No, prawie wszystkich po swojej stronie. To nierozważne. Upokorzenie to krzywda, którą trudniej zapomnieć niż wiele innych. I Machiavelli by powiedział: jak już upokorzyłeś, to zabij!
Lud pisowski nie bardzo rozumie: dlaczego ta sympatyczna matka-Polka, pańcia z sąsiedztwa, w dopasowanej garsonce z broszką, traci swe stanowisko, po tym gdy była nieustannie chwalona przez samego prezesa?
Z przecieków, opisanych przez „Newsweek”, widać, że Kaczyński uznał ją za niezbyt sprawną w działaniu – chociaż posłuszną. Inne plotki mówiły o tym, że pod pozorem posłuszeństwa budowała sobie zaplecze polityczne, a kolejnego wybijania się na niezależność w swoim obozie już by Kaczyński nie zniósł. A może zaplecze samo się wokół niej budowało, licząc, że będzie ona jego narzędziem?
Nieważne. Tytularnym szefem rządu zostaje facet bez zaplecza, obce ciało, w partii, właściwie to klasyczna, niesympatyczna elita, ale to prezes decyduje kto jest elitą w Trzeciej RP.
Gdyby premierem został był Jarosław Kaczyński – bycie przy nim wicepremierem, nie byłoby dla Szydło dyshonorem. Ale przy niedawnym podwładnym jest. Zaś dla niego to jest taki awans poniewierający. Co to za premier, który musi przyjmować swój (?) rząd w pakiecie i nie może zwolnić i dobrać sobie ani jednego ministra? Ma to, podobno, zrobić w styczniu, gdy się już zorientuje z kim mu po drodze.
To przez dwa lata pracy w tej ferajnie nie zorientował się: kto jest kim i kto mu pasuje, a kto niekoniecznie? Olśni go w styczniu, po tym gdy pospołu odśpiewają kolędy, które dla Morawieckiego są takie istotne i których mu brakuje w laicyzującej się Europie?
A prawda jest taka, że prezes jeszcze nie zdecydował co z tym rządem, bo pewnie jeszcze nie wie, kogo w nim wymieni i czy w ogóle. Przecież ta rekonstrukcja wisi nad państwem od wielu tygodni i będzie wisiała następne. Wszystko w zawieszeniu, wszelkie działania podporządkowane są mającej nastąpić zmianie. Naprawdę, tak nie idzie pracować. Jeszcze na kilka godzin przed spektaklem u prezydenta oczekiwano zmian w licznych resortach. Gowin i Ziobro, wiadomo, nie do ruszenia, bo stoją za nimi ich partyjki, a każdy głos w Sejmie na wagę złota. Wystawieni do możliwego odstrzału byli; Macierewicz, Waszczykowski, Szyszko, Jurgiel, Adamczyk, Radziwiłł i Streżyńska z Rafalską, te dwie akurat merytorycznie sprawne.
A najbardziej upokorzony został pan prezydent Najjaśniejszej. Publicznie, na oczach wszystkich, którym chciało się to oglądać, musiał wręczyć powtórną nominację ministrowi obrony, który tylko co, raz jeszcze zademonstrował, gdzie ma swojego zwierzchnika. Pozbawienie generała Kraszewskiego z BBN dostępu do tego co dzieje się w MON nie tylko obraża prezydenta, lecz uniemożliwia mu jakąkolwiek kontrolę nad podległymi mu ponoć siłami zbrojnymi i bezpieczeństwem państwa. I dzieje się to w czasie kiedy PiS przeprowadza przez Izby prezydenckie, bądź co bądź, projekty ustaw o KRS i SN, zmasakrowane przez poprawki, których z nim nawet z góry nie uzgadniano.
Ale z tego, że Andrzej Duda po próbie buntu dał ciała – nie musi wynikać, że odtąd będzie już stale pokornym narzędziem. Być może sam jeszcze nie wie co będzie, ale prezes już mu nie ufa. Pewności wystawienia go na drugą kadencję Duda nie kupił sobie za kolejną kapitulację.
Tam już nikt nikomu nie ufa. Buldogi gryzą się na dywanie, a nie pod nim. Spotyka się w Necie wypowiedzi, których autorzy, z elektoratu PiS, nie rozumieją postępowania prezesa, a wiele z tego co robi ich nieprzyjemnie zaskakuje. Ale wciąż wierzą Kaczyńskiemu, który przecież co robi, wie. Dotąd stale umacniał w wierze swoich wyznawców. Mówił co chcieli słyszeć. Robił co się im podobało, nawet jeśli narażało na koszty materialne i polityczne. Między innymi trzymał nieudolną panią premier, bo się ludowi podobała.
A przecież widać, że Kaczyński się miota. Człowiek w takim stanie traci empatię, jeśli w ogóle ją miał. Swojemu aparatowi okazuje pogardę. Może celowo – niech znają swoje miejsce w szeregu – ale to nie jest skuteczna taktyka na dłużej. Marchewka niepewna, a kij się robi groźniejszy. Nie ma już zwartej drużyny, w której się idzie po władzę za swoim wodzem. Na co dzień jest się już bardziej związanym ze swoja kliką niż z całym obozem. Opozycja niegroźna, więc władza może się zająć swoimi sprawami. Dla Dudy groźnym przeciwnikiem jest Macierewicz, a nie Schetyna z Lubnauer. Waszczykowskiego to prezes może w każdej chwili wysiudać, a nie jakaś opozycja w wyborach.
