Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (2)27 min czytania

()

Osąd moralny wyrażało potępienie. Impuls osądu musiał dopiero się rozwinąć — jako reakcja na pewne czyny, już potępiane tym samym. Obejmowało ono wtedy już i krąg bogów. Mitologia nie oszczędziła ApollinaArtemidy, boskiego rodzeństwa, mordującego dzieci. Królewna Niobe, królewskiego więc rodu, pyszna jak jej ojciec, władca Lidii, Tantal, ulubieniec bogów, chwaliła się, że urodziła dzieci więcej niż Latona, matka ApollinaArtemidy. Uważała Niobe, że to ona zasłużyła na ubóstwienie, na cześć i ofiary. Boskie rodzeństwo mściło się za obrazę ich matki, mordując dzieci Niobe. Te dzieci pogrzebali jednak inni bogowie, a samej Niobe pozwolili skamienieć z bólu. Mit zapamiętał ApollinowiArtemidzie zemstę, zemstę już wtedy widać nieakceptowaną. Nie jako grzech, bo ta kultura nie znała takiego pojęcia. ApolloArtemida nie dopuścili się mordu na członku rodu, bo gdyby tak, ścigałyby ich Erynie – dopustem szaleństwa, które my byśmy nazwali wyrzutami sumienia, wtedy jeszcze niewynalezionego. Nie „karały”, to nie była „kara”. U Ajschylosa zobowiązany do zemsty Orestes musiał w zemście zabić matkę. Miały za to Erynie „ścigać, gnać, szczuć zabójcę, by ulgi nie zaznał, póki żyw, myśl mu splątać, serce ogłuszyć, obłąkać” (Ajschylos… s. 201). Ta wersja wyrzutów sumienia karała nimi winowajcę może i dotkliwiej niż te nasze, czasem tylko podświadome, głuszone dla spokoju ducha…

Po osądzie moralnym przestępstwa winna przyjść kara. Wydawała mi się jako autorowi pierwszej wersji tego szkicu poręcznym punktem odniesienia — temat zrozumiały dla wszystkich, angażujący zarówno emocje, jak też najprostsze poczucie sprawiedliwości. Temat stary, zdawało się, jak nasza cywilizacja. Wina i kara uchodzą za wątek przewodni dramatów Ajschylosa. I za aktualne miałem pytanie, co w dalszym rozwoju cywilizacji z poczuciem sprawiedliwości? Czy ma się okazać nieprzydatne jako przesłanka dla wymiaru kary? Jednakże — jak znalazłem w swoich poszukiwaniach — i to był fałszywy trop. Poczucie sprawiedliwości okazało się starsze od kary i ważniejsze. Nie posługiwało się w ogóle, jak ukazała Iliada, ani instytucją, ani nawet pojęciem kary!

Otóż to… Muszę tu wdać się w dość zasadnicze polemiki — przy całym szacunku dla autorów atakowanych dzieł. Bo co tu mówić o przeszłości, skoro dzisiejsza filozofia prawa nie bardzo sobie radzi ze sprawiedliwością. Odczytuję te trudności w pracy samego Lyonsa, jak i w analizowanej przezeń, opublikowanej wcześniej, także w Polsce, fundamentalnej Johna Rawlsa Teorii sprawiedliwości (Warszawa 1994). Ta filozofia chce się współcześnie zalecać jakimś możliwie szanownym źródłem. Znalazła je w spadku po wielkim intelektualiście starożytności greckiej, Arystotelesie, który rzeczywiście w swojej Etyce wielkiej poświęcił sprawiedliwości cały rozdział. Odwołuje się do niego i polska Encyklopedia prawa, wyczerpujące dzieło prawników wrocławskich, pierwotnie — Leksykon prawniczy. Sęk w tym, że w rzeczywistości to akurat źródło traktuje o czymś innym, nie zajmuje się sprawiedliwością w odniesieniu do prawa. Ba, powiem więcej: w ogóle nie ma co mieszać Arystotelesa do naszych pojęć na temat wymagań prawa i sprawiedliwości w życiu publicznym…

Łatwo sprawdzić, że Arystotelesa nie interesowała „sprawiedliwość” jako przesłanka czy punkt odniesienia dla budowy prawa i wymiaru kary. Interesowała go jako — cnota. Cnota, czyli przymiot postępowania ludzkiego. Cnota, pojęcie dla nas tak przestarzałe, że znikło nawet z codziennego słownika, bo kogóż to współcześnie interesuje cnota? Dla nich była tak ważna, że dla najwybitniejszych nawet filozofów — jedynie ważna! I Arystoteles zresztą nie czuł się pionierem tematu, niewiele wniósł nowości do „czterech cnót” Platona. Spośród nich sprawiedliwość, łącząc trzy pozostałe części duszy z ich cnotami, pilnowała harmonii całości, czyli dbała, żeby część rozumna kierowała się mądrością, żeby część „impulsywna” dochowywała męstwa, zaś „pożądliwa” panowała nad sobą. Platon pierwszy zaordynował filozofii całą systematykę dóbr i cnót, ale nie potrzebujemy tu jego rozbudowanych teorii, z dobrami idealnymi, pięknem dusz i miłością „nadzmysłową”, do której związek ciał jest tylko szczeblem. Natomiast od Arystotelesa dowiadujemy się, kogo i jakie postępowanie można określić „sprawiedliwym” i na jakiej podstawie.

„Sprawiedliwość i to, co sprawiedliwe, polega na równości we wzajemnych stosunkach” (Arystoteles, Etyka wielka, tłum. Witold Wróblewski, Warszawa 2010, s. 50) – w stosunkach między ludźmi, nie wobec systemu rozdziału czy wymiany jakichkolwiek dóbr, materialnych czy społecznych, ani wobec przestępstw. A spotkamy tę sprawiedliwość Arystotelesa, równe traktowanie stron, wcześniej o kilkaset lat — jako pewien w rozumieniu współczesnej literatury naukowej epokowy przełom. W dziele Homera, uważanego za nauczyciela Grecji, którego do niedawna nikt jednak nie miał za myśliciela, znaleziono współcześnie na nowo lekcję sprawiedliwości.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.