Dr Jan Niżnikiewicz: Poprzednie epidemie

23.05.2021

Epidemia
Photo by Alexandra_Koch on Pixabay

Wiemy o nich bardzo niewiele. Pozostały zwięzłe zapiski pochodzące z bibliotek zakonów klasztornych, ograniczające się do suchych faktów podających opisowo przybliżoną liczbę zmarłych, stosowane bezskutecznie metody leczenia oraz wykazujące ostateczne skutki.

Zmarłych chowano za murami w masowych grobach po kilkadziesiąt osób jedne na drugich. Epidemia pełzła powoli, nieustannie zajmując landy, prowincje, a nawet kraje. Często przenikała przez granice, ale na ogół była ograniczona długością czasu trwania. Dochodziło wówczas do sytuacji, w której następowały tak rozlegle opustoszenia, że ogromne powierzchnie ulegały całkowitemu wyludnieniu. Na przykład w Holandii i Belgii znaczną część opuszczonego kraju zasiedliły dzikie zwierzęta, a teren samoistnie się zalesił w sposób uniemożliwiający odczytanie poprzedniego wyglądu.

Jedynymi śladami poprzedniej egzystencji ludzkiej były zachowane i zdziczałe sady drzew owocowych.

Wszelkie postępowania medyków związane z leczeniem okazywały się w całości bezowocne. Metodą postępowania była krochmalona lub woskowana odzież ochronna, noszenie maseczek i nakryć głowy.

Oczywiście stosowano zasady izolacji. Osoby chore nie miały prawa opuszczać domu, a ich opiekunowie, wychodząc poza próg, musieli obowiązkowo nosić białe laski. Celem przeciwdziałania chorobie próbowano stosowania wszystkiego, co było znane, poczynając od modłów i zaklęć, dymów, zmian temperatury, spożywania wszystkiego, o czym mówiła wcześniejsza tradycja lub pogłoski.

Jedynym ratunkiem była ucieczka z terenów zajętych epidemią, ograniczenie kontaktu do niezbędnego minimum, a najlepiej totalna izolacja. Najbogatsi uciekali na statki i utrzymywali się przy życiu, łowiąc ryby i skorupiaki, spożywając także wodorosty morskie.

Nawrotowe klęski masowego pomoru, szczególnie dżumy zwanej czarną śmiercią, spowodowały spadek populacji w Europie z 450 do 300 milionów. W pamięci ludzi całymi pokoleniami pozostawały zapisy strasznych czasów jakie dotknęły ich przodków. Również na terenach Polski odmawiano modlitwę „od morowego powietrza, głodu, ognia i wojny… chroń nas Panie.”

Jednakże dżuma nie dotknęła dramatycznie naszego kraju, o czym świadczą starannie prowadzone statystyki tzw., świętopietrza, czyli podatku pogłównego od ludności. Nie ulegał zmianie na przestrzeni lat, co świadczy, że nie następowało wyludnienie ludności w sposób podobny do kataklizmu w Europie.

Były jednak takie zarazy jak cholera czy nawrotowe zakażenia dżumą, do których wielokrotnie dochodziło w Gdańsku. Panował pogląd, że morowe powietrze jest wynikiem osobistego działania Szatana, rozprzestrzenianym przez jego sługi w postaci czarowników i czarownic, Żydów i Cyganów.

Pogląd o czarach jako głównym czynniku sprawczym epidemii znalazł poparcie Watykanu. Kary były podobnie okrutne zarówno dla czarowników jak heretyków. Stosy zapalano tak samo dla winnych jak podejrzanych. Europą rządziła nieubłagana Inkwizycja. Szczególnie była aktywna we Francji, Szwajcarii i Północnej Europie.

Poglądy odnośnie do czysto diabelskiego impulsu zarówno dla herezji jak epidemii znalazły odzwierciedlenie w bulli Papieża Innocentego VIII z 1484 roku. Następnie były kontynuowane przez jego następców Aleksandra VI, Juliusza II, Leona X i Hadriana IV.

Jednym z głównych celów cyklicznie rozsyłanych dokumentów watykańskich było wyeliminowanie sług diabelskich i ochrona ludności od ich zgubnych działań. Ale przede wszystkim poszerzenie wpływu Kościoła Katolickiego na terenach zajętych epidemią.

W tym celu zaktywizowano Inkwizycję, której władza opierała się o działania represyjne wiernych służb. Wnoszono do niej oskarżenia o czary przez lokalną ludność. Obwiniano, kogo popadnie. Od procesu i werdyktu Inkwizycji nikt nie był wolny. W takim samym stopniu obejmowały bogaczy i biedaków.

W wielu przypadkach dotyczyło to chorych psychicznie, którzy sami zgłaszali się do Trybunałów, mówiąc, że nawiązali kontakt z Szatanem i podpisali cyrograf, w którym zobowiązali się do wykonywania jego poleceń.

Wystarczyło samo wniesienie podejrzenia aby w niezwykle okrutny sposób torturami wymuszano przyznanie do winy.

Czarownicom i czarownikom jako metodę uniewinnienia proponowano przejście próby ognia i wody. Polegała na braku reakcji na przypalanie ciała rozgrzanym żelazem lub długiego nietonięcia na głębokiej wodzie. W takich przypadkach podejrzaną osobę usiłował zbawić Szatan lub ukarać Bóg.

Wynik zawsze był jeden. Oznaczał winę i utrzymywanie kontaktów z czynnikami diabelskimi. Niezależnie od tego nie zdarzyło się aby próba ognia i wody wypadła negatywnie.

Osoby winne czarów w rzadkich przypadkach karano ścięciem głowy przez kata. Raczej dochodziło do spalenia na stosie. Ofiary prowadzono grupowo na kaźń ubrane w specjalne stroje, na których były wymalowane płomienie. Jeśli ognie szły w górę, śmierć była nieunikniona, gdy w dół, niektórym sąd biskupi darował życie. W rzadkich przypadkach trybunał był bardziej łaskawy. Wówczas ofiary skazane na śmierć były duszone przez katów, a tylko ich martwe ciała wrzucano do ognia.

Zalecenie papieskie postępowania w takich sprawach było jasne. Wydał je Bonifacy VIII, informując wykonawców, aby postępowali „prosto i krótko, bez hałasu i udziału prawników oraz sędziów”. W ten sposób powstało dzieło o tytule „Malleus Maleficarum”, czyli „Młot na czarownice”. Otrzymało poparcie papieża i opiekę cesarza Maksymiliana. Ofiary przesłuchań Inkwizycji były pozbawione wszelkiej pomocy, gdyż czary były uważane za zbrodnię wyjątkową, „crimen atrocissimum et crimen exceptum”.

Wiara we wszechmoc czarów i moc rzucania ich na ludność i zwierzęta była tak silna, że wierzono w nią powszechnie. Jeden z najbardziej szalonych i niewyobrażalnych procesów miał miejsce w 1474 roku w Bazylei, gdy w wyniku procesu przeprowadzonego przez trybunał inkwizycji skazano na śmierć w płomieniach… szatańskiego koguta. Wyrok wykonano skutecznie na placu miejskim.

Auto-da fe, czyli „Akt Wiary” był publiczną deklaracją dokonaną przez osobę ochrzczoną w tym wyznaniu. Wyznanie takie kończyło proces inkwizycyjny.

O szczegółach przesłuchań nieszczęśników podejrzanych o czary jeszcze napiszę. Zastrzegam, że treść będzie do przeczytania jedynie przez osoby o silnych nerwach.

Jan Niżnikiewicz

Pracownik naukowy Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Doktor medycyny, specjalista neurolog, członek wielu towarzystw naukowych oraz Komisji Chronoterapii PAN. Członek rzeczywisty Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Autor 35 prac naukowych opublikowanych w piśmiennictwie naukowym w kraju i za granicą.

Debiutował jako pisarz w wydawnictwie Prószyński  powieścią „Krzyż Nilu” w 1998 roku. Co dwa lata  publikuje nową pozycję książkową z różnych dziedzin. Są to poradniki i książki  medyczne, ponadto felietony, powieści  polityczne, eseje naukowe. Współpracuje z kilkoma mediami jako autor artykułów medycznych i publicystycznych.  Otrzymał w 2017 roku nagrodę  Gryfa Pomorskiego przyznaną przez Marszałka Województwa Pomorskiego i medal Prezydenta Miasta Gdańska w dziedzinie literatury. W 2020 roku pojawiła się  jego 11 kolejna książka pt.: „Ecce homo, czyli alternatywna historia ludzkiej cywilizacji”.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com