Jerzy Łukaszewski: Pogaduchy9 min czytania

()

via giphy.com

2017-04-01.

Idąc do domu mijam ogród pewnej pani, znającej mnie od dziecka. Jej ogród też zna mnie od dziecka, jako że zgodnie z lokalnym zwyczajem stanowił dla mnie wtedy teren ćwiczeń indiańskich polegających na zdobywaniu łupów w postaci jabłek i wspaniałych klapsów (gruszek), oczywiście wbrew woli właścicielki.

Podobnie jak inne okoliczne ogrody. Jabłka ze swojego nie smakowały tak dobrze – cóż ja na to poradzę?

Dziś ten ogród znowu stoi przede mną otworem, bowiem pani właścicielka znając moje upodobania sypie mi przy każdej okazji do torby kilogramy jabłek i to takich „prawdziwych”, renet, koszteli, antonówek, moich ulubionych „zajączków”  i in. mocno różniących się smakiem od dziwnie zunifikowanych form tego owocu jakie można dostać w sklepach.

Niestety, nie dostaję tych jabłek za darmo. Za każdym razem muszę wysłuchać długich i emocjonalnych wywodów zagorzałej zwolenniczki „dobrej zmiany”, co w moim odczuciu rozgrzesza mnie nieco z młodzieńczych wyczynów.

W celu osiągnięcia korzyści w postaci wspaniałych owoców puszczałem zazwyczaj jej wynurzenia mimo uszu, ale od jakiegoś czasu zacząłem się im uważnie przysłuchiwać.

System narracji, którym sąsiadka operuje zaczął mnie zastanawiać.

Pani jest emerytowaną nauczycielką, mówi ładnym językiem, nie używa wulgaryzmów, kiedy mówi na inny niż polityka temat rozmawia się z nią bardzo przyjemnie.

Gdyby ustawić sąsiadkę na jakimś ministerialnym stanowisku nikt pewnie nie zauważyłby zmiany. No chyba, że jakościową ponieważ nie wszyscy obecni ministrowie dorównują jej poprawnością języka.

Natomiast treści wypowiedzi byłyby konstruowane identycznie.

Sąsiadka ma kłopoty ze zdrowiem i korzystała do niedawna z kliniki w sąsiednim mieście. Okazało się, że ta ma być na dniach zamknięta. Zdarza się.

I cóż ja słyszę od zainteresowanej osoby?

– Widzi pan  co to za ludzie ci PO-wcy, chcą sobie na prywatny szpital zawłaszczyć budynek, byle ludziom nie dać!

Podzielając święte oburzenie zastanawiałem się, czy zdradzić jej tajemnicę, że od półtora roku rządzą jej ulubieńcy i to raczej do nich powinna kierować pretensje?

Nie zrobiłem tego jednak ponieważ mogłoby to zakłócić tok jej rozumowania, a ten jak raz był dla mnie ważniejszy, niż wartość faktograficzna relacji.

Z innych rozmów co i rusz dowiaduję się o PO-wcach czających się jak szatani na dusze dobrych Polaków oraz o pomocy jakiej w tym względzie udziela zagrożonym miejscowe Kółko Różańcowe, którego ta pani jest nadzwyczaj czynną uczestniczką.

Zgroza zdejmuje człowieka kiedy słyszy jak co dnia jakiś PO-wiec dokonuje zamachów na nasze narodowe życie bezczeszcząc świętości, buntując się przeciw prawu bożemu i szkodząc okolicznym mieszkańcom.

Czasem wchodzimy w „wielką politykę”. Po akcji w Brukseli sąsiadka odegrała scenę z „Żywotu Briana” – Judejski Front Narodowy – Oddział Samobójczy.

– Aleśmy im pokazali! – wyrzuciła z nieukrywaną dumą.

Nie ukrywam, że jest to dla mnie problem. Osoba, którą znam całe życie, z którą – wydawałoby się – mam dobre relacje, zaczyna cierpieć na dziwną chorobę oczu. Nie widzi tego co stoi jak wół przed nosem, widzi to czego inni nie widzą.

I wcale z niej nie drwię. Po prostu nie umiem zrozumieć. Nie potrafię znaleźć źródła tej choroby, która owładnęła głową kogoś kto np. w rozmowach o pielęgnowaniu ogrodu wydaje się być bardzo rozsądny i imponuje wiedzą, a na dodatek – czego sam doświadczam – jest życzliwy i wita mnie z uśmiechem każdego dnia.

Gdyby tym kimś był jakiś polityk partii obecnie rządzącej, poszedłbym pewnie na łatwiznę i określiłbym go w zależności od objawów jako cynika lub idiotę, ale w przypadku osoby doskonale mi znanej nie wchodzi to w rachubę.

I tak bywa w wielu wypadkach.

Kiedy poseł Pięta „wyjaśnia” swoje złodziejskie wyczyny pobudkami patriotycznymi

Poseł Pięta z PiS wyjaśnia, dlaczego kradł pieniądze. Pobudki patriotyczne?

Poseł PiS Stanisław Pięta w młodości dopuszczał się różnych czynów. Także tych wbrew prawu, jak na przykład kradzież. Kradł między innymi portfele z pieniędzmi, dokumenty. Jak to dziś tłumaczy? „Przygotowywaliśmy się do zbrojnego powstania”. – Sprawdź najnowsze informacje polityczne w Dziennik.pl. Politycy – PO, PiS, SLD itp. Prezydent, wybory, partie polityczne.

to w pierwszym odruchu mam ochotę zrobić to co wszyscy, ale potem przypominam sobie, że znam rodzinę z mojej dzielnicy, o której kiedyś pisałem, dotkniętą podobną przypadłością. Syn znanych w okolicy piekarzy siedział w latach 50tych w więzieniu za podobne wyczyny, a ponieważ badałem kilka lat temu dokładnie tę sprawę wiem, że rzeczywiście istniała organizacja antykomunistyczna, na której korzyść dokonywał on tych rabunków.

Daleko nie szukając Piłsudski też ma na koncie napady rabunkowe, a przecież nikt dziś nie nazywa go bandytą czy złodziejem.

Ba – nawet zbrodniarzem, pomimo rozkazu strzelania do rodaków, w wyniku czego zginęło więcej osób niż w stanie wojennym o czym jakoś dziś dziwnie milczą jego pogrobowcy.

Takich przykładów można by namnożyć więcej.

Niewykluczone, że to ta ich mnogość czyni spustoszenie w umysłach do tego stopnia, iż ludziska przestają odróżniać dobro od zła, czarne od białego sądząc li tylko wedle intencji.

„Dobra zmiana” chce dla Polaków dobrze i to być może wystarcza mojej sąsiadce do tego stopnia, że efekty ich starań nie są dla niej już takie istotne. Ona wierzy w ich dobrą wolę i szczytne cele, które głoszą i to wystarczy.

Zachodzi jednak pytanie: dlaczego ona im wierzy, dlaczego wierzą inni, dlaczego my wierzymy w to w co wierzymy?

Kryteria wiary jako takiej nigdy nie były nazbyt precyzyjne i do dziś nie są.

Mam dość blade pojęcie o fizyce, aż wstyd, ale wierzę profesorowi fizyki. Dlaczego? Przecież nie potrafię zweryfikować jego wiedzy i stwierdzić czy mnie nie oszukuje mówiąc to co mówi. Pozostaje wiara i zaufanie, bo co innego?

Jeżeli inny poseł PiS proponuje nowe święto państwowe (14.04 – Dzień Chrztu Polski) to też mam problem, ponieważ jako historyk wiem, że wskazana data jest jedynie przypuszczeniem, a fakt, o którym mowa nie został zapisany w żadnej ówczesnej kronice nie mówiąc już o tym, że „chrzest Polski” jest dokładnie tak samo umownym określeniem, ponieważ ochrzcił się jedynie książę Mieszko być może z kilkoma osobami z jego dworu, nikt więcej.

Poza tym pan poseł nie kładzie specjalnego nacisku na rzetelną wiedzę, a raczej na znaczenie tego faktu dla świadomości narodowej i chce posłużyć się nim w bieżącej walce politycznej.

„Dlatego dzisiaj, w dobie kruszenia podstaw, na których zbudowany jest nasz byt narodowy i państwowy, w dobie niepewności i obawy o naszą przyszłość, o jutro naszych dzieci, powinniśmy pamiętać o rocznicy Chrztu Polski”.

Jak pamięć o tej rocznicy ma wpłynąć na poprawę naszego samopoczucia (choćby tylko tyle) w  „dobie niepewności i obawy” nie mam pojęcia.

Ale wielu w to uwierzy, już wierzy.  Jak pracują ich umysły skoro pamięć tej rocznicy przynosi im … co?  Ulgę w codziennych cierpieniach patriotycznych, podsuwa rozwiązania problemów stojących przed nami? Nie potrafię odgadnąć.

Wiara to wielka rzecz. Tłumacząc pobudki, które kierowały wnioskującymi o nazwanie województwa kujawsko pomorskiego imieniem Jana Pawła II radni sejmiku wg mnie bredzą i mówią oczywistą nieprawdę.

Zabiegały o to władze, Watykan zatwierdził wniosek. Jan Paweł II patronem jednego z województw

Wniosek w tej sprawie kujawsko-pomorscy radni złożyli już rok temu. Wreszcie zapadła decyzja: św. Jan Paweł II będzie patronem województwa – ogłosił biskup toruński Andrzej Suski podczas sejmiku,

„Jan Paweł II patronuje światu, w którym człowiek konstruktywnie szuka spełnienia swoich słusznych nadziei nigdy „przeciw drugiemu”, ale zawsze „z drugim”; w którym warunki życia społecznego i gospodarczego kształtuje prawda o człowieku, choćby wymagała wiele wysiłku; w którym priorytetem jest takie układanie wzajemnych relacji, aby umożliwiały wszystkim mieszkańcom „słuszny rozwój”.

A przecież wielu w to wierzy. To, że ośmieszają swoje województwo, ośmieszają kraj – nie ma znaczenia. Zakładam, ze przynajmniej niektórzy z nich w to wierzą. Dlaczego?

To czego nie rozumiem to postawa Kościoła, który wg mnie powinien wystrzegać się wszelkich tego typu inicjatyw budzących sprzeciw wśród wielu, a sardoniczny śmiech wśród jeszcze większej ilości ludzi. Tymczasem Kościół podbija bębenka apelując o kolejne święto narodowe związane z datą wyboru kardynała Wojtyły na papieża.

Gdyby ktoś proponował święto narodowe związane z datą wyboru p. Tuska na przewodniczącego RE to pomimo sporej sympatii do tego człowieka, wyśmiałbym go bez najmniejszych wątpliwości. Oni tego nie robią. Dlaczego?

Naprawdę chciałbym wiedzieć.

Zazwyczaj tłumaczę taki stan potrzebą psychiki, która nakazuje w jakikolwiek sposób uporządkować widziany przez nas świat, by móc w nim w miarę spokojnie funkcjonować.

Wiara, także ta w najgorsze brednie, stanowi rodzaj lepiszcza, które spaja poszczególne kamienie wznoszonej budowli.

Każda wątpliwość może skruszyć ten mur co napawa ludzi niekłamanym strachem, bo jeśli ich wieża Babel się zawali  zostaną z pustymi rękoma pośrodku wrogiego im świata.

Każdy kto usiłuje tę wątpliwość w nich zasiać jest autentycznym wrogiem i wyrządza im prawdziwą, nie wyimaginowaną krzywdę.

Stąd może ich reakcje.

A jeśli te reakcje na dodatek wyposażone są w sprawowaną aktualnie władzę to spór zaczyna przybierać formy dramatyczne.

Efekt jest taki, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie chciałbym zrobić krzywdy sąsiadce, nawet gdyby przestała mnie zasypywać jabłkami, a z drugiej widzę, że ta ich wiara przeniesiona na forum publiczne wyrządza krzywdę wszystkim. W dłuższej perspektywie także im samym.

Nie mam takich wahań jeśli chodzi o cynicznych polityków, którzy nie wierzą programowo w nic, ani w Najświętszą Panienkę, ani w twierdzenie Pitagorasa (nie wiadomo z jakiej był opcji) i w nich widzę tylko kłamstwo, oszustwo z niskich pobudek, do których zaliczam chorobliwą żądzę władzy.

Ale moja sąsiadka nie jest opanowana żądzą władzy. Chce w spokoju ducha (przede wszystkim) dożyć swoich dni i tyle.

A jednak pomimo wskazania, że o zamknięciu wspomnianej placówki medycznej zdecydował swoim podpisem pseudominister Radziwiłł, ona wierzy, że to „POwcy chcą zabrać budynek na swój prywatny szpital”.

Przyznaję, że w takim przypadku czuję się bezradny.

I obawiam się, że to jeszcze daleko nie koniec.

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

18 komentarzy

  1. PIRS 01.04.2017
  2. J.S. 01.04.2017
    • Sir Jarek 02.04.2017
      • J.S. 02.04.2017
  3. wejszyc 01.04.2017
    • j.Luk 01.04.2017
      • j.Luk 01.04.2017
      • wejszyc 02.04.2017
    • Sir Jarek 02.04.2017
      • wejszyc 02.04.2017
  4. hazelhard 01.04.2017
  5. Jarmand 02.04.2017
  6. jacekm 02.04.2017
  7. jureg 02.04.2017
  8. narciarz2 03.04.2017
  9. Magog 03.04.2017
  10. narciarz2 03.04.2017
  11. narciarz2 03.04.2017