Prof. Andrzej Zybertowicz, doradca wielebnego prezydenta, upublicznił w rozmowie z Jackiem Żakowskim (Polityka nr 15/2016 r.) myśl, że kondycja naszej demokracji niekoniecznie jest nadzwyczajna, skoro jeden Jarosław Kaczyński może ją zniszczyć. Nie poprzestałbym na tej konstatacji. Skoro suweren narodu uznał, że III RP to państwo teoretyczne, to nie należy zapominać o detalach. Akurat mamy okrągłą rocznicę chrztu Polski. Jest dobra okazja, żeby województwa zastąpić opactwami biskupimi. Jedno wzorcowe pod Toruniem już mamy. I najlepiej dekretem. Dekret ma moc trwania przez pokolenia. U zarania Polski Ludowej niejaki Bolesław Bierut, prezydent z uprawnieniami, odebrał dekretem własność prywatną warszawiakom i do dzisiaj nie można zabudować placu Defilad, bo nie do końca wiadomo, do kogo należy.
Można by się było pochylić nad niektórymi symbolami polskości, żeby były bardziej patriotyczne. Pan prezydent Duda wyszedł z inicjatywą, żeby przywrócić ojczyznę dojna. Może pociągnąć ten wątek. Na przykład rozważyć zmianę godła i hymnu. Posłanka Krystyna Pawłowicz zamieniła flagę Unii Europejskiej w szmatę, to co to za problem!?
Jest problem: co zrobić z malkontentami? Sondaże pokazują, że tych z Komitetu Obrony Demokracji jest już więcej niż zwolenników partii politycznych, nie wyłączając PiS.
W międzywojniu był taki pomysł, żeby Polska skolonizowała Madagaskar. Ja bym wrócił do tej idei. Zdrajcy na Madagaskar! Brzmi nie gorzej jak zamach pod Smoleńskiem. Wielka Brytania wysyłała niegdyś rodzimych bandziorów na kontynent australijski. I proszę, jak się zaaklimatyzowali.
Nie rezygnowałbym jednak z ekipy towarzyszącej. Witold Waszczykowski, szef MSZ, mógłby być gubernatorem. Uzasadnienie jest takie, że miałby pod zarządem murzyńskość biało-czarną. A poza tym byłby człowiekiem spełnionym. Wybilibyśmy się na gracza w światowej polityce. Dalibyśmy po prostu odpór Chińczykom i Hindusom, którzy zagarniają coraz bardziej Afrykę i okolice, jakby nie mieli skośnych oczu i turbanów.
Gubernator Waszczykowski mógłby także przyczynić się do rozwoju gospodarczego Madagaskaru. Na przykład wybudować stok narciarski dla prezydenta Dudy, żeby się nie nudził, jak przybędzie doglądnąć schedy. Mogą mieć stok narciarski szejkowie, może mieć i prezydent Duda. Na Madagaskarze też jest ciepło.
Minister Zbigniew Ziobro mógłby zostać szeryfem na umowę-zlecenie. W macierzy, oczywiście, nadal pilnowałby, żeby mu się dobra zmiana nie wymknęła spod kontroli. W końcu jak długo naczelny uzurpator może mieć monopol na zemstę. Jako szeryf zarządziłby karę śmierci od zaraz. Koleżanka Ewa Stankiewicz powiesiłaby kogo trzeba i byłby porządek oraz niezakłócona miłość bliźniego.
Profesor Gliński, wicepremier, mógłby organizować kulturę od podstaw.
Małolat, zapytany o to, co jest jego marzeniem, zeznał:
– Moim marzeniem jest zaśpiewać w programie „Mali giganci’’. I zaśpiewał:
Pada deszcz, pada deszcz
W dupie siedzi kleszcz.
Ajajaj, ajajaj
Dostał się do jaj…’’.
Na miejscu wicepremiera zakwalifikowałbym pieśń do listy lektur szkolnych. Utwór ten nie tylko nawołuje do kompromisu miedzy zwaśnionymi stronami, zważywszy na neutralny stosunek kleszczy do przyrodzenia, ale ma też wątek głęboko ludzki oraz zwraca uwagę, że społeczeństwo zaniepokojone jest niedostatkami służby zdrowia.
Rozważyłbym też, czy nie wdrożyć na Madagaskarze obchodów Rewolucji Październikowej. Francuska inteligencja tak się kiedyś zauroczyła Stalinem, że nie zauważyła, jak wymordował kilkanaście milionów Ukraińców.
Przebudowa intelektualna na Madagaskarze – czemu nie…?
Zupełnie nie wiem, jak obsadzić wicepremiera Gowina. Ciągle jest jakiś niedookreślony. I w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy knuje na parlamentarnym korytarzu, jak tatuś z synkiem z rodziny Morawieckich, czy awizuje, że był za, a nawet przeciw – jak mawiał klasyk.
Wysłanie niezadowolonego z dobrej zmiany narodu na Madagaskar ma wielorakie pozytywne skutki.
Przede wszystkim zmniejsza parcie na ZUS. Ta instytucja, z której żyje jedna trzecia Polaków, głównie na granicy przeżycia, ale jednak, jest chronicznie deficytowa, a będzie jeszcze bardziej.
W krainie dobrej zmiany ZUS jawi się jak ojczyzna dojna krowa, która przyjmie wszystkich chętnych, którzy ubiegli czystkę.
W tej sytuacji, po przeprowadzce na Madagaskar, ubyłoby trochę klientów tej instytucji. Ubyłoby też pomnażających finanse, ale kto dziś zwraca uwagę na taki drobiazg.
Na Madagaskarze w sposób naturalny rozwiązałyby się problemy górnictwa. Tam energia spływa z nieba, co zapisałby episkopat jako swoją zasługę. W nagrodę ochrzciłby wszystkich pogan, jak Mieszko Pierwszy.
Nie byłoby problemu z dopłatami dla rolników. Na Madagaskarze uprawia się orzeszki, a Bruksela nie przewidziała dopłat do orzeszków. Kłopot jest tylko z nawadnianiem upraw. Ale od czego mamy władcę, który wszystko może.
Jak zauważył premier Włodzimierz Cimoszewicz, pan prezes Kaczyński uzurpuje sobie prawo do bycia prezesem Sądu Ostatecznego. Przy tych koneksjach zarządzić ulewę gdzie trzeba, to kaszka manna (z nieba).
Słabość tej koncepcji z Madagaskarem jest taka, że jak zabraknie prezesa Kaczyńskiego, to z czego będą żyły media?
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM



Prezesa? Zabraknie? Wypluj to słowo !
Gdyby nie ta „ekipa towarzysząca” to bym się na ten Madagaskar pisał. Tam są bardzo ładne dziewczyny.