2017-01-09.

Racowisko podczas 8. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Kibiców / fot. Waldemar Deska / źródło: PAP
Krótkie doniesienie z opolskiego wydania „Gazety Wyborczej”: „W sobotni wieczór w Namysłowskim Ośrodku Kultury odbyło się spotkanie z udziałem Mateusza Kijowskiego, lidera Komitetu Obrony Demokracji. Na sali nie brakowało jego przeciwników. Pojawili się też kibice piłkarscy, którzy zdemolowali hol NOK i wdali się w przepychanki z ludźmi KOD. Na miejsce wezwano policję”.
Bez obawy popełnienia błędu możemy część winy ze te zachowania „kibiców” przypisać Jackowi Kurskiemu. Bulterier Jarosława Kaczyńskiego (jak ten osobnik swego czasu sam siebie określił) świadomie i z premedytacją namawia swoich podwładnych do namawiania do przemocy. Nie jest oczywiście osamotniony, ma licznych wspólników. Nie można wykluczyć, a nawet jest duże prawdopodobieństwo, że zbiry z Namysłowa wróciły właśnie z pielgrzymki na Jasną Górę. W tym dniu bowiem odbyła się dziewiąta pielgrzymka kibiców do Matki Boskiej Częstochowskiej. Wcześniej, przypominając zeszłoroczna homilię kapelana kibiców, księdza Jarosława Wąsowicza, „Fronda” dała nadtytuł: „Ksiądz Jarosław Wąsowicz, salezjanin wygłosił naprawdę mocne i treściwe kazanie, które powinni poczytać wszyscy KOD-owcy.” Rok temu ksiądz Wąsowicz wzywał kibiców do odwagi.
W dniu pielgrzymki kodowcy w Namysłowie zobaczyli odbiorców tegorocznego kazania z kijami bejsbolowymi. Pielgrzymce kibiców na Jasną Górę błogosławili biskupi, na zdjęciach widać tłumy księży-patriotów. Media cytowały fragmenty tegorocznej homilii księdza-patrioty, Jarosława Wąsowicza.
Ksiądz-patriota odezwał się do kibiców tak:
Drodzy bracia i siostry, pielgrzymi – kibice ze wszystkich stron naszej ukochanej Ojczyzny! […] jako pielgrzymi, ufając Bożemu Miłosierdziu, chcemy kolejny raz podjąć drogę nawrócenia, włączyć się we wspólnotę chrystusowych zwycięzców. Odpowiedzieć na wezwanie Jezusa, które usłyszeliśmy w dzisiejszym Słowie Bożym: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. […] O trafności i potrzebie takich aktów publicznego wyznania wiary w Polsce świadczy skala ataków na Kościół, jakie od dawna przypuszczają owi wielbiciele Europy bez chrześcijańskich korzeni, sympatycy świata, manifestującego swój program na transparentach z hasłami „Ani Bóg, ani religia!”.
Widać, że szatan się piekli, jak zawsze w sytuacjach, w których dobro pokonuje zło. W tym kontekście trzeba też spojrzeć oczyma wiary, na wydarzenia ostatnich tygodni starego roku, jakie miały miejsce w naszej Ojczyźnie. Na to wszystko, co się dzieje wokół nas, trzeba patrzeć oczami wiary. Będziemy wówczas jasno widzieli, co pochodzi od Boga, a co nie jest od Niego. O tym również słyszeliśmy w dzisiejszym Słowie: „Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie. Wy, dzieci, jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak świat, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu”.
Jasna Góra stanęła w ogniu głębokiej wiary kibiców.

Szukam gorączkowo w Internecie reakcji liberalnych katolików. Pustka. Z nawyku zaglądam na blog Adama Szostkiewicza, niegdyś publicysty „Tygodnika Powszechnego, dziś „Polityki”, ostatni wpis z piątku, 6 stycznia, o radosnym święcie Trzech Króli z zabawnym pytaniem, czy Kościół pomoże w rozwiązaniu kryzysu. Publicysta nie jest pewien, ma nawet wątpliwości.
Tracę zainteresowanie, może jakieś reakcje pojawią się w następnych dniach, chwilowo burzy niepokoju wiernych Kościoła katolickiego jakoś nie widać.
Wracam do wiadomości z wielkiego świata. Jest ich wiele. Co ściąga wzrok? Co każe zatrzymać się i uważnie przeczytać doniesienie? Dlaczego zatrzymuje mnie wiadomość z Montany? W zasadzie nic szczególnego, na tamtejszej stronie internetowej neonazistów jest krótka informacja, że planują na 16 stycznia przemarsz z bronią przez dzielnicę żydowską. Strona nosi tytuł „Daily Stormer”. W zapowiadanym marszu mają wziąć udział grupy nacjonalistów z Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji i Grecji.
