08.08.2026
Obawiam się, że zajmowanie się Karolem Nawrockim przyniesie efekt podobny do efektu Donalda Trumpa, który przed 10 Laty stał się obiektem rosnącej uwagi mediów. Jego wejście z przytupem w kampanię prezydencką było powitane z rosnącym niedowierzaniem, że „ktoś taki w ogóle mógł stanąć do wyborów”. Lista jego „cnót” jest długa, dobrze znana i nie ma powodu jej powtarzać. Faktem jest, że Trump nie tylko zasmakował we władzy (na początku chyba on sam nie wierzył, że może zostać wybrany), ale wręcz uważa, że jest najlepszy z dotychczasowych prezydentów USA i w ogóle się nie przejmuje, że jego notowania spadają. Jak podała przed kilku dniami Agencja Reutera, poparcie dla działań Trumpa spadło z 37 do 35 proc. w porównaniu z badaniem przeprowadzonym w zeszłym miesiącu. Odsetek Amerykanów, którzy pozytywnie oceniają jego prezydenturę, jest zaledwie o jeden punkt procentowy wyżej od najniższego wyniku z początku jego prezydentury.
Faktem jest, że Trump wybory w 2016 roku wygrał, a co gorsze sukces wyborczy powtórzył w 2024 roku. Znakomity pisarz amerykański Richard Zimler w lipcu 2016 roku opublikował interesujący artykuł na temat postępującego ogłupienia społeczeństwa amerykańskiego, dla którego Donald Trump wpisywał się w logikę komiksów przeznaczonych dla nastolatków, a nawet dla dzieci (https://www.zimler.com/en/stories-and-articles/3nb2hfzreewtjzrdcner2yrlj2n3yy). Zimler nie przypuszczał, że ta komiksowa figura wygra wybory. Ten artykuł przyszedł mi do głowy, gdy z rosnącym niedowierzaniem czytałem o rocznicowej celebracji objęcia urzędu przez Karola Nawrockiego.
Widocznie jego otoczenie uwierzyło, że będzie w stanie powtórzyć sukces Trumpa nad Wisła. Co gorsza, uwierzył w to sam Nawrocki, którego wystąpienie na rzeczonych obchodach przypominało najgorsze wzorce faszystowsko-komunistyczne. Te pierwsze stanowiły realizacje tego, co zapowiadały w programach wyborczych (Nawrocki realizuje w istocie obietnice wyborcze). Te drugie, stanowiły dokładne zaprzeczenie wyborczych obietnic (Nawrocki łże jak z nut, że jego weta służą narodowi, który go wybrał). Karol Nawrocki stworzył syntezę realizacji faszystowskich obietnic i komunistycznych kłamstw. Dzisiaj to się nazywa populizmem i niestety staje się nader chodliwym towarem w skali globalnej. Nad Wisłą zachwalali go na rzeczonej akademii ku czci pierwszej rocznicy prezydentury ideolog Andrzej Nowak, demagog publicystyczny Rafał Ziemkiewicz i medialny cynik Krzysztof Stanowski. A wszystko w patriotycznym, a raczej nacjonalistycznym sosie. Czy ciemny lud to kupi, jak mawiał klasyk? Mam nadzieję, że tym razem tak się nie stanie.
Cały spektakl do obejrzenia na stronie urzędu prezydenckiego. Trwa ponad dwie godziny, jak kiepski film (https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/rocznica-zaprzysiezenia-prezydenta-rp,124345). Zrealizowany za pieniądze podatnika. Wiceminister MON Cezary Tomczyk słusznie zwrócił się do kancelarii prezydenta o przedstawienie kosztów rocznicowego przedstawienia (https://www.portalsamorzadowy.pl/polityka-i-spoleczenstwo/wiceszef-mon-zwrocil-sie-do-kprp-o-informacje-ws-kosztow-organizacji-rocznicy-prezydentury-nawrockiego,671609.html). Mamy prawo wiedzieć, ile publicznych pieniędzy wydaje się na ogłupianie społeczeństwa.


Profesor Obirek trafia w sedno, zwłaszcza tam, gdzie pisze o autopromocji finansowanej przez państwo i o niebezpieczeństwie nieustannego medialnego dokarmiania politycznego narcyzmu. Dopowiedziałbym jednak jedną rzecz: problem Nawrockiego jest nawet poważniejszy niż naśladowanie Trumpa. Trump jest wzorem techniki. Nawrocki próbuje z tej techniki zrobić nową teorię polskiej prezydentury.
