Ponieważ w ostatnim czasie kilku polityków w ramach płytko pojętej strategii przedwyborczej deklarowało rewizję stosunku państwa do Kościoła, licząc na poklask i głosy omamionych odważnym hasłem wyborców – szukałem, czy któryś z nich próbował choćby skonkretyzować rzucaną w przestrzeń wyborczą przynętę. Nie dostrzegłem.
Bytując od małego na morskim brzegu, zauważyłem, że są ryby, które na pewnym etapie swego rozwoju dają się łapać na goły haczyk, sam próbowałem z dobrym skutkiem.
Najwyraźniej polski wyborca osiągnął właśnie ten etap. Gratulować?
Gdyby jednak komuś śniło się ubranie tych haseł w mundurek konkretów, nie byłoby może od rzeczy zrobić niewielki choćby przegląd dotychczasowych uregulowań na tym odcinku po to, by dostrzec kierunek, w jakim szły i idą. Pomoże to określić kierunek trendu, a nie tylko stosować reakcje incydentalne oderwane od kierunku marszruty, który jest przez drugą stronę doskonale znany i konsekwentnie przestrzegany co – jak nietrudno dostrzec – jest warunkiem sukcesu w długiej perspektywie.
Z drugiej strony – długa perspektywa to rzecz tak obca polskiemu politykowi, że niejeden, gdyby nawet potknął się o nią na ulicy, to nawet przepraszam by nie mruknął, nie mówiąc o dzień dobry.
Ale – pofantazjować można.
Ponieważ zrobienie takiego przeglądu nie wymaga jakiegoś szczególnego wysiłku, a źródła historyczne tego dotyczące nie są utajnione, na razie, przez IPN, zrobiłem próbę pójścia tą drogą ot, choćby dla własnej satysfakcji.
Gdyby moje refleksje – nie daj boże – przeczytał przypadkiem jakiś polityk, z góry najmocniej go przepraszam za zakłócanie spokoju ducha i to w tak ważnym przecież roku wyborczym. W ramach przeprosin podrzucam wyborcze hasło wysmarowane sprajem na jakimś płocie: „Chcemy, żeby k*** było zajebiście!”
Oczywiście – życzę sukcesów.
