.), Michał Kołodziejczak (1,7 proc.) i Zbigniew Ziobro (1,0 proc.).
Dom wariatów.
Świeżo i z pewnym trudem upieczony profesor Zybertowicz rzekł był: „Mam wrażenie, że przemysł pogardy był częścią tej samej układanki. A gdzie widzę jej mechanizm? TW Wolski, TW Bolek, TW Alek – pierwsi trzej prezydenci wolnej Polski. Wszyscy byli zarejestrowani jako współpracownicy służb sowieckich lub polskich. Co to znaczy? Że metodami zakulisowymi można było ich spacyfikować, kontrolować.
Dom wariatów. Ale dają tytuły.
A zły człowiek na K. siedzi w kącie i łapki zaciera.
23 maja
Około godziny 15.00 Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego uchyliła decyzję o zawieszeniu olszyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna. Sędzia został zawieszony w 2020 roku i miało to związek z jego wnioskiem o udostępnienie list poparcia dla członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Co to zmienia?
Z jednej strony, reprezentowanej przez Juszczyszyna (i niżej podpisanego) – nic dokładnie, bo Izba ta jest z tej strony nieuznawana i uważana za nielegalną. Z drugiej – jest to chyba próba ratowania przez nią twarzy. Niby – popatrzcie, popatrzcie – może ona nie taka zła…
Z trzeciej strony – potwierdza się opinia, że presja ma sens.
Zobaczymy jak na to zareaguje bezpośredni przełożony Juszczyszyna. Osobiście stawiam na „nie, bo nie”. Nic to jednak nie zmieni, gdy chodzi o uznanie Polski za kraj praworządny. Kasy nie będzie nadal.
Pudrowanie trupa nie zrobi z pogrzebu rewii.
Tymczasem trwają dość nerwowe ruchy opozycji w sprawie ewentualnego startu we wspólnym bloku. Najzabawniejszy z nich, to nagła przyjaźń Gowina z ludowym Tygryskiem. Może to i nie jest taki zły pomysł, by wspólnie wystartowali (aby tylko do nikogo więcej się nie podpięli!)? Kolega d’Hondt co prawda głosy oddane na niewchodzących zaliczy najsilniejszemu ugrupowaniu, ale w tym wypadku nie wydaje mi się, by szkoda była wielka: razem czy osobno, PSL i Gowin – na mojego nosa – kończą bieg i przestają się liczyć. Co innego, gdyby dokooptował ich Hołownia; wtedy mógłby być dla opozycji jako całości pewien kłopot a dla pisuarów radość.
I pomyśleć, że – obok ambicji ściśle personalnych, które bez wątpienia są w całym tym ambarasie decydujące – o koalicji lub jej braku może zadecydować stosunek do sposobu i legalności wykorzystania przez człowieka okolic organizmu spomiędzy pasa i kolan…
Czysta głupota.
I na koniec dwie sprawy. Pierwsza śmieszna. Otóż „Rzepa” zrobiła sondaż kto powinien być kandydatem Zjednoczonej Prawicy na prezydenta. Zwyciężył – bardzo słusznie – niejaki Nikt Z Wymienionych wynikiem 49,7% głosujących. A wymienieni plasowali się tak: pierwsze miejsce i 12,8% – Mateusz Morawiecki. Jarosława Kaczyńskiego, lidera PiS, wskazało 5,1 proc. respondentów, zaś 4,4 proc. ankietowanych uważa, że kandydatem Zjednoczonej Prawicy na prezydenta powinna być Elżbieta Witek. Dalej – Błaszczak 3,65, Ziobro – 3,5% a listę zamknęła Szydłowa – 2,1%. Czyli sam kwiat naszej intelektualno-politycznej elity, dziandzia jej glań.
Druga to drobiazg, ale mnie złości. Skazano w Ukrainie na dożywocie rosyjskiego żołdaka. Fajnie. Ale kochane koleżanki i koledzy po piórze: rosyjski sierżant to po polsku kapral. Polski sierżant to rosyjski starszyna. Tak samo rosyjski krawat to nie krawat a dywan to nie dywan. Poniatno?
O złym człowieku na literę K. myślę dziś gorzej niż wczoraj, ale jednak lepiej niż jutro.
22 maja
Bardzo mi przykro, ale z kronikarskiego obowiązku muszę napisać dziś o czymś, co poruszyło wszystkich; zatem – nic nowego, żaden błysk spostrzegawczości. Tym bardziej mnie to złości, że będzie o dwóch ludziach, których organicznie nie znoszę (no, o trzech – na końcu dostawa obowiązkowa o tym na K.).
Pierwsza sprawa to wczorajszy grom intelektu Morawieckiego. Gang zauważył, że opozycja coś się zaczyna spotykać z młodzieżą, więc zrobili własny spęd. Morawiecki zasiadł jak basza – i jak pierdyknął, tośmy padli.
Oczywiście chodzi o tę Norwegię, której łaskawca wypomniał, że robi interesy na wojnie Rosji z Ukrainą, bo zwiększa obroty własną ropą. A to jest niesłuszne i niesprawiedliwe, bo wykorzystuje to, co ma…
Rzecz jasna, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Polska zwiększyła obroty rydzykami, bo też ma ich nadmiar. Tylko jakoś nie ma chętnych na ten towar. Ale to na marginesie.
