Jarosław Dudycz: Demokracja totalitarna

trybunal2016-03-09.

[dropcap]N[/dropcap]ajtragiczniejsze jest to, że PiS się nie wycofa. Wprost to mówi, że nie zawróci. Nie ma chyba dramatyczniejszej ludzkiej postawy niż ślepy upór i bezczelne założenie, że nigdy nie skoryguje się swojej drogi, niezależnie od tego, co się będzie działo.

Trudno powiedzieć, dlaczego ludzie to tolerują w przypadku PiS-u, skoro nie tolerują tego na co dzień, w relacjach międzyludzkich. Przecież nie mamy dobrych stosunków z ludźmi, którzy pysznie stwierdzają „rób, co chcesz, ja i tak swojego zdania nie zmienię” albo „choćby się waliło i paliło, to mnie nie przekonasz”. Nikt takich ludzi nie darzy szacunkiem, omijamy ich szerokim łukiem. Boimy się nawet takich osób. Na ogół dobrze wiemy, że nic dobrego nigdy nie będzie z determinacji, która z niczym się nie liczy, na wszystko jest głucha i nie umie ustąpić nawet na milimetr.

A w przypadku PiS-u społeczeństwo patrzy zupełnie inaczej. Zawiesza tę swoją elementarną niechęć do uparciuchów i zaczyna upartość postrzegać jako cnotę. To, co na ogół u ludzi uważa się za wadę, w przypadku polityki rządu zaczyna być prezentowane jako zaleta. Ileż to już razy słyszałem zdania „wygrali wybory, więc mogą robić, co chcą”, „dostali większość w Sejmie, więc mogą z tego korzystać”, „dobrze, że są tacy twardzi, tego potrzebowaliśmy”.

Przerażająca jest ta podwójność wrażliwości i norm moralnych i estetycznych.  Społeczeństwo chwali rządzących za to, czego na ogół szczerze nie znosi i co uważa za paskudne. Nagle okazało się, że Polacy najwyraźniej lubią być pod butem i lubią, jak władza walcem przejeżdża po całym państwie, po wszystkich jego sferach, mityzując swoje zwycięstwo w wyborach, traktując je jak zaklęcie, które pozwala sięgać nawet po te dziedziny, w których wyborów nigdy nie było, na przykład po sądownictwo. Podniosła się kurtyna: Polacy cenią sobie wolność codziennych stosunków, nie lubią, jak im gmerają w życiu rodzina i znajomi, ale już czują słabość do silnej władzy. Władzy pozwalają na więcej. Wzdychają do władzy, która się rozprawi z każdym oporem.

Z czego wynika ten dysonans? Dlaczego społeczeństwo, które jest niezwykle przeczulone na punkcie swojej wolności i wyrwałoby zęby zbyt wścibskim i upartym znajomym, pozwala władzy na tak dużo? Ano dlatego, moim zdaniem, że Polacy myślą, że władza jest po ich stronie, że im nigdy nie zagrozi i niczego nie odbierze. Że odbierze jakimś legendarnym wrogom, złodziejom, zdrajcom, komuchom, masonom, zgniłym liberałom, łże-elitom, ale nie społeczeństwu. Popularność PiS-u wyrasta z myślenia, że władza walczy z niebezpiecznym wrogiem, a nie z narodem. Że cały upór władzy jest wymierzony w jakichś onych, a nie w naród. Że ta pisowska determinacja ma służyć wskazaniu groźnych obcych, a zwykłym Polakom włos z głowy nie spadnie.

Okazuje się więc, że nasze społeczeństwo ceni sobie wolność, gdy dotyczy ona nas samych, gdy mowa o jej banalnych codziennych przejawach, ale już bardzo chwali sobie planowaną i konstrukcyjną bezkompromisowość, twardość, brak litości wobec wszelkich innych. Polacy chcą, by władza przyparła do ściany tych i owych, i mocno wierzą w to, że oni w tej grupie nigdy się nie znajdą.

Tymczasem to oczywiście złudzenie. Posunięcia PiS-u nie są wymierzone w żadnych onych, tylko jak najbardziej w ogół obywateli. Najlepszym przykładem – horrendalna walka z Trybunałem Konstytucyjnym, którego sprawne działanie i niezależność są wielkim dobrem społecznym.

