czyli: jak biurokracja niszczy naukę
11.06.2023
Wszelkie próby podporządkowania nauki odgórnemu zarządzaniu były i są dla niej zabójcze. Doświadczamy tego również w Polsce od momentu, gdy ministerialną tekę spraw edukacji i nauki rządząca od 2015 roku w Polsce ekipa powierzyła Przemysławowi Czarnkowi.

Nie znaczy to, że wcześniej nie było prób podporządkowania edukacji i nauki ideologicznemu projektowi zjednoczonej prawicy. Jednak teraz zamach na system edukacyjny i na sposób uprawiania nauki przybrał kształt groteskowy, którego nie wymyśliłby nawet Mrożek.
Czarnek to ideolog w czystej postaci, który jest przekonany, że jego wizja edukacji i nauki powinna obowiązywać wszystkich. Reprezentuje skrajny konserwatyzm i nacjonalizm. Ma do dyspozycji ogromne środki finansowe, które dzieli według swoich ideologicznych zapatrywań. Krytycy jego stylu zarządzania ministerstwem zwracają uwagę, że nawet w czasach PRL-u nie dochodziło do tak skrajnego zideologizowania państwowej edukacji i nauki.
Szczególną troską pisowski minister otacza instytucje kościelne. Jak wiadomo, za priorytet swojego ministerstwa uznał popularyzację myśli Jana Pawła II.
Co gorsza, Czarnek znajduje wielu zwolenników, również wśród pracowników nauki i rektorów wyższych uczelni. Można to zrozumieć – minister sypie hojną ręką tam, gdzie spotyka się z lojalną akceptacją swoich ideologicznych zapędów. Jeśli te rządy potrwają kilka lat – można się spodziewać zapaści, zwłaszcza w naukach społecznych i humanistycznych, szczególnie wrażliwych na takie ręczne sterowanie polityków.
Zwykle myślimy o wiekach prześladowań ze strony instytucji religijnych na czele z chrześcijaństwem, które stworzyło przemyślny system niszczenia niezależnej myśli. Nie chodzi tylko cieszącą się zasłużenie złą sławą inkwizycję czy stosy, na których płonęli „heretycy”, czy tzw. czarownice. Również przemyślny system teologiczny mający bronić „jedynej słusznej prawdy” był wspierany brutalną przemocą, uciszaniem niepokornych, albo skazywaniem ich na śmierć cywilną.
Zresztą … ideologie, których celem było uwolnienie ludzkości od „przesądów religijnych”, a którym udało się zdobyć władzę polityczną i tym samym prawo wyłączności na „prawdę” również nie pozostawały w tyle. Ich system gułagów czy obozów koncentracyjnych również wywołuje zrozumiałe poczucie obrzydzenia i lęku.
Są jednak formy mniej bezwzględne, ale równie skuteczne w paraliżowaniu intelektualnego wysiłku. To subtelny system dyskryminacji niepokornych i nagród dla posłusznych i lojalnych. Ich kształt może być rozmaity; od pomijania przy nagrodach czy grantach, a na ucinaniu państwowego wsparcia kończąc. Ale są też nowe, a mało widoczne formy dyskryminacji i faworyzowania – jak blokowanie nominacji profesorskich, włączanie do procesów decyzyjnych tylko „swoich i sprawdzonych ideowo”, po zwiększanie punktów i dofinansowania czasopismom o słusznym profilu ideologicznym, zaś pomijanie przy wszelkich dotacjach pism „nieprawomyślnych”. Szczególnie ulubioną formą wpływania na profil pism jest nominowanie redaktorów naczelnych jako swoistych spadochroniarzy, którzy bez kompetencji i elementarnej znajomości zaczynają dobierać sobie współpracowników i autorów gwarantujących realizację polityki historycznej i kulturalnej wyznaczonej przez partię.
