10.03.2022

Dziś mija równe 200 lat od śmierci Józefa Wybickiego, znanego najczęściej jako autor hymnu narodowego.
Ostatnio ob. Gliński włożył sporo wysiłku, by ów hymn uporządkować tak, by był śpiewany we właściwej kolejności zwrotek. No i dobrze. Szkoda, że przy okazji ob. Gliński nie zasugerował ob. Czarnkowi, by o ob. Wybickim uczyć módź płci obojga nieco szerzej. Przydałoby się, bo Wybicki nie tylko, a nawet więcej – nie przede wszystkim autorem hymnu był. Jego życiorys mógłby dać młodzieży co nieco do myślenia, szczególnie w zakresie dumań nad współcześnie obowiązującą definicją patriotyzmu. Czy owo myślenie szłoby ścieżką pożądaną przez ob. ob. Czarnka i Glińskiego – a to już zupełnie inna sprawa.
Wrzucę więc tylko kilka informacji co ciekawszych z nadzieją, że może kogoś ta postać zainteresuje także poza uroczystościami państwowymi, kiedy to pieśń jego autorstwa wybrzmiewa wydobywając się (czasem nie bez trudu) z ust najwyższych, niekoniecznie wzrostem czynników.

Urodził się u nas na Kaszubach, w Będominie. Dziś jest tam Muzeum Hymnu. Rodzina miała w okolicy jeszcze kilka innych posiadłości, m.in. w Sikorzynie, o którym kiedyś pisałem na łamach SO, a które wspaniale wyremontował i ożywił p. Leszek Zakrzewski, konserwator zabytków, czyli ktoś wprost stworzony do tej roli.
Wybicki wcześnie został półsierotą, więc aby ulżyć wdowie stryj, ksiądz Wybicki z Gdańska wziął Józia na wychowanie oddając go najpierw do szkoły jezuitów. Józef nie pobył w niej długo. W wieku 15 lat zorganizował … strajk przeciw nauczycielom, którzy wg niego uczyli sztampowo, sztywno i w ogóle bez sensu. Przyznaję Józiowi rację, albowiem kiedy wszedłem w posiadanie kart egzaminacyjnych ze szkół jezuickich z XVIII wieku odniosłem to samo wrażenie. „Który król polski był największy i dlaczego Batory?” – to była w tych kartach norma.
Strajk skończył się tak jak to łatwo było przewidzieć, czyli wyrzuceniem młodego Wybickiego ze szkoły. Stryj musiał starać się dalej. Oddał go do „terminu” w kilku lokalnych urzędach po kolei, gdzie młodzian zapoznawał się z obowiązującym prawem, a co chyba ważniejsze – z jego interpretacjami.
Opłaciło się to już wkrótce, kiedy to wojewoda pomorski „wykierował” 20-letniego młodzieńca na polityka – posła.
W nowym środowisku odnalazł się szybko. Bardzo jak na posła młody człowiek musiał zwrócić na siebie uwagę, skoro włączony został do zespołu opracowującego reformę ustrojową Polski, co ostatecznie zaowocowało Konstytucją 3 maja.
Po II rozbiorze zaprzyjaźnił się z gen. Dąbrowskim, oficerem w służbie niemieckiej. I powiedzieć dziś uczniowi, że postać, o której śpiewamy w hymnie narodowym posługiwała się płynnie jedynie językiem niemieckim (plus francuski rzecz jasna). Z polskim miał ogromne problemy, nawet kiedy miał wypowiedzieć jedno pełne zdanie.
Ich współpraca przynosiła efekty szczególnie w epoce napoleońskiej. Kolejna ciekawostka – Wybicki i Dąbrowski to byli jedyni ludzie, którym Napoleon ufał, kiedy przychodziło dyskutować o sprawach polskich. Im zawdzięczamy w ogóle powstanie Legionów, o czym początkowo Bonaparte nie chciał nawet słyszeć.
No i z Legionami związana jest owa pieśń, o której mowa. Napisał ją „na kolanie”, ponieważ następnego dnia miała odbyć się parada napoleońskich oddziałów, a tak się złożyło, iż wszystkie miały swoje pieśni, a polskie nie.
Czytając pamiętniki, które po sobie zostawił można się zdziwić nie znajdując w nich … ani słowa o ww. pieśni! Najwyraźniej nie była dla niego aż tak ważna. Spełniła swoją funkcję i fertig (jak zapewne powiedział gen. Dąbrowski).
Po wojnach napoleońskich Wybicki włączył się w organizowanie życia narodowego w Królestwie Polskim tak jak wielu napoleońskich generałów na czele z Zajączkiem. Wybicki został prezesem Sądu Najwyższego. Nie na długo.
Kolejna rzecz, o której się młodzieży nie uczy to jego konflikt (kolejny) z hierarchią kościelną. Tym razem poszło o tzw. kodeks Napoleona będący jedyną trwałą i pozytywną pozostałością po czasach wielkiego awanturnika Europy. Otóż kodeks ten zakładał możliwość ślubów cywilnych, a co gorsza – rozwodów! Kościół katolicki w Królestwie uznał, że jego podstawową misją jest walka ze wszystkimi przejawami liberalizmu i zaczął ją od prezesa SN. W efekcie Wybicki został zdymisjonowany, a Kościół pysznił się zwycięstwem i już szykował nowe wojny.
O Wybickim można jeszcze bardzo, bardzo dużo. O librettach do oper, o sztukach teatralnych jego autorstwa (jedna wystawiana była przez Bogusławskiego) o zbiorkach wierszy itd.
Wybicki zmarł dokładnie 200 lat temu – 10 marca 1822 roku.
Przedstawiłem jego sylwetkę w największym możliwym skrócie, a i tak pewnie o wielu z tych rzeczy nie usłyszą uczniowie oddani w ręce p. p. Glińskiego i Czarnka.
Szkoda. Naprawdę szkoda.
Jerzy Łukaszewski
