17.09.2026
W piątek,11-go września, wszyscy i wszędzie pisali o pamiętnym dniu sprzed równo ćwierć wieku. Przyłączam się, chociaż już minął ten piątek, a robię to tylko po to żeby napisać, iż wkrótce po tragicznym 11.09.2001 oglądałem ruiny Word Trade Center w grupie, w której znajdował się profesor Władysław Bartoszewski. Przypomniał w rozmowie, że w początkach Powstania Warszawskiego, w którym brał udział, dokładnie w dniach 5-7- go sierpnia 1944, na Woli, z polecenia Hitlera i rozkazu Himmlera rozstrzelano 30 – 60 tysięcy cywili. By zatrzeć ślady, Niemcy później palili ciała i dlatego dokładnej liczby zamordowanych nie sposób ustalić.
Gdy doszło do wolskiej masakry, Polska miała za sobą już prawie pięć lat wojny, od 1-go września 1939. A kiedy mordowano na Woli, Polacy walczyli na ulicach Warszawy oraz w lasach, na froncie zachodnim i wschodnim i we Włoszech.
„…idziemy przez kontynenty,
lecą nasze eskadry,
płyną nasze okręty…” – pisał Władysław Broniewski/
I w tym samym czasie, znaleźli się Polacy, którzy w różnym stopniu i w różny sposób współpracowali z niemieckim okupantem.
Zachęcałbym PT Czytelników do sięgnięci po „Rzeczpospolitą z dnia11-go września. W piątki Rzepa zamieszcza dodatek „Rzecz o Historii” a w nim, akurat w rocznicę, znalazł się obszerny i doskonale udokumentowany artykuł Krzysztofa Żarnotala, prawnika i menażera. Tytuł: „Brygada Świętokrzyska: czego zabrakło w liście prezydenta Nawrockiego?”
Oficjalny list Prezydenta RP Karola Nawrockiego skierowany do kombatantów, organizatorów i uczestników obchodów rocznicowych Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych został wystosowany 11 sierpnia 2026 roku.
List ten powstał z okazji 82. rocznicy powołania formacji i został odczytany przez doradcę prezydenta, Jana Józefa Kasprzyka, podczas oficjalnych uroczystości zorganizowanych przez Instytut Pamięci Narodowej przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
Pan prezydent pisze w nim o „koniecznych kompromisach”
Owszem, były też kompromisy naprawdę konieczne, ale nie o nie chodzi w tym liście.
W Generalgouvernement, czyli w Generalnym Gubernatorstwie, zwanym nieprawidłowo Generalną Gubernią, jeździły pociągi i tramwaje, pracowały elektrownie i wodociągi. Działały zarządy komunalne. W warszawskim kamuflował się jako urzędnik Jan Nowak-Jeziorański w trakcie wykonywania misji. Wszystko za zgodą i pod nadzorem okupanta.
Pojawiła się, bo była potrzebna, także miejscowa waluta – złote, emitowane przez Bank Emisyjny w Polsce, kierowany przez wybitnego ekonomistę, Feliksa Młynarskiego (1884 – 1972). Był on wraz z Władysławem Grabskim współtwórcą polskiego złotego, wiceprezesem Banku Polskiego, ekspertem Ligi Narodów, cieszył się międzynarodowym prestiżem. Okupacyjne stanowisko przyjął z aprobatą premiera legalnego rządu RP, Władysława Sikorskiego i krajowego dowództwa Związku Walki Zbrojnej, poprzednika AK.
Niemcy musieli zdawać sobie z tego sprawę.
Po wojnie Feliks Młynarski wykładał na Uniwersytecie Jagiellońskim, początkowo bacznie obserwowany przez bezpiekę.
Z dzieciństwa pamiętam, będące w obiegu „młynarki”. Najwyższym nominałem był „góral”, banknot 500-złotowy z głową tatrzańskiego górala.
„Siekiera, motyka, bimber, gwóźdź,
Masz górala, a mnie puść!” – z repertuaru ulicznych śpiewaków.
Bywalcy dansingów w PRL, nawet ci którzy nie mogli pamiętać wojny i okupacji, przyswoili sobie pojęcie „góralskie tańce”. Gdy orkiestra oznajmiała, że już kończy działalność, dawało się 500 złotych, „górala”, za każdy kolejny kawałek. Tyle zostało po kompromisach naprawdę koniecznych w ponurym czasie okupacji, kiedy nikomu nie było do śmiechu.
A w kompromisach koniecznych z polskiego punktu widzenia absolutnie nie było miejsca na te, zawierane przez Narodowe Siły Zbrojne – Brygada Świętokrzyska była ich częścią – z Gestapo, Kripo (kryminalni), żandarmerią, SS. Bo to był rdzeń imperium Hitlera!
Owszem, jednostki NSZ – nie była to jednolita struktura – w różnych punktach walczyły i przeciw Niemcom. Ale też dogadywały się z nimi gdy chodziło o uwolnienie swoich ludzi. Informowano niemieckie służby bezpieczeństwa o trasach przemarszu i dyslokacji swoich oddziałów, by w miarę możności unikać starć. A były przypadki, że niektóre oddziały od Niemców dostawały broń. Dla walki przeciw wspólnemu wrogowi, którym była partyzantka komunistyczna.
Była ona narzędziem Moskwy, dla niej zbierała informacje, a jej głównym zadaniem było przygotowanie gruntu dla stworzenia reżimu, który funkcjonował do roku 1989. Zaczęła się formować – jak i NSZ – dopiero w roku 1942, lecz w przeciwieństwie do swojej prawicowej antypody, zdecydowanie walczyła z Niemcami.
Ze wspomnianego artykułu w Rzepie dowiadujemy się, że Armia Ludowa, przekształcona z początkiem 1944 z Gwardii Ludowej, tylko od sierpnia do grudnia tego roku, przeprowadziła 90 proc. ze 130 ataków na obiekty okupanta. Odnotowały to; Wehrmacht i Gestapo w dystrykcie radomskim. Zatem walcząc przeciw tej partyzantce i przeciw sowieckim partyzantom, Narodowe Siły Zbrojne działały w interesie okupanta. I to nie tylko na własną rękę.
Charakterystyczną postacią był Hubert Jura, pseudo „Tom”, jednocześnie zarejestrowany w radomskim Gestapo jako V-Person, pseudo „Georg”, a później „Lorenz”. Budziło to zastrzeżenia nawet w NSZ. Sąd AK wydał zaocznie na Toma wyrok śmierci. Nie udało się go nigdzie wykonać. Sztandarowy zdrajca związał się z zachodnimi wywiadami, i ostatecznie uniknął kary. Nie był jedyny. Zarejestrowanymi niemieckimi agentami byli; Telesfor Piechocki „Gustaw” i Marian Łagowski „Niedziela”. Można chyba założyć, że było ich więcej.
Gdy w roku 1945 Brygada Świętokrzyska wycofywała się z Polski razem z Niemcami, łącznikiem z nimi był Jura. Uzgadniał trasy przemarszu, miejsca postoju, dostawy żywności dla Brygady. Nie podjęła ona, jako całość, walki z Armią Czerwoną na froncie, bo to mogło oznaczać zniszczenie jednostki. Natomiast wysyłała za linię frontu patrole, szkolone przez Niemców i działające dla nich.
Gdy brygada znalazła się w Czechach, dla tamtejszego ruchu oporu była to jednostka kolaborancka. Ale jej dowództwo zorientowało się, że to już ostatnie godziny wojny. Hitler nie żyje, Berlin zdobyty. Ósmego maja miała miejsce kapitulacja III Rzeszy, a piątego żołnierze Brygady brawurowym atakiem zdobyli obóz kobiecy w Holiszowie, wyzwolili setki więźniarek skazanych przez Niemców na śmierć, w podminowanych i gotowych do wysadzenia barakach. Zabili i wzięli do niewoli wielu Niemców. Wyzwolili też tysiące osób zamkniętych w niemieckich fabrykach zbrojeniowych. Straty własne; dwóch rannych.
To był naprawdę bardzo mocny akcent, zamykający historię Brygady Świętokrzyskiej. Czy równoważy lata haniebnej kolaboracji z hitlerowcami? Współcześni apologeci całą historię tej jednostki chcą sprowadzić tylko do tej bitwy, do wymarszu z Niemcami w ostatnich dniach wojny, lecz jej kolaboracja zaczęła się wszak w roku 1943.
Ocena Brygady Świętokrzyskiej i całej formacji NSZ zależy od tego kto ocenia.
Pamiętających wojnę jest mało i coraz mniej.
Oczywiście byli i jeszcze są kombatanci NSZ oraz apologeci tej formacji, ale w powszechnym odczuciu jej współdziałanie z okupantem było niewybaczalną zdradą. I to w większości przejęło następne, najliczniejsze powojenne pokolenie, baby boomers, jak się określa tych, którzy rodzili się w latach 1946 – 1964.
Przez dekady określenia; „przedwojenny/powojenny” nie wymagały dopowiedzenia o jaką wojnę chodzi. Trwała zimna wojna Wschód-Zachód i każdy wzrost napięcia na tej linii u tych pamiętających i u ich dzieci wywoływał odruch robienia zapasów; cukru, kasz, suchego mięsa, wódki, nafty i świec. A w pokoleniach wnuków i następnych, właściwie do dziś, wszyscy coś wiedzą o IIWŚ i oczywiście są w niej po polskiej stronie. To chyba zostanie na długo, lecz już nie jest emocjonalnym podejściem, co zrozumiałe. Zaś dziadków ocenia się dobrze i wyobraża się sobie jako tych bohaterskich, natomiast zdrajców się z założenia potępia. Chociaż już bez przejęcia.
To stanowisko Polaków powinno być utrzymywane przez polityką historyczną i prezydent Rzeczypospolitej jest z urzędu zobowiązany by je reprezentować. Przy tym Karol Nawrocki, urodzony w roku 1983, a więc w pokoleniu wnuków, może nie mieć emocjonalnego podejścia do lat 1939 – 1945, lecz nie powinien się mijać z prawdą. Przecież ma doktorat z historii, był szefem Muzeum II Wojny Światowej i prezesem Instytutu Pamięci Narodowej. A w swoim tegorocznym liście pisze, że sformowana 82 lata wcześniej Brygada Świętokrzyska NSZ „walczyła przeciwko dwu wrogom”. I „chroniła rodaków przed Niemcami i ich kolaborantami, przed Sowietami i komunistycznymi dywersantami, wreszcie przed pospolitymi bandytami”. Nie dodał, że oddziały NSZ mordowały Żydów.
Ta mniejsza część NSZ, która po rozłamie w kwietniu 1944 nie podporządkowała się rządowi RP i dowództwu AK, liczyła według szacunków 15 – 25 tysięcy. A wchodząca w jej skład Brygada Świętokrzyska, powstając 11 sierpnia 1944, liczyła niespełna tysiąc żołnierzy. Do Czech, w maju 1945, wkroczyło ich raptem nieco ponad półtora tysiąca. Nie bardzo więc kto miał chronić rodaków przed sowietami i komunistycznymi dywersantami, którzy akurat nie zagrażali ludności, lecz Niemcom. Z tymi zaś Brygada współpracowała. Dla tych, którzy cokolwiek wiedza o tamtych latach, jest ona symbolem zdrady. Po co ją więc Nawrocki gloryfikuje?