Takich redakcji, ochoczo podejmujących wyznaczone przez front ideologiczny tematów jest coraz więcej, a ich współpracownicy powoli zaczynają dominować przestrzeń akademicką. Wspomaga się system nagród i wyróżnień wzajemnie sobie przyznawanych. A te, które popadły w niełaskę politycznych decydentów istnieją, ocierając się o granicę bankructwa. Mimo wszystko te właśnie pisma pielęgnują etos badawczy i ratują dobre imię polskiej nauki.
Do tych niewesołych refleksji skłoniła mnie lektura książki zupełnie niezwykłej, poświęconej równie fascynującej osobowości naukowej Mieczysława Choynowskiego (1909-2001). To postać prawie zapomniana. Więc dobrze się stało, że grupa psychologów, zainspirowana przez znanego witkacologa postanowiła wydobyć ją z niebytu. No może niecałkowitego, bo był on znany właśnie znawcom twórczości Witkacego i Stanisława Lema i specjalizującym się w psychometrii psychologom, ale tak naprawdę nigdy nie wyszedł poza te dość zamknięte kręgi.
Najpierw jednak przywołajmy najważniejsze daty z jego życia.
Otóż studiował Choynowski na Uniwersytecie Poznańskim, Politechnice Warszawskiej i Uniwersytecie Warszawskim, dyplom uzyskując na tym ostatnim. Wojnę spędził w Warszawie, a po wojnie znalazł się w Krakowie. Właśnie pobyt w podkrakowskiej wsi stał się pretekstem do przedstawienia go w krzywym zwierciadle przez Jana Józefa Szczepańskiego w opublikowanym kilka lat po wojnie opowiadaniu „Koniec legendy”. Wśród bohaterów tego demaskatorskiego i antywojennego tekstu znalazł się też Czesław Miłosz, który w odróżnieniu od Choynowskiego śmiertelnie obraził się na autora.
Choynowski nie tylko nie wziął udziału w powstaniu warszawskim, ale uważał je za poważny błąd. W każdym razie zaraz po wojnie włączył się z entuzjazmem w życie akademickie na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie w 1946 obronił doktorat z filozofii. Przez kilka lat redagował czasopismo „Życie Nauki”, a wśród jego współpracowników znalazł się student medycyny Stanisław Lem. Gdy odebrano mu redagowanie „Życie Nauki”, skoncentrował się na badaniach psychometrycznych, w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie. Tam od 1950 współpracował z Antonim Kępińskim, z którym zorganizował Pracownię Psychologiczną. Nie mogąc znieść biurokratycznych ograniczeń i wszechwładnej cenzury ostatecznie w 1970 wyemigrował najpierw do Szwecji, a dwa tata później do Meksyku, gdzie wykładał na Universidad Pedagógica Nacional. Tam również wdrażał swoje metody psychometrii.
W Polsce opublikował Założenia cybernetyki a zagadnienia biologii w 1957 oraz artykuł Elementy teorii testów psychologicznych. Przegląd Psychologiczny, 1959. Na emigracji opublikował w Szwecji po angielsku książkę Some aspects of adolescent aggressiveness w 1978 roku. A w Londynie w emigracyjnym wydawnictwie Oficyna Poetów i Malarzy rodzaj swojego artystycznego i filozoficznego manifestu Samotność i wyobraźnia, w którym znalazł się również autobiograficzny szkic „Intermezzo”.

Chodzi mi dziś głównie o zbiorową książkę Demon aktywizmu. Mieczysław Choynowski prekursor polskiej psychometrii, którą wydało Wydawnictwo Naukowe Scholar w roku 2022. Każdy z dwunastu rozdziałów to fascynujący szkic odsłaniający pełne sprzeczności i nieoczekiwanych zwrotów akcji w życiu i naukowej działalności tytułowego bohatera.
Z konieczności zatrzymam się tylko na niektórych aspektach poruszonych w tej wielowątkowej publikacji. .
Szczególnie interesujące wydały mi się dwa rozdziały napisane przez Przemysława Pawlaka, znanego badacza twórczości Witkacego, który opracował ostatni tom Dzieł Zebranych, czyli ponadtysiącstronicową Bibliografię za lata 1990-2019 (nie należy go wszakże mylić z wydawcą niektórych listów Witkacego Tomaszem Pawlakiem).
Pawlak przedstawił w rozdziale drugim „Aktywność artystyczną i publicystyczną” Mieczysława Choynowskiego w okresie przedwojennym zwracając uwagę na jego związki z awangardą. Natomiast w rozdziale piątym zatytułowanym „Czas wojny i okupacji”, szczegółowo analizując literacki portret Choynowskiego skreślony w powojennym opowiadaniu Jana Józefa Szczepańskiego „Koniec legendy”. Maryla Goszczyńska w rozdziale trzecim przypomniała burzliwą relację łączącą Choynowskiego z autorem „Szewców”: „Witkacy i Choynowski – dzieje ich przyjaźni”.
Jako wieloletni redaktor kwartalnika „Życie Duchowe” ze szczególnymi emocjami przeczytałem rozdział dziesiąty napisany przez znanego psychologa i wydawcę specjalistycznego pisma „Przegląd Psychologiczny” Ryszarda Stachowskiego. Otóż jako redaktor naczelny Stachowski chciał uczcić zbliżający się jubileusz 80. lecia urodzin Choynowskiego. Jego tytuł „Dlaczego nie doszło do jubileuszu?” jest fascynującym zapisem tej osobliwej „klęski”. Można powiedzieć, że w tym rozdziale, przywołującym fragmenty korespondencji jak w soczewce skupił się fenomen osobowości Mieczysława Choynowskiego i trudności okiełzania jego nieposkromionego temperamentu.
Najpełniejszy wgląd w osobowość i filozofię Choynowskiego przynosi rozdział dziewiąty napisany przez Czesława S. Nosala, „Zaczynając wszystko od nowa – praca na emigracji”. Nosal omówił szczegółowo wspomniany wyżej autobiograficzny szkic „Intermezzo”. Co ciekawe książki tej nie ma w swoich zbiorach Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego.
Najbardziej zainteresował mnie wątek znajomości autora „Solaris” z Choynowskim, o czym traktują dwa rozdziały szósty napisany przez Elżbietę Strojna, a zatytułowany „Ze Stanisławem Lemem w Konwersatorium Naukoznawczym Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego”, i ostatni pióra Ewy Goryńskiej, „Prekursor polskiej psychometrii we wspomnieniach”. Otóż Stanisław Lem został zatrudniony przez Mieczysława Choynowskiego na pół etatu jako młody asystent w Konwersatorium Naukoznawczym Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego niebawem po przybyciu Stanisława wraz z rodzicami do Krakowa w 1945 roku. To doświadczenie miało się okazać decydujące dla dalszego rozwoju przyszłego pisarza. Strojna pisze: „Podobnie jak kilkanaście lat wcześniej Witkacy dla Choynowskiego, tak teraz Choynowski dla młodego Lema stał się przewodnikiem, mentorem, mistrzem”. To wówczas nabył Lem umiejętności szybkiego czytania książek w wielu językach (rosyjski, francuski, niemiecki i angielski) z zakresu szeroko rozumianej historii nauki. Nie tylko czytał, ale również systematycznie recenzował na łamach wydawanego przez Choynowskiego „Życia nauki”. To w ramach tej aktywności rozpętał awanturę o ulubionego naukowca Stalina Trofima Łysenko, referując dyskusję uczonych rosyjskich, jaka ukazała się na łamach oficjalnej gazety rosyjskiej „Prawda”. Działo się to w 1948 roku.
Choynowski, mimo nacisków nie zdradził kim był autor tego artykułu, który ukazał się anonimowo i dzięki temu Lem mógł nadal pracować. Jednak w 1950 roku redakcja dwa lata później redakcja „Życia nauki” została przeniesiona do Warszawy, a Choynowski zrezygnował z bycia redaktorem naczelnym nie godząc się na ingerencje cenzury. Pod koniec 1949 roku zlikwidowano również Konwersatorium Naukoznawcze. Lem pozostawał w kontakcie ze swoim mentorem przez całe życie. Jednak najważniejszym był ten kilkuletni okres ścisłej współpracy.
Goryńska przywołuje tekst, jaki Lem opublikował po śmierci Choynowskiego w 2001 roku. Lem we wspomnieniu opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym” pisał: „Choynowski wychował mnie, albowiem tak przestawił zwrotnice mojego umysłowego rozwoju, że nie uległem czerwonej paranoi, i w mojej pamięci pozostanie on do końca mych dni jako człowiek obcy jakimkolwiek kompromisom. Nie wiem, czy można coś świetniejszego powiedzieć o losie jednostki w państwie umysłowego terroru”.
No właśnie, chyba nie można. A Lem, którego miałem szczęście poznać osobiście często powtarzał, że swego sumienia nigdy w jasyr nie zaprzedał.
To również dziedzictwo Mieczysława Choynowskiego, który zawsze pozostał sobą a jedynym demonem, jaki go opanował to była chęć poznania Prawdy i bezwzględne tępienie głupoty, która najczęściej przybiera formy różnych kompromisów.
Prof. Obirek pisał niedawno m.in…


Przypomina się stylometria Wincentego Lutosławskiego… Obie łączy wola naukowego podejścia do zjawisk zawłaszczanych przez kapłanów, polityków, ideologów (Platon) i innych czarnków czy legutków, działających w imię i dla Polaków, których Witkacy przejrzał na wylot… Ale kto go dziś czyta? Gratuluję felietono-recenzji!
Odniosłem się do tego ciekawego komentarza wczoraj, ale widocznie moderator uznał, że należy zaczekać z publikacją. Mam nadzieję, że niebawem to się stanie.
Legutko był kiedyś niezłym specjalistą od filozofii starożytnej. Sam kiedyś do niego uczęszczałem na zajęcia, ale było to jeszcze w czasach, gdy nie było PiS-u i Legutko nie został zaczadzony kaczyzmem.
Dla mnie najbardziej intrygujące w metodzie M. Chynowskiego wydaje się skrajnie empiryczne podejście wykluczające jakiekolwiek „naciąganie” wyników do z góry przyjętej tezy. Dlatego był tępiony przez miłośników zalecanego przez Stalina Lysenki, którego młody Lem niemiłosiernie ośmieszył. Dziś na eksperta od wszystkiego został namaszczony K. Wojtyła, którego podejście do wielu spraw, w tym zwłaszcza seksualności i rozrodczości nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Ciagle brak śmiałków mogących i umiejących go ośmieszyć. A obowiązujący autorytet przynosi kolejne śmiertelne ofiary w szpitalach szczycących się jego imieniem. Zastosowanie stylometrii do jego pism mogłoby nam wiele powiedzieć o jego obsesjach z jednej strony i o intelektualnej miałkości z drugiej.
Nominacja Czarnka to klasyczny przykład zastąpienia dobrego pieniądza (Gowin), złym. Gowin mimo całej swej bufonady miał jeszcze jakieś sensowne pomysły. Czarnek to człowiek ciasny światopoglądowo, nadający się bardziej na pruskiego oficera niż ministra. To też przykład jakie miernoty produkują dzisiejsze polskie uczelnie, bo przecież ten typ, jak i Pan Andrzej Duda nie wzięli się przecież znikąd i obaj doszli do tytułu doktora, pierwszy nawet habilitowanego.
