14.07.2021

Wysoka temperatura nad Polską dodatnio i wysoko koreluje z zagęszczającą się atmosferą polityczną. To, co wyrabia prezes wszystkich prezesów i jego wierni funkcjonariusze przewyższa wszystko to, do czego partia rządząca nas przyzwyczaiła.
Wydawało się, że gorzej być już nie może być a okazuje się, że to dopiero początek drogi. Coraz wyraźniej widać, że metą ma być wyjście Polski z UE i całkowita reorientacja polskiej polityki. To, co dotychczas można było uznać za błędy wynikające z braku kompetencji polskich ministrów spraw zagranicznych czy obrony narodowej okazuje się logiczną w swym szaleństwie doktryną prezesa.
Zostawmy na boku rozważania na temat tego, czy szaleństwo kieruje się jakąś logiką. To dobre na seminarium z pogranicza psychiatrii, psychologii i logiki właśnie, to co się dzieje u nas jest zbyt poważne, aby przechodzić nad tym do porządku, tu trzeba działać. Mimo upałów, mimo tego, że jesteśmy w pełni sezonu urlopowego szczególnie ważnego, jako że epidemia jakby odpuściła.
Rząd Zjednoczonej Prawicy rozpoczął przygotowania do wyprowadzenia Polski z UE, wszedł na ścieżkę otwartej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi – tylko dlatego, że nie ma tam już Donalda Trumpa. Podpisał pakt z najbardziej skrajnie nacjonalistycznymi partiami w Europie, których przedstawiciele w Parlamencie Europejskim mogą stać się trzecią siłą polityczną. Trybunał Konstytucyjny pani magister Przyłębskiej dał zdecydowany odpór tym wszystkim TSUE, tym wszystkim lewakom rządzącym Komisją Europejską.
Cały ten plan został rozpisany na głosy, a to premiera Morawieckiego, a to posła Suskiego, a nawet na sędziego TK Piotrowicza. W rezerwie są jeszcze prezydent Duda i prezes Sądu Najwyższego. Na pierwszej linii frontu walczy nieoceniony Jacek Kurski, który za pieniądze nas wszystkich wciska „ciemnemu ludowi” jedynie słuszną prawdę o świecie i tych wrogach wewnętrznych, co to na polecenie kanclerz Merkel wrócili do Polski, aby realizować niemieckie interesy.
Prezes wszystkich prezesów na kolejnych konferencjach nazwanych wprost oświadczeniami wita zbłąkane posłanki i posłów co odeszli, ale zmądrzeli i właśnie wrócili dając arytmetyczną większość Zjednoczonej Prawicy. Arytmetyczna nie znaczy polityczna i szans na uchwalanie taśmowo ustaw nadal nie ma.
Wróćmy na chwilę do wątku polityki zagranicznej, do tego, co wyrabia rząd Prawa i Sprawiedliwości. Cały okres władzy Zjednoczonej Prawicy pokazuje wyraźnie, że polityka zagraniczna podporządkowana jest całkowicie polityce wewnętrznej. Wszystko, co tam się dzieje ma tylko jeden cel – zachowanie władzy w kraju, w Polsce. Utrata pozycji na arenie międzynarodowej nie ma żadnego znaczenia wobec celu, jakim jest wzrost zwartości obozu rządzącego.
Ta polaryzacja ułatwia przedstawianie świata na osi My i Oni. Zawsze jest tak, że wzrost zewnętrznego zagrożenia powoduje wzrost wewnętrznej integracji zagrożonych. Przy takim poziomie zawładnięcia praktycznie wszystkimi instytucjami państwa, wyeliminowaniu niezawisłości sędziów, politycznemu podporządkowaniu prokuratury, uczynienia ze spółek skarbu państwa źródła finansowania wszystkich pomysłów władzy bez względu na interes akcjonariuszy, pełnej kontroli nad telewizją kiedyś publiczną obecnie partyjną (to gorzej niż rządową), wprowadzeniu na stanowisko ministra oświaty i nauki osoby będącej zaprzeczeniem tego, kim powinien być taki człowiek – rządzący nami prezes wierzy, że może wszystko, a nawet więcej. To jest początek dramatu, który bardzo szybko okaże się tragedią.
