25.12.2023

I. Dar utracony i pierwsze wejrzenie
W małym mieście, na peryferiach obok lasu żyła samotnie pogodnej natury Dziewczyna.
Była zazwyczaj lekko uśmiechnięta, choć wiecznie zapracowana, goniąca za czymś, co z jednej strony było ściśle określonym celem, a z drugiej czymś nieuchwytnym, czego w istocie sama nie pojmowała.
Dziewczyna miała w miarę uporządkowany świat i swoje pasje, którym się z radością oddawała, była bowiem pół rzemieślnikiem – pół artystką, rozmiłowaną w muzyce i śpiewie. Codziennie wyznaczała sobie zadania, były to różne mniej lub bardziej prozaiczne, drobne i większe artystyczne czynności, które nieomal zawsze udawało jej się doprowadzić do końca. Dziewczynie wydawało się, że wiedzie dobre, inspirujące, jednakowoż spokojne życie.
Pewnego dnia usłyszała, że w lesie pojawiał się młody Lis. Mówiono o jego wyjątkowości, ponieważ posiadał niezwykłe cechy – mimo swojego młodego wieku i delikatnej masy ciała potrafił być najszybszy. Przemierzał przepastne łąki z niewyobrażalną prędkością, prześcigając naturę. Jego szybkość była zadziwiająca tak dla zwierząt, jak i dla ludzi. Dziewczyna widziała go parę razy z daleka, jak niemal szybował z wdziękiem o zmroku. Czasem widywano go także, gdy wstawał dzień, niedaleko ludzkich domostw; nikt nie mógł dorównać mu zwinnością i pięknem w jego szalonym pędzie.
Tuż przed początkiem lata przyszły jednak złe wieści. Powtarzano, że młody Lis nagle przestał pojawiać się w lesie, a nawet jeśli z rzadka bywał, to snuł się osowiały, niechętny, by rozwinąć swój dawny pęd, nadlisią biegłość, która do niedawna była tak imponującym wyczynem.
Któregoś dnia pewna dziennikarka, lubująca się w tematach przyrodniczych, poprosiła Dziewczynę, aby jeśli to możliwe, spróbowała zająć się Lisem. Mieszka tak blisko lasu, kocha naturę, może uda jej się mu pomóc? Wszyscy byli do niedawna zachwyceni pięknem, które wnosił do lasu, jego niepohamowaną szybkością, która zakrawała na cud. Co mogło się stać, dlaczego Lis nagle przestał być tym samym Lisem, którego tak podziwiali? Każdy, kto znał Lisa, w skrytości ducha miał o to do niego małą pretensję.
Dziewczyna długo zbierała się do misji, którą powierzyła jej dziennikarka. Dlaczego młody, pełen pasji Lis stracił nagle zapał do tego, co mu najpiękniej wychodziło? Dlaczego porzucił swój dar i talent? W jaki sposób można byłoby mu pomóc odzyskać siebie?
„Może trzeba to po prostu uszanować” – postanowiła Dziewczyna, która intuicyjnie potrafiła współodczuwać – „Tak bardzo chciałabym poznać jego myśli… Przy mnie będzie mógł być sobą”.
Z początkiem jesieni, kiedy słońce wesoło przygrzewało żółtawe liście, Dziewczyna wyszła na polanę, gdzie czasami go widywano, i zawołała:
– Lisie, podejdź do mnie. Jestem dziewczyną, która mieszka w domu na skraju lasu. Lubię śpiewać pieśni i kocham ten las, w którym ty mieszkasz. Pozwól mi ze sobą porozmawiać…!
Lis, czego się Dziewczyna nie spodziewała, wyszedł do niej natychmiast, pełen wdzięku i odwagi.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego z nadzieją w sercu, a on powiedział:
– Możemy rozmawiać, o wszystkim.
I tak zaczęły się ich codzienne, wielogodzinne rozmowy: bez oceniania, bez przekonywania, zawsze z prawem do popełnienia błędu; rozmowy, które były darem.
***
Dziewczyna, siedząc w pociągu, patrzy na biel krajobrazu. Śnieg prószy, przez co nagle dzień się rozjaśnił, światło pada na jej dojrzałą twarz… Myśli jej mkną tak szybko, jak obrazy za oknem.
„Lisie, gdzie teraz jesteś?”
II. Piękno jest w środku
Lis powoli dawał się oswoić. Przychodził na dłużej, siadywał naprzeciwko Dziewczyny i stawał się najlepszym kompanem do rozmów; a one były zawsze pełne filozoficznych pytań:
Po co żyjemy? Co jest naprawdę ważne? Kim jesteśmy?
Jakie jest nasze przeznaczenie?
