Ernest Skalski: Sierpień. Tyle pamiętam17 min czytania

()

Robimy co możemy

Tu gwoli wyjaśnienia młodszym czytelnikom. W tym czasie nie było objazdów miast, ale samochodów na drogach było kilkakrotnie mniej. Jeździło się szybciej. Duży fiat był na owe czasy szybki i zrywny. Kierowcy, byliśmy o trzydzieści lat młodsi i to się w tym maratonie liczyło. Ale w Warszawie zaczęliśmy od wyspania się. Po południa zgromadziliśmy się, pamiętam, u mnie. Przy pomocy butelki koniaku napisaliśmy szybko i sprawnie kilkustronicowe sprawozdanie dla Rakowskiego, co mogło oznaczać: dla władz. O publikacji wtedy jeszcze nie mogło być mowy. To kolejny papier, który będę się starał odzyskać.

Pisaliśmy, że strajki mają zdecydowanie robotniczy charakter. W Szczecinie, poza naszą ekipą i delegacją władzy, nie było nikogo z zewnątrz. Proces decyzyjny, w obu miejscach, odbywa się jawnie. W Gdańsku, grupka dziennikarzy nie ma żadnego wpływu na strajk. Działaczy opozycji jeszcze w tym czasie nie było. Z tego stanu rzeczy wysnuwaliśmy wniosek, że strajkujący nie podlegają czyjejś inspiracji, nie realizują czyichś interesów. Podkreślaliśmy ich determinację i zarazem zdecydowanie, by nie wychodzić na zewnątrz i nie stwarzać możliwości brutalnego konfliktu. Zauważaliśmy też, że organizacja strajków i wsparcie stwarzają im możliwość długiego trwania.

W tekście były też nasze sugestie. Podstawowa: rozmawiać w Gdańsku, tak jak się rozmawia w Szczecinie. Postulaty strajkujących to wyjście do dyskusji. Dostrzegaliśmy, że punkt, od którego załogi nie odstąpią, to niezależne związki zawodowe. Pisaliśmy otwarcie, że zdajemy sobie sprawę, iż coś takiego nie mieści się w systemie, mimo to – uważaliśmy – należy ten postulat zaakceptować, bo inaczej nie będzie pokojowego wyjścia z sytuacji. O stopniu niezależności i charakterze tych związków będzie można później rozmawiać. Tak zresztą później było.

Z dzisiejszego punktu widzenia było to stanowisko oportunistyczne, lecz wówczas akceptacja takiego wyłomu w systemie, jakim byłyby niezależne od władzy związki, była czymś trudno wyobrażalnym. I wiadome było, że w aparacie władzy było to trudne do zaakceptowania oraz, że było w nim wielu uważających, że siłowa rozprawa ze strajkami jest jedynym właściwym wyjściem.

Obiło się nam o uszy, że Rakowskiemu przydał się ten tekst w kontaktach z decydentami politycznymi, wśród których był dość ważną personą. Do dziś nie rozumiem siebie: dlaczego go o to nie spytałem, widując go czasem, choćby na krótko przed jego śmiercią. Mam do siebie, historyka z wykształcenia i zawodowego dziennikarza przez wiele dziesięcioleci, żal za wiele tego rodzaju uchybień.

Wkrótce po naszej eskapadzie Wojtek Giełżyński pojechał jeszcze raz na Wybrzeże, tym razem z Lechem Stefańskim. Wrócili po podpisaniu porozumień. Natychmiast, już w czwórkę (Giełżyński, Poprzeczko, Stefański i ja) zaczęliśmy scalać wszystko, co mieliśmy i zrobiliśmy w wielki jednolity reportaż. Szczegółowy opis tego, co widzieliśmy głównie w Gdańsku, ale też w Szczecinie i nawet w Elblągu. Pracowaliśmy jak szaleni, pisząc, poprawiając, tnąc i klejąc wielostronicowy maszynopis. Tak wtedy się pracowało. W środku nocy wsunęliśmy materiał pod drzwi redakcji. Tak, żeby można było to publikować w najbliższym numerze „Polityki. Żadne inne pismo wtedy czegoś takiego nie miało.

A Rakowski, niech mu ziemia lekką będzie, tego nie wydrukował, bo mu jakoś nie pasowało do jego kombinacji.

Ten tekst był napisany w roku 2010. Nie widzę powodu, żeby cokolwiek w nim zmieniać

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

16 komentarzy

  1. Magog 22.08.2018
  2. ansz 23.08.2018
    • j.Luk 23.08.2018
      • ansz 23.08.2018
        • ansz 23.08.2018
      • ansz 23.08.2018
        • ansz 23.08.2018
  3. Mr E 23.08.2018
  4. Zbyszek123 23.08.2018
    • jacekm 24.08.2018
  5. Obirek 24.08.2018
  6. andrzej Pokonos 25.08.2018
  7. Zbyszek123 25.08.2018
  8. andrzej Pokonos 25.08.2018
  9. j.Luk 28.08.2018
  10. PIRS 28.08.2018