Autor wiadomości potwierdza, że w marszu weźmie udział przedstawiciel Hamasu, który wygłosi przemówienie o międzynarodowym spisku Żydów.
Na czołówce strony fotografia Donalda Trumpa, dalej tu i ówdzie odniesienia do chrześcijaństwa, absolutna dominacja nienawiści do Żydów wzorowanej na „Der Stürmer”.

Jedna z rozlicznych karykatur na stronie internetowej „Daily Stormer”
Przerywam pisanie, zaglądam do wiadomości. „Izrael: ciężarówka wjechała w żołnierzy na promenadzie. Są zabici.” Ten sam serwis informacyjny pisał w grudniu: „Polska ciężarówka wjechała w tłum w Berlinie”. Te tytuły to nie jest przypadek, to ciężka praca redaktorów naczelnych. Kiedy jest zamach terrorystyczny, broń boże nie wspominać w tytule, że terroryzm, a tym bardziej, że ten terroryzm mógł być sterowany z takiej czy innej świątyni. Najlepiej, żeby jakieś „coś” na ludzi napadło.
Wracam do czytanego dzień wcześniej artykułu Jeffreya Taylera, moskiewskiego korespondenta „The Atlantic”, który tym razem na łamach „Quilette” dziękuje postępowcom z lewicy za skazanie Ameryki na rządy Donalda Trumpa.
Autor zaczyna swój esej od zdania: „Cokolwiek zrobisz pamiętaj, porządni postępowi ludzie, kiedy stykają się z terroryzmem, nie mogą być „islamofobami”, nie wspominaj islamu”. Dalej zaleca postępowym lewicowcom, aby “Starannie unikali wolnomyślicieli z tej mniejszości i, oczywiście, siedzieli cicho, kiedy natykają się na informacje o prześladowaniach mniejszości w muzułmańskich krajach. Rzuć wilkom na pożarcie wszystkich ex-muzułmanów, a szczególnie byłe muzułmanki. Ostatecznie one są bardzo niewygodne, nie ma ich zbyt wiele, często są prześladowane i narażone na groźby ze strony swoich społeczności, więc nie będą protestować. Przede wszystkim pamiętaj, po twojej stronie są zbiry z bronią palną i białą oraz brygady obrońców honoru.”
Tayler zauważa, że te jego uwagi są bez sensu. Ludzie postępowi sami wiedzą co robić i bardzo starannie przestrzegają tych reguł. Dalej pisze:
Trwający islamistyczny terrorystyczny atak przeciwko niewinnym (również muzułmańskim niewinnym) obnażył przed każdym, kto chce widzieć, intelektualne zagubienie, dumny masochizm i ociekające potem tchórzostwo widoczne w reakcjach ludzi, którzy mówią o sobie, często ostentacyjnie, że są postępowi lub liberalni, a których możemy lepiej określić jako „regresywną lewicę” (lub krócej, jako hipokrytów). Wcześniej byli tylko przeszkodą dla racjonalnego dyskursu na temat islamu i praw człowieka, wraz z wyborem Donalda Trumpa (i perspektywą wyborów w kolejnych krajach Europy) przeistoczyli się w poważne zagrożenie słabnącego liberalnego ładu Zachodu.
Zdaniem Taylera kwestia islamskiego terroryzmu była w ostatnich wyborach prezydenckich rozstrzygająca.
Dane pokazują, że politycznie poprawna, regresywna lewica, przez swoją odmowę uczciwego mówienia o islamskim terroryzmie odegrała istotną, w rzeczywistości rozstrzygającą rolę w dojściu Trumpa do Białego Domu. Według badań z ubiegłego lata, ośmiu na dziesięciu zarejestrowanych wyborców uważało terroryzm za „bardzo ważny” w ich decyzji o tym, jak zagłosują w listopadzie.
Wielu publicystów i polityków bardzo lubi uspakajać publiczność porównaniem liczby ofiar terroryzmu z liczbą ofiar wypadków drogowych, napadów rabunkowych z bronią w ręku, a nawet śmierci z powodu palenia tytoniu. Ich łagodne głosy jakoś niewielu przekonują i to może być nawet zrozumiałe. Terroryzm jest taktyką mającą na celu wzbudzenie strachu, nieustannego poczucia zagrożenia. Jego twarzą jest bezwzględne okrucieństwo i brak poszanowania dla jakichkolwiek reguł. Może uderzyć w każdej chwili, w każdym miejscu i przeciw każdemu. Co więcej, motywowany religijnym fanatyzmem terroryzm ma strukturę sieciową, nie ma tu hierarchicznej organizacji, ma dziesiątki tysięcy centrów i żadnego niezbywalnego. Bazuje na duchowych przywódcach i obietnicy dominacji nad światem, obietnicy wspartej głęboką wiarą działania dla Najwyższego Dobra, dla samego Boga.
Ateistyczni postępowcy kochają obronę islamu przy pomocy argumentu, że „wszystkie religie są takie same”. Cóż, możemy powiedzieć, że wielu chrześcijan patrzy dziś z zazdrością na gotowych umierać za wiarę terrorystów muzułmańskich, na ich gotowość walki o nawrócenie niewiernych. Gotowi są nawet podjąć rękawicę w ramach starcia cywilizacji – oczywiście cywilizacji chrześcijańskiej z cywilizacją muzułmańską.
W rzeczywistości nie jesteśmy świadkami żadnego starcia między cywilizacjami. Jesteśmy świadkami starcia cywilizacji z barbarzyństwem. Ogłupiała lewica jest taką samą częścią barbarii jak kibice na Jasnej Górze i ogłupieni wiarą muzułmańscy terroryści.
Ustępując barbarii, czy to z sympatii, czy ze strachu, czy tylko uznając, że to jakieś marginalne zjawisko bez znaczenia, oznacza tylko jedno – najpierw rezygnację z wolności, a potem skazanie.
Jeffrey Tayler kończy swój esej pisząc, że swoboda wyznania oznaczą również prawo wolności od religii, wolność słowa i swobodę krytykowania religii. To banał, chociaż dziś coraz częściej kwestionowany. Jest niestety gorzej, wierzący i niewierzący zaczęli pospołu aktywnie wspomagać narastający fanatyzm, najwyraźniej obawiając się, że moglibyśmy kogoś urazić.
Andrzej Koraszewski


Nie wiem czy w pomniejszeniu to będzie widać, ale na zdjęciu jest piękna koszulka modlącego się w kaplicy na Jasnej Górze.
Widziałem zdjęcie z tą bluzą i roześmiałem się, widziałem tłum kapłanów-faszystów i przeraziłem się. Kiedy uświadomiłem sobie, że wśród tych dziesiątków tysięcy polskich katolików patrzących z nadzieją na papieża Franciszka nie znalazł się (i prawdopodobnie nie znajdzie się) ani jeden człowiek gotowy podjąć próbę zorganizowania ruchu protestu przeciw faszyzmowi w jego/jej Kościele, ciarki mi przeszły po plecach. (Miłosz opisywał przedwojenne błogosławieństwo polskiego najwyższego kapłana dla Falangi, oczywiście na tej samej Jasnej Górze.)
„”Kiedy uświadomiłem sobie, że wśród tych dziesiątków tysięcy polskich katolików patrzących z nadzieją na papieża Franciszka nie znalazł się (i prawdopodobnie nie znajdzie się) ani jeden człowiek gotowy podjąć próbę zorganizowania ruchu protestu przeciw faszyzmowi w jego/jej Kościele, ciarki mi przeszły po plecach.””
Ja chyba rozumiem na czym polega problem z opcją ideologiczną środowiska w jakim Panowie się obracacie. Oto jest sobie wśród zgromadzonych jegomość w bluzie z głupawym napisem. Poza tym nie wiadomo o jegomościu nic więcej – czy rzeczywiście jest tak głupi jak pokazuje napis i zdeterminowany czy jedynie utożsamia się z pewną grupą. Nie wiadomo nic ponad to co podpowiada nam kontekst jaki już znamy – czyli jacy ludzie nam się z tym napisem kojarzą. Z historii wiem bo przeczytałem o tym trochę książek, nie wiem jak Panowie, że rolą Kościoła już od dawna było cywilizowanie niepiśmiennych. Niektórzy w historiografii mieli i mają to Kościołowi za złe z różnych względów, ale przede wszystkim dlatego, że Kościół był niejednokrotnie monopolistą kultury i zachodzi podejrzenie iż pewne zapiski dziedzictwa ludzkości przechowywane przez kapłanów mogły być wzbogacane chrześcijańską narracją. Zasadniczo spór nie do rozstrzygnięcia. Fakt jest faktem, że Kościół jednak za uszy wyciągał, choć nie za darmo bo nic nie ma za darmo – normalne zjawisko w świecie. Państwo jednakże chcielibyście pozostawiać ludzi na marginesie i odgradzać się od nich nie tylko murami czy działkami, ale w ogóle pozostawić ten nurt samopas – odgrodzić się od nich kulturą czyli zupełnie (w sumie jednocześnie dosyć zastanawiający jest trend na lewicy utożsamiający się z muzułmanizmami tymi radykalnymi, ale to inny temat trochę). No cóż, Kościół, proszę się nie obrażać, jest trochę mądrzejszy od lewicujących środowisk, zawsze był, i woli jednak o ludzi powalczyć, tak jak zresztą od dawna to robi. Nie tylko ludzie z takim napisem nie będą się identyfikować z nurtem prezentowanym przez tutejszych (przecież sami ich odpychacie wyzywając ich od najgorszych co swoją drogą również jest logicznie niespójne z innym poglądem lewicy, że to społeczeństwo czyni ludzi takimi jakimi są, a skoro tak to społeczeństwo jest w ciągłym ruchu przecież), ale i mądrzejsi ludzie będą was omijać łukiem bo gdzie indziej im bliżej. Nie tylko Erich Fromm na lewicy to rozumiał, ale i George Orwell, który kiedyś bardzo trafny artykuł o tym napisał co należy sądzić o pomysłach na świat lewicowych intelektualistów. W tej kwestii akurat od dawna nie zmienia się nic, Orwell nadal aktualny i nadal wbrew pozorom mało znany.
Istotnie, ja też nie wiem, w jakim świecie Pan Brentano się obraca i co czyta, ja czytam bardzo dużo książek i artykułów liberałów z muzułmańskiego świata, doskonale zdających sobie sprawę z totalitarnego zagrożenia idei głoszonych z ambon. Moje humanistyczne dziedzictwo zawiera wielki (może nawet dominujący) rozdział dziedzictwa chrześcijańskich humanistów (od Erazma po Jana XXIII). Kiepsko Pan umie czytać, jeśli w Pana pojęciu chodzi tu głównie o dupka w bluzie z zabawnym napisem. Jeszcze gorzej jest z Panem, jeśli nawet nie wyobraża Pan sobie chrześcijan protestującej przeciw faszyzmowi w Kościele. Dziedzictwo katolickiego faszyzmu Mussoliniego, Franco, Salazara, Pinocheta było i nadal jest całkiem silnie obecne w głównym nurcie Kk. Dziedzictwo przeciwników tego nurtu zamarło i karmi się już paplaniem „Nigdy więcej”.
Poniżej link do krótkiego tekstu (około dwóch minut czytania) jeśli Pan Brentano zdecyduje się łaskawie go przeczytać, to może jednak coś zrozumie. http://www.listyznaszegosadu.pl/tracac-moja-religie
Odsyła mnie Pan do artykułu, który nie wyjaśnia całego obrazu. Proszę Pana, to muzułmanie mają problem z wojnami religijnymi i przenoszą się z tym do nas, a odpowiedź lewicy na to wszystko trąci fałszem. Europejczycy mieli ten problem, ale sobie poradzili w XVII wieku i od tamtej pory wojen religijnych u nas nie ma. Warto przeczytać ostatnią książkę Henry Kissingera „World Order”. Dlaczego akurat ten autor ? Bowiem autora nie da się wyzwać od prawicowa czy lewicowa, a co najwyżej od zbrodniarza i człowiek ten całkiem zdroworozsądkowo tłumaczy obecną sytuację na świecie. Religię zachodu dało się ucywilizować o czym świadczy choćby protestantyzm bowiem jest to religia otwarta na dialog. Z Islamem natomiast sprawa przedstawia się wręcz katastrofalnie bowiem nie potrafią oni wyjść z mentalności wojen religijnych.
http://orwell.ru/library/reviews/wells/english/e_whws
Orwell wyjaśnia, szczególnie w czwartym akapicie, dlaczego patriotyzm, nawet ten najbardziej prostacki, czasem może uratować społeczeństwo prędzej aniżeli nawoływanie lewicowych intelektualistów do racjonalnego rozumienia spraw. Czasem romantyk wygrywa z naukowcem – czasem całkiem słusznie. Kościół jako tako potrafi te nastroje zagospodarować, a lewica jak zawsze wypycha ludzi na margines zamykając się w swoim sztywnym pojmowaniu świata. Dzisiaj sytuacja jest podobna – znowu z jednej strony mamy lewicowców bredzących o tym, że z Islamem można prowadzić dialog (choć Pan akurat jest tutaj wyjątkiem) no i prostych ludzi, takich jak ten w tej bluzie, (to dlatego Orwell zawsze upatrywał w prolach nadziei), czasem zbyt radykalnych i z prostymi receptami na świat, ale będących jednak w tym konkretnym przypadku bliżej prawdy.
Ludzie widzą hordy u bram i nie podoba im się ten widok. Świat lewicy natomiast traktuje te hordy mniej więcej tak jak traktował Hitlera i Stalina – nie podnosi alarmu, a wręcz przeciwnie. Lewica nie miała narracji wtedy i nie ma tej odpowiedzi obecnie bo udaje, że nic się złego nie dzieje. Zamyka usta, przytyka uszy i zasłania oczy – tak jak te trzy małpki. Odpowiedź Kościoła wydaje się być bliższa prawdy, choć niekoniecznie do końca słuszna. Orwell jeszcze długo będzie aktualny, dlatego ten człowiek w bluzie nie przeraża mnie tak bardzo jak zupełnie beznadziejna ślepota lewicowców.
Jak widać przeczytał Pan artykuł, do którego podałem link, ale artykułu, pod którym Pan komentuje był za długi, bo w drugiej części traktuje on właśnie o zagubieniu lewicy, więc Pana pierwszy komentarz jest ni z gruchy ni z pietruchy. (A z Orwellem ciekawa sprawa, bo ostatnio wydaje go nawet Fronda.) A teraz dla odmiany broni Pan swoich głupstw, jakby cały problem faszyzmu z ambon nie istniał. Totalitaryzm lewicowy i prawicowy (ten religijny i ten świecki) mają to do siebie, że od czasu do czasu chodzą na randki, a oba wspaniale wspiera prymitywizm romantyzmu. Lewicowość i prawicowość jako inwektywy do prawdziwej dyskusji się nie nadają, z tej prostej przyczyny, że mają wiele oblicz i poziomów. Z obu stron przychodziły racjonalne pomysły i obłąkane idee. Dziękuję za uwagę, ale wolę nieco b. konkretne dyskusje.
„Ludzie widzą hordy u bram i nie podoba im się ten widok”. Tak, nie podobają mi się hordy kiboli i oenerowców, hordy brudzińskich i dudów, hordy pedofilów w sutannach i osobna jednoosobowa horda Pawłowiczowej. Zanim hordy ww. osobników zwycięsko rozprawią się z hordami islamistów, najpierw rozprawią się z ateistami, feministkami, genderystami, gejami, Lemańskimi i gadającymi po niemiecku w tramwajach. Wiem, Płaszczak mówi, że to margines, a kościół „jako tako” to zagospodaruje. Kościół, czyli Międlar i Dydycz ze sprzedawcą papieskiej krwi Dziwiszem. To się nazywa też „wyciąganiem za uszy, choć nie za darmo”. Kościół wyciąga za uszy osiłka w bluzie, ofiarującego swoje chuligaństwo na ołtarzu ojczyzny, choć nie za darmo – za dotacje na świątynie Opatrzności (może Opaczności?), pensje idiotek katechetek, geotermię Rydzyka i jazdę Pacyfika z Szyszką w arbuzie. To drobna cena za ucywilizowanie debila ze zdjęcia. Drobiazg. Damy więcej, bo odpowiedź kościoła „bliższa prawdy, choć niesłuszna”, aha „nie do końca słuszna”, a to gra. Bliższa, ale nie do końca. Do początku tylko, bo nie do końca, ale bliższa. A co tam. Orwell to angielski Terlikowski, bo wydaje go „Fronda”. Jak „Fronda” wyda Lenina albo Hitlera, też będzie „ciekawa sprawa”. Bo jak „Fronda” wyda, to wyda, a to ciekawe jest. Ciekawe jest, jak kościół podnosił alarm z powodu Hitlera. Taki to był prawicowy alarm, że aż konkordaty podpisali i chadeków w Niemczech poświęcili. Tak przed Hitlerem alarmowali. Jezusicku malusieńki u stajenki.
Już to kiedyś na SO było, ale może warto spojrzeć raz jeszcze.
No właśnie. Jak oni cierpieli, bijąc w dzwony z powodu zwycięstwa nad podludźmi we wrześniu 1939 roku. Hordy Polaków stały przed wrotami cywilizacji. Były te czarne kabany bliżej prawdy, choć nie do końca słusznie.