Czy istnieje obiektywna etyka?
Czy wolność od cierpienia jest możliwa, czy jest w ogóle pożądana?
Czy naszym celem jest powrót do „źródła” czy niekończąca się kreacja i ekspansja?
Po dwóch tygodniach spacerów z Lisem i ich leśnych rozmów Dziewczyna miała sen. Opisała go zaraz po przebudzeniu w swoim notatniku.
„Śniło mi się, że spałam. Mój sen był spokojny, twardy, niczym ‘sen sprawiedliwego’. Mimo to widziałam siebie od zewnątrz. Część mnie unosiła się nade mną przyglądając beznamiętnie z boku. Widziałam siebie, jak leżę we własnym łóżku na wznak, miarowo oddycham; widziałam swój profil i rozsypane na poduszce włosy. Leżałam tak bardzo długo i nic nie zapowiadało, że się coś zmieni, coś wydarzy, czy że przebudzę się z tego snu…
Wciąż leżąc i śpiąc otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą unoszącą się postać. Ciało to zawisło nade mną, dosłownie milimetry dzieliły go od mojego ciała. Nie było to jednak doznanie erotyczne. Postać unosiła się nade mną, budząc we mnie rosnące przekonanie, że oto mam przed sobą Lisa we wcieleniu człowieka. Ciała nie dotykając się były ze sobą zespolone. Jakby w zwolnionym tempie wirowały ze sobą i przetaczały się. Pamiętam jasną twarz tej postaci. Była w niej czułość, ból, piękno i moc. Chcieliśmy się nawzajem wchłonąć.”
Dziewczyna poczuła się błogo, z jednej strony – było to dość zabawne, z drugiej wzrastało w niej niepokojące przeczucie, ekstatyczna czułość wobec Lisa.
III. Przemijanie
Jesień bardzo szybko zamieniła się w przygnaną przez zawieje śnieżne zimę w srogiej postaci. Wspólne spacery w kolorowych liściach niosły teraz za sobą urok przedzierania się przez oszronione knieje i skrzypiący pod stopami śnieg. W lesie panowała cisza, mogli więc odbywać długie wędrówki niemal „ramię w ramię”, choć Lis nigdy nie podchodził bliżej, trzymając wyznaczony przez siebie dystans. Dziewczyna jednak dobrze słyszała jego głos, gdy przemawiał do niej, czuła jego dobre intencje, ale też narastający w nim, dojmujący smutek.
Nie pamięta, kiedy poczuła pierwsze ukłucie ze swoistym rodzajem bezradności, tak z powodu cierpienia Lisa, jak i… kiedy pewnego wieczoru patrząc w lustro uchwyciła w nim nagle cień własnego przemijania. Nie przyniosło to żadnego głębszego zrozumienia, za to wiele pytań w głowie, z którymi zostajemy, stopniowo tracąc swą dziecinną wiarę w ustalony przez – kulturowe przekonania, tradycję, czy religijne maksymy – porządek świata.
„Lisie, podejdź do mnie, spotkajmy się chociaż raz” – wyrzekła nagle jednym tchem, pewnego, zdawałoby się jaśniejszego, dnia.
Lis z początku nie odpowiadał; jego przygnębienie było dotkliwe, spojrzenie dzikich oczu błagalne, a przy tym wielkość lasu zdawała się – przepastna. A co począć z odpowiedzią na te wszystkie najtrudniejsze w świecie pytania, które próbujemy na wszelkie sposoby tłumaczyć, doznając co i raz to olśnienia, to zwątpienia, mistycznych uniesień, szukając magii i naukowych wyjaśnień, w codziennych zjawiskach, prześmiewczo wytykając sobie naiwne założenia?
I nagle Lis obiecał, że przyjdzie. Tak, postanowił, że wreszcie ją odwiedzi, wemknie się przez otwarte drzwi do domu Dziewczyny i tam spędzi z nią trzy wieczory. Choć nieoswojony, zostanie z nią w cieple i bliskości w ustalonym czasie.
Ta nieoczekiwana decyzja uradowała duszę Dziewczyny i rzuciła ją w wir przygotowań do spotkania z Lisem. Zaczęła wielkie zimowe porządki i gotowanie najrozmaitszych potraw, które mogłyby ucieszyć podniebienie przyjaciela. Wyczyściła wszystkie kąty, ogrzała dom drewnem z kominka, a w najcieplejszym i najbardziej przytulnym, jej zdaniem, miejscu uszykowała mu legowisko. Zapaliła świece, nucąc melodie tęsknych pieśni. Zaczęło się fascynujące oczekiwanie, które przeplatało się z rosnącym w jej sercu coraz bardziej oczywistym przekonaniem, że wszystko jest dane tylko na chwilę.
Trzy dni minęły jak sen, na niekończących się rozmowach, bezsennych nocach, urwanych drzemkach, małych uśmiechach, degustacji pyszności, przygotowanych przez Dziewczynę. Lis, choć wdzięczny za to wszystko i prawie oswojony, trzymał się wciąż z daleka; nie do pomyślenia było przesunąć ręką po jego lśniącym futrze. Choć przecież nie był już dziki, bliska czułość między Dziewczyną a zwierzęciem była nieosiągalna, jednak nikt nikomu nie czynił z tego powodu jakichkolwiek wyrzutów.
IV. Bliskość
Bliskość tych trzech zimowych wieczorów spowodowała coś w rodzaju melancholii u Dziewczyny i jeszcze większego rozstroju, a następnie jakiegoś niby-wyciszenia wraz z narastającą niezrozumiałą w oczach Dziewczyny stopniową izolacją ze strony Lisa, wędrówką w jego dziwny, lisi świat.
Kiedy przyszła wiosna i jej pierwsze podmuchy, które w promieniach słonecznych smagały twarze i ciała, Dziewczyna poczuła się znowu krzepko. Zaczęła na powrót zajmować się swoją pracą twórczą, a Lis przyglądał się temu z oddali. Nie pozwolił jej całkowicie oddać się życiu bez niego, wciąż chciał być w nim trochę obecny, nie dając Dziewczynie bliżej do siebie podejść.
Lis często opowiadał jej o swym bólu, a Dziewczyna uparcie pragnęła ten ból uśmierzyć, imając się rozmaitych pomysłów i sposobów. Wrócili do tematu jego wybitnego talentu, który z każdym miesiącem wyglądał na bezpowrotnie pogrzebany. Dziewczyna zaproponowała, że z łatwością pomoże Lisowi wrócić do dawnej formy i świetności jego wyczynów, co Lis początkowo podchwycił skwapliwie, a po niedługiej przerwie niezgrabnie się z tego wycofał, czym w rezultacie doprowadził Dziewczynę do furii.
Zamknięta w domu, z postanowieniem stałego zażegnania kłopotów związanych z Lisem („ponieważ w żaden sposób nie potrafi mu pomóc – ani ona, ani nikt”), po kilku dniach usłyszała raptem ciche drapanie do drzwi.
„Co u Ciebie? – zapytał Lis – Czy możemy ze sobą rozmawiać jak dawniej?”
V. Odrzucenie
Emocje, którymi karmiła się Dziewczyna przez wiele miesięcy spotkań z Lisem, a których zmiennymi były tylko pory roku wraz z ich pięknem, spowodowały namnożenie się nieskończonej ilości pytań, poczucia zarazem szczęścia i beznadziei, przy jednoczesnym zrozumieniu niemożności połączenia ze sobą istoty rzeczy niepołączalnych.
Próby pomocy Lisowi i lekarstwo z lasu, a potem nieśmiały początek powrotu do jego zdrowia wniosły w życie Dziewczyny kolejną wiarę w sprawczość i dobro tej więzi, która powstała między nimi.
Kiedy zbliżała się pora wiosenna, z widocznymi już pąkami na gałęziach Lis powrócił do lasu na stałe, obiecawszy Dziewczynie, że odwiedzi ją ponownie; może na dłużej, a może będzie bywał regularnie, już na zawsze… Przygotowaniom do jego wizyty towarzyszyła niebywała euforia – ciasta i ciasteczka wylądowały w piekarniku, Lis bowiem okazał się niemałym łasuchem. Wiosenne porządki zdominowały codzienność Dziewczyny; chciała mu ofiarować wszystko, co najlepsze, łącznie ze swoim wyglądem i najlepszą wersją siebie, nie zadając sobie pytania, czy to ma jakiekolwiek znaczenie dla Lisa.
Ale czy można zbliżyć się do Lisa? Czyż Lis może móc/chcieć/zapragnąć naprawdę zbliżyć się do człowieka?
Dziewczyna każdego dnia stawiała sobie to pytanie, usiłując pojąć niepojętą relację. Choć wielokrotnie raniona przez Lisa, przez jego wykręty, kryjówki, ucieczki i powroty, jego szczere łzy i szyderczy śmiech, jego mądrość i niechęć dorównywania ludziom, podziwiała go i tęskniła nawet, gdy rozmawiali, gdy był blisko milczący i gdy tkwił w swojej lisiej norze daleko, jakże daleko…
Pewnego ciepłego popołudnia wróciła do domu, w którym czekał na nią list:
(…)
Był to list nader długi, pisany w rozmysłem, z dużą ilością słów, które można by było streścić w następujący sposób: „Nie mogę tak. Choć wiele ci zawdzięczam. Być może do zobaczenia gdzieś, kiedyś…”
***
Jest koniec lata, słońce przygrzewa wciąż bardzo mocno i w ten bezwietrzny dzień, czuć w powietrzu błogość jak za dawnych dni wczesnego dzieciństwa. Dziewczyna leży na piasku nad wodą, jest cicho, z oddali słychać tylko głosy nielicznych dziwaków podobnych do niej, którzy przyszli tu bez żadnego konkretnego celu, wprost dla uroku tego miejsca. Jest sama i czuje, że w tej chwili nie ma właściwie nikomu nic do wyjaśnienia. To miłe poczucie powoduje w niej narastające roztargnienie; ciśnienie krwi spada… „ani żyć, ani umierać”, jednak samo to, że nie musi się nigdzie spieszyć, ani nawet podążać dokądkolwiek, daje jej poczucie małej radości. Ciepłe wrześniowe powietrze muska skórę; ta pieszczota jest podarunkiem od losu. Rozprasza się coraz bardziej, jakby była stworzona z miliona kawałków, które w tej przyjemności łączą się z piaskiem i niebem. Powieki Dziewczyny leniwie opadają; i w tej nirwanie towarzyszy jej jedna myśl: że gdzieś tam w świecie żyje Lis. I nie jest ta myśl niczym przykrym. Z jaką lekkością oddala się dawny smutek! Przesypujące się przez jej palce ziarenka piasku to nie nostalgia, tylko swoiste ożywienie. I czuje, że nic nie ma znaczenia, poza tym, że dzierży w dłoni ciepło ostatnich dni letniego słońca.
VI. Święta
Pół roku później w domu unosi się zapach wigilijnej kapusty, farszu na uszka z grzybami, kompotu z suszu i świeżo upieczonych pierników. W ten dzień, jakże krótki, szybko zapadnie zmrok i zaraz robi się odświętnie. Cisza i światełka w różnych kolorach nadają tej chwili uroczysty charakter. Dziewczyna spodziewa się gości; leniwym ruchem czesze ciemne swe włosy; wszystko już przygotowane, więc to moment wytchnienia i zadumy… Czy to można nazwać szczęściem? Tak, ponieważ już wie, że wszystko jest sprawą optyki, czasu i cierpliwości. Spogląda za okno, w lesie śnieg, z nieba coś delikatnie prószy, drzewa iglaste bieląc się dostojnie, uśmiechają się jakby do niej, nostalgicznie.
Ta lekcja jest o tym, byś zrozumiał, czym i kim jesteś; reszta jest niepojętym milczeniem, wolnym od schematów i ludzkich wymysłów.

Justyna Reczeniedi
Solistka Polskiej Opery Królewskiej
Ostatnia uczennica Bogny Sokorskiej – Słowika Warszawy
Profesor wokalistyki Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach
Polonistka; autorka biografii Bogny Sokorskiej i Stanisława Gruszczyńskiego

Dziewczyna jest delikatna, czuła i wrażliwa. Lis skryty, tajemniczy, nieufny, dziki. Trudno więc o przyjażń między nimi. Nawet Małemu Księciu nie do końca się udało.
Lis Antoine de Saint-Exupéry’ego to istota, która domaga się oswojenia i wzięcia za to „odpowiedzialności”, tymczasem Lis z niniejszego opowiadania odrzuca pomoc, rani i znika. Tak, ta trudna przyjaźń, choć nie przetrwała, istniała jednak przez jakąś chwilę i kto wie, może się jeszcze odrodzi? No bo jakich gości spodziewa się Dziewczyna w świąteczny czas…? Bardzo dziękuję za ten komentarz, przywołanie „Małego Księcia” i trafne określenie cech Dziewczyny i Lisa. To mocno krzepiące.
To jest właściwie przypowieść. Sama Autorka pisze, że „Ta lekcja jest o tym, byś zrozumiał, czym i kim jesteś; reszta jest niepojętym milczeniem, wolnym od schematów i ludzkich wymysłów”. Opowieść o pragnieniu poznania, które jest przekraczaniem granic. Granic codzienności, rzeczywistości. To jest właściwie istota transcendencji: wejście w relacje z bytem doskonale autonomicznym, czyli w tym przypadku nie tyle ze zwierzęciem, co z samym sobą. Ale Lis jest bardzo potrzebny, to on wyzwala niejako pytania z II rozdziału. Jest to zachęta do myślenia. Oczywiście, można przeczytać setki, jeśli nie tysiące prac filozoficznych na ten temat. I…do niczego sensownego nie dojść. Można też poszukiwać odpowiedzi na innym poziomie: na poziomie wyobraźni, aromatów lasu, świętowania, dialogów ze, znikającym w chaszczach puszystym ogonem. I wtedy może się okazać, że odrzucenia nigdy nie było, a leśny świat z jego mieszkańcami okazuje nam wdzięczność niewerbalnie – samym swoim istnieniem.
Piękne opowiadanie.Oczyszczające.
Na taką interpretację czekałam, odkąd nawiedziła mnie ta historia… Tak, „odrzucenia nigdy nie było”, bo wystarczy samo istnienie lasu z jego wdzięcznością. Tak, chodziło o zadawanie pytań dotyczących poznania i przekraczania granic realności, a Lis był do tego bardzo potrzebny. I choć odszedł, więź pozostała, ponieważ nie da się zerwać więzi (nawet śmierć tego nie niweczy). O tym między innymi jest ta przypowieść.
Dziękuję.
Takich lisów bywa w naszym życiu czasem kilka, czasem jeden. Oduczyliśmy się mówić o miłości w szerszym kontekście niż tylko związek. Powiedzieć dziś, że kocha się kogoś jak przyjaciela dla wielu jest co najmniej nie na miejscu. A przecież to było normalne kiedyś. Bo miłość nie jedno ma imię.. Boimy się tego często tak nazywać. A miłość to przecież nie tylko pożądanie.
Ta myśl jest bardzo ważna i dziękuję za nią. Nietypowa relacja, platoniczna miłość czy cykl spotkań i rozmów między bliskimi sobie duszami u niektórych budzi pewne niezdrowych obaw pytania. Tak się dzieje dlatego, że większość ludzi myśli i postrzega świat w sposób nieco schematyczny, „biało-czarny”, wedle własnych, utartych przez lata przekonań, być może związanych z rozmaitymi doświadczeniami. Można się nawet spotkać z twierdzeniem, że taka oryginalna, abstrakcyjna, niezrozumiała dla większości więź, będzie postrzegana w kategoriach „zdrady”, mimo że daleko jej od zdrady cielesnej. Zachęcam innych czytelników do polemiki w tej sprawie 🙂
Piękne, nostalgiczne opowiadanie. Specjalnie zostawiłem je sobie na czas poświątecznej, noworocznej zadumy i refleksji. Wspomnę tylko, że sam mieszkam na skraju lasu w dość odludnych okolicach i bywa, że po kilka dni nie mam kontaktu z ludźmi. Za to codziennie spotykam różne zwierzęta – sroki, bażanty, zające, sarny, jeże, dziki oraz moje dwa pieski wielorasowe, przygarniete pięć lat temu kiedy jako szczeniaki wyrzucone zostały na pewną śmierć. Między światem przyrody, nie tylko zwierząt ale i pozostałych form życia, a człowiekiem istnieje szereg więzi, które można zgłębiać jeżeli wsłuchamy się w siebie i w naturę. Jesteśmy częścią kosmosu, a ostatnio fizyka kwantowa dowiodła, że żaden organizm nie przemija wraz ze śmiercią – po każdym zostaje informacja. To o czym mówią religie, wiele nurtów filozoficznych, a co wieloznacznie nazywamy duszą ludzką, fizyka kwantowa w pewnym sensie potwierdza jako fakt. To część odpowiedzi na nasze wątpliwości…co w Nowym 2024 Roku niech działa pokrzepiająco na każdego !
Jesteśmy częścią natury, to pewne, jesteśmy z nią połączeni, jesteśmy także zespoleni ze sobą – jako organizmy, jako wibrujące energie, często za pomocą muzyki i sztuki oraz jako przyjazne dusze, złączone niewidzialną więzią, nawet gdy nie mamy ze sobą kontaktu. A połączenie z naszymi braćmi mniejszymi to już prawdziwy przywilej. Wspaniale, że może Pan z tego korzystać na co dzień, dawać siebie i cieszyć się z ich obecności, mieszkając na skraju lasu wśród zwierząt dzikich i będących jak domownicy. Takie życie to prawdziwa bajka. A czym jesteśmy po śmierci? Oto jest pytanie… Serdecznie Pana pozdrawiam z Milanówka!
Dziękuję za pozdrowienia i miłe słowa – odwzajemniam je z okolic zalewu Jeziorsko na Warcie. W ostatnich latach zwróciłem uwagę na liczne opisy największej żywej istoty na ziemi. Tą istotą, według botaników, leśników a także zoologów jest grzybnia. Grzybnia stanowi podobno największą, pojedynczą istotę na ziemi, bedąc połączona w całość trylionami niewidocznych dla ludzi nerwów-korzeni. Z niej wyrastają wszelkie grzyby – nie tylko jadalne ale także jadalne wyłącznie jednorazowo. Grzybnia żyjąca w symbiozie nie tylko z lasem ale z całym ekosystemem, jest czymś nad czym poważne badania dopiero się rozpoczynają. Kiedy czyta się popularno-naukowe dzieła astrofizyków, to struktura komórkowa organizmu ludzkiego, licznych zwierząt i roślin, ale także grzybni są zadziwiająco podobne do układu galaktyk, gwiazdozbiorów i wszechświata. Ten nierozerwalny związek życia z kosmosem jest czymś naturalnym i jednoznacznym, a dla wrażliwych obserwatorów – czymś oczywistym. Siedząc przed domem, w zapadajacej wyjątkowej porze dnia jaką jest szarówka, można te podobieństwa nie tylko kontemplować ale nieomal zobaczyć !
I my jako ta grzybnia, w doskonałej geometrii Wszechświata. Często o tym rozmyślam…
Lis, który, niejako „góruje” nad ludźmi, swym pięknem zewnętrznym a nawet wewnętrznym, zostaje przez ludzi zaproszony do przyjaźni. Przyjaźń spełnia się, ale na krótko. Lis woli pozostać tajemniczy i nieosiągalny i znika gdzieś w leśnej kniei. Różni się zasadniczo od Lisa Małego Księcia, który domaga się od Księcia przyjaźni, mówiąc : „oswoiłeś mnie, jesteś za mnie odpowiedzialny”. Lis oswojony przez Dziewczynę, goszczony świątecznymi smakołykami i obdarzany empatią , ucieka jednak z powrotem do lasu. Na kolejne święta już nie wraca, pozostawiając melancholię i troskę. Nikt nie wie, jak tajemniczy Lis świętuje w ośnieżonym lesie. Pojawia się tylko niepokój, czy temu niezwykłemu Lisowi, w tej jego ośnieżonej kniei, nie jest po prostu, źle? Jak sobie radzi tak kruchy Lis z potężnymi leśnymi wyzwaniami i niebezpieczeństwami?
To piękna strona ludzkiej egzystencji – ratować wszystko, co jest do uratowania. Jak zatem wywołać Lisa z lasu?
Goście świąteczni zaproponowali Dziewczynie, aby na skraju lasu zorganizowała koncert, z którego dochód byłby przeznaczony dla zwierząt, które w wyniku ludzkich szaleństw na przełomie roku zostały wypędzone ze swych legowisk, a nawet poniosły szkody na zdrowiu, w wyniku szalonych zabaw. Ten koncert ma być jutro.
Czy w dowód wdzięczności Lis wróci?
Koncert z ideą pomocy zwierzętom to wspaniały pomysł! Dziękuję za komentarz i za Pani wielką empatię.
Lis z tej przypowieści jest nie tylko piękny, ale i mądry. Jego mądrość polega na zadawaniu pytań i udzielaniu filozoficznych odpowiedzi, nie ma jednak wiele wspólnego z tzw. mądrością życiową. Lis jest także bardzo młody, brakuje mu wielkich doświadczeń w relacjach, więc nie wiadomo, czy rozumie, że gdyby kiedyś wrócił Dziewczyna przyjmie go z otwartymi ramionami – w przyjaźni i szacunku, powstrzymując się od niesienia pomocy, jeśli on tego nie pragnie, starając się nie oceniać jego postępowania, pozwalając mu być takim, jakim on jest – z jego powrotami czy ucieczką w nieznane. Dla Dziewczyny sam kontakt i rozmowa z Lisem to pełnia doskonałości, niezmierzony skarb możliwości wymiany myśli i słów, którego tylko niektóre istoty mogą między sobą doświadczać. Jednak dla Lisa z jakiegoś niepojętego dla Dziewczyny powodu okazało się to trudne i nie do końca realne. Lis jest Lisem, więc prawdopodobnie postanowił, że nie będzie się spoufalać z ludźmi – za dużo ich mimo wszystko dzieli, mimo dobrych chęci z obu stron.
