Sławek: 11 września 2001 – ćwierć wieku zagrożenia7 min czytania

()


15.09.2026

W piątek jechałem na spotkanie, kiedy speaker w radiowej Jedynce przypomniał rocznicę tragedii World Trade Center. Dwadzieścia pięć lat wcześniej, 11 września 2001 roku, odebrałem alarmistyczny telefon od kolegi: „Włącz telewizor. Zaczyna się III wojna światowa”. Przez następne tygodnie zamachy na World Trade Center i Pentagon były tematem rozmów publicznych, prywatnych i towarzyskich.

III wojna światowa w spodziewanej przez nas formie nie wybuchła. Rozpoczęła się długa epoka konfliktów bez wyraźnego frontu, stałej gotowości służb oraz polityki, która łatwo uzasadnia swoje decyzje strachem.

Zginęło 2977 ludzi. Atak Al-Kaidy był zbrodnią wymierzoną w niewinnych cywilów. Jego skutki, poza tragedią tysięcy rodzin, wyszły daleko poza Nowy Jork i Waszyngton. 11 września zamknął okres złudzeń po zimnej wojnie, gdy wielu na Zachodzie wierzyło, że świat będzie stopniowo bezpieczniejszy, bogatszy i bardziej demokratyczny.

Globalizacja przestała kojarzyć się przede wszystkim z handlem, podróżami i swobodnym przepływem informacji. Pokazała drugie oblicze: ludzie, pieniądze, idee i przemoc mogą przekraczać granice równie łatwo.

Bezpieczeństwo jako trwały wyjątek

Po zamachach państwa zachodnie rozszerzyły uprawnienia służb, zaostrzyły kontrolę graniczną i lotniskową oraz rozbudowały monitoring. Wprowadzały systemy wymiany danych o pasażerach, komunikacji i przepływach finansowych. Część tych działań była konieczna i skuteczna. Sprawne służby wywiadowcze udaremniły w tych latach wiele zamachów, o których opinia publiczna nigdy się nie dowiedziała, bo powodzenie w tej dziedzinie z definicji nie trafia na pierwsze strony gazet. Państwo ma obowiązek chronić obywateli przed terroryzmem i zorganizowaną przemocą. Problem zaczął się, kiedy rozwiązania nadzwyczajne przestały być czasowe.

Dziś rutynowo zgadzamy się na kontrolę osobistą na lotniskach, rejestrowanie danych, kamery w przestrzeni publicznej i coraz dokładniejszą analizę naszej aktywności. Oddaliśmy część prywatności w zamian za bezpieczeństwo. Czasem także w zamian za samo jego poczucie. Poczucie bezpieczeństwa nie jest bezpieczeństwem. Państwo może ograniczać ryzyko, lecz zarazem gromadzi narzędzia kontroli, które w sprzyjających warunkach politycznych mogą zostać użyte przeciw własnym obywatelom.

To jedno z najgłębszych dziedzictw 11 września: przyzwyczajenie do państwa działającego w permanentnym stanie zagrożenia i do obywateli, którzy w imię bezpieczeństwa akceptują ograniczenia wcześniej uznawane za nienormalne.

Wojna, której nie dało się wygrać

USA odpowiedziały „wojną z terroryzmem”. NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Atak na Stany Zjednoczone uznano za atak na cały Sojusz. Dla Polski, należącej do NATO zaledwie od dwóch lat, był to dowód, że gwarancje sojusznicze mogą mieć wymiar rzeczywisty.

Interwencja w Afganistanie miała bezpośredni związek z zapleczem Al-Kaidy i ochroną udzielaną jej przez talibów. Wojna w Iraku już takiego związku nie miała. Stała się skutkiem politycznej atmosfery po 11 września: przekonania, że Ameryka musi uderzać wcześniej, mocniej i szerzej.

Zachód wygrał wiele bitew. Zniszczył obozy terrorystów, rozbił struktury Al-Kaidy, zabił Osamę bin Ladena. Nie zbudował natomiast spójnego ładu politycznego ani w Afganistanie, ani w Iraku. Afganistan po dwudziestu latach zachodniej obecności znów znalazł się pod rządami talibów. Irak nie stał się stabilnym, demokratycznym punktem oparcia dla regionu. Koszty tych wojen mierzy się nie tylko pieniędzmi i liczbą poległych. Także osłabieniem wiarygodności Zachodu, chaosem regionalnym oraz podatnym gruntem dla kolejnych form radykalizmu.

Przewaga militarna nie daje automatycznie zdolności do tworzenia stabilnego państwa. Można zniszczyć armię i przejąć stolicę. Trudniej wygrać z lokalnymi konfliktami, korupcją, religijnym fanatyzmem i społeczeństwem nieufnym wobec obcej interwencji.

Strach i polityka

11 września zmienił także język polityki. Rządy przekonały się, że społeczeństwo przestraszone łatwiej godzi się na ograniczenia praw, nadzwyczajne kompetencje władzy i prosty podział na „swoich” oraz „obcych”.

Mechanizm ten widać w historii amerykańskiej ustawy Patriot Act, uchwalonej sześć tygodni po zamachach niemal jednogłośnie: rozszerzyła ona uprawnienia służb do inwigilacji komunikacji i finansów obywateli w tempie, które w normalnych okolicznościach wywołałoby wieloletnią debatę publiczną. Skalę tej inwigilacji ujawniono opinii publicznej dopiero dekadę później.

Podobny wzorzec powtórzył się we Francji, gdzie stan wyjątkowy wprowadzony po zamachach z 2015 roku, pomyślany jako środek tymczasowy, obowiązywał blisko dwa lata, zanim część jego przepisów na stałe weszła do prawa zwykłego. Tego stanu wyjątkowego doświadczyłem osobiście. Wracając na początku października 2017 roku z trzytygodniowego objazdu Langwedocji, Camargii oraz Prowansji, zostałem zatrzymany pod Grenoble, a mój samochód, pełen wakacyjnych pamiątek i upominków, przeszukano tak dokładnie, jakby był podejrzanym o terroryzm minivanem.

Bezpieczeństwo i wolność nie stoją po przeciwnych stronach. Demokratyczne państwo potrzebuje obydwu. Potrzebuje sprawnych służb, wojska i sojuszy, ale również prawa, niezależnych sądów, kontroli parlamentarnej oraz granic dla władzy wykonawczej.

Problem zaczyna się, kiedy strach staje się argumentem rozstrzygającym. Wtedy pytanie „czy to konieczne?” zostaje zastąpione pytaniem „czy stać nas na to, żeby tego nie zrobić?”. Pozornie niewielka zmiana języka. W praktyce może prowadzić do dużych zmian w granicach tego, co społeczeństwo uznaje za dopuszczalne. Tamten czas pogłębił także podejrzliwość wobec muzułmanów i migrantów. Był to błąd polityczny i moralny. Za zamachy odpowiadała Al-Kaida i jej konkretni sprawcy, nie islam jako religia ani setki milionów muzułmanów.

Dziś terroryzm jest tylko jednym z zagrożeń. Wojna Rosji przeciw Ukrainie, cyberataki, operacje wpływu i dezinformacja pokazują, że państwo można osłabiać także bez porwanych samolotów i bez klasycznego frontu. Zmieniły się narzędzia, ale nie zmienił się jeden z podstawowych mechanizmów: lęk zwiększa społeczne przyzwolenie na decyzje, których w normalnych warunkach obywatele mogliby nie zaakceptować.

Polska: sojusz i własny interes

Polska miała prawo traktować 11 września jako test wiarygodności NATO. Dla państwa położonego między Niemcami a Rosją art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego ma znaczenie egzystencjalne.

Polska wsparła potem operacje w Afganistanie i Iraku. W Afganistanie uczestniczyła w działaniach sojuszniczych związanych bezpośrednio z reakcją NATO na zamachy. W Iraku poparła amerykańską interwencję, która nie wynikała wprost ani z art. 5, ani z udowodnionego związku reżimu Saddama Husajna z atakami z 11 września.

Lojalność wobec sojusznika jest wartością. Nie może jednak zastępować rachunku interesu państwowego. Polska potrzebuje silnego NATO i bliskich relacji z USA. Powinna zarazem oddzielać obronę własnego bezpieczeństwa od udziału w operacjach ekspedycyjnych, których cele, koszty i możliwe skutki pozostają niejasne. To doświadczenie pozostaje aktualne. Sojusz jest gwarancją bezpieczeństwa, ale żaden sojusz nie zwalnia państwa z obowiązku samodzielnego myślenia o własnych interesach.

Ćwierć wieku później

Dwadzieścia pięć lat temu wielu sądziło, że zaczyna się III wojna światowa. Nie zaczęła się. Rozpoczęła się natomiast epoka, w której strach stał się trwałym argumentem politycznym.

To nie oznacza fikcyjnych zagrożeń. Terroryzm był realny. Wojny były realne. Zagrożenia są realne również dziś. Pytanie brzmi nie tylko: jak skutecznie się przed nimi bronić? Równie ważne jest: jaką cenę za bezpieczeństwo jesteśmy gotowi zapłacić — i kto zdecyduje, kiedy ta cena staje się zbyt wysoka?

Lekcja 11 września jest więc prostsza, niż mogłoby się wydawać. Bezpieczeństwo wymaga siły, lecz państwo, które pod wpływem strachu rezygnuje z prawa, proporcji i odpowiedzialności, może osłabić własne fundamenty. Największym zwycięstwem terroru nie musi być zniszczenie budynków ani zabicie ludzi. Może nim być trwała zmiana tego, czego przestraszeni obywatele są gotowi zrzec się w imię własnego bezpieczeństwa.

Sławek

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo