01.11.2022

W ostatnich dniach znowu zrobiło się głośno o apostazji dzięki publicznej deklaracji popularnego piosenkarza Dawida Podsiadły, że zamierza wystąpić z Kościoła katolickiego. W mediach prawicowych zaroiło się od głosów potępienia, jednak przeważały wyrazy zrozumienia i solidarności. Sylwia Chutnik przypomniała swoją własną apostazję, pisząc, że to wcale nie boli. Podobnie inni, mniej mi znani.
Jednocześnie pojawił się pocieszający sygnał, że skrajnie fundamentalistyczna organizacja Ordo Iuris, która dawała się we znaki wielu ludziom, traci płynność finansową i stanęła na granicy bankructwa, być może w ogóle przestanie istnieć. Podobne kłopoty zaczyna przeżywać coraz więcej parafii katolickich. Być może stoimy przed odejściem jednej z najbardziej opresyjnej w przestrzeni instytucji publicznych. To nie jest myślenie życzeniowe, jeśli spojrzymy, co się dzieje w podobnie „katolickim kraju” jak Irlandia.
Ostatni raz o Irlandii było głośno, gdy w 2018 roku po referendum aborcyjnym, kiedy to nie tylko wygrali, ale zdobyli zdecydowaną przewagę zwolennicy zmiany jednego z najbardziej restrykcyjnego prawa w Europie. Referendum zostało ogłoszone przez ówczesnego szefa irlandzkiego rządu Leo Varadkara (był nim w latach 2017-2020). Varadkar podsumował je zwięźle: „To święto demokracji. Ludzie przemówili. Chcą nowoczesnej konstytucji dla nowoczesnego państwa. I ufają kobietom”.
Od tamtego czasu minęły cztery lata i Irlandia zmieniła się jeszcze bardziej. Stała się krajem nie tylko świeckim, ale głęboko antykatolickim. Jej świeża świeckość jest bowiem głęboko uwarunkowana traumą po trwającej niemal dwa wieki dominacji instytucji, która naznaczyła nie tylko kulturę, ale wręcz tożsamość Irlandczyków. Piszemy o tym z Arturem Nowakiem w rozdziale „Dzieci w szambie w katolickiej Irlandii” w wydanej niedawno książce „Babilon. Kryminalna historia kościoła”. Podajemy tam też bibliografię. Zgodnie z podtytułem książki zajmujemy się procederem przestępczym, nie szczędząc drastycznych szczegółów, bo ciągle jest wielu sceptyków, którzy uważają, że przesadzamy. Zresztą o Irlandii pisaliśmy również w wydanej rok wcześniej „Gomorze”, gdzie przywołaliśmy również stosowną literaturę przedmiotu.
Dzięki niezmordowanemu Tomowi Doyle (sygnalista, który jako pierwszy duchowny katolicki ujął się za ofiarami pedofilii w USA), na którego liście korespondentów znajduję się od wielu lat, dowiedziałem się o istnieniu nie tylko ciekawego autora, ale i jego zupełnie wyjątkowej książce właśnie wydanej w USA. Doyle napisał: „Nie skończyłem jeszcze tej książki, ale to, co przeczytałem, jest imponujące i bardzo niepokojące. Jest to bardzo wnikliwe studium tego, jak Irlandia przeszła od statusu najbardziej katolickiego kraju w Układzie Słonecznym do bardzo świeckiego państwa […] i plagi do wykorzystywania seksualnego i prawie niewiarygodnego niewłaściwego postępowania ze strony biskupów”.
No więc zagłębiłem się w teksty Hugha Turpina i w pełni przyznaję rację Doyle’owi: to teksty nie tylko robiące wrażenie, ale i głęboko niepokojące.
