28.08.2022
Fajny film wczoraj widziałam…
A raczej już dawno temu, ale znowu ten sam. Powróciłam tu…
A że był ostatnim odcinkiem długaśnego, wieloseryjnego i ponad stuodcinkowego serialu, wspomnę o nim po raz ostatni. Obiecuję. 28.08.2022 16:54:29
Momenty były. Może nie takie, których w filmach wypatrują znudzeni niemaniem single, nastolatki i stłamszone gospodynie domowe, ale takie „nie dla idiotów”. To znaczy przesycone sugestywnymi intelektualizmami, piękną, bynajmniej nie mainstreamową polszczyzną. Inspirujące, zachęcające do egzystencjalnej zadumy albo do ruszenia kupra, uruchomienia pokładów energii i zrobienia czegoś sensownego.
Ośmielona, zachęcona oraz zaszczycona pochlebnymi recenzjami Państwa (zwłaszcza J.S.) pod poprzednią quasi-recenzją jednego z odcinków tego filmu (pt. „Etos parobka”, z dn. 31.05. 22, oraz „Archetyp na kacu” z 23.06.22) ośmielę się na przedstawienie kolejnej odsłony tegoż, a to ze względu na wypowiedziane tam ponadczasowe kwestie. Ba, wręcz instruktażowe.
Powtórzę zatem, kończąc temat owego serialu: nie mogę oprzeć się „Ranczu”. Uznawanemu za kultowy już od dawna. Kto z Państwa nie oglądał ani jednego odcinka, nie uśmiechnął się słuchając dialogów bywalców unijnej ławeczki raczących się winkiem typu mamrot lub wyborczym piwkiem o uroczej nazwie Kozioł–Mocny, niech pierwszy … tak. Rzuci kamieniem. We mnie, wielką admiratorkę przesłania każdego odcinka, każdego wątku świetnie zrobionego serialu.
*
Mamy zaśnieżony wieczór wigilijny oraz wybory prezydenckie. Zupełnie przypadkiem szala zwycięstwa przechyla się na szefa młodej i dynamicznej „wiejskiej” partii PPU (Polska Partia Uczciwości) Pawła Kozioła (Cezary Żak). Perspektwa prezydentury bardzo przytłacza byłego wójta Wilkowyj. Kozioł ma wątpliwości, czy podoła zadaniu. Skrewił. Chwilowo szuka azylu na wilkowyjskiej plebanii, dokładniej u brata bliźniaka – obecnego pomocniczego biskupa sądeckiego. Przy butelce przemyconego na plebanię drogiego koniaku rozmawia z domownikami – trzema księżmi. Biskupem Piotrem Koziołem (Cezary Żak), proboszczem ks. Robertem (Bartłomiej Kasprzykowski) i wikarym ks. Maciejem (Mateusz Rusin).
Młody wikary, człowiek oczytany, kulturalny, poraża mnie skromnością, intelektem i … kontrowersyjną mądrością. Uosabia pokolenie, które potrafi korzystać ze zdobytej wiedzy. Pogłębia ją ustawicznie, utrwala, usiłuje przekazać innym. Polemizuje, szukając kompromisu i zadając pytania. Nie mając za wiele do stracenia, ponieważ nie zajmuje ważnego stanowiska, nie boi się prezentować własnych poglądów. Ten swoisty paradoks sprytnie wpleciony został w narrację całego serialu.
*
– Kamień do szyi tylko i … – (Paweł Kozioł).
– Ja bardzo przepraszam. Ale skoro tak może się wydarzyć, a pan w takiej desperacji, to czemu z tej sytuacji nie skorzystać? Bo pan jako prezydent mógłby się dobrze Polsce przysłużyć. – (Ks. Maciej)
– Mój brat? Dobrze przysłużyć? Oszalał ksiądz. – (Piotr Kozioł).
– Właśnie, jakim cudem? – (Paweł Kozioł)
– Choćby jako część tej siły, co wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni. – (ks. Maciej)
– A co to? Jednym kieliszkiem się upił? – (Paweł Kozioł)
– Nie, nie, to Goethe, zdaje się… – (ks. Robert) – Wie pan, to o… szatanie.
– Bo skoro pan nie chce, żeby na następną kadencję pana wybrali, to nie musi się pan nikomu podlizywać, ani do sondaży modlić, tylko zrobić kilka ważnych rzeczy, przepraszam, że tak górnolotnie powiem, dla dobra naszej ojczyzny. – (Maciej)
– No pewnie, a co taki prezydent może? – (Paweł)
– Jak pana partia wejdzie do rządu, to pan będzie miał bardzo duży wpływ. A nawet jak nie, to też wielu rzeczy może się pan domagać. Referendum straszyć, ustawy blokować, swoje projekty zgłaszać.
