Jarosław Kapsa: Długie pożegnanie z samorządnością7 min czytania

01.10.2022

„Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

Ponieważ trudno jest określić, co i dla kogo znaczy „sprawiedliwość społeczna”, możność interpretacji oddano partii politycznej. Polska dzięki temu jest nadal państwem demokratycznym, lecz zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej wybory organizuje się wtedy i tylko wtedy, gdy są przydatne partii rządzącej.

I czego tu nie rozumiesz? Tylko w ten sposób wytłumaczyć można pospieszne machnięcie zmian w prawie, wydłużające o pół roku kadencję władz samorządowych. Przypominałem już, że jest to pierwsze w historii odrodzonego po 1990 r. samorządu terytorialnego przesunięcie kadencji, dokonane w trakcie jej trwania; w dodatku uzasadniane dość błahym powodem „problemów technicznych”. To takie aroganckie zasygnalizowanie ogółowi: możemy wedle własnego uznania wydłużyć lub skrócić kadencje wybranych przez was władz lokalnych, możemy także całkowicie pozbawić was wpływu na wybór tych władz… Co prawda: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. – ale ten zapis dotyczy „nieokreślonej” Rzeczpospolitej, nie przesądzając o prawach właścicielskich partii wobec państwa. „Dobro narodu stoi ponad prawem”, „praktyka ważniejsza jest teorii” itd., itp.

I o co chodzi? Decyzja o przedłużeniu kadencji władz samorządowych nie wywołała wielkiego hałasu. Pro forma protestowała opozycja, ale ona i tak wszystko „rządowe” oprotestowuje. Poszanowania praw samorządowych domagały się korporacje władz lokalnych. Ale na poziomie gmin nie odnotowano lawiny protestujących uchwał rad; nikt nie wyszedł na ulicę, nie pikietowano Sejmu, nie zbierano podpisów pod listami otwartymi w obronie… Może realność podpowiadała, że nie ma już czego bronić, samorządności od dawna już nie ma; pozostał fantom: ograniczona możliwość decydowania w drodze wyborów, kto zarządza sprawami publicznymi na obszarze lokalnych i regionalnych jednostek administracyjnych.

Wstępem i motywacją dla decyzji 231 posłów (większości, która może wszystko) były wybory w Rudzie Śląskiej. Dobrze, że pospolitą nazwę tej miejscowości opatrzono przymiotnikiem; gdyby nie to, w stolicy nikt by nie wiedział, gdzie to jest i kto tam żyje. W Polsce rządzą od dwudziestu lat scentralizowane partie „wodzowskie”, a z punktu widzenia centrum cały kraj zamieszkuje podobna, amorficzna masa ludzka, którą w ten czy inny sposób trzeba urządzać. Centralizm nie jest przymiotem jedynie PiS-u; choć trzeba tej partii przyznać największe zasługi w ześrodkowaniu decyzyjnym. Inne partie swoje zapędy centralistyczne ukrywały pod ładnymi słowami o konieczności modernizacji i wdrażaniu postępu. Kaczyński od 30 lat powtarzał konsekwentnie: państwo polskie to sfera, którą w pełni i osobiście kontroluję; wszystko inne jest wrogiem tego państwa.

Ponieważ samorządy ze swej istoty nie mogły być „w pełni i osobiście” kontrolowane przez „naczelnika” z centrum, musiały zostać zaszeregowane jako „siły wrogie”. Centralizm partyjny polega m.in. na tym, że wszelki awans czy degradacja podległych osobników zależna jest od woli wodza. Zatem nawet wybrany z list PiS-u wójt lub prezydent miasta wyłamuje się z tej reguły, osłabiając kompetencje wodzowskie. Partie, uniezależnione materialnie od swego elektoratu dzięki dotacjom z budżetu, nie są zainteresowane rozwojem swych struktur na prowincji. Wygodniejszy dla centrum jest aparat zawodowy, nieliczne i bierne grono, ale za to w pełni lojalne wobec góry. Nie wiem, jak w Rudzie Śląskiej, ale w częstochowskim życiu publicznym ani PiS, ani PO, ani Lewica nie istnieje. W teorii rządzi samorządem koalicja Lewicy z PO, ale programowo lub w realnych działaniach, jest to „bezobjawowe”.