W komentarzach ludzi zajmujących się polityką zagraniczną coraz częściej powtarza się fraza rozróżniająca Polaków od rządzącej nimi ekipy. Z moich kontaktów z ludźmi ze świata wynika jednak to, że to nie jest prawda. Jeżeli rząd Polski robi co robi, jeżeli premier czy prezydent mówią, co mówią – to w potocznym odbiorze jest tak jakbyśmy to my mówili. Tam nie ma miejsca na subtelności.
Jeżeli Polska wypowiada posłuszeństwo unijnemu prawu, jeżeli prezydent wykazuje jawne niezadowolenie z wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, jeżeli marszałek Sejmu postponuje liderkę białoruskiej opozycji to idzie to nasz rachunek.
Europa i Stany nie załatwią za nas naszych spraw, za to, co dzieje się na polskim podwórku odpowiadamy wszyscy, zwolennicy – ale i przeciwnicy PiS-u. Takie subtelności, że to nie my, że to oni – są dobre na użytek wewnętrzny. To tu możemy żyć w bańce, że to nie ja, ja na nich nie głosowałem i nigdy nie zagłosuję. Skoro żyje w tym kraju, to jest to również moja odpowiedzialność. Trzeba było się bardziej starać, bardziej działać, bardziej krzyczeć…
Czy ktoś jeszcze pamięta Piotra; tego, który się spalił w Warszawie, tego, który krzyczał w ostatnim swoim tekście – Polacy obudźcie się!
Polacy się nie obudzili, prezes wygrał wszystko, co było do wygrania. Ta nikła większość w Senacie to stanowczo za mało, aby powiedzieć, że idzie dobrze.
Przed nami decydujące starcie. Jeżeli nie chcemy obudzić się w państwie całkowicie podporządkowanym woli jednego człowieka, opętanego żądzą władzy za wszelką cenę – to trzeba się zmobilizować, trzeba zdecydowanie zwiększyć swoją aktywność na politycznej scenie.
Ilość energii, jaka jest jeszcze ukryta w nas – tych wszystkich czujących i wiedzących czym musi się skończyć to, co dominuje obecnie w polskiej polityce jest ogromna. Trzeba tylko chcieć.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Zapytano mnie wprost – to co mam robić? Na tak kategoryczne żądanie trzeba odpowiedzieć jasno i precyzyjnie.
No to może zacząć od tego.
W podzielonej jak nigdy Polsce każdy żyje w swojej bańce, ma myślących podobnie za kolegów i przyjaciół, to jasne. Ale nie jest tak, że nie znamy nikogo z przeciwnej strony sporu, każdy zna przynajmniej kilku takich ludzi, rozmawiamy z nimi przy różnych okazjach.
Proponuję – niech każdy z nas pomyśli i wybierze taką osobę z którą ma najlepszy kontakt i rozpocznie, różnymi metodami, pracę nad przeciągnięciem jej na naszą stronę. To jest możliwe. Nas jest tyle co tamtych, jezeli udałoby się uzyskać sukces i wzbudzić refleksję a nawet doprowadzić do zmiany postawy to w najbliższych wyborach nasza przewaga będzie tak duża, ze próba oszustwa wyborczego będzie trudniejsza a nawet niemożliwa. Trzeba liczyć się z tym, ze wybory prezes może zarządzić jesienią a nie w terminie konstytucyjnym. Czasu jest mało ale i praca nietrudna.
Zacznijmy od zaraz, powodzenia.! .
Wielce Szanowny Panie Zbigniewie
nie wiem ilu znajomych udało się Panu przekabacić na nasze; mnie żadnego, z tego powodu, że tam, to nie jest kwestia poglądów, lecz wiary, która znosi wszelki rozum i logikę. a nie mówię o cymbałach, lecz ludziach wykształconych, w wieku 60 + (lekarzu, kierowniku zasłużonej dla kultury instytucji naukowej, itd). i tam argumentacja jest wyszukana, geopolityczna, godnościowa; wykoncypowana, a nie powtórzona.
lecz to, co mnie uderza, to jednoznaczna i nieprzejednana niechęć do PO; nawet jeśli uda się wsadzić nogę w drzwi argumentami dot. chaosu wprowadzanego przez PIS, to za nimi czai się naczelny kontrargument: że nie ma powrotu do rządów PO, bo ono nie zajmowało się sprawami ważnymi ani dla Polski ani dla społeczeństwa.
w tym sensie, powrót Tuska zaostrza konflikt i uniemożliwia jakiekolwiek dogadywanie się
przykro mi, lecz sądzę, że obudzić nas, to jest naszą stronę (tamtej nie obudzi nic) do większej mobilizacji może jedynie coś w rodzaju zakazu aborcji; coś, co dotknie każdego lub prawie każdego tu i zaraz.
nie da się zmusić ludzi najbardziej nawet przekonanych o szkodliwości pisu do masowego pójścia na ulicę w upały, choć wyjść należałoby teraz, zaraz.
Pani Magdaleno, z tego co pani pisze krąg pani przyjaciół to zaimpregnowani wyborcy PiS. Są tacy. Ale wśród wyborców PiS są różni ludzie i to do nich trzeba adresować nasz przekaz.
Powiem konkretnie – mnie udało się zmienić postawy u 6 znajomych a to dopiero poczatek.
Ta niechęć do Tuska jest historyczna, Donald wrócił z Brukseli jako polityk innego formatu i mam nadzieję, że to udowodni. Sondaż prezydencki pokazał już teraz, ze Polacy widzą ten potencjał a na resztę niech zapracuje. Jako człowiek z innej strony sceny politycznej kibicuję mu bardzo, trochę z przymusu ale nie nikogo innego. Szymon Hołownia ma szanse zbudować siebie jako polityka ale dopiero zbudować a nie już wygrywać. Tak myślę.
Nie wystarczy „od podstaw”, w tym przypadku od paru swoich. Tu potrzeba trybuny, czy „ambony”, jeśli ma być jakiś skutek. Uruchomcie te szare komóry, przyjaciele. Moje chwilowo nie dają rady. Ale poczekajcie…. Wrócę tu..
AG
Bardzo ciekawy komentarz do istniejacej sytuacji Pani Magdaleny Ostrowskiej. Mam bardzo podobne obserwacje. Argumenty nieco bardziej rozgarniętej części wyborców PiSu są silnie emocjonalne. Ugruntowana niechęć, wręcz nienawiść do PO ma częściowo racjonalne uzasadnienie. Okres rządów PO w latach 2007-2015 był w znacznym stopniu „nieprzemakalny”. To były rządy ludzi przekonanych o swoich racjach, słuszności, w jakimś sensie samych siebie uważających za „nieomylnych”, począwszy od Tuska z tamtych lat. Aparat PO był i nadal pozostaje głównym winowajcą tego stereotypu. Ten obraz wdrukował się w umysły zwolenników PiSu i z czasem zamiast blednąć – wyostrza się. Mechanizmy psychologiczne są tutaj pewnie bardzo różnorodne, a wszyskie one skutkują irracjonalnym odrzuceniem i jednoznacznym potępieniem PO. Mimo, iz PiS od tej pory dokonał dużo większych zniszczeń i dewastacji państwa polskiego ci wyborcy tego nie widzą, bo nie chcą widzieć. Obawiam się, że niewiele można na to poradzić. Dyskusje z ludźmi przyrośniętymi do swoich racji nie mają sensu.
*
Moja nadzieja ulokowana jest gdzie indziej. Popierający PiS ludzie wykształceni to zaledwie niewielka cząstka tego elektoratu. Oni, jak słusznie zauważa Pani Ostrowska, odwołują się do „wiary, która znosi wszelki rozum i logikę” mając przy tym argumenty tak „niezachwiane” jak antyszczepionkowcy czy płaskoziemcy. Tych ludzi nikt nie przekona racjonalnymi argumentami. Albo sami zmienią poglądy, albo zostaną do tego zmuszeni oportunizmem związanym ze zmianą władzy.
Moja nadzieja wynika z narastającego zmęczenia tzw. zwykłych ludzi, wyborców socjalnych czy tradycyjnych. To pośród nich narasta zmęczenie PiSem, jego nieustanną wojenką z UE, sąsiadami a ostatnio z USA. To ten elektorat widzi, że pandemia wcale nie minęła, inflacja narasta, koszty utrzymania rosną a podatki są coraz wyższe i mają rosnąć. To ten rodzaj wyborców zaczyna postrzegać, że sam jest coraz większym przegranym tej pisowskiej wojny polsko-polskiej i polsko-zagranicznej. To głównie z tego elektoratu ok. 10% czyli 1/4 głosujacych na PiS już przestała popierać tę partię. To w tej grupie Hołownia, PSL i trochę PO mogą zyskać najwięcej nowych głosów.
*
Obecne awantury z zamachem na TVN oraz z TSUE to już niemal namacalny dowód bezsilności obozu władzy. Powrót Tuska JK próbuje bezskutecznie przykryć zwykłym awanturnictwem politycznym, bo do tego sprowadzają się bieżące wojenki z TVN/USA i TSUE/UE. Może to się skończyć i pewnie skończy sie mocniejszym tupnięciem nogą przez Komisję Europejską (wstrzymanie funduszy) i przez USA w postaci jakichś decyzji obronnych NATO i skończą się te awantury jakimiś krokami wycofywania się z niefortunnych pomysłów.
*
Czas wakacji nie sprzyja demonstracjom ulicznym nie tylko ze względu na temperaturę. Także z powodu sezonu urlopowego. Ponadto wcale nie jestem pewien czy demonstracje na ulicach są najlepszym lekarstwem na pisowską władzę. Lepsze jest chyba narastające masowe niezadowolenie z tych rządów widoczne coraz bardziej w sondażach.
*
PiS stoi przed dylematem z którego nie ma dobrego wyjścia. Aby przerwać kolejną fale pandemii powinno się zaszczepić minimum 70% obywateli. Tymczasem zaszczepiono nieco mniej niż 40% i podniesienie tego do 50% wydaje się szczytem obecnych możliwości. Albo władze ogłoszą konieczność obowiązkowego szczepienia aby zmusić antyszczepionkowców do ochrony siebie i swoich rodzin, albo ulegając antyszczepionkowcom naraża Polaków na kolejne fale zakażeń, coraz bardziej groźnymi mutacjami wirusa. Ofiary będa głównie w elektoracie PiS, bo tam antyszczepionkowców jest proporcjonalnie najwięcej. Z tego dylematu PIS nie znajdzie dobrego wyjścia, bo takiego nie daje się znaleźć, W każdym wariancie popularność partii rządzącej będzie spadała.
*
Zwieranie szeregów przez opozycję jest konieczne, bo jakkolwiek nie wierzę w przedterminowe wybory jesienią tego roku lub wiosna w roku przyszłym, to takiego scenariusza nie da się dzisiaj wykluczyć.
To wszystko prawda, tak to jest na poziomie makro. Gdy analizujemy polską scenę polityczną, a analizujemy, to widać taki właśnie obraz. Potwierdzają ro zarówno sondaże jako i badania fokusowe.
Ale moja propozycja dotyczy działań na poziomie mikro. Wiemy, że twardego elektoratu PiS nie przekonają żadne argumenty, oni wierzą a nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Niech nadal krzyczą „Jarosław Polskę zbaw”, chodzi o tych którzy głosują na PiS z wyrachowania, bo mają z tego określone korzyści, najczęściej finansowe .albo z przyzwyczajenia lub pod wpływem osób z rodziny czy przyjaciół. To do nich trzeba iść z argumentacją odwołując się do wiedzy a nie wiary. Na moje wyczucie takich ludzi jest 20-25 % . I to do nich musimy dotrzeć, docierać stale, w rozmowach, kontaktach bezpośrednich jakie przecież mamy, to nasi znajomi, sąsiedzi…
Jeżeli udałoby się zmienić postawy tylko połowy z tej 25% części PiSowskiego elektoratu to Jarek nie wygra wyborów, chyba że je sfałszuje wysyłając do boju Sasina. Ale wtedy to już koniec państwa PiS, wtedy będziemy Białorusią i wszystko rozstrzygnie kryterium uliczne. Oby nie…
Żeby dojść do tych, którzy TAM kalkulują, a nie wierzą, trzeba im przedstawić jakąś perspektywę inną niż sąd i pójście w skarpetkach. A póki co nasi się wyżywają w wizjach odwetu, co sprawia, że czuja się aktywnymi bojownikami.
A gdybyśmy odjęli od wyników wyborczych 15-17% za chlapnięciem Trzeciego Bliźniaka –
Ludwik Dorn w podcaście Magdaleny Rigamonti Rzeczpospolita kościelna (22.06.2021 TokFM):
44’05’’: Przez politykę ambony konsolidujemy, pewną, nie jestem w stanie obliczyć, 15-17 procent [… no, tych tego], a resztę dobierzemy polityką portfela…. Żeby to dało nam sporo ponad 30%.
– to kto by rządził w Polsce?
>to co się dzieje u nas jest zbyt poważne, aby przechodzić nad tym do porządku, tu trzeba działać…..
Ten tekst to radocha….Bo bezspornie…tu trzeba działać….Czy pisał Pan w tej sprawie do pani von der Leyen???
Chyba nie, więc trudno się dziwić, że w tym samym czasie gdy TSUE ogłasza kolejny wyrok w sprawie polskiej, pani vdL przyjmuje pana Pinocchio na kolejnym foto-op. Innymi słowy, idzie na umizgi Pinocchia, który po raz kolejny, nie bez powodzenia, próbuje jej wytłumaczyć, że polityczny kompromis jest możliwy bo ma na to silny mandat wyborczy.
I pani vdL łyka jego brednie z bezradnym uśmiechem, jak na słynnym przyjęciu u Erdogana. Twierdzi Pan, że „Zawsze jest tak, że wzrost zewnętrznego zagrożenia powoduje wzrost wewnętrznej integracji zagrożonych.” Dość gołosłowny wniosek i poparty jedynie używaniem krzyczącej oraz pogrubionej czcionki. Ja jestem odwrotnego zdania. Gdyby na Podkarpaciu, Podhalu i Mazowszu wyborcy dowiedzieli się, że unijne czeki dla „rolników” nie będą przychodziły aż do czasu rozpędzenia „izby dyscyplinarnej” (która w odróżnieniu od Prezesa i Pinocchio jest dla nich mało określonym bytem) to wątpię by poparcie dla ich guru nie parowało z godziny na godzinę. Gdyby wyborcy dowiedzieli się z usteczek vdL, że marzenia za 770 mld trzeba będzie włożyć między „wyborcze bajeczki” to nawet najtwardsi z nich zaczęli by wątpić czy Polskę stać na odebranie emerytom 23 mld na zakup amerykańskich czołgów….. Cóż z pomocą pani vdL i sążnistych wyroków TSUE bez konkretnych zabezpieczeń za odmowę ich realizacji wyborcy nigdy nie zostaną postawieni pod ścianą dla dokonania ostatecznych wyborów. Tu i teraz. I jeśli Prezes nie będzie na tyle głupi by zorganizować sobie Polexit w stylu białoruskich wyborów, to jak wynika z przykładu jego dużo zręczniejszego kolegi Erdogana, mimo krzywych min, świat z nim nie zerwie.
Jako absurdalne odbieram sugestie aby pisać do unijnej komisarz. Jesteśmy tu i teraz, mozemy próbować zmienić postawy naszych znajomych. To jest możliwe, trzeba tylko zacząć i to robić. To nie jest ciężka praca. Co do tezy o zależności integracji od zewnętrznego zagrozenia – to nie jest gołosłowny wniosek, to twarde prawo psychologii spolecznej.
Niewesołe świadectwo naszej państwowości wystawia energetyczny efekt Powrotu Donalda Tuska. Widać że bez niego trwalibyśmy nadal jedynie w reaktywności na codziennie podrzucane tematy nienawistnej narracji. Nie było wspólnej metaopowieści o dobru wspólnym, jeno atomizacja. W wielomilionowym zbiorze obywateli zabraklo pomysłu na skuteczną obronę imponderabiliów ustroju. Państwo oddawało swoje kompetencje krok po kroku, właściwie bez walki. Tylko obywatele protestowali, państwo poddawało się walkowerem.
Czy Powrót ten fatalizm przerwie i zaprojektujemy sobie lepsze państwo? Której umiejętności zabrakło nam jako zbiorowości obywateli?