– Phiii… Myślałby kto, że taki księżulek w polityce biegły? – (Paweł)
– Zaraz, zaraz Paweł. Jeśli ty i tak nie wiesz, co robić, gdybyś tym prezydentem został, to co ci szkodzi zrobić coś dobrego? – (Piotr)
– No dobrze, ale co? – (Paweł)
– Pomyślmy… Parę rzeczy samych się nasuwa, prawda? Bo tak. Kryzys demograficzny jest straszny. I te wszystkie środki mało co pomagają. To może docenić, że rola matki to też praca, i do tego bardzo ważna. – (Maciej)
– Ale co, płacić? – (Robert)
– Na to państwa nie stać. Ale żeby do stażu pracy kobiecie się to liczyło, i za każde dziecko do emerytury miała dodatek? – (Maciej)
– To byłoby godnie. Taki wyraz wdzięczności za wychowanie obywateli. – (Piotr)
– I pełne dożywianie ubogich dzieci w szkołach. Przecież to jest wstyd, żeby u nas dzieci głodne były. A są! A ile jedzenia się marnuje? To jest podwójny grzech, po prostu! – (Robert)
– I jeszcze poważnie tymi młodymi się zająć, co szkoły kończą. Coraz mniej ich jest i jeszcze migrują za pracą. To jest dramat, absurd! Tu (!) powinni mieć szansę na godne życie. – (Maciej). – I referenda lokalne. Gdyby tak każdą ważną decyzję w gminie, czy w powiecie pod referendum poddać? To by nie było: my – oni, tylko wspólne decyzje. Ludzie w końcu poczuliby się gospodarzami u siebie.
– Taak… Słuchaj ludzi, daleko zajdziesz. – (Paweł)
– Jak się człowiek polityką zajmuje, to chyba własnego narodu nie powinien się bać? – (Maciej)
– A.. z tą unią to co? – (Paweł)
– No cóż… Jan Paweł II był zasadniczo za… – (Piotr)
– Bardzo za! Przecież wspólnotę europejską to w ogóle katolicy wymyślili. Jako sposób na to, żeby w Europie nie było wojen. No i to się udało. Pierwszy raz w historii. A Robert Schuman, jeden z głównych twórców, nawet kandydatem do wyniesienia na ołtarze jest. – (Maciej)
– Poważnie? – (Robert)
– No tak. A flaga Unii skąd się wzięła? Z Apokalipsy Św. Jana. (…) Niewiasta obleczona w słońce, księżyc pod jej stopami, a na głowie jej korona z gwiazd dwunastu. Dlatego właśnie na fladze Unii jest dwanaście gwiazd. – (Maciej)
[…]
– Ja bym jeszcze taką osobistą prośbę do pana miał. Jakby pan tym prezydentem został. – (Maciej)
– No? Co? – (Paweł)
– Kultura. Na miłość boską, przede wszystkim kultura. Od tylu lat traktuje się kulturę jak jaką ubogą krewną. Jakieś resztki się jej daje. Kiedy to jest główna gwarancja niepodległości. Naród, którego kultura karleje, ginie! – (Maciej)
– I edukacja… Koniecznie! – (Robert)
– Jaki to mógłby być piękny kraj! Paweł! – (Piotr)
– Mrzonki! – (Paweł)
– No może i mrzonki. Ale jak ci i tak nie zależy, to co ci szkodzi te mrzonki zrealizować? Nawet jakbyś jakieś gafy popełnił, czego się przecież boisz, to nikt ci tego pamiętać nie będzie. Bo ty przejdziesz do historii jako prezydent odnowiciel.
*
Cytując fragment ostatniego odcinka nadawanego w telewizji publicznej serialu „Ranczo”, mam ochotę zwrócić się z apelem. Nie do światłego czytelnika Studia Opinii, nie do moich Przyjaciół i znajomych, nie do tej proeuropejskiej części społeczeństwa, czytającej książki, głodnej nauki, wiedzy i otwartości na świat. Tylko do tej wolskiej, zakuprzańskiej, narodowo kościółkowej oraz zorientowanej na kłamliwy bełkot obecnej władzy. Do pislamskiego elektoratu.
– Człowieku! Czego ty się boisz? Kultury? Nauki? Wiedzy? A może prawdy??? Obudź się, idioto! Zacznij używać rozumu. Ponieś odpowiedzialność za swój głos wyborczy.
Miałeś chamie złoty róg! Miałeś chamie czapkę z piór… Ech!

Aneta Wybieralska