Nie będę się o tej kuriozalnej (w istocie: czysto bolszewickiej) wypowiedzi rozwodził; w Internecie o tym powiedziano już wszystko. Pozwolę sobie tylko sformułować takie oto kłopotliwe pytanie: jakim cudem ten egzemplarz – mowa o MM – zrobił tak oszałamiającą karierę, zwłaszcza finansową? Zacytuję Wikipedię, która stwierdza, że po ukończeniu w latach 1987-92 studiów historycznych:
W 1995 uzyskał dyplom Master of Business Administration na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. W tym samym roku ukończył studia podyplomowe z prawa europejskiego i ekonomiki integracji gospodarczej na Uniwersytecie w Hamburgu. Studiował także na Uniwersytecie w Bazylei i w Kellogg School of Management przy Northwestern University.
No geniusz po prostu.
A jeszcze ciekawsza i bardziej imponująca jest błyskawiczna kariera zawodowa człowieka – od własnego „przedsiębiorstwa wydawniczego” jeszcze w czasie studiów, po prezesa banku w wieku trzydziestu paru lat. Choć zderzając te dane z dzisiejszym stanem faktycznym intelektu tej osoby myślę tylko o jednym: o porządnym śledztwie dziennikarskim.
Powtórzę: geniusz.
A jeśli nie, to kto? Kto go wspierał, jacy ludzie czy instytucje? Dlaczego – i za co?
Drugi mój dzisiejszy „bohater” to Duda. Jego kabotyńskie przemówienie w Kijowie, w istocie rzeczy obrażające wspomagających Ukraińców społeczników, bo kradnące ich zasługi przez przypisywanie ich władzom, są rozpaczliwie denne. Te wystudiowane gesty, to przytakujące sobie samemu kiwanie głową, dumnie ciskaną na wszystkie strony…
Tragiczne zakłamane amatorstwo. I Zełenski to kupuje i łyka jak pelikan. Przykre.
A wszystko to oczywiście jest dziełem tego złego starego malca z nazwiskiem na K. Posiadł on – sądząc po jego dziełach – nadludzką wręcz umiejętność rzeźbienia w pewnym niezbyt ładnie pachnącym materiale.
Kiedyś mieliśmy – w filmie, w filmie, ale zawsze – człowieka z żelaza. A dziś?
21 maja
Zacznę dziś od Tuska.
Jego wypowiedź o stosunkach państwo-Kościół wywołała zgodnie z moimi przewidywaniami niewielką burzę. „Nie ma innej drogi niż jednoznaczne przeprowadzenie procesu oddzielenia Kościoła od państwa natychmiast po wygranych przez PO wyborach” – powiedział w piątek szef PO. No i – jak należało się spodziewać – z prawej strony rozpoczął się atak. A więc zaczną od ataku na katolików – załkał Rafał Bochenek (pamiętacie tego przystojniaczka?). „Katolicyzm jest elementem naszej tradycji narodowej” – pisze jakiś inny nikt, rwąc szaty z rozpaczy. „Znów nas chcą opiłować”.
Z drugiej strony można by zapytać – co artysta ma dokładnie na myśli?
Ja bym na ten przykład lubił usłyszeć, że z instytucji państwowych i spółek skarbu państwa znikną eksponowane tam symbole religijne oraz opłacani przez państwo kapelani; że zabroni się wojsku w szykach zwartych i w mundurach uczestniczyć w uroczystościach religijnych; że zlikwiduje się programy konfesyjne w mediach; że pozbędziemy się katechezy w szkolnictwie wszystkich szczebli a wydziały teologii znikną z uczelni państwowych; że zabroni się przedstawicielom władzy uczestniczyć w imprezach religijnych inaczej, niż czysto prywatnie; że zabroni się jakichkolwiek czynności religijnych przy oddawaniu czegokolwiek do użytku. A to tylko początek; bo dalej powinno być wypowiedzenie konkordatu i szereg czynności, związanych z regulacją sytuacji majątkowej.
Dopóki to nie zostanie powiedziane jasno i jednoznacznie, mówienie o „oddzieleniu od państwa” nie znaczy dokładnie nic.
Teraz na troszkę inny temat, bardziej osobisty. Otóż jakoś częściej niż dawniej otrzymuję prośby o przeczytanie i zarekomendowanie „gdzie trzeba i komu trzeba” przemyśleń niektórych czytelników. Bardzo to z jednej strony miłe, bo świadczy o tym, że istnieją w ogóle jacyś czytelnicy moich słów – ale z drugiej nieco kłopotliwe.
Nie tylko dlatego, że nie mam takich znajomości, które dałoby się zgodnie z życzeniami moich korespondentów wykorzystać, ale przede wszystkim dlatego, że – powtórzę to po raz nie wiem, który – nie mam zamiaru czytać traktatów filozoficznych o wpływie jaźni na rzeczywistość ani pochylać się nad „bardzo prostym dowodem Wielkiego Twierdzenia Fermata”, „oczywistym sposobem podziału każdego kąta na trzy równe”, „ostatecznym obaleniem fałszywych pomysłów Einsteina” ani tym bardziej rozpatrywać dowodów istnienia Siły Wyższej. Z przykrością informuję, że rozprawy na takie tematy lądują od razu w koszu a na listy nie odpowiadam.
Jest jednak wyjątek. Jeśli mianowicie nadawca przedstawi się jako nastolatek. Bo w tym wieku posiadanie wątpliwości – nawet wynikających z braku wiedzy – to cecha cudowna i budząca szacunek.
Tyle że nastolatków z wątpliwościami jest dziś jakby mało… W ciągu całego mojego długiego życia spotkałem takich kilku ledwie obu płci (wszyscy zresztą zostali Kimś przez duże K).
Natomiast mocno zaawansowanych wiekiem domorosłych myślicieli mamy jak mrówków. Niektórzy dochrapali się zresztą stanowisk ministeri
