2015-01-15. Niestety, nie znam się kompletnie na górnictwie i niebezpieczeństwo tego braku wiedzy dotarło do mnie na kilku spotkaniach towarzyskich, gdzie wypadało opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu.
Przerażony perspektywą znalezienia się poza kręgiem wtajemniczonych zacząłem śledzić z uwagą wszystkie doniesienia na ten temat, co okazało się trudne, bo to już nie te czasy, gdy człowiek oglądając Dziennik TV zdobywał kwalifikacje spustowego przy wielkim piecu, uczył się spawania w osłonie argonu, budowy statków czy właściwych terminów ozimych zasiewów.
Nie znalazłem nikogo, kto wsparłby mnie w mym dążeniu do wiedzy, co – przyznam – było coraz bardziej frustrujące.
Na razie moje ustalenia są takie: rząd ma plan, na który nie godzą się związkowcy, związkowcy mają plan własny, na który nie godzi się rząd.
Za dużo toto nie jest, ale od czegoś trzeba zacząć.
Postanowiłem prześledzić ten plan rządowy, by wyrobić sobie na jego temat opinię.
I klops! Co rząd i pani Kopacz osobiście proponowała górnikom? Nie mam pojęcia. Gorzej – nie wiem skąd wziąć niezbędne informacje. Przeglądałem gazety, zmusiłem się do oglądania TV i nic. Dalej nie wiem.
Postanowiłem przeanalizować projekt związkowy. Jeszcze gorzej. Nawet śladu informacji.
We wtorek z nadzieją przykleiłem się do ekranu, gdy TVN nadawał konferencję prasową związkowych bonzów, na którą przybyli tłumnie nasi dzielni dziennikarze, którzy nie śpią, nie jedzą i nie… (a tam różne inne takie), tylko ciężko pracują, bym wyzbył się mej kompromitującej niewiedzy.
Musze przyznać, że zaimponowali mi działacze związkowi. Wypowiedzi mediom udzieliło trzech, a memłali (że „polecę Dymnym”) tak cudnie, że dusza się radowała.
Trzech panów, każdy inny, a wszyscy tak zgodnie chrzanili od rzeczy, że nie tylko nie dowiedziałem się niczego o istocie kontrowersji, ale – szczerze mówiąc – nie zrozumiałem o czym oni w ogóle mówili. Prawdopodobnie byli przeciw czemuś, ale gwarancji nie daję.
Wróżę tym panom wielką karierę w polityce.
Na tym tle znamienną dla siebie elegancją i taktem odznaczył się pan Duda, który na granicy prawa (nie jestem pewien, po której jej stronie) zagroził posłom informując, że zna ich miejsce zamieszkania itd. Ale wracając do moich problemów.
Pozostała nadzieja w postaci naszych bystrych reporterów, którzy obecni na konferencji z pewnością bardzo chcieli mi pomóc, co było widać, słychać i … a nie, na szczęście telewizory nie przekazują jeszcze wrażeń natury aromatycznej. Czekałem na jakieś twardo postawione pytania, które odsłaniając widzom szczegóły konfliktu pomogłyby wyrobić sobie zdanie na ten jakże absorbujący w ostatnich dniach temat.
Dlaczego się nie doczekałem?
Uprzejmie proszę kwiat dziennikarstwa bywający na tym portalu o wyjaśnienie tej niepokojącej zagadki.
Temat, który na tej konferencji interesował dziennikarzy to ew. rozszerzenie i nowe formy protestu. I nic poza tym. Dlaczego?
Byłbym wdzięczny za rozwiązanie mi tej zagadki. A jeśli ktoś kumaty znajdzie czas, to może z rozszerzeniem – jak to się dzieje, że żaden właściciel mediów, żaden redaktor naczelny widząc jaki „materiał” przynoszą mu jego pracownicy jeszcze nie dostał wścieklizny?
A poszkodowanym jestem ja. Pani Basia ze spożywczego zechce wiedzieć jakie jest moje zdanie na temat kłopotów górnictwa i co ja jej powiem?
