01.11.2026
Zacznijmy od powstania. Kto jeszcze pamięta, ze to był 1982 rok, a wiec ciemna noc stanu wojennego i jego powołanie do istnienia stanowiło próbę zatrzymania nieuniknionego. Generał Wojciech Jaruzelski wyszedł na przeciw oczekiwaniom opozycji, która domagała się kontroli jego bezprawnych działań. Powstanie TK nic nie zmieniło aż do 1989 kiedy to naród zagłosował nogami i zmiótł z powierzchni ziemi stary porządek 4 czerwca. Kto to jeszcze pamięta? Dla porządku przpomnijmy, że wtedy głosowało 62 procent, prawie 40 procent pozostało w domu wyczekując na rozwój wypadków.
Potem był rok 2015 i powolne przejmowanie TK przez PiS. Wszystko działo się w majestacie osobliwie pojmowanego prawa przez Jarosława Kaczyńskiego i jego wiernych akolitów. Udało się. TK został skutecznie sparaliżowany, a twarzą tego paraliżu jest obecny prezes wraz z obecnym prezydentem. Sekundują im dzielnie ci, którzy w innym czasie w innym miejscu (przed pałacem prezydenckim) tworzyli religię smoleńską. Było tam wiele krzyży i wiele modlitw. Tak jak dzisiaj przed TK. Byłem w obu miejscach, wtedy w 2010 roku na Krakowskim Przedmieściu i dziś ma Alei Szucha. Załączam do tego tekstu kilka zdjęć zrobionych w samo południe 1 listopada.

To, co zobaczyłem potwierdza moją intuicję. Bezprawie znalazło gorliwych obrońców na ulicy. To gorliwi katolicy, córki i synowie kościoła katolickiego. Żaden z „obrońców” obecnego TK nie pojawił się, gdy właśnie Aleja Szucha była zapełniana regularnie protestującymi, gdy rządzący w latach 2015-2023 PiS systematycznie, metodą salami niszczył TK. Wcale im to nie przeszkadzało. Również biskupi, o ile pamiętam, nigdy na ten temat się wypowiedzieli. Widocznie im bezprawie nie przeszkadzało i nie przeszkadza

Dziś to już wszyscy wiedzą i to nie tylko w Polsce, bo media zagraniczne szeroko komentują to, co się tam dzieje. A to tam się mieści siedziba Trybunału Konstytucyjnego, tuż obok mieści się budynek nuncjatury. Od 2015 roku te dwa budynki są symbolem bezprawia niszczącego porządek demokratyczny naszego kraju. W obu rezydują osoby, które powinny stać na straży obowiązującego prawa. Jednak reprezentują całkowita uległość wobec niszczącego populizmu. Oczywiście ich rola jest niewspółmierna i nie należy jej mieszać. Jednak obserwując je 1 listopada 2026 roku nie mogłem się uwolnić od natrętnej myśli, że zarówno nuncjusz papieski abp Antonio Guido FILIPAZZI reprezentujący Watykan w Polsce, jak i prezes TK Bogdan Święczkowski są ulepieni z tej samej gliny. Dla obu najważniejsze jest zaspokojenie oczekiwań i interesów reprezentowanej przez nich grupy. Dla Filipazziego to polscy biskupi, a dla Świeczkowskiego to PiS. Tym należy też tłumaczyć, jak sadzę, wstrzemięźliwość polskich biskupów w sprawie obecnego kryzysu wokół TK. Zapewne czekają kto zwycięży, by jak zwykle opowiedzieć się po stronie zwycięzcy. Sami prawnicy wcale nie ułatwiają rozumienia natury obecnego konfliktu, gdyż wielu z nich przypomina swoją postawa biskupów.

Jest jeden wyjątek. To Jakub Stelina, sędzia TK, który 29 października, a więc w przeddzień wybuchu obecnego kryzysu udzielił wywiadu dziennikarzowi dziennikowi Rzeczpospolita Piotrowi Szymaniakowi. To wywiad szeroko komentowany, więc przypomnę tylko kluczowe zdanie: „prawdopodobnie, gdyby Sejm nie zwlekał z obsadzeniem miejsc, wszystko by się jakoś ułożyło i dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu”. A sejm zwlekał, bo czekał na „swojego prezydenta” i się nie doczekał. I ostatnie zdanie z rozmowy: „Ten permanentny klincz prowadzi do takich absurdów, które nie mieszczą się w głowie. Ten problem stworzyli politycy i oni muszą go rozwiązać, dogadując się. Jednak nikt dogadać się nie chce, bo obie strony grają o pełną pulę. Każdy myśli, że wygra wybory, a wtedy nie będzie patrzył na konstytucję czy na prawo, lecz zrobi taki reset, że wyrzuci wszystkich i poukłada sobie sąd konstytucyjny na nowo. Będziemy mieć wówczas trybunały wybierane na okres od wyborów do wyborów. Czy tego chcemy? Czy będzie to jeszcze demokratyczne państwo prawne?”
Tak więc to nie jest tak, że mamy jednoznaczne barwy i rozdane role. Tutaj politycy (dodałbym, że również polski kler z biskupami na czele) doprowadzili do obecnego kryzysu, który można rozwiązać rozwiązując TK, który właściwie nigdy nie spełniał roli strażnika Konstytucji (jaka to była Konstytucja w 1982 roku?), ale stał na straży interesów grupy, która akurat w danym momencie była przy władzy. Jego rozwiązanie nie zadziała jak czarodziejska różdżka odmieniająca polską demokrację, ale na pewno zakończy gorszący spektakl, który służy tylko tym, którzy mają polityczną i religijną władzę. Najwyższy czas by to skończyć.

