09.09.2026
Lewy sierpowy
Sejm powołał na sędziego TK Macieja Berka. Decyzja ta budzi jednak uczucia: smutku i zdziwienia. Jaki to ma sens? Czemu ma służyć to demonstracyjne pogwałcenie wcześniej deklarowanych zasad.
Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że głosami większości z pośród posłów koalicji rządowej, Sejm powołał na sędziego TK Macieja Berka, do niedawna ministra w rządzie D. Tuska. Decyzja ta, choć należało się jej spodziewać, budzi jednak we mnie dwa dominujące uczucia: smutku i zdziwienia.
Smutek wynika z tego, iż decyzja ta jest jaskrawym dowodem na to, że skuteczność w walce o władzę jest także dla obecnej (podobno demokratycznej) koalicji ważniejsza niż dążenie do trwałego zabezpieczenia systemu prawnego i politycznego RP przed autorytarnym zagrożeniem. Oznacza to, że niestety należy pożegnać się z idealistycznymi marzeniami o stworzeniu w Polsce systemu, w którym działania rządzących będą ograniczane przez niezależne od nich władze sądownicze. Otwiera to bowiem drogę do tego by także każda następna ekipa rządząca traktowała wymiar sprawiedliwości jako jeden z wielu (obok mediów, spółek S.P. , stanowisk w administracji, czy w usługach publicznych) łupów politycznych. Niestety nie daje to nadziei na poprawę jakości zarządzania publicznego i na uwolnienie go od partykularnych interesów indywidualnych i grupowych. Bez niezależności wymiaru sprawiedliwości nie da się bowiem obronić kryteriów merytorycznych i obiektywizmu w polityce kadrowej i działaniu samorządów, instytucji oświaty, kultury, sportu (patrz afera R. Piesiewicza i PKOL) i wielu innych.
Niestety, głosowanie w sprawie obsady Trybunału Konstytucyjnego przez M. Berka pokazuje również, że także sprawująca obecnie władzę a nazywająca się demokratyczną, koalicja, zasady i wartości demokratyczne traktuje jako mniej lub bardziej użyteczne narzędzia marketingu politycznego i sprawowania władzy a nie jako trwałe i ogólnie obowiązujące ograniczenia metod walki politycznej. Budzi to także obawę, że żyjemy w czasach gdy, oczekiwane przez znaczną część społeczeństwa, przestrzeganie w polityce podstawowych zasad moralnych zastępowane jest przez pragmatyczną użyteczność w dążeniu do zdobycia i utrzymania władzy. Oceniając tę decyzję od strony moralnej A Zandberg chyba słusznie w sejmie powiedział: „ludzie wychodzili w obronie wartości, w obronie zasad. Dzisiaj tą decyzją, (…) pan tych ludzi zdradza” .
Obok tych smutnych konstatacji na temat kierunku zmian w sposobach uprawiania polityki, przeforsowanie przez D. Tuska w ramach koalicji decyzji o poparciu kandydatury M. Berka rodzi także zdziwienie, związane z pytaniem : Jaki sens miało i czemu ma służyć to demonstracyjne pogwałcenie wcześniej deklarowanych zasad. ?
Zdaniem D. Tuska skierowanie do T. K. M. Berka ma stanowić skuteczny sposób na uzdrowienie tej, dziś martwej i nie uznawanej za niezawisły sąd, instytucji. Wprawdzie niewiele wiem o osobistych zaletach M. Berka, ale nie potrafię domyślić się dlaczego miałby on skuteczniej przyczynić się do przywrócenia właściwej roli Trybunału Konstytucyjnego niż takie, zaangażowane przecież w obronę państwa prawa, autorytety prawnicze jak np. prof. W. Sadurski, prof. M. Matczak lub nawet bardziej neutralni politycznie M. Laskowski, W. Wróbel czy nawet dotychczasowy Rzecznik Praw Obywatelskich M. Wiącek. Wszyscy oni wielokrotnie wykazali, że potrafią być w swych sądach niezależni, że potrafią oprzeć się naciskom politycznym. i że leży im na sercu przywrócenie praworządności. Zapewne obok tych znanych już publicznie nazwisk, można by w środowiskach prawniczych znaleźć jeszcze co najmniej kilka nie uwikłanych politycznie kandydatek lub kandydatów na to stanowisko. Zupełnie więc nie rozumiem dlaczego D. Tusk a za nim cała koalicja przeforsowała kandydaturę budzącą kontrowersje i sprzeciw zarówno w środowiskach prawniczych jak i w organizacjach obywatelskich. Przecież związku z tym będą one zastanawiały się przy najbliższych wyborach czy warto popierać „demokratyczną” koalicję, czy raczej zostać w domu.
Szukając wytłumaczenia dla tego ruchu nasuwają mi się jedynie dwa racjonalne wyjaśnienia.
Pierwsze to nie ujawniony dotąd przez M. Berka „cudowny” pomysł na uzdrowienie sytuacji w T.K. Nawet jeśli jest to pomysł z gatunku interpretacji prawniczych, to będzie on prawdopodobnie oznaczał „jazdę po bandzie” a dla jego zrealizowania mimo wszystko konieczne będzie zdobycie poparcia ze strony wszystkich pozostałych „nie pisowskich” sędziów trybunału. Zatem nawet jeśli taki pomysł istnieje będzie on musiał i tak uzyskać akceptację sędziów nie uwikłanych politycznie.. Dlaczego nie można więc sprzedać tego pomysłu mniej kontrowersyjnym sędziom wybranym przez demokratyczną większość? Ciągle tego nie rozumiem.
