18.04.2026
Dowiedziałem się z Internetu, że należy mi się świadczenie wspierające niezależne od dochodów, a jedynie od stanu zdrowia. No fajnie – ucieszyłem się. Znalazłem w sieci wniosek, wypełniłem, wysłałem. Dostałem wezwanie na komisję, poszedłem i otrzymałem pocztą orzeczenie, że mi się należy. I koniec. Żadnych konkretów, ile mi się należy, od kiedy, od kogo… Siedzę sobie i czekam, na jakieś pismo z konkretami, dni mijają i nic.
Wreszcie moja żona poszła do fryzjera w Giżycku i dowiedziała się, że należy z tym orzeczeniem udać się do ZUS-u. Dowiedziała się od nieznajomych kobiet. Nie z pisma, które dostałem, nie od komisji, nie od ZUS. W tym piśmiennie było ani słowa o tym, co mam dalej zrobić. Dowiedziała się też, że jest na to termin dwa tygodnie, którego większość już minęła.
Ale to nie wszystko. Dowiedzieliśmy się, że w oddziale ZUS nic nie załatwimy, bo teraz wszystko trzeba z ZUS-em „on line”, przez eZUS. Wchodzę na stronę eZUS i nie mogę się zalogować, bo musze mieć jakiś profil, login, hasło a tego wszystkiego nie mam. Nie mam profilu mObywatel, bo go nie założyłem. Nie założyłem, bo dotąd nie był mi do niczego potrzebny.
No dobra, musze założyć sobie mObywatela. Trzeba, to założę. Ale dlaczego na początku procedury nikt mnie o tym nie informował? W dodatku ZUS jest już taki „on line”, że nie można zwyczajnie do oddziału zadzwonić, jak jeszcze niedawno. Teraz jest kontakt z ZUS centralny, przez Warszawę, jeden numer dla wszystkich. Wchodzę na ten numer, a tu znowu; zaloguj się, login, hasło, a ja ani loginu, ani hasła nie mam. No dobra pokonam i to.
Ale tego wszystkiego dowiedziałem się od przypadkowych osób i od sztucznej inteligencji, a nie od instytucji, które powinny obywatela informować.
OK, ale walczę z tym ja, absolwent uniwersytetu, fizyk i matematyk, od lat komputerowe zwierzę używające takich programów jak Photoshop, Facebook, AI, elektroniczna bankowość. A teraz wyobraźmy sobie mojego rówieśnika, lat 78 z wykształceniem podstawowym, który nie ma komputera, a nawet telefon ma Nokię z klawiszami, albo i tego nie ma.
Wyobraźmy sobie starego schorowanego człowieka, który nawet nie wie, co to jest Internet, mObywatel, login itp. On nie zapyta sztucznej inteligencji, bo nawet ni wie, co to jest. On się od tego systemu odbija jak od ściany. Słyszę, że państwo jest opiekuńcze. Nie, państwo jest „odczep się rzepie, bo ja cię odczepię”, obywatelu spadaj na drzewo.
No fajnie, że jesteśmy tacy nowocześni, „on line” i informatyczni. Problem tylko w tym, że jest bardzo wielu starych ludzi, którzy są całkiem nie „on line” i którzy z racji wieku i spadku sprawności, także umysłowej, nie są w stanie się tego nauczyć.
No cóż, popierajmy państwo czynem, umierajmy przed terminem. Był dawno, dawno, taki film satyryczny, tytułu nie pamiętam, w którym kobieta dzwoni na pogotowie:
– Ratunku, mój mąż umiera!
A operator pyta:
– A ile ma lat?
– 80.
– A to w normie.
(w imieniu wszystkich „w normie”)

Krzysztof Łoziński
Emeryt
Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.
Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

No i proszę, kolejny odcinek serialu pt. „Obywatel kontra system, sezon 37, odcinek: logowanie do wszystkiego”. Felieton Krzysztof Łoziński czyta się jak instrukcję obsługi frustracji – tylko że bez rozdziału „jak zakończyć proces sukcesem”. I w tym właśnie tkwi jego urok: człowiek niby się śmieje, ale tak trochę przez zęby, bo rozpoznaje własne przygody w tym labiryncie absurdów.
Autor zgrabnie pokazuje, że państwo „on line” działa świetnie – pod warunkiem, że najpierw przejdziesz quest poboczny pt. „zdobądź login, którego nikt ci nie powiedział, że potrzebujesz”. A najlepsze jest to, że najważniejsze informacje, jak w jakiejś ludowej tradycji, przekazywane są szeptem… u fryzjera. Cyfryzacja XXI wieku, a wiedza nadal krąży jak przepis na ogórki kiszone.
I teraz wchodzi Twoja historia, cała na biało – albo raczej na szaro, jak urzędowy korytarz o 7:30 rano. Bo widzisz, pomimo że od ośmiu lat masz prawo do emerytury, nie podjąłeś starań. Nie dlatego, że jesteś leniwy (chociaż to byłoby prostsze wyjaśnienie), tylko dlatego, że sama procedura brzmi jak escape room zaprojektowany przez księgowego z poczuciem humoru. Byłeś w ZUS-ie kilka razy i dowiedziałeś się rzeczy wręcz poetyckich: masz za mało udokumentowanych lat pracy, bo archiwa zniknęły jak skarpetki w pralce, pracowałeś za granicą (czyli prawie jakbyś nie pracował), miałeś epizod więzienny (system pamięta), a kontrakty i własna firma od lat 90. – no cóż, to już prawie science fiction dla urzędnika.
Ostatecznie ktoś łaskawie doliczył Ci studia w Polsce i zaproponował zawrotną kwotę 1280 zł. Czyli mniej więcej tyle, ile dziś kosztuje ambitniejsze podejście do zakupów spożywczych. A przecież składki i podatki płacisz od 1994 roku, bez zaległości – czyli klasyczna sytuacja: system Cię zna, ale niekoniecznie lubi.
I oczywiście, jak przystało na pełnoprawnego bohatera tej tragikomedii, przerobiłeś też „numery z kontaktami w ZUS”, dokładnie jak pan Krzysztof. Telefon? Labirynt. Online? Login, którego nie masz. Informacja? Od przypadkowych ludzi. Państwo opiekuńcze? Raczej escape room z ograniczonym czasem i bez instrukcji.
Całość jest więc jednocześnie zabawna i… niepokojąco znajoma. Bo ten felieton nie jest o jednym człowieku. To raczej instrukcja obsługi starzenia się w kraju, gdzie najpierw musisz udowodnić, że istniałeś, potem że pracowałeś, a na końcu – że nadal masz siłę się o to kłócić.
Podsumowując: świetny tekst. Śmieszny, celny i niestety trochę jak lustro, w które nikt nie ma ochoty patrzeć zbyt długo. Ale spokojnie – zawsze możesz jeszcze spróbować zdobyć ten mityczny login. Może jest na końcu tęczy, obok garnka ze złotem i działającej infolinii.
ZUS nauczył się unikać klientów tak samo jak np. Enea , Polsat , T-Mobil i bardzo wiele innych firm i instytucji które UKRYWAJĄ swoje adresy emajlowe a nawet telefony ! Tylko tzw. formularz kontaktowy . Panie Łoziński proszę spróbować przesłać ten felieton z dedykacją do Ministra Pracy …. Życzę powodzenia .
adres mejlowy redakcji Studia Opinii też raczej dobrze ukryty…
Aleksander Świętochowski przed śmiercią (1938 r.) powiedział: „Niepodległość Polski, to jej przekleństwo”. Kto nie wie, kim był A. Ś. niech zajrzy do Wikipedii.