Biorąc pod uwagę nasze narodowe problemy demograficzne, taki brak odpowiedzi może zaważyć na dalszym spadku dzietności. I będzie na mnie!
Jerzy Łukaszewski


Spieszę z pomocą. Tu znajdą państwo oficjalną prezentację pt. „Plan naprawczy dla Kompanii Węglowej S.A.”: http://www.kwsa.pl/aktualnosci/z_zycia_firmy/1422,Rz%C4%85d%20przyj%C4%85%C5%82%20Plan%20Naprawczy%20dla%20Kompanii%20W%C4%99glowej%20SA%20.html.
@Federpusz: Bardzo dobry link. A tam, cytuję: (zwracam uwagę na ostatnie dwa zdania…)
„Blisko 6 tys. pracowników dołowych z wygaszanych kopalni znajdzie zatrudnienie w spółce celowej. Dla pozostałych pracowników dołowych (około 2,1 tys. osób) przygotowano możliwość skorzystania z 4 letniego urlopu górniczego w zamian za 75 proc. miesięcznego wynagrodzenia (dla osób, które mają 4 i mniej lat do emerytury) lub z jednorazowej odprawy pieniężnej (dla osób, które mają więcej niż 4 lata do emerytury) o równowartości 24-miesięcznego wynagrodzenia. Pracownicy przeróbki mechanicznej węgla (ok.1,1 tys. osób), będą mogli skorzystać z odpraw w wysokości 10 miesięcznego wynagrodzenia. Pozostali pracownicy naziemni, głównie administracja (ok. 1,6 tys. osób), mogą skorzystać z odpraw w wysokości 3,6 miesięcznego wynagrodzenia. Osoby te stosunkowo najłatwiej znajdą zatrudnienie w innych sektorach gospodarki.”
Ja też spieszę z pomocą…
http://faktypofaktach.tvn24.pl/premier-w-faktach-po-faktach-zrobie-wszystko-by-100-proc-gornikow-dolowych-nie-stracilo-zatrudnienia,506054.html
.
Niestety nie znalazłem kontr-propozycji związkowych.
@Federpusz, śledzę dalej. Dziś oglądałem wywiad jakiego udzieliła p. Durczokowi pani premier.
Zaklinała się (trzy razy), że kopalnie nie będą zamknięte. W tej prezentacji napisano, że będzie w nich wygaszana działalność. Czym to się różni od zamknięcia (poza osłonami)?
Poza tym, wie pan, ja jestem już duży chłopczyk i znajdę informację jak już nie będę miał wyjścia. Ale po co mi wtedy jakieś media? I niektóre chcą mnie zmusić do płacenia abonamentu. Za co?
Pan Durczok nie wierzy, że nowy zarząd kompanii będzie lepszy od starych. Tyle wiem z wywiadu, plus ta niezgodność słów pani premier.
@Jerzy Łukaszewski
Zgadza się. Ja już od dawna nie polegam wyłącznie na dziennikarzach. Jak coś mnie zainteresuje, zgłębiam temat na własną rękę, sięgając np. po dokumenty źródłowe. To dość męczący i czasochłonny proces, ale wolę tak niż denerwować się przed telewizorem.
Ten dokument to także samooskarżenie rządu. Widać na nim, że już w 2012 roku gwałtownie zaczęły spadać przychody KW, wtedy NAJPÓŹNIEJ powinien zapalić się czerwony alarm w Ministerstwie Gospodarki. Zaś podczas blisko 8 lat rządów PO i PSL wzrost kosztów o przeszło 50%, w branży która już wcześniej nie była wzorem efektywności.
Warunki dla górników w tym planie rządowym nie są złe, ale poza polityczną otoczką warto zastanowić się czemu mieliby oni wierzyć rządowi, skoro w połowie zeszłego roku Tusk obiecywał, że na pewno żadna kopalnia nie będzie zamknięta.
