Walter Chełstowski: Wy gnidy…

2016-07-26.

Za wymuszenie „apelu”  do Dnia Powstania Warszawskiego powiem wam….

Nie, że jesteście małymi ludźmi.
Nie, że jesteście wazeliniarskimi świniami.
Nie, że jesteście czopkami prezesa.

Jesteście po prostu sobą.

Mówię to w swoim imieniu.

I nie mogę powołać się na autoryzację mojego Ojca.

che1

 

 

 

 

Nie mogę powołać się na autoryzację mojego Wujka (brata Ojca).

che2

 

 

 

 

 

 

 

Nie mogę powołać się na autoryzację mojego Dziadka Zygmunta Chełstowskiego (bo zginął dużo wcześniej na Pawiaku i nigdy Go nie poznałem).

A nic po Nim nie pozostało.

I o Dziadku w Internecie nic nie ma. Widać został zabity za wcześnie.

Nie mogę powołać się na autoryzację moje Babci Zofii Chełstowskiej, która ocalała i przez lata szukała grobu mojego Dziadka i mojego Wujka.

Mówię tylko w moim imieniu.

I wstawiam to samo, co od lat przed 1 sierpnia:

Jesteście gnidami.

Mimo was, gnidy, co roku wstawiam to, co Ojciec nie tak dawno mówił:

Kilka lat temu jeź­dzi­li­śmy do cen­trum War­szawy – zwy­kle kilka godzin wcze­śniej przed godziną „W” o  17.00. Przed Uro­czy­sto­ściami.

Ojciec nigdy wcze­śniej przez te dzie­siątki lat o Powsta­niu nie mówił.

Dopiero jak Wnu­czek zaczął coś pytać, to tro­chę odpo­wia­dał. Ale pyta­nia Wnuczka to były pyta­nia chło­pięce. Typu : „Jaki mia­łeś kara­bin?”

Na początku nie mia­łem broni oprócz czte­rech gra­na­tów, 2 „sido­ló­wek” i  2 nie­miec­kich „tłucz­ków”. Potem 2–3 dnia Powsta­nia dosta­łem „obrzyna” Mau­zera  (z obciętą lufą ). Dosta­łem go w taki spo­sób, że jak poszli­śmy do tzw. „małego getta” (tam miał być zrzut samo­lo­towy, teren był nie­za­miesz­kały) to kole­dzy zatrzy­mali dwóch podej­rza­nych face­tów a oni mieli tego „obrzyna”, wiec im go zabrali. I ja go dosta­łem.

Pamię­tam jak kilka lat temu poszli­śmy pod Pomnik Powsta­nia. Ale Ojciec popro­wa­dził mnie kil­ka­set metrów dalej do Parku. Dopro­wa­dził mnie do nie­wiel­kiego Pomnika sto­ją­cego wśród drzew.

Pomnika Bata­lionu „Chro­bry 1”. Bo tam zgi­nęła więk­szość Jego oddziału. W Pasażu Simonsa. To był budy­nek żel­be­towy.

simons

Wąskie okna. Trudny do zbu­rze­nia. Niemcy nie mogli go zdo­być i stra­cili tam sporo ludzi. Ja już wtedy byłem ranny (27 sierp­nia – sta­łem w oknie pasażu Simonsa, a Niemcy strze­lili z działa pan­cer­nego pod to okno i dosta­łem w prawe płuco). Przed­tem byłem na Woli (Kroch­malna – bro­war) – bro­ni­li­śmy bary­kady na rogu Wro­niej i Chłod­nej. A przed­tem byłem w patrolu na Kole­jo­wej, skąd nas Niemcy wygo­nili (zgi­nął tam kolega „Rakieta”(?)).

Wje­chali dzia­łem pan­cer­nym, ostrze­lali nas. Wtedy chyba zdo­by­łem mistrzo­stwo Pol­ski w skoku wzwyż, bo prze­sko­czy­łem mur z cegły z potłu­czo­nymi butel­kami na wierz­chu. Mur… hmm… wtedy bym powie­dział, że min.2,5 metra(śmiech).

(„Bata­lion Chro­bry 1. W momen­cie wybu­chu walk liczył ponad 400 żoł­nie­rzy. 3 sierp­nia powstańcy nale­żący do tego zgru­po­wa­nia zdo­byli sie­dzibę żan­dar­me­rii nie­miec­kiej – Nor­dwa­che, która mie­ściła się u zbiegu ulic Chłod­nej i Żela­znej.

