„Odpłata” była wielką społeczną innowacją. W naszej północnej części Europy porozumieli się przypuszczalnie dopiero naczelnicy rodów, dla ochrony swych plemion przed rozpanoszoną, dziesiątkującą je, obowiązkową zemstą rodową. Nie doceniamy wagi tego wynalazku. Zemsta rodowa potrafiła wygubić spiralą kolejnych wzajemnych zabójstw całe rody, wyludnić osiedla całych połaci danego kraju. Kiedy w Polsce od setek lat zapomniano o niej, na Mazowszu utrzymała się do XVI wieku i dlatego szlachta mazowiecka zabiegała o inkorporację Mazowsza do Królestwa Polskiego – z nadzieją, że władza królewska ukróci rozbój i bandytyzm, a przy okazji – usunie z Mazowsza obyczaj i wymagania zemsty rodowej. I też po włączeniu już Mazowsza do Polski, za Stefana Batorego, kiedy kasztelan wiski, licząc na bezkarność jako szlachcic i senator, zaczaił się ze swymi ludźmi na swego „przeciwnika” i uśmiercił go wraz z jego orszakiem, król winowajcę pozbawił najpierw kasztelanii, potem odjął mu szlachectwo, i wyrokiem królewskim kazał ściąć jak zwykłego opryszka. Ta oraz inne podobne egzekucje, poskutkowały. Przynajmniej — na Mazowszu. Gdzie indziej w świecie, na południu, na Korsyce, czy na Sardynii, pilnowano wymagań zemsty, vendetty, wręcz do niedawna, prawie do XX wieku. Jakiż kontrast z kulturą, którą przecież znałem z innych swych studiów, z kulturą o tysiąclecia wcześniejszą, która poddała swe obyczaje rygorom „odpłaty”, wymagającej jednak przede wszystkim – poczucia sprawiedliwości.
Niemal w każdym języku świata można to znaleźć, bo wszędzie tłumaczono Iliadę Homera, datowaną obecnie na drugą połowę IX wieku p.n.e. Zacytuję — by się nie kreować na odkrywcę — odpowiedni urywek XVIII Pieśni w tłumaczeniu Jerzego Schnaydra z przekładu Geografii antycznej Mitrofana S. Bodnarskiego (choć oczywiście dla Bodnarskiego, odkrywcy, nie ten fragment był istotny). Otóż Hefajstos wykuł na tarczy dla Achillesa różne sceny z życia Achajów, pośród nich zaś taką:
„…A znowu na rynku zebrali się ludzie gromadnie: spór tam rozgorzał i dwóch się spierało o grzywnę pieniężną za zabitego człowieka (nie było wówczas pojęcie „grzywny”, chodziło właśnie o odpłatę – przyp. SB). Więc jeden zaręczał ludowi, że wszystko zapłacił, a drugi zaprzeczał, jakoby cokolwiek otrzymał; obaj zaś chcieli przed sędzią zdobyć zwycięstwo. Z dwóch stron ich ludzie krzykami wspierali pomagając obydwom; więc heroldowie lud wstrzymywali. Zaś starcy siedzieli na ławach kamiennych w świętym okręgu i berło heroldów o głosie doniosłym w swych rękach dzierżyli; z nim to następnie wstawali, kolejno wyrokowali. A między nimi w pośrodku dwa złote leżały talenty, by temu je dano, kto wśród nich sprawę rozstrzygnie najsprawiedliwiej”
(M.S.Bodnarski, Geografia antyczna, Wwa 1957, s.24).
Nie ma wątpliwości – nie wchodzi tu w grę ani kara, ani osąd moralny… Napisałem, że porozumieli się co do „odpłaty” przypuszczalnie naczelnicy rodów. Ale równie możliwe – że to porozumiały się matki rodów, jeszcze za czasów matriarchatu, omijanego dość konsekwentnie w historiografii. Mamy łatwy tego dowód: według starożytnej ateńskiej legendy nie Tezeusz, który zjednoczył Attykę, ale sama Atena zniosła prawo zemsty rodowej. Ta Atena w dalszych wierszach opisu owej tarczy bierze wojenny udział w walce o bogactwa miasta, niewymienionego z nazwy, sama występując w zbroi, „jak bogom właśnie przystało”. Ale o wynagrodzeniu pieniądzem zabójstwa decyduje sąd! Może więc to jeszcze w matriarchacie, wieki przed reformami Solona w VI w. p.n.e.? Wielki dramaturg, by nie rzec – mędrzec, Ajschylos, nie wiąże tej decyzji z Solonem, swoją Oresteją przypisał zmianę czasom wcześniejszym. Kiedy przychodzi finał tej trzyczęściowej tragedii, w Eumenidach ogłasza go nie Zeus, ani Tezeusz, lecz Atena:
…Gdyby zaś krwi się domowej napiła ta ziemia,
niech ciemny szał pomsty
nowych za zgon zgonów,
nowej nie żąda już krwi.(przekład Stefan Srebrny, Ajschylos, Sofokles, Eurypides, Antologia tragedii greckiej, Kraków 1975, s. 25)
Nie oczekuje się tu, jak widać, osądu moralnego, a płynie z tego sugestia, że nawet Achajowie nauczyli się bardzo wcześnie i handlu, i „odpłaty” za śmierć lub ranę, rezygnując z zemsty rodowej. Pytanie, jak wcześnie. Cóż, dat nie sposób uzgodnić. Mitologiczny król Teb, Nykteus, mścił się na królu Sykionu za porwanie córki; śmiertelnie ranny w wyprawie wojennej przeciw niemu, nakazał bratu dopełnienie zemsty … Kiedy znów zamachowcy pozbawili władzy mitologicznego króla Etolów, pioniera tamtejszej uprawy wina, Ojneusa, i oddali królestwo swemu ojcu, wnuk Ojneusa zabił w zemście i zamachowców, i ich ojca. Wedle jednego z mitów Herakles mścił się jeszcze na Sparcie za to, że synowie jej króla zabili jego towarzysza, zwycięzcę olimpijskiego, Ojonosa z Argolidy. Pierwsza zanotowana Olimpiada widnieje pod rokiem 776 przed Chr. – od tego roku mamy listy zwycięzców, na jej czele pewnego Koroibosa z Elidy. Ale ów start w igrzyskach olimpijskich mogli aojdowie, pieśniarze mitów, dośpiewać później. Z tych mitów możemy wnioskować, że zemstę rodową musieli Grecy potępiać już w czasach „przedhistorycznych”, objętych jedynie mitologią – ale już na terenie Grecji, nie w stepach, ani po drodze migracji, nad Dunajem. Czy wykluczyli zemstę rodową już pierwsi w Grecji Hellenowie, Eolowie? Czy wzięli wzór od miejscowych ludów pelazgijskich, czy z kultury minojskiej, z Krety? Wiązałbym tę zmianę jeszcze z matriarchatem, bo mit współczuł jednak Niobe, matce, której dla zemsty mordowano dzieci – choć, to prawda, win jej samej nie przemilczano…
