30.09.2026
Zdanie odrębne

Wprawdzie łaciński tytuł tłumaczy się zazwyczaj „we własnej sprawie”, lepiej będzie go czytać: „w sprawie/obronie własnego domu”; w tym wypadku Studia Opinii, gdzie lodowy starzec przemieszkuje od dziesięciu lat…
Zamęt, jaki trwa w Polsce (i świcie) nieoczekiwanie udzielił się zasłużonemu portalowi, w którym od miesięcy trwa wojna między panem B. – a czytelnikami, komentatorami i autorami goszczącymi tu od lat dzięki Stefanowi Bratkowskiemu, dziennikarzowi/publicyście starej daty, który, przewidując rewolucję medialną, pod koniec życia przeniósł się do Internetu. A także następcy i kontynuatorowi – Bogdanowi Misiowi, erudycie i popularyzatorowi nauki…
Po jego śmierci witryna przez jakiś czas nie mogła się pozbierać, ale stanęła na nogi i funkcjonowała; raz lepiej, raz gorzej… Rok temu pojawił się człowiek znikąd, który zalewa nobliwe Studio strumieniem tekstów; „śmieszy, tumani, przestrasza”, chlasta słowem na prawo i lewo, obraża kobiety i mężczyzn, wymyślając im od niemądrych i pogubionych, odbiera głos, zalewa słowotokiem (gr. logorea)[1], chwali i gani… We wszystkim kompetentny, innym odmawia racji, traktuje protekcjonalnie; zabrakło tylko inwektyw, których pełno w przestrzeni medialnej i polityce…
Stałym gościom portalu, którzy preferują/szanują zdrowy rozsądek, pisarstwo pana B. od początku wydawało się nienaturalne, podlane sosem sztucznej inteligencji… Próby moderowania jego ‘warsztatu’, podejmowane przez redaktora i użytkowników witryny nie dawały rezultatu, aż pojawił się tekst, w którym B. sam – ironicznie i szyderczo odkrył karty. ‘Wyszło szydło z worka’, a rzeczony przyznał, że on – to nie on, lecz de facto AI, nad którą panuje do tego stopnia, że może ze wszystkich robić wariata, eksponując wyższość i rozdęte, narcystyczne ego. „Technologia dała autorowi megafon, a on najwyraźniej pomylił głośność z rangą wypowiedzi” – jak trafnie zauważył jeden z komentatorów (Władysław).
Chwaląc się i szokując pisarską płodnością (trzy felietony dziennie!), narzucił portalowi swój mistyfikatorski dyskurs, którego większość miała dość. Po jakimś czasie udało się go przerwać, ale nie na długo; autor ‘martwego bloga’ wrócił, sądząc, że nadal może prowokować, ‘ożywiać’ platformę, potrząsać dziaderskim gronem, narzucać warunki debaty, wykluczać adwersarzy. Chyba po to, by samemu pozostać na placu boju – najlepiej ze swymi odpowiedziami… Wyszło z tego zwyczajne mamidło, manipulacja z pogranicza fake newsa i hejtu.