Zacznijmy od wspomnianej książki, to „Unholly Catholic Ireland. Religious Hypocrisy, Secular Morality, and Irish Irreligion”. Marzy mi się takie głębokie stadium degrengolady polskiego katolicyzmu, jaką obserwujemy od 1989 roku. Na razie przeczytałem materiały dostępne na stronie wydawcy Princeton University Press. Zachęcające. Przeczytałem też inny tekst autora, który jest rozdziałem w książce „Handbook of Leaving Religion” z 2020 roku, który omawia proces odchodzenia od religii Irlandczyków. Myślę, że to zapowiedź książki, którą mam zamiar przeczytać tak szybko, jak to będzie możliwe.
Turpin rewiduje szereg przyjętych za pewnik ustaleń socjologii religii. Polemizuje z największymi autorytetami, które wyznaczały i moje rozumienie religijnych przemian. Chodzi o Toma Inglisa i jego analizę procesu sekularyzacji w Irlandii czy Grace Davie, która napisała wiele o tym, że człowiek wierzy nawet wtedy, gdy nie należy do instytucjonalnych form religii. Krótko mówiąc, według Hugha Turpina Irlandia jako społeczeństwo odeszła od katolicyzmu na dobre i właśnie żegna się z resztkami przeżytków religii. Dużą w tym rolę odegrał sam Kościół katolicki, który od dziesięcioleci nie potrafił zrezygnować z hegemonii religijnej, kulturowej i politycznej, a poza tym wyraźnie nie radził sobie z coraz większymi skandalami moralnymi.
Czy w Polsce czekają nas podobne procesy? Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się dzieje, co zapoczątkował już w grudniu 2016 roku czarny protest kobiet. Został on wzmocniony falą podobnych strajków po haniebnym wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłęckiej z października 2020 roku zaostrzającym prawo aborcyjne w Polsce.
Prof. Obirek pisał niedawno m.in…


Apostazja to świadome wystąpienie z KRK, specjalnie utrudnione aby zniechęcic ludzi do tego aktu. Tymczasem w Irlandii i w POlsce mamy do czynienia z masowym procesem sukularyzacji – odrzucenia religii i kościoła instytucjonalnej jako paskudnych form indoktrynacji i ciemiężenia społecznego. Społeczeństwo zniewolone przekształciło sie w społeczeństwo antyreligijne. Podobny proces zachodzi także w Polsce. NIe wiem czy będzie równie szybki jak w Irlandii, ale z pewnością się dokona. NAjwyższy czas aby te opresyjną, antychrześcijańską instytucję odesłać na smietnik historii.
Zasadniczo się zgadzam, dodałbym jednak, że w samym kościele jest sporo katolików, którzy chcieliby swoją instytucję zmienić nie odchodząc od niej. I tym trzeba sekundować i w miarę możliwości dostarczać argumentów jak to zrobić, np. uświadamiać, że mają równe księżom prawa do decydowania jak ma życie na parafii wyglądać.
Takim autentycznym wiernym ja także sprzyjam. Warunkiem odnalezienia się autentycznych katolików i takiegoz kościoła jest zredukowanie opresyjnej, biurokratycznej instytucji do niewielkich wspólnot społecznych, skoncwntrowanych na zaspokajaniu potrzeb duchowych a nie materialnych i politycznych. Paradoksalnie – szansą przetrwania krk jest pierwotnie jego upadek.
Oczywiście – sekularyzacji, kościoła instytucjonalnego,.
Może wiec zamiast mówić o upadku trzeba postulować reformę czy wręcz transformacje zgodnie z ewangelicznym postulatem „jeśli ziarno nie obumrze to nie przyniesie owocu”?
Panie Profesorze,
zawsze czytam Pana teksty z wielkim zaciekawieniem i przyjemnością. Może przybliżą mi odpowiedź na pytanie, po co komu religia w dzisiejszych czasach? (Dla mnie to tylko ciekawostka, a nie realny problem egzystencjonalny.)
Być może odpowiedź zamieścił już Pan w cytowanym postulacie. Choć dla mnie jest tam po prostu o jedno „nie” za dużo.