Przeciw niebezpieczeństwu nawrotu zła pisał Albert Camus swoją Dżumę. Jego doktor Rieux wiedział bowiem, że bakcyl dżumy nigdy nie umiera, że czeka cierpliwie w pokojach, piwnicach, w kufrach, w chustkach i w papierach, może więc nadejść chwila, kiedy na nieszczęście ludzi dżuma znów obudzi swe szczury, ta dżuma, zdolna i gotowa „zachwiać lub załamać wszystkie pojęcia myślowe”. Po długich latach, które upłynęły od ukazania się książki Camusa, przyszło mi ostrzegać polskich czytelników przed nawrotem tej „dżumy” – faszyzującymi tendencjami politycznymi w polskim życiu publicznym.
Tym bardziej szanuję ludowe poczucie sprawiedliwości. Dlatego będziemy śledzić przygody tej idei, wcale nie oczywistej i przed paru tysiącami lat. Gdyż właśnie poczucie sprawiedliwości, jak się nauczyłem od owego, jeszcze jednego zapomnianego, wielkiego prawnika, Leona Petrażyckiego, jest matką prawa i osądu moralnego. Braudelowska ciągłość, dotyczy tego właśnie zjawiska — poczucia sprawiedliwości. Które albo kwitło razem ze zdrowym rozsądkiem, albo znów zamierało, by nie rzec — umierało, by odrodzić się, na swój sposób zmartwychwstać do nowego życia jako wymaganie losu. W naszych własnych czasach przegrywa często z wyrachowaniem. Choć niekiedy bywa trudniej o prosty, zdrowy rozsądek. Co możemy dzisiaj obserwować. Aż po skalę samobójczych bredni, za które przyjdzie płacić więcej niż stratą dobrego imienia. Jak nowemu, rosyjskiemu już Somozie.
Od owego inauguracyjnego wykładu Fernanda Braudela w College de France, otwierającego tom jego szkiców (F.Braudel Historia i trwanie, Warszawa 1999, s. 23), upłynęło siedemdziesiąt pięć lat. I choć Braudel miał na myśli kryzys nieco innych pojęć niż podstawowe pojęcia prawa, trafnie scharakteryzował ówczesny stan ducha intelektualistów europejskich i jego diagnoza co najmniej kilka lat jeszcze zachowywała trafność. Choć w epoce „postmodernizmu” kryzys pojęć stał się aż modą i nieledwie swoistym wyznaniem wiary w życiu intelektualnym, to jednak sama już diagnoza Braudela budziła głębokie wątpliwości. Doprawdy nie „wszystkie pojęcia myślowe zachwiały się lub załamały”. Być może francuscy jego przyjaciele nie uważali tego za celowe, ale w innych krajach, we Francji też, ludzie przed Braudelem i po nim umierali za przetrwanie wielu z tych pojęć. Ofiary OAS umierały za te pojęcia. Zaryzykowałbym nawet opinię, tę, co dziesięć lat temu, że niektóre pojęcia wróciły do swej roli znaków orientacyjnych z nową siłą swego światła – że posłużę się językiem Braudela.
Także w starożytności nie brakowało ludzi szlachetnych. Skłonny byłbym uznać, że to ojcowie naszej cywilizacji.
Stefan Bratkowski
