Stefan Bratkowski: Atlantyda-(30). Ich święte drzewa

oak 2Będziemy próbowali dociec, jakie swoje wierzenia i obyczaje Rusowie, ci wojowniczy „wioślarze” z Upplandii, wnieśli w kulturę Słowienów i miejscowej Czudzi. Rzuciła mi się w oczy pewna specyficzna nazwa… Żeby z dalekiej, słowieńskiej północy podróżować na południe, ku morzu Czarnemu, należało przedostać się najpierw na Dniepr. Żeby spłynąć na morze Kaspijskie, należało przedostać się na Wołgę. Żeby osiągnąć brzegi Bałtyku – przedostać się na Dźwinę. Ale najpierw trzeba było wydrapać się na Wałdaj, na wzniesioną o ponad dwieście metrów nad Ilmen, pagórkowatą fałdę wododziału, na kilkaset kilometrów kwadratowych „gór Wałdajskich”, w rozciągający się tam niezmierzony Okowskij Las, usiany niezliczonymi jeziorami i moczarami. Bo stąd, z Okowskiego Lasu, wypływały główne rzeki przyszłej Rusi – Dźwina, Dniepr i Wołga, w niedalekiej przyszłości najważniejsze ze wszystkich rzeki handlowe, a z Wałdaju płynęły i Msta, Łować, Cna, Mołoga, inne ważne dla komunikacji wodnej Nowogrodu rzeki.

Wałdaj brzmi wyraźnie po skandynawsku; sam słuch podpowiada, że źródłosłowem był – po prostu – Valdheim, „wybrana siedziba”, zakątek szczególnego znaczenia, gniazdo jakichś bogów. Sama nazwa niemal wyzywała słuszną historiografię, nie tylko carską.

Na wyżynie Wałdajskiej zatrzymało się ostatnie zlodowacenie, ale tego pamięć ludzka, nawet Normanów, obejmować nie mogła. Zostały po nim owe niezliczone jeziora, wśród nich  przedzielone wyspą jezioro Wałdajskie, głębokie na 60 metrów (!), z niego wypływająca rzeczka Wałdajka, i nad nim – co najważniejsze – miasteczko Wałdaj. Trudno sobie wyobrazić, by wzięło imię od wyżyny (bo dlaczego akurat tutaj?) lub od jeziora. Źródłosłowem więc musiało być miejsce „wybrane”, siedlisko bogów.

W roku 1981 historyk wtedy leningradzki, Aleksandr Iwanowicz Popow, poświęcił bardzo interesującą książkę toponomastyce okolic Leningradu, Nowogrodu i Pskowa. Nie miało być, oczywiście, między jego „Śladami czasu minionego” żadnych śladów wareskich. Tolerowano, owszem, jako ojców tutejszego nazewnictwa Czudź; nawet i Bałtów. Waregów – nie. „Wałdaj” miał być więc pokrewny estońskiemu „vald”, gmina, łotewskiemu „vald, valda”, okręg, obwód, fińskiemu „valta”, władza, potęga. I stara, pierwotna osada mogła być od biedy czudzką „gminą”. Tylko dlaczego tutaj, nie gdzie indziej? Popow cytuje szwedzką księgę spisową z czasu, gdy Szwedzi zawładnęli tymi ziemiami, a w niej owa miejscowość nazywa się „Hariawalda by”, od trzebieży, zaś inne źródła, już rodzime, zwą ją – „Warowalda”, czyli że „wyboru”, chciał nie chciał, dokonali Waregowie. Pchają się nam do oczu jak nie tak, to inaczej: „by” to przecież właśnie owa najczęściej spotykana normańska końcówka w nazwach wsi z terenów osadnictwa „na prawie duńskim” w Anglii, a „War” w drugiej wersji też brzmi jednoznacznie.

Czego wszelako oni tu szukali? Ta dziura nie leżała na żadnym szlaku; dopiero w XIX wieku przeprowadzono tędy kolej i szosę. Prawa miejskie dostała, jak większość tutejszych miasteczek, w roku 1770, za Katarzyny Wielkiej. Czym więc taką zdobyła sławę, że dała imię całej ogromnej wyżynie, „Wałdajskim Górom”? 

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 2014-01-02
  2. angor 2014-01-04
  3. Jerzy Łukaszewski 2014-01-04
  4. angor 2014-01-05
  5. angor 2014-01-05
  6. Jerzy Łukaszewski 2014-01-06
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com