Czyli co było – i co może będzie, jeśli nie jestem totalnym marzycielem.
Jako że bywam od czasu do czasu artystą, dzielę ten występ na dwie części. Oficjalną i artystyczną. Jak na dawnych akademiach „ku czci”, ale w odwrotnej kolejności. Dla zachęty czytelnika.
W końcu lat siedemdziesiątych nadchodząca katastrofa gospodarcza Polski była już zupełnie oczywista dla każdego. Powiedziałem wtedy mojemu ojcu, znanemu ekonomiście : – wy, ekonomiści, tworzycie w oparciu o nauki ścisłe różne modele gospodarcze. Matematyczne, cybernetyczne, bardzo wymyślne. Tymczasem ja, jako artysta, widzę to trochę inaczej. Np. model naszej gospodarki jawi mi się jako postać ludzka, na pierwszy rzut oka normalna, ale z jedną ważną różnicą. Ma tyłek z przodu. Konsekwencje tego faktu są takie, że robi sobie prosto pod nogi i maszerując (podobno do socjalizmu) cały czas drepcze w tym łajnie, które ma już nawet u nas własną nazwę – „obiektywne przejściowe trudności”. Nazwa pasuje, trudności – bo faktycznie nie jest łatwo tak cały czas w tym g… dreptać, obiektywne – bo jak ta d… z przodu, to nie da się inaczej. A przejściowe ? – no tak, trzeba to przejść. Nie lekceważ mojego „anatomicznego” modelu. To – jak dotychczas – jedyny, który jasno tłumaczy, dlaczego kiedy chcemy wyjść z tych „trudności”, musimy zacząć się cofać”.
Stworzony przeze mnie wówczas model pozostał całe lata tylko szkcową notatką. Ale prawie dziesięć lat później, przebywając w Niemczech, przypomniałem go sobie nagle przy okazji dyskusji o ochronie naturalnego środowiska. Zrozumiałem, że nośność tego symbolu jest większa od satyrycznego przedstawienia lokalnych trudności gospodarczych jakiegoś państwa, które miało pretensje bycia „socjalistycznym”. Pasuje on również do sytuacji całej współczesnej ludzkości. Bo co prawda pojedynczy człowiek zbudowany jest inaczej, ale cała ludzkość ma właśnie tyłek z przodu i jako żywo robi przed siebie, zaś lawina odchodów-odpadów spiętrza się przed nami, zagradzając dalszą drogę. Wykonałem wtedy tę statuetkę, którą – jako że było to w Niemczech – zatytułowałem ARSCHMANN.
Na polski można by to przetłumaczyć mało elegancko –„Dupnik” (lepsza nazwa nie przychodzi mi jakoś do głowy).
Rzeźba satyryczna ma (z wyjątkiem kukiełkowych – nawet olbrzymich karykatur osób publicznych) mało tradycji w historii sztuki. Najbliższe wydawały mi się groteskowe miniatury rzeźbiarskie starożytnych Greków, stąd niewielkie rozmiary tej pracy, mimo że manierą jest raczej zbliżona do karykatur francuskich XIX w. (Może ujawniła się tu moja sympatia do H. Daumiera.)
Plastycznie dość poprawna, wywołuje jednak u publiczności mieszane uczucia, podobnie jak u mnie samego. Brązowy odlew podarowałem kiedyś Leopoldowi Ungerowi, w podzięce za jego wspaniałe felietony w „Wolnej Europie” w czasie stanu wojennego. Wystawiłem tylko raz, ale to już osobna historia.
Skończywszy część artystyczną, przechodzę do oficjalnej, czyli zapowiedzianego w tytule kija.
Jeśli moją metaforę zastosujemy do obecnej, lokalnej sytuacji, jesteśmy właśnie w tej fazie niezbędnej „cofki”, dla wyjścia z beznadziejnego, zasr….o dołka, do którego doprowadził nas POPSeL. Co zaowocowało zwycięstwem PiS-u. Kłopot polega na tym, że układ polityczny się w gruncie rzeczy ustabilizował i koalicja dotychczasowych partii, dominujących w sejmie VII kadencji, wraz z tą „Nowoczesną”, nie ma żadnej szansy na przeszkodzenie Kaczyńcom w wygraniu kolejnych wyborów parlamentarnych. Chyba że my, społeczeństwo, weźmiemy rozbieg i stratujemy w tych wyborach KUKPIS, jak również te partie obecnie opozycyjne, co powinny przecież odejść do historii. Ten rozbieg powinien trwać trzy i pół roku, potrzebne nam dla pełnej mobilizacji poparcia dla nowych twarzy do sejmu. To trzeba zacząć natychmiast. Zakładajmy Komitety!
Skąd wziąć nowe twarze, skoro dotychczasowe wyczerpały swój kredyt zaufania, a dawanie im nowego byłoby niewątpliwie złą inwestycją?
Oczywiście z jedynego sensownego środowiska, mianowicie z władz lokalnych, gdzie obywatelski komitet wyborczy ma rzeczywistą szansę przybliżenia społeczeństwu w tych kilka lat swego kandydata . Którego działalność jest dla nich widoczna z bliska. W tym procesie nie ma też konieczności użycia mediów tele, które są kosztowne i z czasem będą coraz bardziej zawłaszczane, lub kneblowane przez władzę.
Nie zapominajmy również o kandydatach, których stale będzie dostarczał nam własnoręcznie PiS. To wyrzucani ze swych stanowisk pracy za cokolwiek, fachowcy. Będzie ich przybywać, bo apetyt owieczek rośnie i zanim się nasycą, zjedzą wiele tych niepobożnych wilków. Może jacyś wyjątkowo nakolankowi utrzymają się na posadzie, za wstawiennictwem znajomego księdza, jak kiedyś, za komuny, przez wspólne popojki z sekretarzem KW (ówczesny odpowiednik biskupa).
Takie rzeczy radykalizują ludzi. A będzie im, naszym kandydatom, rzeczywiście potrzeba zdecydowania i odwagi. Znając styl walki kaczyńców nie wątpię, że kto zagrozi drugiej kadencji, stanie się obiektem każdej możliwej oszczerczej kampanii, że będą w niego walić najgrubszym gmyzem i wyklinać z ambonki. Ale są oznaki, że to już nie takie skuteczne, jak 5 lat temu. Obelgi i kłamstwa to zły pieniądz. Jak go na rynek za dużo wypuszczać, dewaluuje się. Więc wierzę w Polaków, że znajdzie się wśród nich dość odważnych i zdeterminowanych, aby to przetrzymać. I wygramy!
Oczywiście partia władzy poczuje się zagrożona, kiedy nasz ruch stanie się masowy. Rzesza ludzi, którzy mają zwyczajnie zamiar rozpocząć nowe kariery i wymienić dotychczasowych „sejmitów” na siebie samych, w przekonaniu, że potrafią to robić lepiej, musi przestraszać. A PiS mówi już teraz o konieczności drugiej kadencji, dla dokończenia „dobrej zmiany”. To może zaowocować najróżniejszymi represjami, które będą oczywiście, w najlepszym pisowskim stylu, przeplatane wezwaniami do opamiętania, zaprzestania spisków dla bezprawnego obalenia ustroju, co przecież właśnie z woli Narodu zmienia się na lepszy. Więc będą musieli tego bronić.
Ta właśnie, bardzo prawdopodobna groźba represji, powoduje potrzebę uruchomienia ponadregionalnej organizacji. aby bronić realizacji naszych celów, a więc również naszych kandydatów. W sytuacji wszechwładnej, podwójnej Ziobry może to być trudne. Więc może wystarczy ruch społeczny na podobieństwo KOD-u. Np. KOK (Komitet Obrony Kandydatów). Ale raczej trzeba będzie zbudować prawdziwą partię polityczną. Co będzie trudne, bo przecież żaden Reagan nie da nam na to pieniędzy. Solidarność miała lepiej.
Partia musi mieć statut i program.
Co do statutu, to musi być dość nowatorski, zapobiegający od początku wyrodzeniu się w partię wodzowską, co przydarzało się chyba wszystkim partiom ostatniego ćwierćwiecza. Ja nie czuję się powołany. Przejdę do programu.
Ta partia ma uzyskać większość w Sejmie, więc musi zjednoczyć wyborców programem prostym, zrozumiałym i ograniczającym się do spraw najważniejszych. Co jest najważniejsze w chwili obecnej, kiedy PiS uchwala po nocach kalekie ustawy, co mają mu zapewnić niekontrolowaną władzę? Kontrola i Jawność. Ta ostatnia również w Unii Europejskiej ucierpiała poważnie w ostatnich latach, pospołu z demokracją. Więc i tam hasło nasze znajdzie zastosowanie. Jego inicjały mogą też stać się nazwą partii. Właśnie – KIJ.