Dziś Piechociński powiedział, że nie jest prawdą, że nie pracowali wcześniej nad reformą KW, wszak mieli ileś tam spotkań. Typowe … Spotkania, rozmowy telefoniczne, zjedzone ciastka i wypita kawa to „narzędzia”, celem jest plan/strategia. O tym celu opracowanym stosownie wcześnie wicepremier nie wspomniał … Ważne, że ktoś się z kimś spotkał … Czyli coś się działo … A więc pracowali…Czyli zrobili wszystko co było możliwe… A Tusk był zajęty walką z kaczyzmem…
Parę lat temu można było zaaplikować pacjentowi antybiotyki i zasugerować zmianę trybu życia, dziś potrzebna jest operacja chirurgiczna oraz chemio i radio terapia z ryzykiem zgonu. W medycynie oznaczałoby to prowadzenie leczenia pacjenta przez lekarza idiotę. A w polityce?
Nie wiem czy zna pan takiego polityka,który w czasie negocjacji z górnikami powiedziałby:”my tu gadu,gadu a kopalnie i tak zamkniemy”.
Czy więc obietnica Tuska była dana na wyrost? Może i tak ale Tusk pewnie spodziewał się takiej odpowiedzi górników:”No to my poprawimy wydajność”.
Tusk słowa dotrzymał ale … wydajność nie wzrosła.
.
Teraz nie ma wyjścia.
Skargi w rodzaju:
Nie wiemy co rząd proponował wczoraj a co proponuje dzisiaj jest niepoważną wymówką.Durczok o nich pewnie nie wie,bo on nie jest od tego by wiedzieć,on jest od robienia wiatru medialnego ale te propozycje nie są nieoczekiwanym newsem dla górniczej strony związkowej biorącej udział w negocjacjach.
„Bo w tym cały jest ambaras aby dwoje chciało naraz.” Jakiekolwiek działania rządu nic nie pomogą jak trafiają na twarde NIE związkowców. Negocjacje premier Kopacz bliskie były porozumienia, gdy nadeszło twarde nie central związkowych. Ktoś kto sądzi, że w sprawie chodzi o interesy górników jest w dużym błędzie. Chodzi wyłącznie o interesy działaczy związkowych. To im grozi realne niebezpieczeństwo. Aby uzmysłowić skalę problemu podaję za Gazetą Wyborczą z 23.09.2014: „W trzech walczących o przetrwanie śląskich spółkach węglowych działa aż 230 zakładowych komisji związkowych, a 281 działaczy nie musi pracować. Roczne utrzymanie tych ludzi kosztuje 41 mln zł.” I tu jest pies pogrzebany.
I jak tu zmienić polską politykę na fachowców: politycy w większości po prawie, najlepiej praktykujący, aby nie byli z odrzutów i nie tworzyli prawnych knotów, nie jak Kaczyński teoretyk „widzimisię”. A do ich pomocy fachowcy specjaliści w każdej dziedzinie. Czy to tak trudno tworzyć elity polityczne? Na pewno jest zaplecze, ale w tym gnieździe os jakie dziś tworzą polscy politycy nie wielu mądrych chce się znaleźć. Jak rozwiązać ten węzeł niekompetencji?
Bez wątpienia nie ma prostej recepty, co najwyżej pewne pożyteczne kroki lub procesy, które mogłyby zmierzać do ucywilizowania sceny politycznej. Może takie jak:
1. Kadencyjność (wymaga zmiany Konstytucji).
2. Jakaś zmiana sposobu finansowania partii politycznych.
3. Okręgi jednomandatowe, aby zmniejszyć zależność polityków od ich partyjnych wierchuszek.
4. Połączenie powyższych punktów 1-3 powinno za ileś tam lat zmniejszyć syndrom zawodowych działaczy, traktujących politykę jako główne źródło utrzymania przez lata. W Polsce nie brak ludzi o cennych dla kraju umiejętnościach, jednakże nie będą mogli ich spożytkować dla dobra ogólnego, tak długo gdy scena polityczna jest zabetonowane przez polityków dietetycznych, którzy mają zbyt wiele do stracenia, gdyby poszli na polityczną emeryturę.