Może zatem chodzi nie o cudowny chwyt prawniczy, lecz o zdecydowanie i konsekwencję w działaniu, charakteryzujące, zdaniem D. Tuska, M. Berka, .Ale tak motywowane zmiany personalne przecież już ćwiczyliśmy na stanowisku ministra sprawiedliwości. Jednak okazało się, że zmiana z A. Bodnara na bardziej bezwzględnego W. Żurka wcale nie doprowadziła do spektakularnego przyspieszenia zmian w sądach i w prokuraturze, a rozliczenia z poprzednią ekipą nadal się ślimaczą. Sądowego finału nie osiągnęły ani afera funduszu sprawiedliwości, ani sprawa „Pegasusa”, ani afera „Willa plus”. Okazało się więc, że zdecydowanie nowego prokuratora generalnego nadal natrafia na bariery kadrowe oraz formalne i nie wystarcza by radykalnie przyspieszyć proces rozliczeń. Obawiam się, że podobnie może być w przypadku wejścia M. Berka w skład T. K.. Tym bardziej, że otwarcie walczący z rządem prezydent uzyska w ten sposób dodatkowy pretekst do blokowania objęcia jego funkcji.
W efekcie zamiast skutecznego kroku ku uzdrowieniu wymiaru sprawiedliwości powołanie M. Berka spowoduje jedynie zaostrzenie konfliktu między rządem a Prezydentem i zaostrzenie podziału Polaków na dwa plemiona. Być może właśnie to stanowi zatem drugie racjonalne wytłumaczenie dla konfrontacyjnego postępowania D. Tuska. Zapewne uważa on, że podobnie jak w przypadku ustawy o kryptowalutach, pójście na konfrontacyjny konflikt z Prezydentem, wprawdzie nie pozwoli na przeprowadzenie realnych zmian w systemie, ale jeszcze raz udowodni społeczeństwu destrukcyjne działania Prezydenta i całej prawicy. To zaś stanie się argumentem, który pozwoli w zbliżających się wyborach na tyle zmobilizować pro demokratyczną cześć wyborców, by nie dopuścić do władzy prawicy.
Obawiam się jednak, że rachuby te mogą okazać się całkowicie błędne. Już wybory w 2023 r. pokazały, że nawet pełna mobilizacja pro-demokratycznej części społeczeństwa (jakiej trudno się spodziewać w 2027 r.) daje obozowi liberalno-demokratycznemu w sejmie jedynie niewielką większość bezwzględną. Natomiast przykład Węgier pokazuje, że dla skutecznego przeprowadzenia konsekwentnych reform pro-demokratycznych niezbędna byłaby albo większość konstytucyjna (2/3 głosów w sejmie), albo co najmniej większość pozwalająca na odrzucenie veta prezydenta (3/5 głosów). Oznacza to, że obok pełnej mobilizacji dotychczasowych zwolenników, obóz demokratyczny musi starać się o poparcie znaczącej części wyborców koniunkturalnych i niezdecydowanych. Tych zaś nie da się przyciągnąć walką o obsadzenie Trybunału Konstytucyjnego „prawą ręką premiera”. Dla wyborców kierujących się pragmatyzmem, argumentem za przeciwstawieniem się prawicy może być przekonanie ich o tym, że destrukcyjna rola prezydenta i prawicy uniemożliwia koalicji demokratycznej rozwiązywanie ważnych dla nich problemów społecznych. By je skutecznie rozwiązywać konieczne jest więc zapewnienie jej większości, co najmniej pozwalającej na odrzucanie prezydenckiego veta.
W oczach koniunkturalnego wyborcy szkodliwa rola prezydenta i prawicy może być udowadniana w związku z jego vetem wobec programu SAFE i wobec ustawy o regulacji rynku kryptowalut. W odniesieniu do mniej licznych (znaczących) grup wyborców można to udowadniać w związku z ustawami o: parku narodowym dolnej Odry, statusie osoby najbliższej, rozwodzie pozasądowym, zwalczanie praktyk pozamedycznych czy wprowadzającej do szkół państwowy e-dziennik.
Dla przeciętnego wyborcy z klasy średniej przekonującym argumentem za koniecznością zapewnienia obecnej koalicji możliwości odrzucania veta prezydenta mogą stać się także kontrowersje wokół proponowanych przez rząd zmian podatkowych, zmniejszających obciążenia podatkowe średnio zarabiających, czy ewentualne zablokowanie podatku cyfrowego, obciążającego wielkie międzynarodowe platformy cyfrowe. Wymaga to jednak tego by szukając konfrontacji z prezydentem i prawicą, obóz demokratyczny znajdował je w obszarach, które dotykają problemów społecznych odczuwanych, jako bezpośrednio wpływające na codzienne życie obywateli. Takim problemem na pewno nie jest obsada Trybunału Konstytucyjnego przez zaufanego człowieka D. Tuska.
Janusz J. Tomidajewicz
