Zdając sobie sprawę, że zestawienie opozycji, dążącej do obalenia dyktatury Hitlera, i środowisk demokratycznych bloku sowieckiego może wzbudzać kontrowersje, autor wyszczególnił niektóre cechy, łączące oba te nurty. A na pierwszym miejscu wskazał na zakorzenienie w wierze i tradycji. Rzeczywiście, Odrzucając kłamstwo ukazuje konflikt pomiędzy prawdziwą wiarą w Boga a fałszywą w bożyszcze totalitaryzmu, gdzie w rolę najwyższej istoty wcielili się Hitler i Stalin. Nawet w rozważaniach zlaicyzowanych działaczy z Czechosłowacji w końcu pojawia się perspektywa eschatologiczna. Już w tekstach wprowadzających „Nazizm” i „Komunizm” (bo wystawa i książka mają spełniać przede wszystkim funkcję edukacyjną dla młodzieży), autor podkreślił, że oba systemy pretendowały do bycia nowymi religiami XX wieku. Z wybranych przez Mehlhorna wypowiedzi opozycjonistów jasno wynika, że prawie każdy z nich w końcu dochodził do wniosku, że totalitaryzm jest złem absolutnym i nie da się go obalić stawiając przed sobą tylko i wyłącznie cele polityczne. Niezbędne jest przywrócenie prawdy, czyli osądzenie go na płaszczyźnie etycznej, które powodowało u nich potem odzyskanie lub umocnienie wiary w Boga. Działalność opozycyjna była faktycznie aktem wiary. Nie dziwi zatem, że w tej książce znajdziemy sporo osób związanych z Kościołem – ks. Jana Zieję, środowisko „Tygodnika Powszechnego”, wydawców „Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie”.
Zastanawiając się nad wyborem bohaterów u Mehlhorna można zapytać, dlaczego autor nie poświęcił osobnego tekstu sylwetce najbardziej znanego rosyjskiego dysydenta Andrieja Sacharowa, czy ukraińskiego – Lewka Łukianenki, choć zamieścił ich zdjęcia oraz wypowiedzi. Nazwisko najsłynniejszego więźnia Gułagu Aleksandra Sołżenicyna pojawia się w książce tylko raz. Ale zauważyłem, że autorowi chodziło nie tyle o przedstawienie losów jednostek, nawet jeżeli ich walka z reżimem była najbardziej heroiczna i przemawiająca do wyobraźni czytelnika, ile o wyeksponowanie powiązań między grupami opozycjonistów – KOR-em, „Solidarnością”, „Kartą 77”, Grupami Helsińskimi, aby uchwyć pewne cechy istotne dla opozycyjnej działalności. Autor chciał pokazać, że ci ludzie stanowili duchową wspólnotę. Wtedy ich postawa staje się świadomym wyborem, dokonanym na płaszczyźnie etyczno-religijnej i wpisuje się w odwieczną walkę dobra ze złem.
Antyhitlerowska grupa „Krąg z Krzyżowej” została utworzona w 1943 roku z inicjatywy Helmutha von Moltke i Petera Yorka. Z czasem otworzyła się na nowe środowiska – socjaldemokrację i Kościół. Jej członkowie, wywodzący się głównie z konserwatywnej pruskiej arystokracji, otrzymali wykształcenie w duchu europejskiego humanizmu. Dlatego po dojściu Hitlera do władzy, bardzo szybko zrozumieli, że nazizm stanowi naruszenie fundamentalnych zasad, na których od wieków opierał się ład społeczny Starego Kontynentu. Ci wybitni myśliciele i teoretycy w swoich rozważaniach na temat powojennej przyszłości Niemiec odwoływali się do takich wartości, jak wolność jednostki, swoboda sumienia i tolerancja. Ich związek z tradycją humanistyczną jest warty podkreślenia chociażby dlatego, że pozbawieni jej dysydenci w ZSRR musieli szukać własnej drogi do prawdy, błądząc po omacku w ciemnościach. Jak na przykład Piotr Grigorenko, wspominający, że jego wystąpienie przeciwko Chruszczowowi, któremu zarzucał kult jednostki, odbywało się na pograniczu jawy i snu oraz było trudnym do wyartykułowania jękiem stłamszonego sumienia. Autor książki także przedstawił sylwetki innych uczestników „Kręgu z Krzyżowej”: Theodora Steltzera, Theo Haubacha, Adolfa Reichweina, Adama von Trotta, Alfreda Delpa oraz Haralda Poelchau. Po nieudanej próbie obalenia dyktatury Hitlera większość z nich została aresztowana. Czekając w celach na wykonanie wyroków śmierci, znaleźli duchowe wsparcie w osobie Poelchau, więziennego pastora, którego przynależność go grupy nie została przez nazistów odkryta. Do ostatniej chwili podtrzymywał więźniów na duchu, organizując wymianę listów między nimi a ich rodzinami. Fragmenty tej korespondencji, przepojone wiarą i miłością, należą do najbardziej wzruszających w książce. W przekonaniu pastora, oni wszyscy umarli przede wszystkim jako chrześcijanie za wolność sumienia.

Książka budzi zainteresowanie.
Ale jedna uwaga. Śnieżka w Tatrach? To chyba chochlik…