11.09.2026
Po przeżyciu obozowych traum zastanawiał się, czy wypada i można jeszcze pisać o ukwieconych łąkach i przeczystych nieboskłonach. Czy drwiący śmiech pokoleń nie zagłuszy aby szczebiotliwych zachwytów, a późnym wnukom nie zostanie „ani wiersz, ani proza, tylko kawał powroza”?
Widok wstrząsających scen likwidacji warszawskiego getta, doświadczenia związane z przetrwaniem oświęcimskiego piekła, nie mogły skłonić go do opisywania tamtych wrażeń w sposób patetyczny. Nie potrafił wykrzesać z siebie krzykliwych, pełnych oburzenia tonów.
Uważał, iż język ludzki jest nieprzygotowany do wyrażania tak drastycznych doznań. Sądził, że nie ma w nim odpowiednich określeń; żaden przymiotnik, żadna ocena, żadne nagany, żadne słowa potępienia, czy moralizatorskie oceny, nie oddałyby grozy tamtych dni. Wszystkie były zbyt słabe wobec tych tragedii, bo człowiek przekraczający bramy hitlerowskiego Hadesu, stawał się człowiekiem przemielonym przez obozowe nakazy i obdartym z jakichkolwiek złudzeń.
Taki stan ducha więźnia rozkruszonego przez obóz nazywał zlagrowaniem; by przetrwać, trzeba mu było przywyknąć i dopasować się do narzuconej rzeczywistości. Beznamiętnie reagować na śmierć i upodlenie. Dlatego, pisząc o życiu obozowym, nie bełkotał w stylu olaboga, tylko przedstawiał fakty bez wdawania się w stereotypowe spazmy.
Tropem identycznym, jedynie trafnym przy mówieniu o niewyobrażalnych zbrodniach, poszła Nałkowska w „Medalionach”. Gdyż milczenie, brak histerii, lamentów i załamywania rąk, mocniej przemawia do ludzkich serc, niż przybieranie histerycznych póz.
*
Są artyści o maratońskim dochodzeniu do mistrzostwa. I są twórcy doskonali już w wieku nieopierzonym. Żył 29 lat. Przemknął przez czas jak meteor. Ledwie zajaśniał, a już ogarnął go mrok.
Borowski, oprócz bycia wrażliwcem, wyznawał poglądy zbliżone do katastrofizmu, a on nie zezwalał na huraoptymizm. Według jego mniemań, świat skazał się na zagładę i tylko kwestią czasu jest, kiedy człekopodobne stwory wyekspediują go do piachu.
Obozowa gehenna to potwierdziła. Ludzie, o których naiwnie myślał, że przestaną być po nich mordercami, zawiedli go, rozczarowali, pozbawili złudzeń i nie wyciągnęli wniosków z wojny. Obserwował, jak zgnilizna nieczułości przenika do ich krwi.
Dać im szansę na opamiętanie, sterczeć w bezsensownej nadziei na egzystencję oskubaną z fałszu, wyzwolone ze strachu i bezustannych spodziewań się śmierci, odpowiadało mu nie za bardzo.
Poeta, prozaik, człowiek na wskroś wrażliwy, po wojennych traumach zafascynowany rodzącym się państwem społecznej sprawiedliwości, wstępuje w szeregi komunistów. Ulega kuszącym wizjom ustroju o czerwonej barwie, ponieważ daje się zauroczyć pacyfistycznym klekotom; podsumowania okresu wiary w komunistyczne slogany, odszukać można w tomie opowiadań „Kamienny świat”.
Nie on jeden został wystawiony rufą do wiatru. W gronie początkowych entuzjastów zamordystycznego systemu jest Szymborska, Miłosz, Kapuściński. O komunizm otarł się również Kołakowski. Lecz że w trakcie psychicznej fermentacji wyrasta człowiekowi narośl nazywana trzecim okiem lub zdrowym rozsądkiem, ówże rozsądek nakazał mu wycofać się z komunistycznej głupoty i odkręcić kurek z gazem.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