Dziś po.pól dnia walki z systemem udało mi się zalogować i złożyć wniosek, ale..od dwóch godzin na ekranie kręci się napis: „proszę czekać trwa wysyłanie danych”.. Co oni tam wysyłają? Encyklopedie dwilunastotomoeą?
ZUS od zawsze miał tak ustawione że świadczenie, mimo że należne, jest na wniosek. Co się więc dziwić? Że komputer w poprzek robi.
Kiedyś w PKO stałem w kolejce obok stolika na którym komputer z drukarką oferował drukowanie wyciągu z konta zainteresowanego klienta. No przeszedł, trącił jakiś klawisz i na ekranie pojawił się napis:
„Przeciągnij kartę przez czytnik.”
Przeciągnął ,,, i nic.
Pani z okienka podpowiedziała o naciśnięciu spacji. Klient wiedział co to i nacisnął.
„Wybierz czynność do wykonania” i lista wyboru z jedną pozycją – wydruk z konta.
Klika w jedynkę.
„Przeciągnij kartę przez czytnik”
Zrobił.
A ekran mu na to:
„Usługa niedostępna, brak papieru”
A ponoć programiści to inteligentna grupa.
Chciałem zmienić 'odbiorcę’ 1,5% odpisu podatkowego… Wyjaśniam (w urzędzie), że rozliczam się w innym mieście, więc każą wypełnić stosowny druk (podanie). Tymczasem 'panienka (z innego) okienka’ żąda Pit-u za ubiegły rok, wtedy będzie miała dostęp „do urzędu właściwego dla miejsca stałego zamieszkania”… Nie odpuszczam i dzwonię do jej kierowniczki, która mówi, że tamta nie miała prawa tak potraktować 80-latka i przeprasza! Radzę nie odpuszczać, jeśli ktoś ma jeszcze siłę…
No to kolejny etap mojej walki z ZUS. Od 1 kwietnia nie można normalnie zadzwonić do ZUS a w oddziale nie udzielają informacji. Trzeba zalogować się do eZIS lub dzwonić na jedyny ogólnopolski numer telefonu.
Dobra, założyłem profil zaufany i zalogowałem się do eZUS, a nie było to proste. Droga przez mękę.
Wczoraj wypełniłem w eZUS wniosek o świadczenie wspierające. Trzeba do tego podać całe stado danych, pinów loginów i niemal numer skarpetek prababki. Ale trudno, przewalczylem. Wypełniłem wniosek i pojawił się komunikat: proszę czekać trwa przesyłanie danych. Przez dwie godziny kręciło się kółeczko z tym komunikatem. W końcu uznałem, że komputer się, zawiesił, rozłączyłem się, wszedłem znów na eZUS (piny, loginy, liczba sprężyn w tapczanie, imię psa ciotki…). Ponownie wypełniłem wniosek, enter i znów kółeczko się kręci I napis: proszę czekać trwa przesyłanie danych. Trwa już ponad dobę.
W sumie nie wiem, czy wniosek złożyłem, czy nie, czy może złożyłem dwa.
Więc dzwonię na te jedyną infolinię. Znowu piny, logowania i zagadka: pin do połączenia telefonicznego. A ja go nie mam, bo nikt mi go nie nadal ani nie kazał ustanowić więc czekam na konsultanta ogólnego. Trwa to kilka godzin.
W końcu jest konsultantka, ale mnie nie słyszy i się rozłącza.
Znów jestem tu gdzie byłem, czyli w czarnej D.
Zakład Utylizacji Starych w formie, ja nie.
Z całości artykułu Pana Łozińskiego oraz komentarzy najlepszą konkluzją jest koniec ostatniego wpisu samego Autora. Doskonałe objaśnienie skrótu ZUS – Zakład Utylizacji Starych.
Szereg lat temu słyszłem dowcip, jeszcze bardziej nędzny niż stan wspomnianej instytucji. Informował on, że instytucja ta jest wymieniana już w Biblii, na co dowodem miał być cytat: „A imię twojego dzieciątka JE ZUS”.