Panie Profesorze, zgadzam się — i chyba najbardziej z pierwszym zdaniem. Jest rzeczywiście pewne niebezpieczeństwo, że zajmując się Nawrockim od rana do wieczora, zaczniemy mu niechcący świadczyć usługi reklamowe, za które Kancelaria musiałaby normalnie wystawić fakturę.
Trump jest tu przykładem wręcz podręcznikowym. Przez lata media pokazywały go także dlatego, że był skandaliczny, groteskowy, niewiarygodny i doskonale się „klikał”. On tymczasem bardzo szybko odkrył, że w nowoczesnej polityce oburzenie przeciwnika jest również formą zasięgu. Nieważne, czy publiczność klaszcze, czy rzuca pomidorami — ważne, żeby kamera była skierowana na właściwego człowieka.
Nawrocki tę lekcję odrobił bardzo pilnie. Momentami mam nawet wrażenie, że z podręcznikiem Trumpa spał pod poduszką.
Rocznicowa akademia była tego świetnym przykładem: scena, hymn, dzieci, starannie dobrana publiczność, „zwykli ludzie”, piekarnia, wzruszenia, znane nazwiska komentatorów i na końcu główny bohater, który oznajmia, że ma sto procent baterii. Brakowało właściwie tylko tortu w kształcie Pałacu i chóru śpiewającego „Sto lat” do Konstytucji.
Ale tu właśnie dopowiedziałbym coś do Pańskiego tekstu.
Nie jestem pewien, czy najważniejsze jest określanie tego widowiska jako syntezy wzorców faszystowskich i komunistycznych. Rozumiem tę figurę, ale obawiam się, że przeciwnik może się wtedy uczepić etykiety i ominąć rzecz znacznie poważniejszą.
Najbardziej niepokojące było bowiem nie to, do którego historycznego -izmu Nawrocki jest podobny, lecz to, jak konsekwentnie utożsamia siebie z narodem.
Nie mówi: „mam takie poglądy”.
Nie mówi nawet: „moi wyborcy tego oczekują”.
Mówi w istocie: ja jestem waszym głosem.
A potem wykonuje następny krok. Jeśli jego projekt trafia do sejmowej zamrażarki, nie jest to zwykły konflikt polityczny — dzieje się to „przeciw polskim obywatelom”. Jeśli Senat korzysta ze swojej konstytucyjnej kompetencji i odrzuca referendum, dowiadujemy się, że „tak nie wygląda demokracja”.
I tutaj kończy się kabaret, a zaczyna problem ustrojowy.
Bo z takiego języka wynika bardzo prosta konstrukcja: prezydent reprezentuje naród, więc kto ogranicza prezydenta, występuje przeciw narodowi.
To jest stary numer populizmu, tylko teraz podany w nowym opakowaniu, z flagą, kamerą 4K i rachunkiem wystawionym podatnikowi.
Dlatego bardzo słusznie pyta Pan o koszty tego widowiska. Chciałbym je poznać nie dlatego, że uważam, iż prezydentowi nie wolno organizować uroczystości. Wolno. Ale istnieje przecież różnica między uroczystością państwową a benefisem urzędującego polityka poświęconym temu, jak znakomicie sprawuje urząd urzędujący polityk.
Jeżeli podatnik płaci za scenę, nagłośnienie, oprawę i produkcję widowiska, podczas którego prezydent przez dwie godziny buduje własną markę polityczną, pytanie o cenę nie jest małostkowością.
To higiena demokracji.
Kiedy firma urządza jubileusz prezesa, płacą akcjonariusze.
Kiedy prezydent urządza jubileusz prezydenta, akcjonariuszami jesteśmy my.
I mamy prawo zapytać, ile kosztował szampan, nawet jeśli podano go w patriotycznych kieliszkach.
Mam natomiast jeszcze jedną obawę, trochę zgodną z Pańskim początkiem. Nie możemy dać się Nawrockiemu wciągnąć w sytuację, w której każde jego przemówienie wywołuje pięćdziesiąt analiz, sto komentarzy i trzy dni narodowej dyskusji.
Narcyz polityczny żywi się także oburzeniem przeciwników.
Dlatego trzeba go opisywać, punktować, sprawdzać rachunki, pilnować Konstytucji i nazywać rzeczy po imieniu — ale nie wolno codziennie urządzać mu medialnych imienin.
Bo jeszcze gotów uwierzyć, że naprawdę jest centrum polskiego świata.
