2015-02-16. Nie uwierzycie. Zwłaszcza ci, co to widzą wyłącznie rosnącą nędzę i wszelkie możliwe plagi – uznają ten tekst poniżej za ohydną lewacko-liberalną manipulację. Mniejsza o nich: ta wada mózgu jest zdaje się nienaprawialna. Nie będzie więc żadnego komentarza. Czytajcie, myślcie. Źródłem informacji jest portal INNPOLAND.pl
Raport Banku Światowego: w ciągu 25 lat osiągnęliśmy najszybszy wzrost PKB w całej Unii Europejskiej
Ostatnie 25 lat to „Nowy Złoty Polski Wiek” – donosi Bank Światowy. •Krzysztof Belczyński/http://tnij.org/pichfzi/flickr.com CC-BY/http://tnij.org/wtfl9je
Polska przywitała 2015 r. w świetnym nastroju. PKB per capita wynosi dziś u nas 24 tys. dolarów. Stanowi to 65 proc. średniej dochodów w strefie euro. Jest to najlepszy rezultat od XVI wieku, określanego w naszej historii „Złotym Wiekiem” – kiedy to terytorium państwa rozciągało się od Bałtyku po Morze Czarne.
Tak w raporcie pt. „Nowy Złoty Wiek Polski: Przejście od europejskiej peryferii do centrum” pisze Marcin Piątkowski – starszy ekonomista Banku Światowego. Zwraca uwagę, że rzeczywista konsumpcja indywidualna, obejmująca korzystanie z usług publicznych finansowanych przez rząd – wzrosła jeszcze bardziej i aktualnie osiągnęła 70 proc. zachodniego poziomu. Z analiz ekonomisty wynika, że polska gospodarka systematycznie rośnie w szybkim tempie od początku transformacji ustrojowej.
Najlepszy okres w historii Polski
Od 1989 r. poziom PKB przypadający na jednego mieszkańca nad Wisłą zwiększył się ponad dwukrotnie. Jest to najszybszy wzrost w całej UE – zarówno wśród państw „starej piętnastki”, jak i krajów przyjętych do Wspólnoty w późniejszym okresie. Ponadto eksport Polski zwiększył się ponad 25 razy i niemal zbliżył się do poziomu 250 mld dolarów w 2013 r.
Dodatkowo od 1995 r. uzyskaliśmy najszybsze tempo wzrostu w porównaniu do wszystkich innych dużych gospodarek będących na podobnym poziomie rozwoju. Dzięki temu po 23 latach Polska była jedynym państwem w UE, które w czasie kryzysu finansowego w latach 2008-2009 nie pogrążyło się w recesji. W ocenie Piątkowskiego ostatnie ćwierćwiecze to najprawdopodobniej najlepszy okres w historii naszego kraju.
Zdrowe podstawy sukcesu
Ekonomista wskazuje, że wzrost gospodarczy Polski opiera się na rozsądnym myśleniu, przedsiębiorczości i ciężkiej pracy. Wskazuje, że Polska jest importerem energii, a mimo to publiczne i prywatne zadłużenie jest w naszym kraju znacznie poniżej średniej europejskiej.
Dodatkowo dynamiczny rozwój nie odbywa się kosztem ubogich. Nierówności społeczne wzrosły tuż po transformacji, ale potem ich poziom został obniżony i aktualnie oscyluje wokół średniej unijnej.
Edukacja i fundusze unijne
Jako jedną z najważniejszych przyczyn sukcesu Piątkowski wskazuje również rozszerzenie ilości i jakości kształcenia. Dziś co drugi młody człowiek w Polsce posiada dyplom studiów wyższych – w porównaniu tylko z jednym na dziesięciu w 1989 r. Jest to powyżej unijnej średniej. Ponadto zgodnie z wynikami badania OECD PISA 2012, polski piętnastolatek lepiej radzi sobie z pisaniem i czytaniem niż większość jego rówieśników z państw Europy Zachodniej i Ameryki Północnej.