Nie znaczy to oczywiście, że pominąć można w programie palące kwestie społeczne i gospodarcze, m. in. lecznictwo i edukację. Ale nieuchronna demoralizacja ustabilizowanej elity rządzącej („bo co nam zrobicie”) musi, podobnie jak za komuny, doprowadzić do negatywnej selekcji kadr i upadku gospodarki. Funkcjonowało to tyle razy i tak niezawodnie w Ameryce Południowej, gdzie różne Junty robiły swoje zamachy stanu nieodmiennie pod hasłem walki z korupcją i „dobrej zmiany”, że aż nudno to wspominać. Więc oczywiście na pierwszym miejscu jest obrona demokracji. Ale tego nie wygramy na ulicy, ani pisząc petycje do władców, jak „Akcja Demokracja”. Natomiast wygrają setki naszych kandydatów na posłów, czekających w dołkach startowych, Ich elektorat to będzie cały przekrój naszego społeczeństwa (no może nie całkiem, mamy przecież swoich faszystów i Korwinów…).
Natomiast za trzy lata powitamy w tym elektoracie jakieś 25% wyborców PiS-u. Bo kłamstwo ma mnóstwo nóżek, ale są one króciutkie. A w ostatnich wyborach oni odrzucali znane zło na korzyść obiecywanych korzyści. Których realizację, jak tę oślą marchewkę, będzie się teraz odsuwać do następnej kadencji.
Powie ktoś z Was : to już było i nie wyszło, więc znów nie wyjdzie. Owszem, było. Ten ruch społeczny „Obywatele do Sejmu”. Co się wziął do roboty w sierpniu (!) 2015. Taki rzut na taśmę bez rozbiegu, w ostatniej chwili. Rezultat był do przewidzenia. Przypomina się Mrożek: „Ostatnie badania wykazały, że użycie profesorów do wyrębu lasu nie ma wpływu na jakość drewna”. No więc ma zdecydowany wpływ na ilość. Nikogo od nich nie widać w sejmie.
Obecna sytuacja jest diametralnie różna. Stanowią o tym stwarzane przez PiS coraz to nowe zagrożenia egzystencjalne kolejnych środowisk. Ponadto, pojawił się KOD. Który nie chce, i nie powinien stać się partią, ale odblokował kanał społecznego porozumienia i może udzielać rekomendacji tym, co odważą się poświęcić trzy lata na życie utrudnione, z nadzieją, że nastąpi to… motywacje będą różne.
Bo drzwi będą szeroko otwarte, więc musimy założyć, że znajdą się wśród nich wszystkie kategorie naszych rodaków: – idealistów, egoistów, co będą powodowani tylko nadzieją szybszej kariery, ludzi ze środowiska, w którym wypchnie ich do przodu rekomendacja kościółkowa. Ale o wyborze zadecyduje przecież ugruntowane trzyletnią obserwacją środowiska przekonanie o ich przyzwoitości. I że coś potrafią.
Więc nie ma co wybrzydzać. Wszystko lepsze, niż to co jest w tej chwili. Nowa partia będzie jakimś przekrojem naszego społeczeństwa.
Jej kandydaci nie będą jednak wynikiem negatywnej selekcji, na którą przez lata wpływał oportunizm kierownictwa naszych wiodących partii ćwierćwiecza. A z drugiej strony : maniakalnych kryteriów Jarosława Kaczyńskiego, które nawet, na pewien czas wyrzuciły poza nawias PiS-u ówczesnych PiS-dzielców , a obecnych PiS-Synów marnotrawnych (i Córki), profitujących z wyborczego zwycięstwa.
Dlatego nie przyjmujmy, a przynajmniej nie dopuszczajmy do kandydowania w szeregach nowej partii choćby dwukadencyjnych byłych posłów. Widzieli co czynią, więc jeśli nie przyszło im wtedy do głowy, że zawodzą, zawiodą nas znów.
Czy mamy rzeczywiście szansę zwycięstwa?
Jak się kogoś straszy, to on się stroszy. Więc nie sposób przewidzieć, do czego „oni” się posuną.
