2013-04-02. Bounty po angielsku oznacza tyle co hojność, szczodrość. Taką nazwę nadano osiemnastowiecznej fregacie brytyjskiej admiralicji po przebudowie. Swoją złą sławę okręt zawdzięcza buntowi, który wybuchł na jego pokładzie 28 kwietnia 1789 roku. Na kanwie tej historii nakręcono kilka filmów – wszystkie jak sądzę bardzo pouczające dla adeptów nauk społecznych i zarządzania. Ostatni, nakręcony przez Roberta Bolta pochodzi z 1984 roku. Anthony Hopkins i Mel Gibson grają w nich główne role.
Do buntu doszło w pobliżu malowniczego archipelagu wysp Tonga, którego idylliczne krajobrazy i beztroskie życie mieszkańców były w kontraście do szorstkości z jaką kapitan William Bligh traktował swoją załogę. Buntownicy pod wodzą Fletchera Christiana wsadziło kapitana wraz z osiemnastoma wiernymi członkami załogi do siedmiometrowej szalupy. Ten w ciągu 47-dniowego rejsu po Pacyfiku, bez map czy kompasu, zdołał przemierzyć ponad sześć tysięcy kilometrów.
Dotarł do Timoru – Holenderskich Indii Wschodnich, a 15 marca 1790 złożył raport o buncie przed brytyjską admiralicją. Rząd Zjednoczonego Królestwa wysłał statek Jej Królewskiej Mości – „Pandorę” by wyłapać buntowników. W marcu 1791 wyprawa dotarła ona do brzegów Tahiti gdzie znajdowała się część buntowników. Czterej buntownicy znaleźli się na pokładzie „Pandory” zaraz po przybyciu. Dziesięciu pozostałych trzeba było aresztować. Z tej grupy dziesięciu dotarło do Zjednoczonego Królestwa i zostało osądzonych – trzech powieszono, czterech uniewinniono a trzech ułaskawiono. W przypadku tych ostatnich sędziowie doszli zapewne do wniosku, że dwa lata w towarzystwie trójki pierwszych i w warunkach jakie im zgotowali było dla nich wystarczającą karą.
Na Tahiti nie było jednak przywódcy buntu Fletchera Christiana. Na pokładzie „Bounty” odpłynął on z pozostałymi buntownikami, sześcioma porwanymi tahitańskimi mężczyznami i jedenastoma kobietami, których idylliczne życie uprzednio tak go zachwyciło. Dotarli oni do bezludnej wyspy Pitcam, której nie było jeszcze na brytyjskich mapach. Założyli tam osadę i spalili fregatę by ostatecznie zatrzeć ślady. Nie wiadomo jednak dokładnie co później stało się z Fletcherem Christianem.
Według jednych miał powrócić do Anglii. Inni mówili że popełnił samobójstwo. W każdym bądź razie gdy w 1808 roku amerykański statek handlowy „Topaz” dotarł do wyspy Pitcam żył tam jedynie jeden z buntowników – John Adams. Wszyscy pozostali mężczyźni wyginęli wcześniej w wyniku konfliktów jakie pomiędzy nimi wybuchły. Populacja wyspy składała się z dziewięciu tahitańskich kobiet i ich dzieci, za których edukację Adams wziął odpowiedzialność i stał się liderem tej wspólnoty.
Film bardzo polecam Panu Piotrowi Dudzie i Panu Pawłowi Kukizowi jak i wszystkim innym nieszczęśliwie zbuntowanym na naszym wspólnym okręcie.


To przecież nie załoga, nie stosunek służby, nie obcy okręt, nie odległa a jedynie władna Admiralicja. Z czym pan tę hybrydę sprzeczności w której poddawani jesteśmy coraz straceńczym i ciaśniejszym pomysłom, u diabła porównuje?
I dlaczego akurat ci dwaj dżentelmeni? Wszystko nieoczywiste, ubolewam.
Kolejny dziwaczny wpis, który zamiast merytorycznie zająć się poważnym społecznym problemem, bawi się w jakieś dziecinne porównania i ośmieszaniem oponentów chwytami poniżej pasa.
.
Trzymając się dziwacznej konwencji, ja ze swojej strony powiem, że to nie Duda i Kukiz planują piracką akcję, lecz wręcz odwrotnie, tu chodzi o odbicie statku z rąk partyjniackich piratów, którzy wbrew prawu i elementarnym zasadom demokracji dokonali swoistego zamachu stanu zawłaszczając całe państwo, odbierając podstępnie wszystkim obywatelom Polski ich bierne prawo wyborcze (prawo wolnego kandydowania i proponowania własnych kandydatów w wyborach do Sejmu RP) i przyznając sobie prawem kaduka monopol na dysponowanie biernym prawem wyborczym wszystkich obywateli.
.
Na miejscu Autora nie broniłbym gangsterów co porwali statek i na co dzień łamią prawo, polską konstytucję i demokrację. Raczej bym się przyłączył do obywateli, którzy nie chcą już tego stanu akceptować i chcą tę naszą wspólną łajbę z rąk piratów odbić.
Jak chcecie sobie odbijać waszą łajbę to proszę bardzo, ale nie za moje podatki. Pracuję w prywatnej firmie, nie ma w niej żadnych czerwonych związków Dudy. Zarabiam ok. 3 tys. zł. Dlaczego mam żywić trutniów organizujących zadymy w Gdańsku w obronie „biednych” pracowników spółki Energia, w której średnie zarobki to prawie 7 tys. zł?!
Ale rozumiem was; nie dało się w demokratycznych wyborach więc były „swoistym zamachem stanu”, jak się uda w ulicznych awanturach to będzie to „wola ludu pracującego”. Tylko że to wszystko już było; żyją jeszcze ludzie ktorzy pamiętają podobne ględzenie.
Anegdota historyczna, zamiast…? Zamiast czego?
Nie Pitcam, a Pitcairn. A skoro już o tej wyspie mowa, polecam (odbiegając od tematu artykułu) zainteresowanie się związanym z nią projektem studentów łódzkiej Szkoły Filmowej:
http://bartkrawczyk.natemat.pl/52451,uciec-na-pitcairn-wywiad