Umiejętne wykorzystanie środków z funduszy unijnych pozwoliło wybudować autostrady łączące Polskę z Europą Zachodnia po raz pierwszy w historii. Ekonomista zwraca również uwagę, że nasz kraj prowadzi w rankingu „Doing Business” Banku Światowego wśród państw UE i OECD pod względem tempa przeprowadzanych reform. W jego ocenie sprawnie i przejrzyście przeprowadziliśmy proces prywatyzacji. Dzięki temu nie ma dziś w Polsce oligarchów.
No jesteśmy rekordzistami.
Widza to szczególnie renciści i emeryci, których świadczenie „rekordowo wzrosły”. Jesteśmy krezusami w Europie. Czy ktoś, gdzieś dostał podwyżkę o CAŁE 36 zł!!!?
Głupie pytanie – oczywiście, że nie.
kuba16.02.2015
„Od 1989 r. poziom PKB przypadający na jednego mieszkańca nad Wisłą zwiększył się ponad dwukrotnie. ”
.
Pamiętajmy jednak, że wartość nabywcza polskiego PKB przez te 25 lat wzrosła o ponad 300 procent.
cel16.02.2015
Podali tę informację również w radiu francuskim, chyba też by chcieli mieć takie PKB.
Federpusz16.02.2015
Pozdrawiam w przerwie czytania raportu. Jak dotąd – sama prawda. To znaczy, mierniki jakie są, każdy widzi.
Pierwszy raz roześmiałem się, gdy zobaczyłem (na s. 8) PKB oszacowany (bo przecież nie wyliczony) dla Polski XVI-wiecznej. Potem parsknąłem, widząc, że najwyższy wzrost PKB w latach 1995-2012 należy do Białorusi, a tuż za Polską plasuje się Rosja…
Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby używać PKB jako argumentu w dyskusji o powodzeniu jakiegoś kraju. Neoliberalny czip made in China? Będąc zdeklarowanym lewakiem, stanowczo się z tego nabijam.
raf22.02.2015
” Potem parsknąłem, widząc, że najwyższy wzrost PKB w latach 1995-2012 należy do Białorusi, a tuż za Polską plasuje się Rosja…”
–
Licząc od 1989 PKB per capita Rosji wzrósł o kilkanaście %, a więc w kontekście artykułu, który porównuje wzrost PKB Polski w stosunku do roku 1989, Rosja plasuje się w ogonie krajów bloku wschodniego.
–
PKB per capita realny (1989=100):
–
…………. Polska … Rosja … Białoruś
1990 …… 90,0 …… 96,1 ….. 96,4
1995 …… 98,9 …… 59,3 ….. 62,8
2000 …. 128,6 …… 65,0 ….. 86,8
2005 …. 150,0 …… 89,8 … 127,2
2012 …. 202,0 …. 115,9 … 196,8
–
Źródło: http://www.conference-board.org/data/economydatabase/index.cfm?id=27762 => „Output, Labor, and Labor Productivity, 1950 – 2013” => GDP-capita EKS
–
„Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby używać PKB jako argumentu w dyskusji o powodzeniu jakiegoś kraju.”
–
W odpowiedzi na zarzuty, że PKB per capita rzekomo źle mierzy poziom życia Eurostat opublikował nowy miernik tzw. Actual Individual Consumption (faktyczne spożycie indywidualne). W pomiarze PKB per capita poziom Polski wyniósł 67% średniej UE28, w pomiarze AIC Polska awansowała do 75% średniej UE-28 => http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/images/e/ed/Volume_indices_per_capita%2C_2011-2013_%28EU-28%3D100%29_new.png
john16.02.2015
@ BM
Przykład pierwszy:
10 młodych inżynierów chodzi na 7 rano na budowę. Pracują całe dnie, więc nie mają czasu uprać czy ugotować. Korzystają z firmy założonej przez 10 koleżanek. Chłopcy zamawiają u nich obiady, kanapki do pracy oraz pranie i krochmalenie koszul. Płacą im miesięcznie po 500 złotych.
I tak się stało, że chłopcy pożenili się z tymi pannami.
Po ślubach dziewczyny zajęły się domami, zlikwidowały działalność bo teraz prały, gotowały i sprzątały w swoich domach i dbały o mężów. Wszystkie pary odkładały co miesiąc 350 złotych, co wcześniej było zarobkiem dziewczyn po odliczeniu kosztów.
