Ożeniony ze szlachcianką (78)3 min czytania

()

21.07.2022

Ze wszystkich atrakcji Nowego Jorku najbardziej działa nam na wyobraźnię Ellis Island. Sto lat temu kolejny parowiec z białymi emigrantami przybija do brzegów Ameryki. Z pokładów wysypuje się mrowie ludzkie, w rękach nędzne walizki i worki z pościelą, w głowach marzenia o wolności i lepszym życiu. Cofamy się o dalsze sto, dwieście lat: z żaglowca wyciągają na brzeg czarnych niewolników, oderwanych od rodzin w Afryce, sprzedanych właścicielom plantacji za kilka dolarów, niektórzy ręce mają skute w kajdany.

marzyńscy

Dzisiaj, chodząc po Manhattanie, nosimy w sobie dziwne napięcie: w każdej chwili ktoś może do nas podejść i bez słowa wytłumaczenia dać nam w mordę. Obecność policjantów na każdym rogu nie tylko nie pomaga, ale dodaje iskry temu napięciu, bo przecież nie bez powodu tam stoją.

Opuszczając hotel natykamy się na młodego człowieka, który poza kapeluszem kowbojskim i majtkami, ma na sobie tylko gitarę z napisem Naked Cowboy. Innym sposobem zarabiania wyróżnia się ktoś, kto siedzi na chodniku i ma przed sobą dwa śpiące na poduszkach koty i dwie puste puszki po kocim jedzeniu, wypełniające się bilonem.

Wyprzedzamy lepiące się do Time Square turystyczne ćmy, aż docieramy do miejsca, w którym z jednym z przyjaciół umówiliśmy się na śniadanie. W. dzwoni i mówi, że nie przyjdzie, bo o tej porze musi coś bardzo ważnego załatwić w banku.

Śniadanie zjadamy do połowy, bo jajecznica, pod gust turystów, jest przetłuszczona, a potem ruszamy na północny wschód, gdzie miasto robi się elegantsze. Słynąca z zamożności Madison Avenue jest naszym torem przeszkód. Przeszkody mają nazwy Armani, Channel, Dior, Gap i cała reszta dizajnerskiego alfabetu. Dla Grażyny są to miejsca nie tyle do kupowania konfekcji, ile do jej wąchania. Przy przeszkodzie pod nazwą Calvin Klein, gdy ja niemal wdeptuję w spaghetti jedzone przy stoliku umieszczonym w środku chodnika, dzwoni Z., że w południe z nami się nie spotka, bo zgłosił się poważny klient, z którym musi zjeść lunch.

Po zjedzeniu obwarzanków z ulicznego wózka idziemy dalej Madison Avenue, nazywaną przez nas Aleją Szczupłych Pośladków, aby zatrzymać się przy sklepie Encore, który naszej królowej ubiorów przypomina polskie komisy, miejsce jej młodzieńczego polowania na zagraniczne ciuchy. Gdy jej lewa ręka odwiesza na wieszak spódnicę, a prawa maca bluzkę, znów dzwoni komórka: kolacja z R. odwołana, bo zaproszono go na party, gdzie będą najważniejsi, a takiej okazji się nie traci.

Temperatura przekracza 80 stopni Fahrenheita. Na Piątej Alei kobieta w futrzanej czapce mówi do siebie. Pewien koń od dorożki przy Central Park nie trafia do skórzanego worka i robi na jezdnię. Czekających na ryksze atakują taksówkarze.

— Rykszom wolno jeździć tylko dookoła parku, ale nawet tam niebezpieczeństwo jest śmiertelne, mówi rosyjski taksówkarz, wysadzając nas, prowincjuszów, na Pennsylvania Station, skąd odchodzi nasz pociąg do Bostonu.

— Wspaniałe miasto — mówię.

— Na jeden dzień — dodaje szlachcianka.

Cdn

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Więcej w Wikipedii

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.