Zakochani w szczytnej kulturze uczeni, pisarze i popularyzatorzy wielkiej sztuki udzielali nam wiedzy słusznej, tyle, że wyselekcjonowanej. Rzekłbym, dobieranej dla naszego, w pełni uzasadnionego podziwu. Ale nie zachwycałbym się jako chłopiec demokracją ateńską, gdybym odkrył, że najlepszych swoich wodzów skazała na śmierć pod kretyńskim zarzutem straty ludzi w sztormie po zwycięskiej bitwie, gdybym wyczytał, że biedak, zrywający owoce z cudzego sadu, płacił za to życiem, nie traktowałbym tej demokracji jako zawiązku tych naszych, euroamerykańskich systemów władzy, prawda, że skażonych zbrodniami hitleryzmu i stalinizmu… Pierwotnie ta stara Grecja z Herojów Kingsleya i Mitologii Parandowskiego zdawała mi się ojczyzną słuszności, szlachetności i piękna, utrwaliły zaś we mnie ten obraz oglądane w kopiach i na ilustracjach rzeźby tej Grecji, najdoskonalsze dzieła ludzkiej ręki. Te cudowne rzeźby, odwzorowujące najpiękniejsze kobiety świata, i zbudowanych idealnie młodzianów, budzących swą urodą zazdrość każdego mężczyzny, powstawały w okresach najbardziej krwawych rozpraw z ludźmi, których uznawano, często bezpodstawnie, za swoich wrogów. Można przedkładać ciała szczuplejszych Charyt nad pełne, doskonałe kształty Afrodyty z Melos, czyli w naszych czasach, z włoska, Milo, można i odwrotnie, ale to się, na szczęście, nie przekłada na starożytne wymordowanie Dorów, mieszkańców Melos, przez Ateńczyków, i potem wzajemny mord Spartanów na osadzonych tam Ateńczykach.
Moje poszukiwania wartości trwałych, które miałem za dziedziczne dla nas, współczesnych, przebiegały jak widać w dość zmiennych okolicznościach i nastrojach…
Stefan Bratkowski
