11.03.2024
Wizyta premiera i prezydenta w USA ma znaczenie dla wielu spraw w przyszłości i nie ogranicza się bynajmniej do sprawy bezpieczeństwa tu i teraz.
Faktem jest jednak, że wojna za wschodnią granicą narzuca rozmówcom zarówno treść jak i styl i o czym by nie była mowa, każdy temat znajduje się nieco w cieniu tej najważniejszej sprawy.
Początkowe zdziwienie tym podwójnym zaproszeniem ustępuje kiedy spojrzy się na interesy amerykańskie w Polsce wiążąc je ze stanem polskiej sceny politycznej i grożącymi konfliktami, które tym interesom mogą zagrozić.
Amerykanie zrobili co mogli, mimo że zdają sobie chyba sprawę, iż nawet wspólna deklaracja najważniejszych (niestety) polskich polityków nie gwarantuje właściwie niczego.
Przede wszystkim ze względu na charakter (a raczej jego brak) pana D., o którym można powiedzieć wiele, ale raczej nie to, że jest stabilny emocjonalnie i potrafi myśleć kategoriami interesu narodowego. Podpowiadający mu „doradcy”, paprockie, mastalerki, co i rusz robią z niego śmieszną kukiełkę przebierającą się w kurtkę moro, sądząc, że tak będzie wyglądał groźnie i Putin się wystraszy.
Kompletny brak kindersztuby pozwala temu nieodpowiedzialnemu człowiekowi jechać na zaproszenie Bidena i jednocześnie zabiegać o spotkanie z Trumpem. Coś takiego, jak dobre wychowanie, raczej nie było chyba obecne w jego domu rodzinnym.
Swoją drogą zadziwiająca jest ta miłość do Trumpa, który swego czasu tak poniżył polskiego prezydenta każąc mu kłaść podpis na stojąco z boku swojego biurka. To zdjęcie obiegło świat nie przysparzając mu chwały.
Trump, który nie ukrywa swoich poglądów niekoniecznie zbieżnych z interesem Polski, to dla Dudy polityk godny westchnień.
Mało tego – przejmuje jego narrację i rzuca w przestrzeń ŻĄDANIA, by partnerzy z NATO przeznaczali na obronność nie mniej, niż 3% swego budżetu. Niedorosły maluszek zachowuje się jak w piaskownicy sądząc, że w ten sposób stanie się prawdziwym politykiem
Tymczasem to przejęte od Trumpa żądanie jest śmieszne samo w sobie, co sam by zobaczył, jeśliby pomyślał (wiem, to trudne). Rzucanie cyferkami, licytowanie się kto rzuci większą jest niepoważne. Co najmniej.
Wystarczy pomyśleć ile to jest, te 3% w budżecie Niemiec, a ile Luksemburga.
Po drugie sama suma niczego nie załatwia. Rządy PiS udowodniły, że można wyrzucać ponad 3% budżetu na „zbrojenie” i niczego nie załatwić, a jedynie wprowadzić chaos nikomu nie służący. Zbrojenie nie skorelowane z działaniami pozostałych państw NATO nikomu nie będzie służyło, wystarczy pomyśleć nie po pisowsku (im się wydaje, że w ten sposób podkreślają naszą „suwerenność”), a zgodnie z zasadą logiki wspólnego działania.
Duda zadeklarował w orędziu polityczną jedność w sprawach dotyczących obronności.
Nie powiedział jedynie, co przy jego zdolnościach intelektualnych nie dziwi, że ograniczając narodową zgodę do spraw stricte wojskowych nie zbuduje się bezpiecznego państwa.
Odgrażając się co chwila wetowaniem KAŻDEJ ustawy wychodzącej z sejmu chłopczyk z piaskownicy destabilizuje państwo, które w ten sposób staje się słabsze choćby kupiło sobie tysiące czołgów i samolotów. Jakoś nikt mu nie potrafi tego wytłumaczyć.
Polityk, który nie potrafi powiązać ze sobą spraw tak oczywistych? On się robi coraz bardziej niebezpieczny dla otoczenia, którym, niestety, jesteśmy my.
Jak zostało powiedziane, Amerykanie starali się wybić mu z głowy spotkanie z Trumpem, które poza niestosownością czysto towarzyską jest co najmniej nietaktem dyplomatycznym w sytuacji obecnego zaproszenia. Zrozumiał? Nie do końca, bo postanowił pozostawić w USA swoich doradców, którzy po jego wyjeździe skontaktują się z Trumpem. Po co?