5. Jakieś samo-uzdrowienie mediów, tak aby relacjonowały one i edukowały, zamiast bycia tubą jednej lub pałką na drugą partię polityczną. Oczywiście, że dziennikarz jak normalny człowiek ma swoje poglądy i nie istnieje człowiek zawsze obiektywny. Wystarczy jednak posłuchać/pooglądać/poczytać główne media, aby się przekonać, że jedno jest zawsze i bez wyjątku anty-pisowskie, a inne zawsze i bez wyjątku anty-PO. To nie ma wiele wspólnego z misją dziennikarza opartą o bezstronność polityczną. Mam jednak wrażenie, że trochę zaczyna się to zmieniać na lepsze, ale bardzo powoli.
6. Jeśli nie ma szans na uzdrowienie sceny politycznej, zapewne warto prywatyzować „do gołych kości” i minimalizować rolę państwa. Jeśli bowiem klasa polityczna jest skrajnie niekompetentna, należy zabrać im jak najwięcej zabawek.
7. Może naturalny czynnik: zmiana pokoleniowa potrafiłaby uzdrowić to towarzystwo. Problem w tym, że członkowie młodzieżówek partyjnych uczą się nieodpowiedzialności, nepotyzmu, cynizmu i lekceważenia dobra publicznego u starszych działaczy.
Powyżej to kilka luźnych uwag napisanych przez 5 minut. Nie znam łatwej recepty, jeśli jednak przekonanie o chorobie polskiej polityki i grożących konsekwencjach stanie się bardziej powszechne, mądrzejsi ode mnie zaczną się zastanawiać.
Dyskusja się rozwinęła, że aż miło. Jest nad czym radzić. Punkty MaSZ’a mają wiele sensu. To na pewno krok w dobrą stronę. Młodzieżówkami nie przejmujmy się. Zawsze można ich wysyłać za granicę do pracy z politykami w starych demokracjach. Ale tu uwaga: po co te młodzieżówki? Czy nie lepiej powierzać funkcje polityka osobom, które do czegoś doszły, coś osiągnęły, odniosły sukces w swojej dziedzinie? Po co ten post komunistyczny pęd do tworzenia „działaczy”. Co sobą taki młody człowiek reprezentuje? Potem pojawiają się nagle takie panie Ogórek, ni w pięć ni w dziewięć, lewicowe katoliczki aby wszystkich zadowolić. Czy tacy młodzi ludzie bez życiowego doświadczenia przeprowadzą kraj przez trudne czasy, atak Putina czy jakąś klęskę żywiołową? Zastanówmy się: czy nie lepiej, aby młodzi ludzie dojrzewali pracując w jakimś zawodzie i tam najpierw się sprawdzali?
Ja bym optował za podniesieniem limitu wieku dla kandydatów na polityków. I ograniczał wychowywanie „działaczy”.
@andrzej Pokonos , a nie uważa pan, że to jest krąg współzależności? Elity zmienić może jedynie obywatel w trakcie wyborów, ale ten obywatel musi być dobrze poinformowany, a zadaniem dziennikarza jest umożliwienie mu dostępu do rzetelnej informacji.
A czego dowiaduje się obywatel na dzisiejszy temat? „Będą palone opony czy nie?”
@Jerzy Łukaszewski: krąg dobrych i złych zależności zawsze będzie. Ale zawsze będą jednostki wybijające się, nie pokorne, nie idące ze stadem czy za stadem. Takie indywidualności często się tępi, zamiast je wspierać. To jedno. A drugie: tak jak rozwój kultury społeczeństwa następuje jako nadbudowa poprzedzona rozwojem ekonomicznym, tak kultura polityczna i pozytywna selekcja kadr przychodzą też z czasem. Ludzie sami zaczną się domagać lepszych dziennikarzy, lepszych polityków, lepszych technologii. W końcu Polska to nie Korea Północna, jest otwarta na świat i po tym świecie podróżuje.
Mam idealne rozwiązanie problemu! Bierzemy pieniądze, które i tak topimy co