Mateusz Kijowski: Piotrowi Rachtanowi z wdzięcznością

i wyrazami szacunku oraz z drobnym wyjaśnieniem

23.04.2019

Jestem wdzięczny Piotrowi Rachtanowi za jego sympatię i krótką, acz niezwykle celną ocenę ostatnich trzech i pół roku Polski, KOD-u i moich.

Zgadzam się ze wszystkim, co napisał. Uważam jednak, ze winien jestem jedno wyjaśnienie. Domyślam się, że Piotr to wie lub podejrzewa. Ale może nie każdy zna mnie i sytuację tak dobrze, a skoro już się zaczęło wyjaśnianie, to warto „do dna”!

Pisze Piotr Rachtan w swojej refleksji:

„Wiem, rozumiem, że Mateuszowi Kijowskiemu jest przykro, bo tylu ludzi odwróciło się od niego”. I dalej zaleca „Niech spojrzy jednak na to pozytywnie: los odsiał plewy, za to kilku, może kilkudziesięciu ludzi się ostało; ci murarze, a może jeszcze inni”.

Muszę tu się zatrzymać na kilka zdań. Fakt, jest mi przykro. Jednak nie z powodu tych, którzy się odwrócili. Dokładnie tak patrzę, jak Piotr. Nie żal mi plew – doceniam zaś siłę i możliwości sprawcze tych, którzy nadal są zaangażowani i nadal działają. Jeżeli jest mi przykro, to tylko dlatego, że dzisiaj nie jestem w stanie spełnić oczekiwań wielu z nich. Kiedy mówią, żebym wrócił, znowu stanął na czele, poprowadził, to czuję, że przeceniają moje możliwości. Zarówno te dzisiaj, jak i te trzy lata temu.

Zawsze mówiłem o sobie, że jestem wysłannikiem. Tak widziałem swoją rolę i stąd pochodziła moja siła. Miałem to szczęście, że udało mi się wyrazić oczekiwania i aspiracje tysięcy ludzi. To oni mnie wysłali, żebym w ich imieniu mówił. Gdyby nie oni, nikt by mnie nie słuchał. Dzisiaj jest mi przykro, że nie umiem się przebić z posłannictwem. Ale musimy zrozumieć, że wielu się zmęczyło, wielu straciło determinację, wielu też się przestraszyło lub wciągnęły ich trudności życiowe. Kiedy będzie nas więcej, a to się przecież musi stać, jeżeli znowu mnie poślecie, nie będę się wymawiał.Na marginesie chciałbym również odnotować głosy tych, którzy obwiniają mnie za różne rzeczy. Najbardziej mnie rozczula zarzut, że to ja rozbiłem całą demokratyczną opozycję oraz że zniszczyłem rodzący się tak wielki i wspaniały ruch społeczny. Odpowiem trzema słowami – przeceniacie moje możliwości.

Muszę też odpowiedzieć kilku zdaniami na te słowa Piotra Rachtana:

„Niech więc Mateusz nie popłakuje nad swoim losem i nad daremnością swojego posłannictwa […]”.

Nie popłakuję – wyjaśniam, bo wielu pyta dlaczego, jak i po co; bez zrozumienia, co się wydarzyło, trudno rzetelnie i obiektywnie wyciągać wnioski na przyszłość. Piotrowi te wyjaśnienia nie są potrzebne, bo to samo, co ja napisałem w 10+ pytaniach, on zawarł w kilku krótkich akapitach. Jednak wielu pyta, a zatem potrzebuje wyjaśnień. Tytuł mojego „wyznania” w oryginale brzmiał „Dwie 5 Kijowskiego z plusem, czyli nie jestem rycerzem na białym koniu”. Został on skrócony przez redakcję Studia Opinii, co spowodowało, że ukryty został częściowo ważny wymiar tego tekstu. Nawiązanie do popularnej w ostatnich miesiącach „piątki” miało podkreślić propagandowo-publicystyczny charakter wypowiedzi. Sądzę jednak, że ostatecznie w tej wymianie głosów tym lepiej i wyraziściej podkreśliliśmy, co trzeba było podkreślić i naświetliliśmy, co było do naświetlenia.

Dziękuję zatem redakcji Studia Opinii za zamieszczenie tej dyskusji zaś Piotrowi Rachtanowi za uwypuklenie tego, co najważniejsze i zejście z osobistego na bardziej uniwersalnych wymiar wydarzeń, o których piszemy.

Mateusz Kijowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com