Znając poglądy Trumpa (jeśli to nazwać poglądami) na wojnę w Ukrainie naprawdę należy się niepokoić tymi dudowymi ciągotami w jego kierunku.
Oczekiwałbym więc od naszych polityków, by starali się w miarę delikatnie, dostosowując się do poziomu adresata, wytłumaczyć mu, że Putin nie przestraszy się jego groźnych min, a same 3, czy nawet więcej, procent na obronność, bez uwzględnienia innych, zależnych także od niego czynników będą tylko kupką wyrzuconych w błoto pieniędzy.
Jerzy Łukaszewski

Co do portretu PAD-a – pełna zgoda, z jednym mianowicie „ale” dotyczącym stwierdzenia autora o „kompletnym braku kindersztuby”. Sądzę, że mogła być ona dosyć solidna, tyle że ukierunkowana, nazwałbym ją dewocyjno-prawoskrętną. To, co było dalej, w dorosłości delikwenta, a właściwie w jego niedorosłości, to marsz zgodnie z przekazanym azymutem w połączeniu z potrzebą prowadzenia za rączkę, matkowania mu. Taką rolę, co często widać i słychać, pełni żona Agata, no i tłum doradców, wszystkich tych paprockich, mastalerków, a także tłumaczy-usprawiedliwiaczy z dudowego na polski. Człowiek niepewny, chwiejny, asekurancki. Bez politycznego gliku.
Konteksty z Trumpem, to osobna historia. Mam ja ci na ten temat za pazuchą swojego „półkownika”, ale z pewnych względów czeka na zakończenie prezydenckiej kadencji. A kto wie, może – choć nie daj panie! – powrót Trumpa doda mu niespodziewanej pikanterii.
Duda już zapomniał jak zachował się wobec Bidena po wygranych wyborach? To tez uważa za wkład w przyjazne stosunki Polski i USA?
A co do Trumpa i jego polskich wielbicieli (przecież Duda nie jest jedynym) to proszę
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/hitler-zrobil-kilka-dobrych-rzeczy-byly-szef-sztabu-demaskuje-donalda-trumpa/tgjrvx8,79cfc278
Przyzwoity człowiek nie wspomniałby odtąd, że zna takie nazwisko. A co robi Du*a?
Nie tylko Duda był przez Trumpa tak traktowany przy podpisywaniu oficjalnych dokumentów.
Ale tylko Duda był przy tym poklepywany po ramieniu, i słyszał od śmiejącego z niego Trumpa, że lubi tego chłopczyka, bo sam daje więcej, niż się od niego żąda.
Anżej jak na zawołanie potwierdza tezy artykułu i dyskusji: https://wiadomosci.wp.pl/pomysl-andrzeja-dudy-przed-wizyta-w-usa-blad-w-sztuce-prowadzenia-negocjacji-7005139203857184a
Ważne, że Amerykanie wymogli na obydwu politykach wspólne spotkanie z prezydentem Bidenem. Akurat 25 lecie przyjęcia do NATO to znakomita okazja do krótkiej uroczystości oraz poważnych deklaraccji współpracy z USA na przyszłość. Szkoda, że w Polsce obecne władze nie zorganizowały choćby symbolicznych obchodów tej rocznicy.
*
Kwalifikacje „półgłówka państwa” jak go pieszczotliwie opisuje szacowny pan redaktor są przez nas dość wszechstronnie rozpoznane. Zresztą onże robi dużo aby zasłużyć na zdecydowanie mocniejsze epitety. To rzadki przykład osobnika, który świadomie, uporczywie i namolnie mija się nie tylko z mądrością, ale z minimum myślenia racjonalnego. Taki przypadek sprawia, że bliżej przyglądam się fenomenologii ! Kindersztuba nie wyklucza głupoty.
Rezydent jest pod wielkim własnym wrażeniem.
On sobie wmówił, że jest groźny, wmówił sobie, że jest twardy i że podejmuje decyzje. A najgorsze, że sam uwierzył
https://youtube.com/shorts/0U2ChjBeWts?si=YgCbNwiY56u1OBFQ
Właśnie to najbardziej trafne obserwacje. KIedy człowiek pozbawiony autokrytycyzmu i szerszej refleksji o swiecie wierzy w swoje własne iluzje ….