Zbigniew Szczypiński: „Ludzie władzy” i presja moralna.

27.04.2019

Nic o strajku szkolonym, nic o sfrustrowanych nauczycielach. Tym bardziej nic o tej hucpie na Stadionie Narodowym.

Pomyślałem sobie, że może warto zająć się tym czy i jak można zrozumieć „ludzi władzy”, tych wszystkich funkcjonariuszy systemu państwa pisowskiego, podporządkowanych woli jego przywódcy, wodza, proroka, naczelnika, prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Prezesa, który stworzył partię i jej statut, dający mu władze niezależnie czy partia wygrywa, czy przegrywa wybory.

Prezesa partii, który w koalicji z różnymi partiami — czy to z Samoobroną Andrzeja Leppera, czy Ligą Polskich Rodzin młodego Giertycha w przeszłości, czy z malutkimi ugrupowaniami Zbigniewa Ziobro i Jarosława Gowina obecnie, rządzi w Polsce od czterech już lat. Rządzi bezwzględnie, twardą ręką, zmieniając Polskę w autorytarne państwo, kierujące się prostą zasadą – wola narodu jest ponad prawem, a wolę narodu najlepiej wyraża rządzące ugrupowanie. A w nim prezes.

To całkiem spora grupa ludzi, ci „ludzie władzy”. Mają swoje życiorysy, a w nich różne dokonania, a nawet sukcesy.

I co? To wszystko się nie liczy? Liczy się tylko tu i teraz?

Przyznaję, to bardzo ciekawe, jak można tak bardzo dać się uwieść magii władzy, poczuciu siły i sprawstwa opartego na posiadaniu pieczątki, przyłożenie której zmienia papier w rządowy dokument. Nie wierzę, że wszyscy ci ludzie obecnej władzy nie mają takiej naturalnej refleksji: co potem, co — gdy stracimy władzę jako ugrupowanie; albo, co pewniejsze, gdy ja stracę swoją pozycję w rządzącym ugrupowaniu, bo prezes wskaże innego, bardziej zasłużonego.

Nie wierzę, że nie trapią ich takie myśli nad ranem, gdy budują plan na nadchodzący dzień.

Nie namawiam do uprawiania taniej psychologii, zwłaszcza gdy obiekty są poza zasięgiem badacza. Piszę to jedynie po to, aby tym mocniej zabrzmiały słowa poety, te z Pomnika Poległych Stoczniowców z Placu Solidarności w Gdańsku – „spisane będą czyny i rozmowy”. Nic nie zostanie zapomniane, wszystkie słowa i czyny znajdą swoje rozliczenie.

I inna będzie sytuacja młodych „ludzi władzy” – tych bez przeszłości, których kariera wystrzeliła z bliżej nieznanych powodów — niż tych, którzy mają życiorysy, tytuły, książki i dokonania.

Tym wszystkim, a jest ich całkiem sporo w grupie obecnych „ludzi władzy”, nie może ujść na sucho. Nic nie może zatrzeć mgła niepamięci — typowe myślenie, że teraz są ważniejsze rzeczy, że tak jest zawsze, że zawsze tak było, w każdej ekipie. Skala nieprawości, deliktów konstytucyjnych, rażącego łamania prawa, obyczajów parlamentarnych, etyki sędziowskiej czy dziennikarskiej jest tak wielka, że nie można tego „zamieść pod dywan”.

Nie może powtórzyć się żałosny spektakl nieskutecznego stawiania przed Trybunałem Stanu Zbigniewa Ziobry i jego tryumfalne oświadczenie po tym, gdy do wydania wyroku zabrakło kilku głosów posłanek i posłów — bo wybrali inne zajęcia niż udział w posiedzeniu sejmowym…

To w przyszłości. Może już teraz, za chwilę a może później. A co teraz?

Od zaraz należy zwiększyć presję moralną na funkcjonariuszy rządzącej ekipy, na wszystkich „ludzi władzy”.

Nie wierzę, że oczywiste argumenty, przedstawianie jawnych zafałszowań i jawnych deliktów konstytucyjnych spływa po wszystkich winnych tak samo bez śladu.

Nie wierzę, że osiągnęliśmy już stan, o którym pisał De Tocqueville w „O demokracji w Ameryce”:


Kiedy próbuję wyobrazić sobie ten nowy rodzaj despotyzmu zagrażający światu, widzę nieprzebrane rzesze identycznych i równych ludzi, nieustannie krzątających się w kółko w poszukiwaniu małych, pospolitych wzruszeń, którymi zaspakajają potrzeby swego ducha… Ponad wszystkimi panuje na wyżynach potężna i opiekuńcza władza, która sama chce zaspokoić ludzkie potrzeby i czuwa nad losem obywateli. Ta władza jest absolutna i drobiazgowa, pedantyczna, przewidująca i łagodna… Lubi, gdy obywatelom żyje się dobrze, pod warunkiem jednak, by myśleli tylko o własnym dobrobycie, chętnie przyczynia się do ich szczęścia, chce jednak dostarczać je i oceniać samodzielnie.

Tyle klasyk. A co nam zostaje?

Należy wzmóc presję w kulturze, w mediach, wewnątrz środowisk naukowych i twórczych. To będzie docierać, to zostanie odebrane i zwiększy dyskomfort „ludzi władzy” już teraz.

A sankcje przyjdą później!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com