Rzut oka na regulacje prawne stosunków państwo – Kościół od wieku mniej więcej XVI może stać się ciekawą przygodą, zwłaszcza kiedy stwierdzimy, że ok. 90% zawartych w nich przepisów dotyczy majątku kościelnego. Oczywiście ktoś złośliwy i teologicznie nieprzygotowany mógłby wyciągnąć pochopny wniosek, że to zawsze była dla szerzycieli prawdy chrystusowej sprawa najważniejsza. Ależ skąd!
Swoją drogą mieli ówcześni papieże urwanie głowy nie tylko z krnąbrnymi władcami Polski, ale i z własną kadrą.
Relacja nuncjusza Malaspiny z roku 1598 i instrukcja dla jadącego do Polski nuncjusza de Torres z 1606 roku wyraźnie mówi, że „wśród biskupów w Polsce zdarzały się częste przypadki obsadzania beneficjów drogą różnych wybiegów, nawet podstępów i oszukaństw z pomocą stanu świeckiego, wbrew alternatywom biskupim z naruszeniem prawa kollacyi Stolicy Apostolskiej …”
Konkordaty od wieku XVI po dzień dzisiejszy miały też pewną wspólną cechę – każdy zawierał co najmniej kilka przepisów na tyle nieprecyzyjnych, że dawały możliwość ich reinterpretacji, gdyby akurat zdarzyła się chwila stosowna.
Już po ’89 roku zaszło kilka takich przypadków, kiedy Kościół rozpoczął starania o zwrot majątków kościelnych. W Gdańsku jeden z zakonów zgłosił postulat odzyskania kilku nieruchomości niegdyś do niego należących. Pech chciał, że prezydent Gdańska poprosił o wyjaśnienie sprawy historyków z miejscowego uniwersytetu, a ci bez trudu ustalili, że owszem, wskazane nieruchomości należały w dawnych czasach do zakonu, a nie należą, ponieważ ów zakon je … sprzedał, na co wskazuje choćby zachowany po dziś dzień akt sprzedaży.
Oczywiście tylko podły człowiek podejrzewałby zakonników o próbę małego szwindelku, ot – zwykła pomyłka wynikająca z ludzkiej niedoskonałości i braku wiedzy.
Nie sięgając czasów aż tak odległych, proponuję rzut oka na konkordat z 1925 roku, a więc z czasów tak gloryfikowanej przez obóz rządzący II Rzeczpospolitej, na której ponoć powinniśmy się wszyscy wzorować.
Znajdujemy w nim kilka ciekawych uregulowań. Np. to, że przy obsadzaniu stanowisk biskupich Stolica Apostolska będzie zasięgała opinii prezydenta Rzeczpospolitej w sprawie ew. zastrzeżeń natury politycznej. Pięknie, prawda? Nawet bardzo, gdyby nie drobiazg – ani słowa o tym, że ew. zastrzeżenia SA jest zobowiązana respektować. To tylko jeden przykład braku precyzji. Dość istotny, ponieważ umiały go doprecyzować wszystkie państwa zaborcze, natomiast „wolna i suwerenna” Rzeczpospolita zrobiła w tym zakresie ewidentny krok w tył.
