2018-06-19.
Inwigilacja, nomenklatura, klientelizm – to trzy pojęcia bardzo przydatne dla rozeznania ustroju politycznego. Mają one wprawdzie charakter uniwersalny, występują wszędzie, we wszystkich państwach i ustrojach, jednak kluczowa dla oceny jest skala tych zjawisk, a ta jest bardzo zróżnicowana.
Zacznijmy od zdefiniowania interesujących nas terminów (według Słownika wyrazów obcych, Wydawnictwo Naukowe PWN):
Inwigilacja to systematyczna tajna obserwacja kogoś, tajny nadzór nad kimś; śledzenie.
Nomenklatura to grupa ludzi wyznaczonych przez władze, instancje partyjne itp. na stanowiska kierownicze w instytucjach i urzędach państwowych (łac. nomenclatura).
Klientelizm (klientyzm) to popieranie i protegowanie przez osoby wpływowe osób świadczących na ich rzecz usługi. W starożytnym Rzymie system zależności klienta od patrona, któremu winien był w zamian za opiekę wierność, służbę i pomoc, zwłaszcza w sprawach politycznych (wyborczych).
Największe osiągnięcia w dziedzinie inwigilacji osiągnęły reżimy totalitarne z Trzecią Rzeszą i stalinowską Rosją na czele. Im się udało sprowadzić ludzi do sytuacji Józefa z „Procesu” Kafki: zastraszonego, zagubionego, bezbronnego indywiduum. Współcześnie nieźle to wygląda w państwach autorytarnych, takich jak Rosja czy Chiny, ale prym wiodą reżimy peryferyjne, takie jak Korea Północna czy Kuba. To ostatnie państwo, egzystujące w atmosferze zagrożenia podgrzewanego antyamerykanizmem, ale też ciągłymi próbami likwidacji rewolucji i jej przywódców ze strony potężnego sąsiada, stworzyło perfekcyjny system nadzoru i donosicielstwa w postaci Komitetów Obrony Rewolucji – sieci komórek inwigilujących każdy ruch i wszelką zmianę w osiedlu i w każdym domu mieszkańców tej żyjącej ciągle w atmosferze osaczenia wyspy.
W państwach demokratycznych problem inwigilacji nie stracił również na aktualności. Ma on dwa aspekty: polityczny i komercyjny. W wymiarze politycznym – doskonaleniu i powiększaniu zakresu inwigilacji obywateli sprzyja wzrost zagrożenia terroryzmem i innymi formami zorganizowanej przestępczości, jak przemyt narkotyków, nielegalny handel bronią, czy handel ludźmi. Oprócz wykrywania potencjalnych zagrożeń, dla władz państwowych i partii politycznych, wartościowe jest też pozyskiwanie informacji o nastrojach społecznych i preferencjach politycznych potencjalnych wyborców.
W sferze komercyjnej celem jest wpływanie na ukierunkowanie popytu i pozyskiwanie maksymalnej liczby konsumentów. Brak hamulców firm, dążących do maksymalizacji zysku, tonowany jest w pewnym stopniu regulacjami unijnymi i krajowymi w zakresie dostępu do danych osobowych. Nowe technologie sprzyjają zwiększeniu kontroli społeczeństwa, ale mogą też mu służyć w doskonaleniu działań prewencyjnych i poprawy monitoringu, np. w celu wykrywania wydarzeń, które wymagają interwencji.
Nomenklatura należy do innej kategorii, chociaż łączy ją z inwigilacją służebna rola w stosunku do władzy. Ten sformalizowany system mianowania oparty jest na rekomendacji instancji partyjnych: od najniższych stanowisk (na majstra czy kierownika wydziału w zakładzie pracy) pozostających w gestii organizacji podstawowych po najwyższe (np. ministerialne),o obsadzie których decydują kierownicze gremia kierowniczej partii. Liczba stanowisk objętych nomenklaturą, w zależności od konkretnego przypadku, sięga nawet kilkuset tysięcy, toteż ta rozległa elita władzy jest wewnętrznie mocno zróżnicowana: od tylko nieznacznie lepszych warunków po szereg niedostępnych dla innych przywilejów, zastrzeżonych dla górnej warstwy rządzących. Przy opisie tej metody rządzenia używam czasu teraźniejszego, ponieważ nie zanikła ona wraz upadkiem Związku Radzieckiego i tzw. krajów demokracji ludowej, w których praktykowana była taka polityka kadrowa. Kontynuację zapewniają Chiny i wspomniane już peryferyjne państwa komunistyczne, a Rosja, w warunkach swoistej demokracji, tworzy na naszych oczach nowy system oligarchicznej władzy, oparty na zróżnicowanej dystrybucji przywilejów.
Bliskoznacznym pojęciem są łupy partyjne, czyli ogół stanowisk przejmowanych w wyniku wyborów przez zwycięski obóz polityczny. W państwach o ugruntowanej demokracji jest to określona (i dość ograniczona) liczba stanowisk podlegająca rotacji. W państwach będących w procesie demokratycznej transformacji wygląda to różnie, w zależności od politycznej orientacji rządzących partii. W Polsce próbę ucywilizowania polityki kadrowej w oparciu o przyzwoite wykształcenie i przepisy służby cywilnej podjęły poprzednie rządy. Obecnie sytuacja uległa zmianie i nie kompetencje, a przynależność do partii i nieformalne układy, jak w słusznie minionej przeszłości, ponownie decydują o możliwościach zatrudnienia w instytucjach i przedsiębiorstwach, kontrolowanych przez państwo – oraz osiągnięcia najwyższych zarobków i uprzywilejowanej pozycji. W ten sposób dochodzimy do trzeciego członu naszej triady, czyli do systemu klientyzmu.