Dziennik „Fakt” opublikował artykuł prof. Jarosława Kuisza, który określił działania prezydenta jako „szkodliwe dla Polski” oraz zarzucił mu realizowanie cynicznego planu politycznego ukierunkowanego na polaryzację społeczeństwa. Dr. Nawrocki nie posiada wyrazistego programu ani własnego zaplecza politycznego i dlatego, zdaniem historyka, sięga po tematy, które mogą wzbudzić skrajne emocje. Ma to konsolidować prawicowy elektorat i budować tożsamość polityczną prezydenta połowy Polaków..
A dzisiaj, już po raz któryś w historii, znów aktualne są hasła przodków; „Ojczyzna w niebezpieczeństwie! Nieprzyjaciel w granicach!”
Nasila się wojna hybrydowa przeciw Polsce i niewykluczona jest pełnoskalowa inwazja. W kraju działa V kolumna Putina. Są to nasłani dywersanci i zabójcy, pożyteczni idioci – To nie nasza wojna! – tacy jak Błaszczak i Czarnek, czy agenci wpływu jak Braun.
A prezydent połowy Polaków, dla swych osobistych korzyści, gloryfikuje zdrajców!

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Bardzo mocny tekst Pana Ernesta Skalskiego, bo stawia pytanie znacznie poważniejsze niż kolejny spór o to, kto był „prawdziwszym patriotą”. Pyta mianowicie, co robi z historią prezydent, który z wykształcenia jest historykiem i całe zawodowe życie spędził w instytucjach zajmujących się pamięcią.
I tu rzeczywiście robi się zabawnie, choć jest to humor raczej cmentarny.
Karol Nawrocki pisze o „koniecznych kompromisach” Brygady Świętokrzyskiej. Cudowne określenie. Kiedy człowiek przesunie spotkanie, bo ma dentystę — to kompromis. Kiedy partia ustąpi w sprawie podatku — też kompromis. Ale kiedy formacja podziemna uzgadnia z Niemcami trasy przemarszu, korzysta z ich aprowizacji, utrzymuje kontakty z Gestapo, a jej ludzie bywają przez niemieckie służby szkoleni i przerzucani za front, słowo „kompromis” zaczyna pracować tak ciężko, że należy mu się emerytura pomostowa.
Oczywiście Brygada ma również kartę Holiszowa — rzeczywiście bohaterską. Wyzwolenie setek więźniarek niemieckiego obozu jest faktem i tego nie wolno wymazywać. Ale historia nie jest programem lojalnościowym, w którym za jeden piękny czyn kasują się wszystkie wcześniejsze punkty karne. Można jednocześnie powiedzieć: Holiszów był bohaterstwem, a wcześniejsze kontakty z Niemcami były czymś, czego nie wolno pudrować patriotyczną watą cukrową.
Dlaczego więc Nawrocki to robi?
Najprostsza odpowiedź jest niestety polityczna. Brygada Świętokrzyska stała się dla części prawicy symbolem antykomunistycznej, narodowej Polski, więc jej pełna historia przeszkadza w budowaniu wygodnego mitu. A mit ma tę przewagę nad historią, że nie stawia niezręcznych pytań. Prezydent nie potrzebuje tu badacza z lupą, lecz bohatera na sztandar. Kłopot w tym, że historyk, który zaczyna od sztandaru, a dopiero potem dobiera fakty, staje się czymś w rodzaju kartografa, który najpierw rysuje granice, a potem zastanawia się, gdzie leżą rzeki.
Najbardziej osobliwe jest to, że sam Nawrocki w swoim liście wzywa do „uczciwego poszukiwania prawdy, choćby niewygodnej”. Piękne zdanie. Szkoda, że niewygodna prawda najwyraźniej ma tę właściwość, iż bardzo łatwo wypada z listu pisanego przez prezydenta. To już nawet nie jest polityka historyczna. To historyczny retusz z pieczątką państwową.
