18.06.2022

Szanowny Panie Marianie, znalazłam Pana w „Studio Opinii”. Mieszkam w Lubaczowie, 13 km od ukraińskiej granicy. Nie jestem szlachcianką. Ostatnie szlachcianki w mojej rodzinie to moja mama Lidia i jej siostra Maria. Ale moja praprababka Konstancja Muraszko z domu Okołów była siostrą Eweliny Jankowskiej z domu Okołów, praprababki Pana szlachcianki – Grażyny. Urodzona 28 grudnia 1843 w Popowcu zmarła w Warszawie 12 stycznia 1929, w wieku 83 lat. Z moją babcią Zofi, byłam na jej grobie dwa razy. Poza tym, że z drugą moją praprababcią paliły długie cygaretki, nic o niej nie wiedziałam. Ale ostatnio, gdy odkryłam pamiętnik brata męża Konstancji z jego powrotu w roku 1872, z syberyjskiego zesłania, wszystko ożyło.
Aleksandra Bek.
Pani Olu, wiem, że szlachta powinna posiadać ziemię, ale – jak Grażyna – jest pani szlachcianką z mojej nominacji. Czekając na pamiętnik szwagra Konstancji, posyłam portrety rodziców waszych wspólnych prapradziadków, opisane przez ojca Grażyny, Alfreda Jankowskiego. –
Marian




Panie Marianie, Franciszek Muraszko, młodszy brat męża Konstancji Okołów, zesłaniec na Syberię po antycarskim Powstaniu Styczniowym 1863 roku, wraca po 8 latach do rodzinnego domu.

W roku 1864, znużony ośmiomiesięcznem więzieniem i sześciomiesięczna podróżą, spoglądałem na mury Omskiej fortecy, w którem umrzeć zdawało się mojem przeznaczeniem. Teraz, po ośmiu latach z radością i rozrzewnieniem witam każde drzewko, każden krzaczek, każdą chatę i każda drożynę prowadzącą do Popowców, tego najmilszego dla mnie zakątka na Ziemi, gdzie po raz pierwszy świat ujrzałem, gdzie przeżyłem lata anielstwa mojego – bez burz na sercu, bez piorunów nad głową, lata ciche, spokojne jak sen dziecięcia pod skrzydłem Matki – Anioła. Wszystko jak dawniej – nic się nie zmieniło: na prawo cmentarz cienisty, w środku wioska, dalej srebrzy się wśród zarośli rzeczka, a za nią druga wieś z drewnianą cerkiewką na wzgórzu. Wjeżdżamy na podwórze. Zeskoczyłem z wozu i już jestem w objęciach mojej Najdroższej Matki płaczącej z rozrzewnienia. Wstępujemy do domu, gdzie witam braci, siostry, ciotkę, wchodzimy do pokoju zbudzonej Babuni, która ze łzami wita mię i błogosławi. Idziemy do sypialni rodziców. Tam śpi jeszcze Ojciec z długą siwą brodą, której dawniej nie miał, z twarzą postarzałą, na której wyryły się ślady wszystkich cierpień i trosk. Padam na kolana i całuję ze łzami ręce zbudzonego Ojca. Na próżno wyrazić w słowach, co czułem gdym spotkał znowu tych, nad którymi nikt nie był mi droższy na Ziemi, a których już nie spodziewałem się widzieć.
Łzy radości i dziękczynienia dla Stwórcy cisną się do oczu, coraz uroczyściej jest na duszy…
Poszliśmy na cmentarz gdzie spoczywa cała przeszłość moja. Z duszy opadł ciężar minionego życia, unosząc najmilsze wspomnienia dzieciństwa, burze młodości i cierpienia lat późniejszych, wszystko to było dla mnie rajem, bo w nim żyła istota, którą kochałem miłością jakąś nieziemską, a nie śmiałem o niej marzyć, nie tylko żądać wzajemności, nie śmiałem oczu podnieść na uwielbianą istotę, pragnąc tylko, aby ten mój Anioł modlił się za mnie i nie odpychał mnie spod cienia swych skrzydeł. Nigdy w swoim życiu nie spotkałem osoby, która by tak anielsko jaśniała jak Paulinka. W jej domu był piękny fortepian i panny grały prześlicznie; a ja tak lubię muzykę. Z jakąż rozkoszą godziny całe przysłuchiwałem się tej muzyce, a zwłaszcza śpiewu Pauliny z jej duszy wypływającym.

Dla poznania bratowej Konstancji , która jest siostrą rodzoną pani Jankowskiej z domu Okołów, pojechałem z Matką i kilku osobami do Plesowicz. Podobała mi się bardzo towarzyszka życia mojego brata – łagodna nad wyraz, pobożna, rozsądna i kochająca niezmiernie męża.

Na dzień Świętego Piotra w ogromnem towarzystwie składającym się z Tadeusza z żoną Konstancją, Ojca, Stefci, Elżuni i Grzesia, pojechałem na imieniny matki mojej bratowej pani Okołów do Bobrujska, gdzie staruszkowie mają dom i mieszkają z najmłodszą swoją córką, panną Leontyną. Było jeszcze kilkanaście osób. Bawiono się tańcami przy muzyce fortepianowej i rozmową. Czasem też czytaliśmy coś głośno. Po obiedzie młode towarzystwo zgromadzało się w ogródku na ocienionych w tej porze dnia ławeczkach za domem lub na ławce w gęstej alei z bzu i akacji. Pod wieczór odbywały się przechadzki, a po dość późnej herbacie wieczornej, kiedy starsi zabierali się do modlitwy i spoczynku, my zostawaliśmy jeszcze czas jakiś w sali, prowadząc czasem wesołą, czasem poważną gawędkę.
Załączam również dwa stare zdjęcia rodziny Muraszko.
– Ola.


Droga Pani Olu, dziękuję za te fragmenty pamiętnika i zdjęcia, oddające atmosferę życia polskiej szlachty kresowej, w powiecie bobrujskim (dzisiejsza Białoruś), do której należały rodziny Okołów, Jankowskich i Muraszko.

Były to czasy cara Aleksandra II (1818-1881), który ogłosił się królem Polski, a zginął z ręki rosyjskiego zamachowca,

Kojarzy mi się to z nowym rosyjskim carem i dzisiejszą tragedią ukraińska, która dzieje się niedaleko Pani domu. Gorąco pozdrawiam.
– Marian

Marian Marzyński
Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.
Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ
