Agnieszka Wróblewska: Wojenko, wojenko…3 min czytania

()

07.07.2021

„Wojenka” Magdaleny Grzebałkowskiej, dziennikarki „Gazety Wyborczej”, jest dla ludzi mojego pokolenia, urodzonych parę lat przed drugą światową wojną, okazją, żeby sobie przypomnieć, jak wyglądał ten najgorszy kawałek polskiej historii współczesnej. Ale młodych też zachęcam – książka jest napisana nowoczesnym stylem, powiedziałabym na przyspieszonym biegu, zupełnie inaczej czyta się tu historię niż w powieściach z lektury.

Gratuluje Autorce – umiała emocje związane z wojną, ciągle w naszym narodzie żywe i wspomnienia dziadków – obrośnięte bardziej wrażeniami niż faktami – przekuć w ciekawą, bardzo urozmaiconą opowieść o tych paru okropnych latach. Nie brzmią tam fanfary dla bohaterów, pogarda dla tych, którzy bohaterami nie zostali, nie ma złorzeczenia dla zbrodniarzy, nie leje się morze łez nad nieszczęściem, jakie nasz kraj spotkało. Ale po tych niby spokojnych relacjach odpytywanych ludzi, którzy jeszcze żyją i jeszcze pamiętają, odkłada się książkę z ulgą, że na razie – to są tylko wspomnienia starych ludzi, które można między bajki włożyć.

Relacja Autorki jest bardzo humanitarna, ale nam starym (należę do tych, którzy powstanie warszawskie w świadomym już dzieciństwie przeżyli) nie daje spokoju myśl, że historia lubi się powtarzać. I że natura ludzka jest, w gruncie rzeczy paskudna więc trzeba być czujnym. Plemiona nie walczą już wprost o swoje pole do zasiewu, ale w latach trzydziestych też mało kto przypuszczał, że kulturalny naród europejski potrafi niewinnych ludzi palić w piecach. Amerykański intelektualista – pisze Autorka – który do wybuchu drugiej wojny prowadził w Berlinie amerykańską szkołę, odwiedził w latach trzydziestych szkołę dla niemieckich chłopców należących do hitlerowskiej organizacji młodzieżowej i nie wiedział jak się ma zachować, kiedy na jego cześć wszystkie ręce podniosły się w górę w hitlerowskim powitaniu i aż okna zadrżały od zgodnego „Heil Hitler”.

Tak mogą wyglądać zarodki tragedii. Świat patrzył spokojnie i na to, co Hitler szykuje i na zbrodnie jakie bolszewicy z pieśnią na ustach szykowali swojemu narodowi. Zarodki zbrodni pewnie trudno czasem zauważyć w atrakcyjnych pomysłach politycznych, a zwłaszcza gospodarczych, ale dlatego warto być czujnym. I warto czytać książki takie jak „Wojenka” Grzebałkowskiej. Lekcja hitlerowskiej i potem stalinowskiej drogi do szczęścia powinna się przypominać, ilekroć jakiś kolejny szalony pomysł wielkiej idei zacznie władać umysłami ludzi.

Warto „Wojenkę” przeczytać – starszym przypomni się ckliwe to i owo, młodzi nie będą się nudzić – wątków dramatycznych tam nie brakuje a styl Autorki w niczym nie przypomina klasyków z obowiązkowej lektury szkolnej. Nazwałabym to stylem przyspieszonym, jakby Autorka opowiadała co się działo w porannym biegu po zdrowie. Czytelnik nie będzie się nudził. To nie jest zapis koszmarów z Oświęcimia czy bohaterstwo chłopców z lasu. Samo życie w nieżyciowych czasach z talentem opisane.

I nie odkrywcza refleksja – ani wojen, ani innych koszmarów ustrojowych, jakie ludzie sobie fundują w odwiecznych walkach o władzę, nie da się wygrać dekretem raz na zawsze. Natura ludzka jest reformowalna, ale też podatna na emocje. Na emocjach, jak na organach można grać każdą melodię.

„Wojenkę” Autorka kończy wojennymi wspomnieniami babć i dziadków dzisiejszych dzieci. Też jestem taką babcią i chciałabym zapisać wnukom w pamięci – nie dajcie się nabrać, że świat można ulepszyć jakąś wielką ideą, pomysłem „na skróty”. Zwykle, kiedy ludzie biorą się za łby, to zaczynem jest pierwotny instynkt walki o władzę. A świat się wtedy w rozwoju zatrzymuje.

Z książki Grzebałkowskiej też to widać – po paru latach koszmaru wojny przyszły lata nędzy.

Niestety z żadnej mądrości, ani nawet bolesnych doświadczeń nie wiele wynika – natura człowieka nie jest podatna na racjonalne argumenty, kiedy rządzą emocje.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.