Ernest Skalski: Sierpień. Tyle pamiętam17 min czytania

()

Niestety, nie zadbałem o zachowanie przebitki – pisało się na maszynach – i teraz może podejmę starania, by dotrzeć do tej pisaniny. Pamiętam, że unikałem w niej wszelkich odniesień do sojuszy, do łączenia z pryncypiami ustrojowymi absurdów, które Gierek miał, według mojej sugestii, dostrzec i usuwać. Szczegółów nie pamiętam. Ale krytyka rzeczywistości – bez wyciągania wniosków ustrojowych – była szeroka i dogłębna. Na pewno „mieliśmy się” wycofać z przerostu inwestycji, przekraczających już znacznie 30 procent dochodu narodowego (to tak jakby PKB w socjalizmie, ale inaczej liczony i operujący wymyślonymi wartościami)

Ponieważ wiedziałem, że Gierek nie zamierza oddawać władzy, zakończyłem zgrabnym – w moim ówczesnym mniemaniu – sposobem. Mniej więcej tak: nie uchylamy się od odpowiedzialności, nie czepiamy się władzy, ale odpowiedzialność rozumiemy jako naprawienie tego, co schrzaniliśmy. Potem nas oceńcie. Czy jakoś podobnie.

Zdaje się, że ten elaborat wręczyłem na kolejnym takim spotkaniu w Wydziale Prasy. Szczegółów nie pamiętam. Pamiętam: zero reakcji. Strajki się skończyły. Zrobił się spokój. Kierownictwo partii udało się ad limina apostolorum, odbębnić na Krymie obowiązkowy urlop, a przy tym sprawozdanie dla towarzyszy sowieckich. Ale zaczynał się Sierpień.

Kierunek: północ

O strajku na Wybrzeżu opowiadał na zebraniu redakcyjnym Lech Stefański, kolega mój: biurko w biurko. Pojechał po rodzinę z nad morza, ale był w Stoczni Gdańskiej. Już wiedzieliśmy, że strajk niczym nie przypomina tego z grudnia 1970, że jest w typie „lubelskim”. Na zebraniu ktoś spytał Lecha, czy strajk ma jakiegoś przywódcę. Dowiedzieliśmy się, że owszem, ma. Jest elektrykiem i nazywa się Lech Wałęsa.

Na wybrzeże ruszyła już cała ekipa redakcyjna, w składzie: Wojtek Giełżyński, młody Jacek Poprzeczko i ja. Jechaliśmy dużym fiatem (125P) Wojtka, prowadząc na zmianę. Zaczęliśmy od Elbląga, który był po drodze, i w którym także był strajk. A zaczęliśmy – dziś wstyd się przyznać, ale wtedy wydawało się naturalne – od władzy, czyli od Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

Przyjęto nas godnie, w willi KW, przeznaczonej dla lepszych gości. Obfita, zakrapiana kolacja z pierwszym sekretarzem i paroma innymi osobami z wierchuszki. Towarzysze nie robili wrażenia przejętych, o strajkujących mówili bez zaciekłości. Skłonni byli do rozmów, pod warunkiem zaprzestania strajków, bez żadnych warunków wstępnych. Żądań też raczej nie zamierzali spełniać.

– To twarda mowa – zauważyłem.

– A twarda. Ale inaczej być nie może.

Przenocowaliśmy w luksusowych warunkach, a po śniadaniu pokazano nam strajk. O kontaktach ze strajkującymi nie było mowy. Z samochodu widzieliśmy udekorowaną bramę zajezdni, ludzi za nią i przed nią. Nie pamiętam czy mundurowych. I to było wszystko. Spieszyliśmy się do Gdańska, postanawiając, że już na pewno nie będziemy zaczynać od komitetu.

Zaczęliśmy od rozmowy z moja znajomą, dziennikarką z Wybrzeża, Grażyną Murawską. Dowiedzieliśmy się, że w mieście jest spokój, że strajkuje już wiele zakładów, że centrala tych strajków znajduje się w Stoczni Gdańskiej i że może tam wejść każdy, kogo strajkujący wpuszczą. A dziennikarzy wpuszczają.

Nas też wpuścili. Po drodze wskoczyliśmy do baru, by się posilić, bo nie wiedzieliśmy co będzie dalej, czy i kiedy uda się coś przekąsić.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

16 komentarzy

  1. Magog 22.08.2018
  2. ansz 23.08.2018
    • j.Luk 23.08.2018
      • ansz 23.08.2018
        • ansz 23.08.2018
      • ansz 23.08.2018
        • ansz 23.08.2018
  3. Mr E 23.08.2018
  4. Zbyszek123 23.08.2018
    • jacekm 24.08.2018
  5. Obirek 24.08.2018
  6. andrzej Pokonos 25.08.2018
  7. Zbyszek123 25.08.2018
  8. andrzej Pokonos 25.08.2018
  9. j.Luk 28.08.2018
  10. PIRS 28.08.2018