W opisanej historyjce ze wskaźników makroekonomicznych wychodzi taka analiza:
W roku X PKB w Polsce zmalało. Zmniejszyła się liczba zarejestrowanych działalności gospodarczych.
A mimo tego wszyscy zyskali.
Przykład drugi:
Rok temu rzuciłem palenie, a pół roku temu zacząłem biegać. Moje średnie tempo biegu wzrosło w tym czasie jakieś 2,5 raza. W tym samym czasie Usain Bolt utrzymywał na zawodach podobne osiągi co rok temu.
Czy to znaczy, że mistrz się obija?
Tyle znaczy ten pański PKB!
BM16.02.2015
Ależ oczywiście, że PKB jest dość ułomnym miernikiem potęgi gospodarczej i czego tam jeszcze. Obśmiać go też nietrudno, znajdując różne dzikie przykłady i kontrprzykłady. Jak się do niego na przykład doliczy prostytucję (jest taki pomysł), szacując jej wartość w pieniądzu, to wzrośnie jeszcze bardziej. Z tym jednym zastrzeżeniem można jednakże chichotać, że mimo to jest dużo lepiej gdy PKB rośnie, niż gdy maleje. Ot taki dziw.
Federpusz17.02.2015
@BM
Nie byłbym taki pewny. Na podstawie samego tylko PKB trudno wnioskować o gospodarce. Over the long run (1900-2013), there is actually a negative correlation (-0.29) between real equity returns and per capita GDP growth. […] Being aware of past economic growth does not help; or rather, it is a a contrary indicator. You would be best placed investing in the slower-growing economies of the past, not in the fastest.
Cyt. za: http://www.economist.com/blogs/buttonwood/2014/02/growth-and-markets.
U nas, niestety, PKB stał się ekonomicznym (politycznym) fetyszem.
FaFik17.02.2015
Hmm… tak patrzę sobie na tę tabelkę: http://en.wikipedia.org/wiki/Economy_of_the_European_Union#Economic_variation
i coś mi się w to 65% średniego PKB unijnego na twarz nie chce wierzyć, bo to wartość wprawdzie bliska podawanej przez Wikipedię za ubiegły rok, z tym że tamta była liczona z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, a przecież o okoliczności tak istotnej źródło tak poważne jak Studio Opinii by chyba wspomniało?
Eee, na pewno by wspomniało, bo jeśli wziąć bezwzględne PKB, to nie osiągamy 65%, tylko niecałe 40% średniej unijnej i daje nam to wśród 28 krajów zaszczytne piąte miejsce. Od końca. A to już trochę inaczej się odbiera, nieprawdaż?
PS. Tak, tak, ja wiem po co jest poprawka na parytet siły nabywczej, ale wiem też, że komputery, samochody czy lodówki nie są u nas jakoś zauważalnie tańsze niż na Zachodzie.
Less18.02.2015
> „sprawnie i przejrzyście przeprowadziliśmy proces prywatyzacji. Dzięki temu nie ma dziś w Polsce oligarchów. (…)” – według jakiego klucza następowała sprawna i przejrzysta decyzja, która parafia dostanie te budynki a która tamte?
No dobra, już nie wiercę dziury f bżóhu 🙂 Szkoda tylko, że owoce owego wzrostu trafiają do kieszeni wąskiej garstki posiadaczy kraju, nieco skapuje licznym uprzywilejowańcom i aparatczykom kosztem zanikającej warstwy średniej, pauperyzującej się inteligencji, rosnącej biedy wśród sierot po proletariacie. Ale to nie jest specyfika Polski tylko konsekwencja istnienia jednobiegunowego świata zdominowanego przez neokonów.
Objective27.02.2015
Coś ten imponujący wzrost slabo przekłada się na realia. PRL dał radę odbudować moje rodzinne miasto po wojnie, ba! rozbudować o wielkie osiedla na obrzeżach, obsłużyć toto asfaltowymi ulicami i instalacjami wszelkiej maści, dostawić szkół i przedszkoli. Obecne państwo ma kłopot z połataniem choćby części wtedy pobudowanych dróg, wymianą rur, mimo zaniechania budowy nowych szkół i likwidacji wielu starych a także szpitali, dróg kolei żelaznej i urządzeń przeciwpowodziowych. Te zaniechania powinny uwolnić spore środki, ale jakoś one się rozpłynęły, powstają tylko rzeczy na które środki da podatnik zachodni. To nijak nie chce wyglądać na wzrost PKB, nie przy zaledwie połowie ludności aktywnej zawodowo.