Choć po tej rocznicowej akademii mam pewne podejrzenie, że ten etap już za nami.
Profesor Obirek demaskuje mechanizm politycznej autopromocji, w którym patriotyczna dekoracja ma zastąpić odpowiedzialność, kompetencje i szacunek dla obywateli. Najbardziej niepokojące jest to, że prezydencki urząd zostaje przedstawiony jako scena osobistego triumfu, a nie miejsce służby państwu — i to przy wykorzystaniu pieniędzy podatników.
Nawrocki najwyraźniej uwierzył, że wystarczy głośny ton, nacjonalistyczne hasła, religijna scenografia i wierny dwór medialno-polityczny, aby zbudować autorytet. Tymczasem autorytetu nie tworzy się przez fanfary, lecz przez odpowiedzialne decyzje, umiar i zdolność łączenia obywateli. Autor pokazuje, że za fasadą „patriotycznego spektaklu” kryje się populizm: dużo efektownych słów, jeszcze więcej pozy, a zdecydowanie za mało troski o realne skutki działań.
Szczególnie kompromitująca jest rola popleczników, którzy zamiast patrzeć władzy na ręce, dostarczają jej pochwał i propagandowego uzasadnienia. Andrzej Nowak, Rafał Ziemkiewicz czy Krzysztof Stanowski występują tu nie jako niezależni komentatorzy, lecz jako część dekoracji legitymizującej polityczny kult jednostki. Taki dwór nie służy prezydentowi — on go demoralizuje, utwierdzając w przekonaniu, że każda autopromocja jest racją stanu.
Trudno też przejść obojętnie obok wcześniejszych zarzutów dotyczących wykorzystywania instytucji publicznych do promocji Nawrockiego. Kontrola NIK opisywała nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami IPN, obejmujące wydatki o wartości niemal 30 mln zł, zakwalifikowane jako niezgodne z prawem, niecelowe, nierzetelne lub niegospodarne. W tym świetle pytanie o koszty rocznicowego widowiska nie jest złośliwością, lecz elementarnym żądaniem przejrzystości.
Stanisław Obirek przypomina rzecz podstawową: państwo nie jest własnością prezydenta, jego rodziny politycznej ani medialnych akolitów. Urząd publiczny nie może być kosztownym studiem do produkcji wizerunku, a podatnicy nie powinni finansować spektaklu, którego głównym bohaterem i beneficjentem jest sam Karol Nawrocki.
Koń, jaki jest, każdy widzi. Czasy takie, że ludzie szukają silnego człowieka. Dosłownie. Trochę mi się to kojarzy z Augustem II Mocnym, który podkowy potrafił wyginać. Czasy też mocno sarmackie. Polak czuje się panem, reszta to chamy. Za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa. No i znowu jesteśmy podobno mocarstwem. Źle to się skończy…
Ciemny lud zwykle kupuje takich jak Nawrocki… Rocznica rezydentury w pałacu przypominała Parteitag szyty na polską miarę, w narodowych barwach i z generalskim wężykiem. Reżyserka też z czasów Führera: skandowanie imienia i nazwiska 'wodza’, przerywniki braw i „precz z komuną”, których ten słuchał z lubością, dając się wykrzyczeć 'tłumowi’… A te miny… kręcenie głową, podnoszenie brody i uśmiech kibola prze/po walce – Duce, Duda, Trump? Jeszcze nie Hitler…
Redaktor Skalski w ostatnim felietonie https://studioopinii.pl/archiwa/250645 podaje uniwersalne lekarstwo m.in. rozwiązywania problemu polskiego, kieszonkowego Trumpa i jego popleczników. To „formuła: kopa, dupa, brama!”
Wspomnianą prez prof. Obirka częścią akademii ku czci Bytyra była wymiana nawilżania, tak opisywana w rozszerzeniu podcastu na YouTube: „Na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego zorganizowano debatę z okazji rocznicy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. W dyskusji prowadzonej przez Dorotę Gawryluk wzięli udział: Rafał Ziemkiewicz, Krzysztof Stanowski i prof. Andrzej Nowak. Uczestnicy debaty oceniali pierwszy rok kadencji i odnosili się do decyzji podejmowanych przez Karola Nawrockiego, m.in. w sprawie wetowania ustaw rządu Donalda Tuska.”
Dorota Gawryluk na łamach Interii z dumą oświadczyła, że „debaty” są solą demokracji. Jak wiadomo w tak rozumianej demokracji obowiązuje wolność słowa… pochwalnego.