PiS metodycznie, krok po kroku, odbierał Trybunałowi jego niezawisłość. Wszystko zaczęło się od tego, że Sejm z pisowską większością i prezydent RP dali sobie prawo do decydowania o konstytucyjności wyboru sędziów. Nie powierzyli sprawy Trybunałowi, tylko sami zaczęli ustalać, kto jest sędzią Trybunału, a kto nie, sami zaczęli to regulować sejmowymi uchwałami i prezydenckim kontredansem wokół zaprzysiężeń. A potem poszło już z górki. Apogeum była ustawa naprawcza, której intencją jest odebrać Trybunałowi możliwość sprawnej pracy, w zasadzie po prostu go sparaliżować.

To systemowe uderzanie w niezawisłość Trybunału doprowadziło do sytuacji bez precedensu: Trybunał zdecydował się orzekać wbrew porządkowi prawnemu, który PiS wymyślił, wbrew temu wszystkiemu, co PiS robi Trybunałowi od objęcia władzy, bo ten porządek tak dalece upośledził niezawisłość Trybunału, że gdyby go respektować, to nie mielibyśmy już do czynienia z niezależną władzą sądowniczą, a z przybudówką Sejmu. Trybunał jest więc w tej chwili ostoją trójpodziału władzy i legalizmu, bardziej musi działać w oparciu o ducha konstytucji i ogólną filozofię prawa niż o konkretne uchwały i przepisy ustawy, bo te skazałyby go na osunięcie się w niebyt, na całkowitą zależność.

Gdzie tu ta mityczna walka z onymi? Gdzie tu wrogowie Polski? Gdzie komuchy i cykliści? Chciałoby się rozpaczliwie zapytać społeczeństwo: czy Państwo nie widzicie, że tu nie ma walki z żadnym wrogiem, a tylko z samym społeczeństwem? Że tu nie ma żadnej walki ze złodziejami odspawanymi od stołka, a z trójpodziałem władzy, który jest najgłębszym interesem całego narodu? Niszczone jest niezawisłe sądownictwo, Sejm dał sobie prawo do uwikłania sądownictwa, do uzależnienia go od swojej politycznej woli, przekroczył swoimi głosowaniami granice ustroju, a Państwo dajecie się nabierać na to, że rząd walczy z wrogami narodu! A przecież z nami walczy, bo niezawisłe sądy to dobro wspólne, dobro całego, różnorodnego przecież, społeczeństwa.

PiS gmera w ustroju, bo ma inną wizją sądownictwa niż liberalna demokracja. W pisowskiej wizji tryb pracy i wyroki sądów nie mogą być ograniczone światłym prawem, które pilnuje równowagi i oparte jest na fachowych rozstrzygnięciach uczonych prawników, ale muszą być zakorzenione w woli ludu, w oczekiwaniach większości, w emocjach zwycięzców wyborów. PiS buduje – to ciekawa konstrukcja, choć językowo to brzmi trochę pokracznie – demokrację totalitarną, czyli taką, w której głosowanie wyborcze jest jedyną zasadą istnienia państwa. Wola ludu jest rozumiana absolutnie i służy regulowaniu każdej dziedziny, także sądownictwa.

W demokracji liberalnej wola ludu przekłada się na wybór parlamentu, ale potem ten parlament nie ma nieograniczonej władzy, nie może wprowadzić dowolnego życzenia polityków i ich wyborców, jest strzeżony przez sądownictwo, które koryguje wolę wyborców w taki sposób, żeby ta wola nie zaburzyła swoistej harmonii i pluralizmu społecznego, nie stała się absolutystyczna, godząca w mniejszości, godząca w jednostki. W demokracji liberalnej oprócz głosowania wyborczego jest prawo, które wolę wyborców niejako ciągnie w górę, ku większej precyzji, ku większemu szacunkowi społecznemu, ku większej samokontroli. Wyborca może wybrać dowolnego polityka, ale temu politykowi już nie wszystko wolno, prawo go pilnuje, daje ramy jego światopoglądowi.

W demokracji liberalnej wzorcowa nie jest wola ludu, ale prawo jest wzorcowe. Jest prawem fachowców, prawem wyrastającym z tradycji, prawem mającym swoją skomplikowaną filozofię, prawem czułym i mądrym, biorącym pod uwagę takie złożenia życia, których wola wyborców wziąć pod uwagę nie potrafi.

