Ernest Skalski: Sierpień. Tyle pamiętam17 min czytania

()

…i jego przyboczni

Wydarzeniem tego dnia była msza, zapowiedziana przez Wałęsę. Informował, że każdy będzie się mógł wyspowiadać, przyjąć komunię, co radzi, bo nie wiadomo co jeszcze będzie. Straszył, lecz w jakiś taki szelmowski sposób, żeby się ludzie za bardzo nie bali. A bali się. Na mieście, skąd przychodzili ludzie, nie było żadnych objawów napięcia, milicji tyle co zawsze. Ale krążyły pogłoski o jakichś zgrupowaniach wojsk w jakiś miejscowościach, o okrętach w morzu, nie wiadomo czy polskich, czy sowieckich.

Po zapowiedzi mszy ludzie wysypali się na drogę od bramy, którą wtaczał się wielki, biały mercedes, luksusowy model na owe czasy. Podobno należał do biskupa. Wtedy zobaczyłem księdza Henryka Jankowskiego. Młody, energiczny.

To, że Wałęsa jest tam liderem widać było od razu. Po jego zachowaniu i po tym jak inni go traktowali. Widać też było, że Andrzej Gwiazda jest organizatorem tego złożonego przedsięwzięcia. Rzutki, energiczny, opanowany. Słuchano go.

Z kolei Anna Walentynowicz była widoczną ikoną strajku, jego porte parole. Z nią też rozmawiałem. Oczekiwałem, że będzie to kobieca rozmowa o nieznośnych trudnościach życia, ten wątek był obecny w wystąpieniach. Ona jednak zaczęła od poniewieranej godności ludzkiej.

Ta dwójka wyróżniała się na tle kierownictwa, wśród którego byli zauważalni Bogdan Lis, Alina Piątkowska i Bogdan Borusewicz.

Bardzo się nam nie chciało opuszczać Stoczni. Mogliśmy tam trwać dłużej. Styropianu by starczyło i dla nas. Nie groził głód. Z zewnątrz donoszono produkty. Przy wejściu do sali BHP, po przeciwnej stronie do prezydium, na wielkim stole, szła na wiele rąk nieustanna produkcja kanapek. Trzeba powiedzieć, że bardzo urozmaiconych. Kto chciał, podchodził i się częstował. Przez długie godziny wstrzymywałem się, powodowany wewnętrzną godnością: to nie dla takich jak ja dostarczano tutaj produkty. Gdy jednak zobaczyłem, że częstuje się Irka Dryl z „Trybuny Ludu”, załamałem się i sięgnąłem po te kanapki.

Późną nocą zostaliśmy zaproszeni do domu Andrzeja Cybulskiego. Było tam sporo ludzi, trwała ożywiona dyskusja. W przeciwieństwie do Stoczni nie obowiązywała tam prohibicja. Nie pamiętam, o której zdrzemnęliśmy się, chyba na podłodze i możliwie wcześnie rano, podziękowaliśmy gospodarzom za gościnę i perspektywę dobrego śniadania. Po kawie i kanapce ruszyliśmy do Szczecina.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

16 komentarzy

  1. Magog 22.08.2018
  2. ansz 23.08.2018
    • j.Luk 23.08.2018
      • ansz 23.08.2018
        • ansz 23.08.2018
      • ansz 23.08.2018
        • ansz 23.08.2018
  3. Mr E 23.08.2018
  4. Zbyszek123 23.08.2018
    • jacekm 24.08.2018
  5. Obirek 24.08.2018
  6. andrzej Pokonos 25.08.2018
  7. Zbyszek123 25.08.2018
  8. andrzej Pokonos 25.08.2018
  9. j.Luk 28.08.2018
  10. PIRS 28.08.2018