Pan Skalski pyta: po co Nawrocki gloryfikuje Brygadę? Odpowiedziałbym: bo politycznie jest mu potrzebna w wersji bez przypisów. Wersja pełna, z Holiszowem, ale także z Hubertem Jurą, Gestapo, niemiecką logistyką i marszem u boku cofającego się Wehrmachtu, byłaby znacznie mniej użyteczna na patriotycznej akademii.
I tu chyba tkwi sedno. Od zwykłego polityka można jeszcze usłyszeć, że czegoś nie doczytał. Od doktora historii, byłego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej i byłego prezesa IPN brzmi to znacznie gorzej. Bo jeśli Nawrocki tego nie wie, mamy problem. A jeśli wie — mamy problem większy.
„Redaktor Skalski przypomina rzecz elementarną: nawet najbardziej heroiczny epizod — jak wyzwolenie więźniarek w Holiszowie — nie może wymazać wcześniejszej współpracy części NSZ, w tym Brygady Świętokrzyskiej, z aparatem niemieckiego okupanta. Uzgadnianie przemarszów, korzystanie z niemieckiego zaopatrzenia i kontakty z Gestapo nie były „koniecznym kompromisem”, lecz moralnie i politycznie haniebnym przekroczeniem granicy.
Oburzające, kiedy Nawrocki przedstawia Brygadę niemal wyłącznie jako formację patriotyczną, pomijając fakty niewygodne dla tego mitu. Od historyka, byłego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej i prezesa IPN winno się oczekiwać nie propagandowej selekcji, lecz całej prawdy. Sęk w tym, że „cała prawda” w wydaniu Batyra jest właśnie taka. To przedstawiciel „nowej elity”, głoszącej „inną narrację” — „prawdę” w wydaniu prawicowym, która ni mniej, ni więcej oznacza trzecią prawdę Tischnerowską. Państwowe gloryfikowanie formacji obciążonej kolaboracją jest nie tylko fałszowaniem pamięci, ale i lekcją cynizmu dla wyborców prawicowych.
Zagrożenie rosyjskie nakazuje powagę. Pełnoskalowa inwazja na Polskę nie jest dziś scenariuszem najbardziej prawdopodobnym, bo Polska należy do NATO, lecz realna jest i już trwa presja hybrydowa: sabotaż, dezinformacja, podsycanie podziałów, testowanie odporności państwa. W takiej chwili potrzebujemy wspólnoty opartej na prawdzie i odpowiedzialności, a nie na rehabilitowaniu ludzi, którzy w godzinie próby szukali układów z Hitlerem.”
Celne przypomnienie, że „kompromis z Hitlerem” nie jest kompromisem, tylko moralnym bankructwem. Holiszów był czynem chwalebnym, lecz jeden bohaterski epizod nie może służyć jako wybielacz dla wcześniejszej kolaboracji.
Prezydent, zwłaszcza historyk i były szef IPN, nie ma prawa sprzedawać obywatelom historii po amputacji niewygodnych faktów. To już nie polityka pamięci — to państwowa produkcja pseudopatriotycznego retuszu.
To nie był tylko marsz u boku cofającego się Wehrmachtu. To była także aktywna współpraca, od początku 1945 roku, obejmująca niemieckie przeszkolenie wojskowe i uzbrojenie części żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, a następnie zrzucenie ich na tereny już opanowane przez wojska sowieckie. Ostatnia grupa spadochroniarzy zrucona została 15 kwietnia 1945 roku, a więc na zaledwie trzy tygodnie przed wyzwoleniem obozu w Holiszowie (5 maja 1945). Więcej szczegółów można znaleźć w opracowaniu Instytutu Pamięci Narodowej pt. „Polskie Oddziały Wartownicze przy armii amerykańskiej w latach 1945-1989” (Szczecin 2016).
Nie rozumiem komentarzy, które in extenso powtarzają argumenty Autora tekstu, nic do niego nie wnosząc. Celuje w tym p. Bielejewski; ale skoro inaczej nie potrafi…