PiS to wszystko chce rozbić i uderzenie w niezawiłość Trybunału Konstytucyjnego jest tego preludium. Celem PiS-u jest wprowadzić w miejsce niezależnego sądownictwa sądownictwo ludowe, które będzie wydawać wyroki według oczekiwań tych, którzy wygrali wybory, według ludowego poczucia sprawiedliwości i w ramach nacisków różnych grup opinii publicznej. To sądownictwo będzie przypominać styl programów Elżbiety Jaworowicz. Będzie występować pokrzywdzona strona, która z wielką pretensją będzie się domagała uznania swoich racji, a wrażliwy trybunał ludowy, nad którym piecze będzie sprawować Dobry Ojciec Narodu (pewnie prezydent), będzie wydawać wyroki z głębi swojego głębokiego przywiązania do logiki prostego człowieka, który zawsze ma rację, bo przecież nie może być tak, że rację mogą mieć źli bogacze.

Takie sądownictwo będzie silnie afektywne, będzie się mocno opierać na poczuciu skrzywdzenia i w zasadzie niczego nie będzie rozstrzygać, nie będzie dążyć do wyjaśnienia spraw, a tylko do dostarczenia stronie pokrzywdzonej emocjonalnego wsparcia i do napiętnowania strony oskarżonej. Będzie tu obowiązywać logika ludowej sprawiedliwości, logika hejtu, duch zemsty i przekonanie, że biedny zawsze jest dobry, a bogaty zawsze reprezentuje siły ciemności. Nie będzie tu miejsca na pilnowanie równowagi, na strzeżenie praw mniejszości, na zrównoważone wysłuchanie stron i staranność analiz. Kto oglądał programy Elżbiety Jaworowicz, ten wie, o czym mówię.

Istotne oczywiście jest też to, że to pisowskie wyśmianie niezawisłości sądownictwa doprowadzi do rozzuchwalenia się różnych grup nacisku. Sądownictwo oparte na modelu ludowym będzie niezwykle podatne na wpływy, zwłaszcza na poziomie powiatowym, gdzie wyroki będą zapadać w zgodzie z racją pana radnego, pana wójta i pana starosty.

Trudno też będzie w tym systemie o wnikliwe prawo karne, które starannie wymierzy winę, biorąc pod uwagę różne subtelne okoliczności. Obowiązywać będą raczej zwyczaje plemienne. Nikt nie będzie badał stanu psychicznego oskarżonego, jego drogi życiowej, uwarunkowań, tego wszystkiego, co choć trochę zmniejsza jego odpowiedzialność, nikt też specjalnie nie będzie się przejmował jego resocjalizacją. Kary będą brutalne i twarde, bez zbędnych procesowych wywodów. Na miarę komentarzy na forach internetowych, pojawiających się pod tekstami o sprawach kryminalnych. Co drugi polski internauta uważa przecież, że morderców należy bezwzględnie zabijać, tak samo jak pijanych kierowców. W mediach pełno jest brutalnych ludowych manifestów, że przestępców należałoby wsadzać do więzienia na lata albo i karać śmiercią. Wszystko jest wrzucone do jednego worka. Często chodzi o przestępstwa, które – gdy zaaplikuje się do nich precyzję kodeksowych zapisów i filozofię stojącą za tymi zapisami – w ogóle nie wymagają bezwzględnej kary pozbawienia wolności. Zawieszanie więzienia to jednak dla wielu Polaków zgroza. Ów przeciętny Polak wsadzałby do więzienia za wszystko, oczywiście nigdy siebie. Takie myślenie w pisowskim modelu sądownictwa ma naprawdę spore szanse na spełnienie.

Nie wiem, czy tym tekstem udało mi się kogokolwiek przekonać. Starałem się. Na pewno przekonałem i tak przekonanych. Ale czy ktoś z drugiej strony gotowy jest podążyć za moim tokiem myślenia? Nie sądzę. Może chociaż uda się dotrzeć do obojętnych. Tych, co to PiS-u otwarcie nie popierają, ale imponuje im pisowski rozmach i posługują się właśnie tym argumentem z demokracji: „skoro PiS wygrało, to może zmieniać państwo, przecież tu chodzi o pogonienie aferzystów i różnych onych”.

Nie, tu nie chodzi o żadnych aferzystów. Chodzi o nas. O mnie, o panią, o pana, o społeczeństwo. O dostarczenie społeczeństwu bez porównania gorszych narzędzi zarządzania demokracją niż te, których używa obecnie.

Jarosław Dudycz

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. j.Luk 2016-03-09
  2. slawek 2016-03-09
  3. Marian. 2016-03-09
  4. jmp eip 2016-03-10
  5. otoosh 2016-03-10
  6. Bogda1935 2016-03-10
  7. Marian. 2016-03-10
  8. zenjk 2016-03-10
  9. jmp eip 2016-03-10
  10. Magog 2016-03-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com