Jeśli władza dyktatorska, czy choćby – jak u nas teraz – rządząca w sposób częściowo autorytarny, ma odejść w sposób polityczny, to zawsze musi się wewnętrznie podzielić. To, że ten podział się już ujawnił, nie znaczy, że dni panowania zbliżają się ku końcowi. To może jeszcze potrwać – dopóki podział się nie pogłębi, dopóki władza przestanie sobie radzić z rzeczywistością, dopóki druga strona nie pokaże wiarygodnej alternatywy.
W każdym razie, początek został zrobiony. Nie wiemy jak długo tkwił na ścianie napis: mane, tekel, fares, ale przecież się uczta skończyła.
Ernest Skalski


Pan się tym martwi?? Spora empatia.
Dobry tekst, widać już cienie w tunelu…
Ale, „widać, że Kaczyński się miota.”….
Jakby Pana kolano stale bolało też byłby powód do miotania…
Znam to z autopsji.
Spacer z pieskiem czasem nie sprawia przyjemności, kolano… boli jak jest wilgoć.
Teriery szkockie są trudne w pożyciu, mają swoje zdanie, prywyczki i sposób na „ustawianie” otoczenia, ale są też odporne na przeciwieństwa losu i ból.
Kochają dzieci i pozwolą im niemal na wszystko.
Lubią jak nimi się zachwycają.
Mój szkocik ma na imię Dyro…. od dyrektor.
Czasem prezes przypomina mi szkockiego teriera, mieli takiego psa w rodzinie…
Ta rasa nie należy do długowiecznych.
ps.
Czytam, czytam i dochodzę do wniosku że czas zachwytów nad politycznym geniuszem,
JK dobiega końca.
Lepiej późno niż później..
Upokorzenie Szydło i wielu ludzi w obozie władzy w ogóle mnie nie dziwi. Należało im się jak psu zupa. Sposób w jaki ta prowincjonalna „pańcia z sąsiedztwa” oraz jej koledzy partyjni wypowiadali sie o milionach Polaków gorszego sortu, o opozycji, o elitach europejskich, o elitach polskich, o organizacjach pozarządowych, o autorytetach społecznych powoduje, że upokorzenie jakiego doświadczyli, doświadczają i będą doświadczać jest minimalnym rewanżem rzeczywistości na ich arogancji. Tym bardziej, że upokorzenie przychodzi z ręki ich guru. Może to jest droga aby ci nienawistnicy doświadczyli odrobiny pokory. Wszak pokora jest pierwszym krokiem w stronę leczenia nienawiści.
Podobnie nowy premier. Dla przeciętnej klasy specjalisty i niezbyt błyskotliwego człowieka zajęcie stanowiska premiera jest takim awansem życiowym, że usłyszeliśmy koncert życzeń bożonarodzeniowych w jego expose. Skala hipokryzji, oportunizmu, czołobitności, konfabulacji, przeinaczeń czy wreszcie fałszywych stwierdzeń w tym wystąpieniu powoduje, że nowy premier już od początku odziera sie z dość wątłego autorytetu. Przecież gołym okiem widać, że zgodził się na wszystko co mu nakazał JK, zgodnie z maksymą – kilka godzin wstydu i już do końca życia będą go tytułowali premierem. (Wczoraj czytałem komentarz: „Morawiecki, jak na technokratę przystało, swoim wtorkowym przemówieniem przebił jednak wszystkich poprzedników. Jeżeli jego rządowi uda się spełnić w ciągu najbliższych 30 lat choć połowę złożonych obietnic, będziemy mogli na arenie międzynarodowej chwalić się rządem złożonym nie z polityków czy fachowców w swoich dziedzinach, ale magików.” por. https://opinie.wp.pl/grzegorz-wysocki-wszystko-dla-wszystkich-nowy-rzad-pis-u-lepszy-od-harryego-pottera-6197649215445121a) Określenie „awans poniewierający” jest bardzo trafnym ujęciem kontekstu, przy czym on jest poniewierajacy dla człowieka wolnego, honorowego i samodzielnego. Widocznie dla awansowanego taki nie jest, albo onże nie dysponuje w/w atrybutami. Konsekwentnie fakt, że „….. tak nie idzie pracować” nie ma dla nominata żadnego znaczenia – on tam jest dla wielu innych celów, niekoniecznie dla pracy.
Do upokorzenia prezydenta można odnieść wszystkie uwagi jak do Szydło i partyjnych oficjeli władzy.
Miotanie się JK jest wynikiem wielu przyczyn, których w większości pewnie nigdy nie poznamy. Dla mnie bliskie jest stwierdzenie prof. Staniszkis, że JK jest człowiekiem zrozpaczonym. Jeżeli to prawda, to czeka nas więcej „niespodzianek”.