Dyskusja o jego ‘publicystyce’, w której od początku przeważały głosy krytyczne, trwała kilkanaście miesięcy. Poza nielicznymi fanami większość korespondentów była zdania, że trzeba to przerwać; wszak co za dużo, to niezdrowo… Traktowanie sprawności w używaniu AI jako wyrafinowanego warsztatu publicysty i pisarza, mogło intrygować tydzień dwa, może miesiąc, ale nie rok… Dobrze więc się stało, że zrezygnowano – miejmy nadzieję definitywnie – z jego ‘usług’. A z turbulencji, przez przechodzi zasłużona witryna, trzeba wyciągnąć wnioski. Przecież najlepiej uczymy się na błędach…
Faktem jest, że do kurnika wszedł lis, który zaczął się dobierać do jego mieszkańców… Wprawdzie nikogo nie unicestwił, ale mocno poturbował szacowne towarzystwo. Mogło być gorzej, gdyby gospodarz nie postawił mu szlabanu. Podobną sytuację miał red. Miś, kiedy jeden z autorów (nomen est odiosus) zaczął podobnie rozbijać się w witrynie. Najpierw go upominał, potem ograniczał teksty, a kiedy miarka się przebrała, zabronił mu wstępu. Sytuacja wróciła do normy i formy, które przez lata wypracowało Studio Opinii…
Teraz powinno być podobnie, zwłaszcza że mamy świadomość „sytuacji kryzysowej, która nas łączy”, podobnie jak idea „platformy dla otwartej debaty, opartej na wzajemnym szacunku dla różnych opinii” (Stanisław Obirek). Jest ona jest podwójnie trudna, wszak portal jest niszowy ze względu na wiek piszących i czytających, będący pewną barierą dla młodszych użytkowników; ci korzystają z nieograniczonego dostępu do mediów społecznościowych. Po drugie – do gry weszła sztuczna inteligencja, która wypiera naturalną, nieprzygotowaną na taką rewolucję i wobec niej bezradną; przerażoną, że jest zastępowana, ba – eliminowana, gdzie się tylko da…
Opór wobec pomysłów pana B. w tej kwestii zdaje się wskazywać, że użytkownicy SO opowiadają się za inteligencją naturalną, co najwyżej wspomaganą przez jej wytwór i sprawne narzędzie, a teraz niebezpieczny substytut; groźny z powodu skutków, jakie niesie. Zdają sobie z tego sprawę twórcy AI – współcześni ’uczniowie czarnoksiężnika’. Fani porównują jej odkrycie do wynalazku druku; pamiętajmy jednak, że patent Gutenberga pozbawił pracy co najwyżej kilka tysięcy kopistów; wynalazcy sztucznej inteligencji liczą się z tym, że mogą wysadzić w powietrze świat (razem z człowiekiem).
*
Co się tyczy dalszych losów Studia Opinii, to – jak powszechnie wiadomo – zadecydują o nich autorzy i czytelnicy; dzięki nim studio przetrwa, albo nie – tertium non datur! Jak wszystko na tym ‘najlepszym ze światów’ kiedyś będzie musiało ‘zejść ze sceny’; skoro jeszcze odgrywa jakąś rolę, należy mu w tym pomóc. W pierwszym rzędzie odwołując się do tych, którzy tak licznie, z determinacją i przekonaniem bronili jego „miary, postaci i porządku”, często ‘skrywając się pod pseudonimem. I to nie zawsze tym samym’. Jest dobry moment, by teraz, w trudnej sytuacji podnieśli przyłbicę i z roli komentatorów przeszli na wyższy poziom – stali się autorami. Myślę o paniach i panach: Elizie M, Psycholożkach, Anastazym, Arturze, Narciarzu, Władysławie i wielu innych… Nikt im też nie zabrania, by swoje teksty podpisywali jak dotychczas, wszak w ostatecznym rozrachunku liczy się Lalka, a nie Bolesław Prus czyli Aleksander Zawadzki…
To, przez co przechodzi SO przypomina – z zachowaniem wszelkich proporcji – sytuację w naszym kraju, odkąd w pałacu namiestnikowskim rezyduje Karol Nawrocki[2]. Przecież on dokładnie robi to, co wyprawiał pan B. Neguje, zaprzecza (wetuje), ironizuje, kpi i szydzi, wymyśla od głupków i nieudaczników… Za przykładem swego amerykańskim idola, a teraz możnego pochlebcy wprowadza chaos i zamęt do polskiego życia politycznego, społecznego, gospodarczego; ba – moralnego, kiedy na Jasnej Górze spotyka się z kibolami, a jego kapelan święci strzelnicę…
Studio Opinii powinno po raz kolejny stanąć na nogi. Zwłaszcza teraz, przed trudnymi wyborami w przyszłym roku. Od ich wyniku będzie zależało, w jakim państwie przyjdzie nam żyć. Może w takim, gdzie nie będzie miejsca ani na konkurencję, ani na niezależne portale, studia i witryny…
- Logorea to medyczny i psychologiczny termin oznaczający niekontrolowane, szybkie i bezładne wypowiadanie bardzo wielu słów. ↑
- Zauważmy, że pan B. ‘gościł’ na łamach SO niemal od początku tej prezydentury. ↑
JS