Lis jawi się tu jako wielki indywidualista – postać wybitna i skomplikowana, która nie chce z jakiegoś powodu wchodzić w głębsze relacje. Czy tu w ogóle można mówić o przyjaźni, nawet krótkotrwałej? To raczej fascynacja. Dziewczyna, żyjąca samotnie, która bierze na siebie zadanie opieki nad Lisem, zdaje się przekraczać granice swojego mecenatu. Widocznie zafascynowana genialnym Lisem próbuje pomóc mu wrócić na właściwe tory, wyjść z apatii. Początkowo Lis otwiera się przed nią, ale nie do końca. Rozmowy bez tematów tabu, to jeszcze nie przyjaźń. Lis nadal pozostaje w bezpiecznej dla siebie odległości. Być może taka jest jego natura, być może mierzy się z własnymi doświadczeniami, traumami, tego nie wiemy. Inaczej postrzega to Dziewczyna, coraz bardziej angażując się w tę relację i przekraczając pewne granice (nawet jeśli są to granice na poziomie podświadomości, np. sen). Ona – odczuwa, że jej czas mija, Lis natomiast jest kwintesencją młodości. Ona pragnie dać mu „najlepszą wersję siebie” – już te słowa nasuwają przypuszczenia, że dziewczyna zaczyna zatracać się w tej relacji i wychodzi z niej poraniona – o czym świadczy scena, w której leży na piasku i w końcu zdaje się odczuwać spokój. Przestaje cierpieć i godzi się z zaistniałą rzeczywistością. Lis wraca do siebie- do lasu lub gdziekolwiek, gdzie może czuć się w miarę komfortowo. Ale czy na pewno? Może to po prostu ucieczka? Czy jest takie miejsce, gdzie można czuć się całkowicie bezpiecznie? Na tyle, aby uśpić dziką naturę?
Poza tym, podoba mi się pomysł podsunięty powyżej przez inną czytelniczkę, zwracającą uwagę na problem związany z fajerwerkami, których tak bardzo boją się zwierzęta. Może pomysł ze zorganizowaniem koncertu na znak protestu i solidaryzowania się z wystraszonymi zwierzętami jest naprawdę dobry i należy wziąć go pod uwagę? W końcu któż inny niż artyści potrafią wykazać się empatią i wrażliwością na los zwierząt, które co roku cierpią od huku fajerwerków.
Warto o tym pomyśleć…
My kobiety zastanawiamy się jakich motywacji użyć aby zachęcić naszego partnera ,kumpla ,męża itp. by uzyskali wiarę w sile dobrego ducha .Filozofia bycia z druga osoba ,czasami potrafi zakłócić nam wewnętrzny spokój .Szkoda tylko ze wiele męskich umysłów nas nie odczytuje i nie rozumie ze pragniemy wielokrotnie tylko partnerskiej ,przyjacielskiej relacji i niczego więcej nie oczekujemy . Myślę ze można to porównać do diety ,początek jej wzywa nas do wielkich zmian i poświęceń … ,a później wielokrotnie czuje-jemy się nią zmęczeni i mamy ochotę powrócić do starego jadłospisu .Ucieczka przed kontynuacja dalszych spotkań to moim zdaniem brak wytrwałości we wprowadzaniu zmian ,ucieczka przed samym sobą .
Pewnie czas umocni w nim osobista motywacje własnych powodów i poprowadzi go do zmian w atmosferze akceptacji i troski .
Warto przypomnieć sobie ,ze każda nasza myśl tworzy nowa przyszłość, a swoje pragnienia widzimy zanim je naprawdę zrealizujemy .
Serdecznie pozdrawiam AF
Do SO na dobre wkracza literatura piękna, w dodatku kobieca, czyli pełna błogości, delikatności, kolorów, nastrojów, smaków i zapachów potraw i ciast… Przeplata ją marzenie, pragnienie, czasem jakaś idea, smutek przemijania no i nostalgia. Artystowski klimat Młodej Polski, wszak Autorka jest artystką, śpiewaczką i polonistką… Może więc, i powinna się podobać Czytelniczkom tudzież kilku panom. Dla polepszenia warsztatu sugeruję nieśmiało „widzieć siebie od wewnątrz”, oraz oglądać się „z zewnątrz”, bo tak się już utarło. „Niebywałą euforię” zastąpiłbym – słowem „rzadka”, bo skoro jest, to znaczy, że bywa, bywała…. A „niepojęte milczenie” nie potrzebuje przymiotnika; bo skoro się milczy, po co ten stan pojmować… Dziękuję, przepraszam!
W życiu trzeba być „lisem i lwem”; w literaturze wystarczą „lis i winogrona”! Trzeba też pamiętać o lisku-chytrusku…
Ludzie patrząc na to samo widzą zupełnie inne rzeczy – czy to nie jest niezwykłe, a zarazem wspaniałe?
Jestem bardzo wdzięczna wszystkim komentującym Czytelnikom. To zaszczyt dla mnie i cieszę się, że mogłam się podzielić tą prostą formą literacką, a jednocześnie wzbudzić tak różne refleksje.
Jestem wdzięczna zarówno Czytelniczce i jej głosowi rozsądku, który zrodził wypowiedź do bólu pragmatyczną, jak i Alinie, która jako jedyna zwróciła uwagę na jedną z najważniejszych intencji Dziewczyny – zachętę do wiary w siłę „dobrego ducha” i że może oznaczać to po prostu partnerską, bezinteresowną i przez to „nietypową” relację.
Opowiadanie jest o przekraczaniu granic, więc Dziewczyna je przekracza, inaczej to opowiadanie nie miałoby racji bytu. Dziewczyna nie żałuje przekroczenia żadnej ze swoich granic. Każdy z nas przekracza granice albo robił to kilka razy w życiu – czy w swojej wyobraźni czy w rzeczywistości – i to zawsze wzbogaca, unosi, roznieca „spokój” myśli, jednak bez tego życie byłoby po prostu koszmarnie nudne, czego nikomu nie życzę!
Dziękując Bungo:
Myślę, że niektórzy mężczyźni również potrafią piec dobre ciasta i smakowite potrawy. Tak powiedział mój mąż, zresztą on świetnie gotuje, a nosi spodnie i wszyscy się zachwycają jego sztuką – zarówno panie, jak i panowie. Podziw dla czyjejś aktywności twórczej czasami nie ma nic wspólnego z płcią. Mam doświadczenie w obserwacji tego zjawiska. Mój głos, moja osobowość podoba się i nie podoba w tej samej mierze panom, jak i paniom. Często wzruszam się, gdy po koncercie przychodzi do mnie piękna kobieta i prawi mi komplementy, bo poruszam jej wrażliwe struny, a ona potrafi w subtelny sposób wyrazić uznanie dla sztuki. Jest to świadectwem klasy, nie sprawą orientacji, erotyki…
Na pewno będę chciała poprawić swój styl pisania – dziękuję za uwagi. Aczkolwiek mam odmienne odczucia wobec przytoczonych przykładów, np. „rzadka euforia” może brzmieć trochę jak „biegunka”.
Dziękując Izydorowi:
„Lis i winogrona” nie wystarczą literaturze, o czym świadczą ślady występowania postaci lisa w przeróżnych literackich tradycjach kulturowych. I jeszcze jedno skojarzenie z lisem – czapka z lisa. Nawet wyrzuciło mnie dziś z portalu sprzedażowego za próbę pozbycia się futra z norek… Kontrowersyjny temat, dla wielu postrzegany jako oczywista zbrodnia – czy był poruszany na łamach Studia Opinii?
Być poza stereotypami – to jest naczelne przesłanie tego opowiadania. Wkładamy wszystko w jakieś ramy – albo własne albo zasłyszane (przyznaję, zdarza się to często także i mnie). Dziękuję, że mogę zadać temu kłam, i że to jest tu i ówdzie pojmowane jak należy.
Na miejscu pisarki początkującej czy doświadczonej – bez różnicy – nie objaśniałbym, „co pisarz chciał powiedzieć” albo „co miał na myśli”. Tekst musi bronić się sam, wszak wyszedł spod pióra/komputera… Aby zostać uznanym musi żyć z odciętą pępowiną, oderwać od autora. To naturalny proces alienacji, czyli wyobcowania – w sztuce i w życiu… Powszechnie uznany autorytet Piłat Poncki, powiedział kiedyś znamienne słowa: „Com napisał, napisałem!”. Reszta należy do historyków literatury i ew. krytyków.
Oczywiście, zgadzam się z Panem, aczkolwiek… Właśnie próbuję odciąć pępowinę, wyrzuciłam coś z siebie i chcę zapomnieć…, ale tak mi się miło czyta wszystkie komentarze, tak się cieszę, że tyle osób chce coś swojego pod tym tekstem pozostawić, że po prostu przyjemność mi sprawiają te rozmowy i małe polemiki… (zresztą komentarze zaczynają się robić dłuższe i ciekawsze niż samo opowiadanie). Tekst tekstem, jednakże reszta należy w tym momencie do odbiorów, czytelnika, kimkolwiek by nie był, nie zaś do krytyków czy historyków literatury, bo Nobla się nie spodziewam. Tak jak muzyka, wykonawstwo, artyzm, sztuka sceny nie jest jedynie domeną „znawców”, tylko jest kierowana do publiczności, do „zwykłych ludzi”, którzy potrafią się nią delektować i znaleźć coś dla siebie (jest takie powiedzenie w branży muzycznej, że muzykolog ma tyle z muzyką ile ginekolog z kobietą). Podoba mi się wielość interpretacji, ta rozpiętość wrażeń, każdy bowiem znajduje w tekście coś innego – czy jest coś złego w tym, że się do tego odnoszę?