Od czasu II etapu reform samorządowych w 1998 r. w reakcji na decentralizację wspólnym wysiłkiem kolejnych rządów, z udziałem SLD, PiS, PO, PSL, LPR, Samoobrony itd., do minimum doprowadzono możliwości wpływu lokalnych społeczności na „swoją” władzę, przy jednoczesnym pozbawieniu tej władzy kompetencji niezbędnych do prowadzenia samodzielnej polityki. Władze samorządowe nie mają możliwości, by prowadzić własną politykę rozwiązywania problemów społecznych, nie mogą odpowiedzialnie dbać o bezpieczeństwo, chronić środowisko, rozwiązywać problemy komunikacyjne czy związane z edukacją młodego pokolenia. Prezydent miasta jest w praktyce mniej lub bardziej sprawnym wykonawcą zadań ustalanych na zewnątrz i finansowanych z zewnątrz. Ta bezsilność przykrywana jest pi-arem. W efekcie nie buduje się dróg, by rozwiązać rzeczywiste problemy edukacyjne, nie prowadzi się modernizacji budynków publicznych, by poprawić ich jakość i obniżyć koszty użytkowe, nie przeciwdziała się biedzie – tylko rozdziela centralnie przydzielone zasiłki, dotacje, środki pomocowe. Robi się inwestycje dla samych inwestycji lub dla efektu „wow”.

W wyborach prezydenckich w Rudzie Śląskiej w pierwszej turze uczestniczyło 35% mieszkańców, w II turze 21%. Obserwatorzy polityczni skupili się na wyniku, z satysfakcją przyjęli przegraną PiS. Ale czy tylko PiS przegrał, skoro także partie opozycyjne nie potrafiły zmobilizować swoich elektoratów? Może ta mała frekwencja oznacza przegraną samorządności, znak unieważnienia tej wartości w oczach ogółu mieszkańców? Nie mają oni poczucia, że użyciem kartki wyborczej decydują sami o sobie i o swych sprawach. Raczej czują się obserwatorami rywalizacji w gronie „onych” – elity władzy. Rzeczywista siła polityczna tzw. samorządowców, prezydentów dużych miast, nie polega na mandacie poparcia społeczności, lecz na możliwości korzystania w celach wyborczych z miejskich zasobów i tworzenia zastępu „lojalnych” dzięki tysiącom stanowisk pracy znajdujących się w gestii lokalnej władzy. Dla mieszkańców obojętne jest, czy dana miernota awansuje dzięki łasce lokalnego kacyka, czy kacyka partyjnego. Jedno i drugie jest kontrproduktywne, zniechęca ludzi do myślenia o dobrze wspólnym.

Ruda Śląska jest jednym z tych miast, które zrodziło się w PRL, jako produkt uboczny industrializacji. Zaplecze sypialne hut i kopalń, po transformacji gospodarczej szukające na nowo swojej tożsamości. Stworzono Rudę z 11 niezależnych osad i osiedli, z Nowego Bytomia, Halemby, Goduli, Chebzie, właściwej Rudy i innych. Większość z nich zachowała swoją odrębność tożsamościową, ale, po zmniejszeniu liczby radnych część dzielnic nie ma swych reprezentantów w Radzie. Miasto liczy 137 tys. mieszkańców, z których około 1/3 uważa się za śląskich autochtonów. Tej 1/3 udało się wprowadzić 1 przedstawiciela do Rady. W 25-osobowej radzie jest 8 radnych „partii władzy” – komitetu wyborczego stworzonego przez prezydenta miasta; po 8 przedstawicieli PiS i PO – czyli reprezentantów partii wobec mieszkańców. W II turze wyborczej walczyli z sobą dwaj byli wiceprezydenci, a więc była to „wojna domowa” podzielonej na frakcje lokalnej partii władzy.

Tak wygląda demokracja samorządowa w praktyce; tak w praktyce objawia się wspólnota mieszkańców łączących się w pracy na rzecz dobra wspólnego. W innych miastach lepiej nie jest.

Nie tylko przegrana PiS w Rudzie Śląskiej, ale i obserwacja małej frekwencji skłoniła partię rządzącą do aroganckiego przesunięcia terminu wyborów samorządowych. Wiedzieli, że większość obywateli RP przyjmie to bez protestu, bo – o czym świadczy frekwencja – większość nie jest tymi wyborami zainteresowana.

Jest to też zachęta do dalszych kroków. Jeśli ogół nie interesuje się możliwościami decydowania „sami o sobie”, to po co mu prawo wyboru. Zróbmy tak jak w PRL, takie formalne, odświętne, manifestacyjnie demokratyczne wybory, których wynik jest z góry znany. Po co w kryzysie wydawać pieniądze na kosztowne kampanie wyborcze, skoro dobro Polski i tak zapewnia tylko jedna, zjednoczona narodowa i katolicka partia… Po co otwierać furtkę dla wrogiej roboty putinowskich i merkelowskich agentów wpływu…

„Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. „Sprawiedliwość” wymaga, by „demokratycznie” rządziła partia „Prawo i Sprawiedliwość”.

Trybunał Konstytucyjny, jak będzie trzeba, potwierdzi taką interpretację ustawy zasadniczej.

Jarosław Kapsa

Print Friendly, PDF & Email
 

One Response

  1. Robert 02.10.2022 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo