***
Z kolei po II wojnie światowej wybito nam skutecznie mocarstwowość z głowy, gdyż po ogromnych zniszczeniach wojennych i ubytkach ludności, jako państwo nominalnie niepodlegle staliśmy się jednak częścią mocarstwa, a nawet imperium radzieckiego, więc nie mogliśmy nawet marzyć o wejściu indywidualnie do pierwszej ligi światowej czy europejskiej, ani w gospodarce, ani w poziomie życia.Sąsiednie kraje, mimo że z wyjątkiem Ukrainy znacznie mniejsze, górowały nad Polską w ilościowych i jakościowych parametrach. Dotyczyło to naszego poziomu życia i jego jakości w czasie odbudowy, intensywnego nadrabiania opóźnień i przekształcania kraju rolniczego w przemysłowo-rolniczy.
Decyzje RWPG w sprawie podziału pracy, jako główne filary gospodarcze przyznały nam górnictwo węglowe i ciężki przemysł, czyli niezbyt zaawansowane jakościowo hutnictwo, przemysł stoczniowy, produkcję wagonów i nieskomplikowane wytwórnie żywności i odzieży. Zbudowaliśmy także trochę zbrojeniówki, czyli fabryk podstawowej broni i amunicji na radzieckiej licencji.
Dopiero w latach 70 nasz przemysł maszynowy zaczął nabierać rozpędu, rozwinęła się produkcja samochodów osobowych, ciężarowych i autobusów, w tym licencyjnych z zachodu. To wszystko, łącznie z rozwojem infrastruktury kolejowej np. CMK, zbudowania pierwszych dróg szybkiego ruchu i dynamicznego wzrostu budownictwa mieszkaniowego w technologii wielkiej płyty, nie składało jednak tego puzla w mocarstwo ekonomiczne, chociaż intensywna propaganda głosiła że jesteśmy 10 potęgą przemysłową świata, czyli prawie mocarstwem.
Nieśmiało zaczęły więc odżywać tęsknoty za Wielką Polską od morza do morza, z kresami, Wilnem i Lwowem, ale także z Wrocławiem i Szczecinem.

Nęka mnie ten Pana tekst od czasu jak go przeczytałem.
Mocarstwem nie musimy być ale przyjemnie jest pomyśleć aby tak się stało.
W załączeniu mapka z której wynika że powinniśmy się cieszyć z tego co mamy.
Życie jest bjutalne.
Pozdrawiam