Lem pisał różne rzeczy, szczególnie o sobie 😉
„Jednak nie napomknął później już ani słowem, że następnego dnia w tym rytualnym nękaniu wziął również udział jego serdeczny przyjaciel – Stanisław Lem. I to nie byle jak, bo drukując z tej okazji całkiem spory artykuł Wells LENIN i przyszłość świata. I to nie byle gdzie, bo na pierwszej stronie „Gazety Krakowskiej”, oficjalnego organu Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. I to nie w byle jakim towarzystwie, bo w towarzystwie samego towarzysza Leonida Iljicza Breżniewa, generalnego sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Zatem dopuszczony do koncelebry na najwyższym możliwym szczeblu.
Dziś o tym artykule nikt nie pamięta. Nie wspomina o nim także biograf Lema, nawet jednym zdaniem, nawet w przypisie. Być może dlatego, że Lem po mistrzowsku przefastrygowywał swój życiorys i gdy już zorientował się, że jednak romansu z socrealizmem nie uda mu się całkiem wymazać, zadbał o to, by przynajmniej ramy tego romansu były jak najwęższe. Toteż zasadniczo obowiązuje wersja, że, owszem, troszeczkę pokolaborował z oficjalną ideologią w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, ale potem już dał sobie z tym raz na zawsze spokój i odtąd zachowywał wyniosłą niezależność.”
.
„W «Wynalazku inż. Garina» Tołstoj przedstawia społeczne losy odkrycia naukowego w warunkach walki klas. To jest centralna sprawa utworu. W opowiadaniu «Topolny i Czwartek» chciałem skonfrontować z sobą dwie postawy naukowe: dogmatyczną, wiodącą na manowce, i dialektyczną, więc twórczą i płodną. Przedstawiony tam problem «syntezy stellaru» ma być tylko kamieniem probierczym obu tych postaw”
.
A Lema cenię.
Skoro Pan ceni Lema, to byłbym ciekaw przeczytać za co? W tekście starałem się wskazać na taki powód. Pamietam ze kiedyś w rozmowie powiedział, ze nigdy nie oddał swego sumienia w jasyr. Jest mi to bardzo bliskie i oczywiście nie wyklucza błędów bo jak wiadomo tylko ludzie bezmyślni takowych nie popełniają.
Szanowni Państwo,
Ponieważ w większości wiemy w jakiej sytuacji znalazł się portal Studio Opinii po śmierci Pana Redaktora Bogdana Misia, a w sieci jest bardzo mało informacji z tym związanych mam prośbę do wszystkich i do każdego z Państwa z osobna. Jeżeli ktokolwiek poweźmie informację o dacie i miejscu pogrzebu Pana Redaktora BM mam prośbę aby upublicznić tę informację w komentarzu pod tym i pod każdym innym artykułem na SO.
Informacja o pogrzebie Pana Redaktora Bogdana Misia
W godzinach popołudniowych 5 lipca 2023 r. Pan Jerzy Łukaszewski przekazał na łamach Studia Opinii następującą informację:
„Syn Bogdana, p. Michał Miś poinformował mnie, że pogrzeb odbędzie się 10 lipca 2023 r. Uroczystości pogrzebowe odbędą się o godz. 11:00 w Domu Przedpogrzebowym na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.”
Taką informację przekazał także na SO Pan Andrzej Goryński.
Szanowni Państwo – właśnie zainicjowałem dyskusję pod sąsiednim artykułem Ernesta Skalskiego – I po buncie.
Pan Redaktor jest jednym z założycieli portalu SO. Dyskusję pod roboczym tytułem :
DYSKUSJA CZYTELNIKÓW, KOMENTATORÓW I AUTORÓW
O NASZYM PUNKCIE WIDZENIA NA PRZYSZŁOŚĆ STUDIA OPINII
To chyba jedyne forum, gdzie możemy taką rozmowę prowadzić. Prośba o krótkie wpisy, bo dłuższe system pozostawia moderatorowi a tego na razie brak.