No jesteśmy rekordzistami.
Widza to szczególnie renciści i emeryci, których świadczenie „rekordowo wzrosły”. Jesteśmy krezusami w Europie. Czy ktoś, gdzieś dostał podwyżkę o CAŁE 36 zł!!!?
Głupie pytanie – oczywiście, że nie.
„Od 1989 r. poziom PKB przypadający na jednego mieszkańca nad Wisłą zwiększył się ponad dwukrotnie. ”
.
Pamiętajmy jednak, że wartość nabywcza polskiego PKB przez te 25 lat wzrosła o ponad 300 procent.
Podali tę informację również w radiu francuskim, chyba też by chcieli mieć takie PKB.
Pozdrawiam w przerwie czytania raportu. Jak dotąd – sama prawda. To znaczy, mierniki jakie są, każdy widzi.
Pierwszy raz roześmiałem się, gdy zobaczyłem (na s. 8) PKB oszacowany (bo przecież nie wyliczony) dla Polski XVI-wiecznej. Potem parsknąłem, widząc, że najwyższy wzrost PKB w latach 1995-2012 należy do Białorusi, a tuż za Polską plasuje się Rosja…
Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby używać PKB jako argumentu w dyskusji o powodzeniu jakiegoś kraju. Neoliberalny czip made in China? Będąc zdeklarowanym lewakiem, stanowczo się z tego nabijam.
” Potem parsknąłem, widząc, że najwyższy wzrost PKB w latach 1995-2012 należy do Białorusi, a tuż za Polską plasuje się Rosja…”
–
Licząc od 1989 PKB per capita Rosji wzrósł o kilkanaście %, a więc w kontekście artykułu, który porównuje wzrost PKB Polski w stosunku do roku 1989, Rosja plasuje się w ogonie krajów bloku wschodniego.
–
PKB per capita realny (1989=100):
–
…………. Polska … Rosja … Białoruś
1990 …… 90,0 …… 96,1 ….. 96,4
1995 …… 98,9 …… 59,3 ….. 62,8
2000 …. 128,6 …… 65,0 ….. 86,8
2005 …. 150,0 …… 89,8 … 127,2
2012 …. 202,0 …. 115,9 … 196,8
–
Źródło: http://www.conference-board.org/data/economydatabase/index.cfm?id=27762 => „Output, Labor, and Labor Productivity, 1950 – 2013” => GDP-capita EKS
–
„Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby używać PKB jako argumentu w dyskusji o powodzeniu jakiegoś kraju.”
–
W odpowiedzi na zarzuty, że PKB per capita rzekomo źle mierzy poziom życia Eurostat opublikował nowy miernik tzw. Actual Individual Consumption (faktyczne spożycie indywidualne). W pomiarze PKB per capita poziom Polski wyniósł 67% średniej UE28, w pomiarze AIC Polska awansowała do 75% średniej UE-28 => http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/images/e/ed/Volume_indices_per_capita%2C_2011-2013_%28EU-28%3D100%29_new.png
@ BM
Przykład pierwszy:
10 młodych inżynierów chodzi na 7 rano na budowę. Pracują całe dnie, więc nie mają czasu uprać czy ugotować. Korzystają z firmy założonej przez 10 koleżanek. Chłopcy zamawiają u nich obiady, kanapki do pracy oraz pranie i krochmalenie koszul. Płacą im miesięcznie po 500 złotych.
I tak się stało, że chłopcy pożenili się z tymi pannami.
Po ślubach dziewczyny zajęły się domami, zlikwidowały działalność bo teraz prały, gotowały i sprzątały w swoich domach i dbały o mężów. Wszystkie pary odkładały co miesiąc 350 złotych, co wcześniej było zarobkiem dziewczyn po odliczeniu kosztów.
W opisanej historyjce ze wskaźników makroekonomicznych wychodzi taka analiza:
W roku X PKB w Polsce zmalało. Zmniejszyła się liczba zarejestrowanych działalności gospodarczych.