Tak jak w systemach autorytarnych można dostrzec dominującą pozycję inwigilacji i nomenklatury w systemie władzy, tak w przypadku władzy liberalnej czołowe miejsce przypada klientyzmowi, czyli zatrudnianiu na eksponowane stanowiska państwowe i gospodarcze znajomych i członków rodziny (nepotyzm).
Jako przykład może posłużyć przysłowiowy notes ministra spraw zagranicznych po zmianach ustrojowych w Polsce w latach 1989 – 1990, do którego trafiali znajomi ministra, zwłaszcza z kręgów akademickich, w charakterze kadrowej rezerwy na stanowiska ambasadorskie po dyplomatach PRL, usuniętych ze służby w wyniku przeprowadzonej czystki. W miarę stabilizacji nowego ustroju członkowie nowej grupy kierowniczej obracali się coraz bardziej wśród swoich. Ten system nacechowany zależnościami finansowymi, towarzyskimi i decyzyjnymi stopniowo obejmował wszystkie sfery władzy państwowej i prywatnego biznesu, tworząc sieć wzajemnych powiązań obliczonych w większym stopniu na korzyści indywidualne, niż na dobro ogółu.
Sprzyjał temu fetysz rynku i zysku, które stały się wyznacznikami prestiżu, a w rzeczywistości prowadziły do zwiększenia dysproporcji majątkowych i szans rozwojowych różnych sektorów społeczeństwa. W tych warunkach wolność, będąca podstawową wartością liberalnego ładu, ulegała ograniczeniu przez rozbudowany system zależności. Nieformalne układy i powiązania towarzyskie, zakulisowy lobbing i oficjalna propaganda ułatwiają manipulację społeczeństwa i utrudniają uzewnętrznienie się jego prawdziwej reprezentacji. W rezultacie, mimo wprowadzanych ograniczeń, np. w postaci przepisów o służbie cywilnej (niestety nieraz wypaczanych wskutek ustawianych konkursów) w społeczeństwie narastał syndrom wykluczenia i upokorzenia (przez liberalne i finansowe elity), tworząc przychylny klimat dla populistycznej demagogii. Na tej fali doszła też u nas do władzy „dobra zmiana”.
Pod hasłem wymiany elit prawica wykonała skok na stanowiska w niespotykanej od końca lat osiemdziesiątych skali. W rewolucyjnym ferworze zrezygnowano ze służby cywilnej, a decyzje kadrowe oparto na znajomościach i partyjnej rekomendacji. Symbolem wymiany elit stała się kariera Bartłomieja Misiewicza, który mimo braku wyższego wykształcenia pełnił odpowiedzialne funkcje w resorcie obrony i w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, a także zasiadał w radzie nadzorczej państwowej spółki.
Pod rządami Zjednoczonej Prawicy rozkwitł system wzajemnych usług – o czym świadczy odpowiednio ukierunkowana praktyka finansowania fundacji i organizacji pozarządowych. Preferowane są te szczególnie przydatne dla bieżącej polityki. Najbardziej rzuca się w oczy układ wiążący władze z biznesowym imperium redemptorysty, Tadeusza Rydzyka, który na swoje projekty otrzymuje dziesiątki milionów złotych z kasy państwowej w zamian za wspieranie rządu dobrym słowem w swoich ogólnokrajowych mediach: Telewizji Trwam, Radiu Maryja i Naszym Dzienniku.
Polityka społeczna władz, mająca korzystne, niekwestionowane przez opozycję elementy, generalnie podporządkowana została politycznym celom rządzącego obozu. Adresatami poszczególnych inicjatyw stały się duże grupy społeczne, w których poszukuje się przychylnego elektoratu. Obcesowe potraktowanie protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie, stosunkowo nielicznej grupy potencjalnych wyborców, ukazało rzeczywiste miejsce wrażliwości społecznej władz przy podejmowaniu decyzji o przyznaniu pomocy. Ten drastyczny epizod, jak również pomijanie kryterium majątkowego w realizowanych programach, uwidoczniły klientelistyczne intencje polityki społecznej, obliczonej na uzyskanie przychylność jej beneficjentów podczas kampanii wyborczych.
W obecnej polskiej rzeczywistości rozkwita cała tytułowa triada: rosnąca inwigilacja, gigantyczne łupy kadrowe i rozbudowany klientyzm. W dotychczasowych formach ustrojowych: socjalistycznych czy liberalnych, dominującą pozycję zajmował to jeden, to drugi element; pełną harmonię i zaawansowaną skalę całej triadzie zapewniły dopiero liberalno-autorytarne rządy Zjednoczonej Prawicy. To paradoksalne, ale przyszło nam żyć w dziwnej, hybrydowej rzeczywistości, która, według niektórych komentatorów zmierza w kierunku ustrojowych wzorców z putinowskiej Rosji, a może, pobudzających wyobraźnię tempem swego rozwoju gospodarczego,Chin. Jak to wszystko wpłynie na nasze preferencje wyborcze, przekonamy się niebawem.
Eugeniusz Noworyta