Ja bra­łem udział w pierw­szym ataku na Nor­dwa­che w nocy z 1 na 2 sierp­nia – nie­uda­nym. Oni byli bar­dzo dobrze przy­go­to­wani. To był bun­kier beto­nowy z kara­bi­nami maszy­no­wymi dobrze usta­wio­nymi. To było nie do zdo­by­cia. Mie­li­śmy kil­ka­na­ście kara­bi­nów, kilka pisto­le­tów, tro­chę gra­na­tów i nic wię­cej.  Postrze­la­li­śmy, rzu­ci­li­śmy gra­naty, kilku naszych zostało ran­nych i przy­szedł roz­kaz aby prze­rwać taką akcję, bo skoń­czyła by się masa­krą.

Chyba 5. kilku z nas posłali do obrony bary­kady na rogu Wro­niej i Chłod­nej. Bro­ni­li­śmy jed­nego budynku. Obło­ży­li­śmy wor­kami z pia­skiem bal­kon. Dowo­dził kpr. „Kogut” , star­szy facet z przed­wo­jen­nego woj­ska. Byli­śmy po pół­noc­nej stro­nie Chłod­nej. A Niemcy z jakie­goś szyb­ko­strzel­nego działka prze­strze­lili budy­nek, gdzieś na wyso­ko­ści trze­ciego pię­tra.

Następ­nego dnia­ ra­no po raz pierw­szy uży­łem swo­jego „obrzyna”. Kpr. ”Kogut” posłał mnie na dach. Sie­dzia­łem za komi­nem i z odle­gło­ści ok.150 m zoba­czy­łem jak Niemcy cią­gnęli za sobą CKM (Ciężki Kara­bin Maszy­nowy). Byłem pewien że mój „obrzyn” coś zdziała, więc kilka razy strze­li­łem. A z „obrzyna” to i ogień z lufy i huk. Więc się prze­stra­szyli i zeszli. Tak sądzę (…śmiech…). Ale do mnie nie strze­lali.

Jesz­cze z takich cie­kaw­szych momen­tów z obrony tego budynku.

Przy­szedł taki star­szy facet do nas (był w 1939 roku żoł­nie­rzem obrony War­szawy) i powie­dział, że wtedy coś zako­pali na podwórku. Myśmy to wyko­pali – były to dwie skrzynki amu­ni­cji kara­bi­no­wej w „łód­kach” po 5 nabo­jów. Naresz­cie mie­li­śmy amu­ni­cję, choć miała ona jedna wadę – mniej więc co 3 nabój nie wypa­lał. Czyli nigdy nie wie­dzia­łeś – wypali czy nie.

6 sierp­nia to wstrzą­sa­jący moment. Niemcy pogo­nili na naszą bary­kadę kil­ku­dzie­się­ciu cywi­lów przed sobą. Bez żad­nych czoł­gów. Po pro­stu wmie­szali się w nich (7−10 Niem­ców). Cywile sta­nęli przed nasza bary­kadą i taki star­szy facet z laską sta­nął i krzykną: „ Na co cze­ka­cie – strze­la­cie !!!!”  I wtedy ppor. „Marian” krzyk­nął „Pad­nij­cie na zie­mię”. I zaczął strze­lać. Niemcy też strze­lali ale ogromna więk­szość tych ludzi prze­szła na naszą część bary­kady, choć przej­ście nie było pro­ste. Niemcy pry­snęli do bramy, ale kilku z nich obe­rwało.

Wtedy przy­szedł odział, chyba z AL i prze­jął obronę bary­kady, a nam kazano się wyco­fać.

Po wyco­fa­niu (na Kroch­malną) mia­łem torbę i (jakiś) sier­żant wło­żył do niej dwa kawały sło­niny mówiąc: „Wiesz, wszyst­kiego się nie wynie­sie”.

I wyco­fa­li­śmy się do Sądów na Lesz­nie.

Rano ­na­stęp­nego dnia (7) prze­szli­śmy na Stare Mia­sto.

Pierw do Szpi­tala  Mal­tań­skiego, a potem na Baro­kową.

Tam kwa­te­ro­wa­li­śmy 2–3 dni i nic spe­cjal­nego nam się nie działo.

A potem do Pasażu Simonsa.

 („Bata­lion „Chro­bry I stra­cił w wal­kach powsta­nia war­szaw­skiego ponad  300 żoł­nie­rzy.)

Prze­cież też wszyst­kiego nie pamię­tam.

Nie pamię­tam co dokład­nie było pierw­szego czy dzie­sią­tego dnia. Ja żad­nych boha­ter­skich czy­nów nie zro­bi­łem i jestem anty kom­ba­tanc­kim. Jakieś cho­dze­nie w mun­du­rach itd…”

A dla­czego?

Bo z Powstań­ców robi się Boha­te­rów.

A wtedy udział w Powsta­niu dla takich mło­dych ludzi jak ja (17 lat,  ps. „Stach” czy tro­chę star­szych jak mój brat – 19 lat-  ps.”Kadawer”, Zgru­po­wa­nie „Rado­sław”, Bata­lion „Zośka” –  zaczął Powsta­nie jako kapral a pośmiert­nie został awan­so­wany do stop­nia plu­to­no­wego – zgi­nął w natar­ciu z Boni­fra­ter­skiej na Mura­nów przez ruiny getta) to była rzecz oczy­wi­sta. To tak, jakby kogoś chwa­lić za to, że jak miał 7 lat to poszedł do szkoły. Wtedy wszy­scy mło­dzi męż­czyźni poszli do Powsta­nia. Nawet jak ktoś nie był w orga­ni­za­cji, to szedł i zgła­szał się na ochot­nika. I ja nie lubię wspo­mnień typu oso­bi­stego – szcze­gól­nie, że jak mówi­łem, żad­nych boha­ter­skich ról nie ode­gra­łem.

Tu prze­ry­wam…

Ale spi­suję od kilku dni to co Ojciec mówił. Dopy­tuję o szcze­góły. Pójdę z kamerą, nagram wszystko i skon­wer­tuję na wszyst­kie dostępne nośniki.

Szkoda że nie mogę na taśmę fil­mową, bo wiem, że na pewno potrafi ona prze­trwać ponad 100 lat.

Oczy­wi­ście że roz­ma­wia­łem z Ojcem o tym czy Powsta­nie miało sens.

Powie­dział:

To strasz­nie trudno oce­nić. W sen­sie mili­tar­nym i poli­tycz­nym to był wielki błąd oparty na złej oce­nie jed­nego i dru­giego. Ale z dru­giej strony ist­niał pewien nastrój – pre­sja spo­łeczna –  bo po raz pierw­szy widzie­li­śmy ucie­ka­ją­cych Niem­ców (kilka dni przed Powsta­niem, ucie­ka­ją­cych samo­cho­dami, wozami kon­nymi itd.). To two­rzyło taki nastrój, że warto im (Niem­com) jesz­cze w tej ucieczce doło­żyć. 27–28 lipca sły­chać było bez prze­rwy arty­le­rię z Pragi. Wyda­wało się że Rosja­nie zaraz przy­jadą. Ale tak się mogło wyda­wać nam, ale nie Dowódz­twu AK, które miało wywiad i roz­po­zna­nie. Powsta­nie mili­tar­nie było skie­ro­wane prze­ciw Niem­com, ale poli­tycz­nie prze­ciw Sowie­tom.

A Sta­lin nie był idiotą i dosko­nale o tym wie­dział.

Ale z mojej dzi­siej­szej per­spek­tywy… było błę­dem….

Piszę i zapi­suję.

***

I tak będę obcho­dził Rocz­nicę Powsta­nia. Pyta­jąc coraz bar­dziej. Zapi­su­jąc i reje­stru­jąc. Żeby zro­zu­mieć i prze­ka­zać dalej.

Bo wiem, że tak samo bym wal­czył. Z dokład­nie takich samych powodów. I tych jasnych, i tych nie­zro­zu­mia­łych.

A patrząc na Pomnik Powsta­nia widzę syl­wetkę Powstańca do połowy zanu­rzo­nego w wej­ście do kanału, kil­ka­na­ście metrów obok głów­nej grupy – osi Pomnika.

Dokładnie i dosłownie tym kana­łem Ojciec, ciężko ranny, się ewa­ku­ował. A więk­szość jego Kole­gów zgi­nęła kil­ka­set metrów dalej. Tam gdzie dziś jest park w któ­rym stoi Pomnik Batalionu „Chro­bry I”.

P.S Nie zdążyłem wszystkiego spisać i zarejestrować kamerą. Nigdy tego nie odżałuję. I już nigdy się nie uda, bo Ojca już nie ma.

Ale dla Ojca, dla Jego prze­żyć, dla Jego myśle­nia o Pol­sce marzeń…

Tak, wy gnidy. Nigdy tego nie pojmiecie.

Gnidy.

Walter Chełstowski

Print Friendly, PDF & Email

14 komentarzy

  1. A. Goryński 2016-07-26
  2. Demetria 2016-07-26
  3. slawek 2016-07-26
    • j.Luk 2016-07-26
      • slawek 2016-07-27
  4. jotbe_x 2016-07-26
    • slawek 2016-07-27
      • otoosh 2016-07-28
  5. wejszyc 2016-07-26
    • Anna-Maria Malinowska 2016-07-30
  6. jerry5x1 2016-07-27
  7. andrzej Pokonos 2016-07-27
  8. otoosh 2016-07-28
  9. malpa z paryza 2016-07-29
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com