A mimo tego wszyscy zyskali.
Przykład drugi:
Rok temu rzuciłem palenie, a pół roku temu zacząłem biegać. Moje średnie tempo biegu wzrosło w tym czasie jakieś 2,5 raza. W tym samym czasie Usain Bolt utrzymywał na zawodach podobne osiągi co rok temu.
Czy to znaczy, że mistrz się obija?
Tyle znaczy ten pański PKB!
Ależ oczywiście, że PKB jest dość ułomnym miernikiem potęgi gospodarczej i czego tam jeszcze. Obśmiać go też nietrudno, znajdując różne dzikie przykłady i kontrprzykłady. Jak się do niego na przykład doliczy prostytucję (jest taki pomysł), szacując jej wartość w pieniądzu, to wzrośnie jeszcze bardziej. Z tym jednym zastrzeżeniem można jednakże chichotać, że mimo to jest dużo lepiej gdy PKB rośnie, niż gdy maleje. Ot taki dziw.
@BM
Nie byłbym taki pewny. Na podstawie samego tylko PKB trudno wnioskować o gospodarce.
Over the long run (1900-2013), there is actually a negative correlation (-0.29) between real equity returns and per capita GDP growth.
[…] Being aware of past economic growth does not help; or rather, it is a a contrary indicator. You would be best placed investing in the slower-growing economies of the past, not in the fastest.
Cyt. za: http://www.economist.com/blogs/buttonwood/2014/02/growth-and-markets.
U nas, niestety, PKB stał się ekonomicznym (politycznym) fetyszem.
Hmm… tak patrzę sobie na tę tabelkę:
http://en.wikipedia.org/wiki/Economy_of_the_European_Union#Economic_variation
i coś mi się w to 65% średniego PKB unijnego na twarz nie chce wierzyć, bo to wartość wprawdzie bliska podawanej przez Wikipedię za ubiegły rok, z tym że tamta była liczona z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, a przecież o okoliczności tak istotnej źródło tak poważne jak Studio Opinii by chyba wspomniało?
Eee, na pewno by wspomniało, bo jeśli wziąć bezwzględne PKB, to nie osiągamy 65%, tylko niecałe 40% średniej unijnej i daje nam to wśród 28 krajów zaszczytne piąte miejsce. Od końca. A to już trochę inaczej się odbiera, nieprawdaż?
PS. Tak, tak, ja wiem po co jest poprawka na parytet siły nabywczej, ale wiem też, że komputery, samochody czy lodówki nie są u nas jakoś zauważalnie tańsze niż na Zachodzie.
> „sprawnie i przejrzyście przeprowadziliśmy proces prywatyzacji. Dzięki temu nie ma dziś w Polsce oligarchów. (…)” – według jakiego klucza następowała sprawna i przejrzysta decyzja, która parafia dostanie te budynki a która tamte?
No dobra, już nie wiercę dziury f bżóhu 🙂 Szkoda tylko, że owoce owego wzrostu trafiają do kieszeni wąskiej garstki posiadaczy kraju, nieco skapuje licznym uprzywilejowańcom i aparatczykom kosztem zanikającej warstwy średniej, pauperyzującej się inteligencji, rosnącej biedy wśród sierot po proletariacie. Ale to nie jest specyfika Polski tylko konsekwencja istnienia jednobiegunowego świata zdominowanego przez neokonów.
Coś ten imponujący wzrost slabo przekłada się na realia. PRL dał radę odbudować moje rodzinne miasto po wojnie, ba! rozbudować o wielkie osiedla na obrzeżach, obsłużyć toto asfaltowymi ulicami i instalacjami wszelkiej maści, dostawić szkół i przedszkoli. Obecne państwo ma kłopot z połataniem choćby części wtedy pobudowanych dróg, wymianą rur, mimo zaniechania budowy nowych szkół i likwidacji wielu starych a także szpitali, dróg kolei żelaznej i urządzeń przeciwpowodziowych. Te zaniechania powinny uwolnić spore środki, ale jakoś one się rozpłynęły, powstają tylko rzeczy na które środki da podatnik zachodni. To nijak nie chce wyglądać na wzrost PKB, nie przy zaledwie połowie ludności aktywnej zawodowo.