Indyk, życie…

30.11.2019

Zanim zasiedliśmy do stołu na ekranie pojawił się nasz błazen — prezydent, darujący życie puszystej parze indyków. Ich pióra kojarzyły się z jego fryzurą. Zaraz potem swoją powietrzną fortecą odleciał do Afganistanu, do siedzących tam nie wiadomo po co naszych żołnierzy; indyk z prezydentem doda im energii w zabijaniu muzułmanów.

Indyka zgotowała nam przyjaciółka — „czysta” Amerykanka — Kathleen McKenna (jeżeli nie liczyć jej irlandzkiego zanieczyszczenia), wraz z podkuchennym mężem o imieniu Jacques, belgijskim socjalistą. Przyprowadzili swoich przyjaciół: skrzypaczkę Susan i jej córkę – nauczycielkę, Margaret. Jak zwykle przy tej okazji ja, przybysz z Polski, pytałem miejscowych o głębszy sens słowa  thanksgiving, ale niczego się nie dowiedziałem, bo wiadomo, że żadnego pojednania z Indianami nie było;  pozostają rozmowy o tym, jak tego ptaka  rozmrozić, w jakiej temperaturze piec i co wspaniałego do środka mu zafundować.  

The New Yorker

Po pierwszych kęsach indyka z jego nadziewkami mieniącymi się kolorami tęczy było wiadomo, że zebraliśmy się po to, by zaświadczyć, że nie jest tak źle, że mamy co do ust włożyć, w co się odziać i że jest komu za coś  podziękować. Często, po rocznym niewidzeniu, mówi się przy indyku dobrze o  rodzinach i przyjaciołach, a  nawet — zdarza się — o pracodawcach. Blasku dodaje to, że w swoim  klanowym instynkcie  kilkaset milionów innych Amerykanów uzbrojonych w widelce i noże  sięga po  to samo indycze mięso. 

Rozmawiamy o problemach:  syn Kathleen i Jacques’a skończył studia historyczne i wybiera się na rok do Rosji, która go fascynuje, ale czy będzie mu tam bezpiecznie? Pytają nas, wschodnich Europejczyków — rodzice.  Na co ja, że nie ma się czego obawiać, że nie jest to ta sama Rosja, pod której pręgierzem wyrastaliśmy. Grażyna ma odmienne zdanie i o takim opowiada im zdarzeniu, dziejącym się w Polsce, ale oddającym rosyjską atmosferę państwa policyjnego.   

Policja w Gdyni wzywa ją na przesłuchanie. Odciski palców. Na stole leży pistolet śledczego, który pyta komu i za ile sprzedaliśmy nasze paszporty we Francji. Niech lepiej mówi, bo jej mąż Marian, siedzi już w więzieniu i sypie (ani nie siedzi, ani nie sypie). Wciąż na nowo, każe jej pisać zeznanie, że paszportów  wrogom ustroju  nie sprzedaliśmy, że Marian miał je w ręku ostatni raz po pokazaniu ich na granicy francusko-belgijskiej, a potem ślad po nich zaginął. Wypuszczają ją. Pięć lat później mój francuski kuzyn czyści swój samochód przed sprzedażą i między siedzeniami znajduje    polskie paszporty, wsunięte tam przeze mnie bezwiednie.

Kathleen jest producentką „Here and Now” („Tu i teraz”), jednego z najpopularniejszych programów publicznego radia amerykańskiego. Robi to od 20 lat, zarabia dużo i to jedno ją tam trzyma, przepracowaną, sfrustrowaną Trumpem. Nie wytrzymującą już presji codziennej produkcji. W wieku 65 lat jako odtrutkę odkryła tenis. Jest wdzięczna lepszym od siebie seniorkom, że chcą z nią grać. Opowiada nam, jak w zeszłym tygodniu straciła na korcie równowagę i jak w powietrzu robiła wszystko, żeby nie upaść na ręce; dla jej wielkiej pasji kontuzja nadgarstków spowodowałaby fatalne skutki.

Zmiana tematu. Margaret, która uczy angielskiego w publicznej szkole powszechnej, odpowiada na moje — ojca innej nauczycielki — pytania. Plagą jej szkoły są telefony komórkowe, których uczniom nie wolno używać, ale wyciągane są po każdym wyjściu z klasy nauczyciela i na każdej przerwie. Równoległe z zajęciami trwa uczniowski mecz: kto dłużej utrzyma się w grach wideo. Ilość czasu, jaki jej uczniowie spędzają na gapieniu się w komórki, przechodzi jej wyobrażenia. Szkołom nie wolno zabierać uczniom telefonów, ale rozważa się zakupienie japońskiego programu, który blokuje w szkole sygnał telefoniczny i internetowy.  Socjalista Jacques przewiduje z powodu internetu światowy kryzys mentalny: garstka  intelektualistów będzie pisać instrukcje jak żyć, reszta ludzkości używając klików — wykonywać polecenia.

Deser. Zachwyty nad domowymi wypiekami: francuski tart Grażyny, ciasta ze słodkich kartofli  i  jabłek, w wykonaniu Susan, która głęboki smutek na twarzy przerywała lekko nerwowymi wybuchami śmiechu, kwitującymi humor wokół stołu. Kathleen bierze mnie na bok i mówi:  po 45 latach małżeństwa,  jej mąż — tenor operowy, odszedł z pewną flecistką.  Susan przyszła do nas, żeby przy indyku zacząć powracać do życia. Nasz indyk dodał świętu dziękczynienia nowego blasku.

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta.


Ur. 12 kwietnia 1937. Mieszka stale w USA.

Więcej w Wikipedii

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com