Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (2)27 min czytania

()

Może za mało wiem, ale nie znalazłem żadnego śladu jakiegoś chwilowego nawet zastanowienia nad tą sprzecznością. Filozofów nie obchodziła, ludzie handlu snadź nie zawracali sobie nią głów. Nie przejmowali się nią. Jeśli nabywca przepłacił w naszej ocenie potrzebny mu produkt, mógł uznać uiszczoną cenę za sprawiedliwą, bo to, co kupił, zaspokajało jego potrzeby, więc „warto było to kupić i tyle zapłacić”. Sprzedawca zaś wbrew zaleceniu Arystotelesa nie musiał wyrzekać się zysku handlowego. Bo gdyby się na tym temacie chwilę skupił, doszedłby, że cena, jakiej zażądał i dostał, choć zawierała jego zysk handlowy, zrównoważyła skalę potrzeb nabywcy. Inaczej by mu niczego nie sprzedał. Tak sprawdzała się równowartość wymienianych dóbr — i sprawdza się aż po nasze czasy. Być może we wczesnych epokach handlu, kiedy zastąpił on rabunek i kradzież, nie zdzierano z nabywców jawnie zawyżonego zysku, ale ja bym w to nie wierzył. W Atenach kontrolowali targowiska specjalni urzędnicy, agoranomowie, ścigający wśród swoich zadań handlowe zdzierstwo… I Grecy, jak tysiąc kilkaset lat później wychodzący z dzikości Frankowie, Normanowie czy Słowianie, wymierzali sprawiedliwość sprawcy przestępstwa, rozsądzając spór, właściwie handlowy — w którym jedną stroną był sprawca (winowajca) lub jego ród, dłużny ewentualne odszkodowanie, a drugą stroną ofiara, pokrzywdzony lub jego ród jako wierzyciel. Taki proceder zgadzał się z wiarą Frazera i ewolucjonistów w powtarzalność przemian kulturowych. Zamykało go w sposób naturalny postępowanie polubowne — wymagało bowiem, by uzgodniono kompromis między stronami przyszłego kontraktu.

Sam Arystoteles, co się z reguły pomija w dzisiejszych cytatach, operował też pojęciem „słuszności”. „Skoro sprawiedliwość opiera się na słuszności i równości, i umiarze, to używamy pojęcia ‘słuszność’, słuszny względem kogoś, a ‘równość’, równy względem kogoś, zaś ‘środek’, pośrodku (pomiędzy skrajnościami); w rezultacie sprawiedliwość i słuszność będzie zachodziła w stosunku do określonych osób i spraw”. Specjalnie przytoczyłem ten cytat, bo i tą słusznością Arystoteles nie operował w naszym rozumieniu. My operujemy nią jako pojęciem samodzielnym obok sprawiedliwości, ujawnia ona przy okazji, że sam przepis dla zapewnienia sprawiedliwości może nie wystarczyć. Słuszność pomaga (i może pomagać) w praktycznym stosowaniu prawa pozytywnego, skoro nie da się przepisami, co się może zdarzyć, uwzględnić wszystkiego niezbędnego dla sprawiedliwości. To poczucie słuszności jest czymś więcej niż treścią normy prawnej, jest klasycznym „poczuciem sprawiedliwości”, jak nazywał brytyjską equity nieśmiertelny Leon Petrażycki, już nieobecny w różnych dzisiejszych encyklopediach. Sprawiedliwość, sprawiedliwa decyzja może być wsparta słusznością i dobrze, by tak było. Ale jest multum decyzji – politycznych, wojskowych itp. tylko po prostu słusznych. Pytając o nie, pytać zarazem o ich sprawiedliwość byłoby nieporozumieniem. Powołują się zwykle na sprawiedliwość agresorzy, gwałcący prawo międzynarodowe lub własne zobowiązania jak Rosja pana Putina.

Czy rozumiał Arystoteles sprawiedliwość inaczej niż my? Nie tylko mógł on sam rozumieć ją różnie, ale i jej pojęcie można było różnie rozumieć. Jak tu ukazywali Parandowski i Kubiak, te same słowa już sam kontekst przyprawiał o różne znaczenia. W Ustroju politycznym Aten jambicznymi trymetrami cytuje Arystoteles opinię Solona o jego reformach. Kontekst nie pozostawia najmniejszej wątpliwości, że Arystoteles w pełni identyfikuje się z punktem widzenia reformatora i naszym. Tu sprawiedliwość, jak sądzę, jest „naszą” sprawiedliwością, którą dziedziczymy po Solonie:

…Przeprowadziłem to przy pomocy prawa, siłę ze sprawiedliwością skojarzywszy, i postępowałem tak, jak to obiecałem. Nadałem prawa tak dla dobrych, jak i dla złych, nie naginając sprawiedliwości do niczyich życzeń

(Arystoteles Ustrój polityczny Aten, Kraków 1931, tłum. Ludwik Piotrowicz, s. 14).

W ocenie geniuszu Solona jest Arystoteles w pełni naszym współczesnym. Ale na pewno nie w iście „socjalistycznym” niezrozumieniu kredytu i handlu. Ani w przypadku skali odwetu czy porównań między lepszymi i mniej wartościowymi ludźmi itd. Co nie uzasadnia w niczym dzisiejszych nadużyć w tak wybiórczym odwoływaniu do niego. Trzeba się z nim obchodzić bardzo ostrożnie — odnosząc jego stanowisko do pojęć jego epoki. Jak z pojęciem stołu na krótszych nogach.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.