Krzysztof Bielejewski: Moralne zwycięstwo, czyli jak wysłać kwiaty na Kreml i jeszcze samemu za nie zapłacić5 min czytania

()


20.06.2026

Sobota zaczęła się wyjątkowo spektakularnie. Nie dlatego, że świat nagle stał się lepszy, mądrzejszy albo bardziej przewidywalny. Wręcz przeciwnie. Otwierając rano serwisy informacyjne, można było odnieść wrażenie, że ktoś postanowił urządzić konkurs na najbardziej kosztowny polityczny gest wykonany bez chwili zastanowienia nad konsekwencjami.

I trzeba przyznać, że konkurencja była niewielka.

Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Kilka godzin później rosyjska propaganda otworzyła szampana, Dmitrij Miedwiediew zaczął triumfować w mediach społecznościowych, ukraińscy politycy zaczęli oddawać polskie odznaczenia, światowe media pisały o kryzysie między Warszawą a Kijowem, a dyplomaci zapewne znowu przypomnieli sobie starą zasadę, że jedna nieprzemyślana decyzja polityczna potrafi zniszczyć miesiące pracy ludzi, którzy próbują utrzymać państwo w stanie względnej normalności.

To jest właśnie niezwykła cecha współczesnej polityki. Czasem wystarczy jeden podpis, żeby przeciwnik nie musiał już nic robić.

Moralna ocena UPA i rzezi wołyńskiej nie budzi w Polsce większych wątpliwości. Nie budzi ich również u większości rozsądnych Ukraińców. Problem polega na tym, że polityka zagraniczna nie jest konkursem historycznej sprawiedliwości ani terapią grupową dla narodowych traum. Jest sztuką osiągania celów.

A cel był bardzo prosty. Zmusić Ukrainę do refleksji nad kultem organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo. Tymczasem osiągnięto coś dokładnie odwrotnego.

Zełenski nie zmieni swojej decyzji. Nie może. Żaden przywódca państwa nie wycofuje się pod publicznym naciskiem innego państwa, szczególnie w czasie wojny. Każdy student pierwszego roku stosunków międzynarodowych rozumie to po dwóch tygodniach zajęć. Najwyraźniej nie wszyscy uczestnicy polskiego życia publicznego mieli okazję dotrzeć do tego rozdziału podręcznika. W rezultacie Polska nie zyskała niczego, Ukraina nie zmieniła stanowiska, a Rosja dostała prezent.

I właśnie ten element jest najbardziej groteskowy. Od trzech lat rosyjska propaganda próbuje przekonać świat, że Polska i Ukraina są skazane na konflikt. Kreml produkuje tysiące materiałów o Wołyniu, UPA, historycznych sporach, granicach, pretensjach i wzajemnych urazach. Miliony dolarów wydawane są na to, żeby skłócić dwa państwa, które mają wspólnego przeciwnika. Po czym Warszawa wykonuje część tej pracy całkowicie za darmo. To trochę tak, jakby straż pożarna przez trzy lata walczyła z pożarem, a następnie ktoś postanowił dolać benzyny do ognia, ponieważ nie spodobał mu się kolor gaśnicy.

Najlepszym komentarzem nie były nawet reakcje ukraińskie. Najlepszym komentarzem był zachwyt Dmitrija Miedwiediewa. Istnieje stara zasada polityczna. Jeżeli rosyjski nacjonalista, były prezydent Federacji Rosyjskiej i etatowy internetowy podpalacz Kremla publicznie klaszcze po twojej decyzji, warto na chwilę usiąść i zastanowić się, czy przypadkiem nie skręciłeś w niewłaściwą ulicę.

Miedwiediew jednak nie tylko klaszcze. Miedwiediew świętuje, a kiedy człowiek, który regularnie grozi Europie wojną nuklearną, jest zachwycony działaniami polskiego prezydenta, to nie jest sygnał sukcesu. To jest sygnał alarmowy.

W całej tej historii jest jeszcze jeden element wyjątkowo smutny. Przez ostatnie miesiące stosunki polsko-ukraińskie zaczęły się powoli poprawiać. Ruszyły ekshumacje. Toczyły się rozmowy historyczne. Obie strony, choć niechętnie i z wieloma zastrzeżeniami, zaczynały rozumieć, że żyją obok siebie i będą żyły obok siebie również za dziesięć, dwadzieścia i pięćdziesiąt lat.

To była żmudna praca. Dyplomacja zawsze jest żmudna. Nie przypomina szarży husarii ani pojedynku rewolwerowców. Przypomina raczej próbę pogodzenia dwóch skłóconych rodzin podczas wesela, na którym wszyscy pamiętają dawne krzywdy, ale nikt nie chce wracać do domu pieszo.

I właśnie w momencie, gdy zaczęto osiągać pierwsze efekty, ktoś postanowił wywrócić stolik. Polska ma pełne prawo domagać się prawdy o Wołyniu. Ma pełne prawo oczekiwać szacunku dla ofiar. Ma pełne prawo protestować przeciwko gloryfikacji UPA, ale między protestem a politycznym samookaleczeniem istnieje jednak pewna różnica.

Problem współczesnej polityki polega na tym, że coraz częściej mylimy skuteczność z widowiskiem. Polityk ma dziś wyglądać na twardego. Ma być bezkompromisowy. Ma walić pięścią w stół. Ma produkować efektowne nagłówki. Znacznie mniej osób pyta później, czy cokolwiek dzięki temu osiągnął, a przecież historia pełna jest przywódców, którzy mieli rację i przegrali wszystko.

Polska zna ten mechanizm wyjątkowo dobrze. Jesteśmy wręcz światową potęgą w produkowaniu moralnych zwycięstw. Potrafimy przegrać strategicznie, politycznie i dyplomatycznie, po czym przez następne sto lat opowiadać sobie, jak bardzo mieliśmy rację, tyle że racja nie zatrzymuje czołgów. Racja nie buduje sojuszy. Racja nie tworzy koalicji. Racja nie odstrasza Kremla. Skuteczność już tak.

Tymczasem gdzieś w Moskwie siedzą dziś ludzie, którzy od rana czytają polskie i ukraińskie komentarze z takim samym zadowoleniem, z jakim kibic ogląda mecz przeciwników swojej drużyny, bo największym marzeniem Putina nigdy nie było pokonanie Ukrainy. Największym marzeniem Putina zawsze było skłócenie wszystkich, którzy mogliby stanąć przeciwko niemu razem.

I właśnie dlatego sobota zaczęła się dla Kremla całkiem przyjemnie, a dla Polski znacznie gorzej, niż wielu autorom tej decyzji się wydaje.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo