Tematykę greckiej sprawiedliwości i prawa tykają szczątkowymi co najwyżej gestami najwybitniejsi nawet specjaliści od historii filozofii, wychowania, religii, literatury, sztuk pięknych, gospodarki i życia politycznego, dysponujący wiedzą, przed której skalą i głębią trzeba nisko chylić głowę. Tak mądry Dickinson poświęcił w swym szkicu problematyce prawa dwie stroniczki, zdawkowe, którymi bardziej dezorientował, niż uczył – z należnym aplauzem cytuje Ksenofonta, który widział ideał dobrego obywatela w Sokratesie, jako że dla Sokratesa właściwe jest to, co zgodne z prawem. Zgadzał się Ksenofont z Sokratesem, że władza należeć powinna do „rządu najlepszych”, czyli, dosłownie po grecku, do arystokracji. Tylko że sam Ksenofont kultywował jako ideał — monarchię absolutną, i to wojskową! Jej modelem była dlań Persja Cyrusa Wielkiego. Chwalił Ksenofont nieograniczoną władzę „tyranów”, na ogół nie tak „tyrańskich” jakby wynikało z dzisiejszej treści tego słowa, po prostu jedynowładców, którzy nie musieli się liczyć z głosem ludu. Uważał taki system władzy za najkorzystniejszy dla poddanych. Podczas gdy współczesny Sokratesowi, zdeklarowany jego przeciwnik, ateński sofista, Antyfon, nie akceptował niewolnictwa i twierdził, jak i cynicy (też inni od współczesnego ich wyobrażenia), że prawo służy silnym do ujarzmiania słabych. Atakował Antyfon zarówno ustrój Aten, jak ich prawo i sądy. Nie da się nie przyznać racji wielu jego uwagom. Jako filozof nie awansował Antyfon do zaiste wspaniałej Historii filozofii Władysława Tatarkiewicza, choć jego poglądy na obiektywne istnienie czasu powinny były przynajmniej wydać się interesujące…
W pracowitej Encyklopedii świata starożytnych Greków Davida Sacksa (Wwa 2001) nie ma w ogóle hasła Temida, choć nie dopiero my, ale Grecy kojarzyli z nią prawo. Ba, nie ma Temidy nawet pod hasłem Prawo i sądownictwo! Już wiemy, że nie ma co się dziwić. Bo nikt nie może być pewny, że celnie odgadł enigmatyczne nieraz tropy tych minionych cywilizacji. Ba, zrozumiał sens lub znaczenie jakiegoś słowa, nie tylko różnicy w budowie stołu. Ktoś, kto nie poświęci całego życia na bezpośrednie badanie, które z nich co znaczą, musi, zdawałoby się, stanąć wobec nich bezradnie.
Wszelako rozumieć je i dowiedzieć się właśnie, dla przykładu, kim była Temida, pomaga bezcenne źródło podstawowych informacji, dwutomowa Mała encyklopedia kultury świata antycznego, najlepsza taka i najbogatsza w świecie, mimo to nie tłumaczona na języki obce — którą kupiłem swego czasu… w antykwariacie! Podwójny był to fenomen. Przygotowano ją do druku w najtrudniejszych czasach kultury polskiej, w latach pięćdziesiątych XX wieku, pod stalinowską cenzurą, która obejmowała nawet starożytność. I było to w epoce końca naszego świata, który wieścili Wells i Braudel. Powstanie tego dzieła, samo dla siebie, wymagało zdolności przetrwania. Pierwszy numer miesięcznika Meander, przyszłego wydawcy Małej encyklopedii, ukazał się już w roku 1945! Pierwsza, wstępna jej wersja była gotowa już w końcu 1945 r. Zaczęto opracowywać encyklopedię, dzięki inicjatywie uczonych, prof. Kumanieckiego i prof. Michałowskiego, o ile mi wiadomo, już w czasie okupacji – czy to nie wspaniałe? Przy pełnej świadomości, że hitlerowcy mogą w każdej chwili sięgnąć po tych uczonych i rozwalić pod którymś murem. Wyszli z wojny, szczęśliwie, cało. Także – ponad dwudziestu przyszłych współpracowników Meandra, autorów haseł, starszych panów, starsze panie i młodszych adeptów
Dodam, dla pewnej ilustracji, że w początkach XIX wieku, w Księstwie Warszawskim, pewien pijar, Alojzy Osiński, oczywiście – członek historycznego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, wydał swój parotomowy Słownik mitologiczny. Żałuję bardzo łatwo, że, nawet będąc żywym zabytkiem, nie mogłem zajmować się starożytnością od 200 lat, ani nawet od niemowlęcia, i w rezultacie poświęciłem swemu zadaniu ledwie 10 ostatnich lat. Poszukując w starożytnej Grecji początków sprawiedliwości, a ściślej — początków poczucia sprawiedliwości, zrozumiałem po jakimś czasie, dlaczego historycy prawa, w tym i moi nauczyciele, nie wykazywali zainteresowania greckimi jego początkami, dlaczego woleli zajmować się prawem rzymskim z jego systemem, logiką i opartą na niej sprawiedliwością sądów. Znajdzie Czytelnik w tych szkicach dowody, że nie brakło starożytnej Grecji ludzi prawych i przyzwoitych, że wielekroć dochodzili w jej kulturze do głosu, z pasjonującymi przygodami, nie tylko intelektualnymi. Rodziło się i prawo, inteligentne i pouczające. Ale, ogólnie rzecz biorąc, starożytna Grecja, ojczyzna piękna, mądrości i filozofii, był to, z drugiej strony, praktycznie aż do czasów rzymskich, świat dzikich okrucieństw, bezwzględnych, łatwych mordów, często masowych, i totalnych zniszczeń całych miast i krain. Poczynając od mitologii, która niczego nie kryła, włącznie z podstępami i kłamstwem jako naturalną bronią w różnicach zdań tudzież interesów.