Ale PiS da nam to sam z siebie! To jest nasze ministerstwo propagandy. Ich chaotyczne, kurczowe poczynania, zmierzające do podporządkowania sobie społeczeństwa, mogą dawać pozór siły. Nie mają jednak podstawowego narzędzia ustrojów totalitarnych, odcięcia społeczeństwa od informacji. Liczą na cenzurę wewnętrzną, co np. izoluje słuchacza Radia Maryja, albo czytelnika Naszego Dziennika od „wrogich” gazet i portali internetowych. Więc pojutrze (patrzcie uważnie) będą musieli reglamentować dostęp do internetu w szkołach. (Kontrola rodzicielska, oczywiście.) Bo inaczej na prowincji (ale nie tylko) dzieci będą mogły doinformować rodziców i babcie (też wyborcy). Nie wierzę, że u nas Białoruś da radę. Dlatego te trzy i pół roku wystarczą. Natomiast gospodarka w tym czasie chyba nie da się całkiem zniszczyć. (Miejmy nadzieję).
Więc jeszcze raz : Komitety! Kandydaci! Natychmiast!
P.S. Zdaję sobie oczywiście sprawę z konotacji i ekspresji nazwy KIJ. Bo „kto chce pisa uderzyć, kija znajdzie”, albo że „jak Pan Bóg dopuści, to i z kija …
Ale to nie było zamierzone. Samo wyszło, przypadkiem.
Andrzej Goryński



Szanowny Autorze…… Pan pieprzy jak potłuczony. Ale niech Pan założy te partię.
cytując:……..Czy mamy rzeczywiście szansę zwycięstwa?…..-mam nadzieję, że nie. Już rządzą kretyni. A zastąpienie ich Autorami……. – makabra.
@Sir Jarek…dzięk za wdzięk i bezpretensjonalność. Spotykam Pana wypowiedzi na tym portalu od dość dawna, więc mnie Pan nie zaskoczył. Może tylko tym, że dopuszczasz Pan myśl o moich motywacjach władzożądnych. W mojej sytuacji (76+, pysk pokaleczony odrywaniem od koryta, podarte szynszyle) to jak podejrzenie sparaliżowanego impotenta o zbiorowy, jednoosobowy gwałt. Je Vous salu, Monsieur!
No, rzeczywiście, sir Jarek nie wypowiedział się zbyt kulturalnie.
Ja, w odróżnieniu …, powiem tak: szanowny Panie Autorze, pańska wypowiedź, mimo, że z pewnością szczera i żarliwa, jest nieco odległa od realiów i możliwości społeczno-organizacyjnych inicjatora (inicjatorów). Gratuluję jednak pomysłu i życzę dalszych nieustępliwych wysiłków na drodze do … niczego sensownego. Przecież nawet, za przeproszeniem, „pożyteczni idioci” oraz inni fantaści też są czasem przydatni, bo przynajmniej wskazują na to, jakich rozwiązań należy unikać, co znacznie upraszcza (weryfikuje) pakiet możliwych do zastosowania rozwiązań.
*
Teza, że: „Wszystko lepsze, niż to co jest w tej chwili” jest z pewnością bliska prawdy, tyle że nie jest to „świento prawda”, ani „tys prawda”, a raczej ta trzecia, choć zgadzam się, że sytuacja jest bardzo poważna, bo od dawna nie byliśmy w takim szambie i od dawna nie byliśmy wobec tej sytuacji tak bezradni. Tym bardziej należy kombinować intelektualnie, mądrze, rozsądnie, czasem i żartobliwie, ale na Boga! trzymajmy się rzeczywistości, a nie naszych o niej wyobrażeniach i chęciach (pobożnych życzeniach).
*
Warty przeczytania i zapamiętania jest kąśliwy, ale jakże prawdziwy komentarz Stefana Bratkowskiego „Z boku” na pierwszej stronie portalu, w prawym, górnym rogu.
No i mamy klasykę polskiego piekiełka.
„Sam nic nie zrobię, ale niech no ktoś spróbuje wychylić głowę ponad pokrywę kotła…ho ho ho!”
@jmp eip jest pan przekonany, że komentarz p. Bratkowskiego dotyczył takich przypadków? Mam wrażenie, że raczej powyższych komentarzy.
P. Goryński przedstawił propozycję do obgadania. Żaden z panów nie wskazał ani jednego błędu w jego rozumowaniu. „Nie bo nie” okraszone (niestety nie w każdym przypadku) bełkocikiem o „trzymaniu się realiów”. A cóż to są te „realia”? To organiczna niezdolność większości rodaków do konstruktywnego dialogu, do pracy jakiejkolwiek, a szczególnie takiej, która nie przyniesie zysku już jutro (albo lepiej wczoraj)itd.
Propozycja p. Goryńskiego ma na dodatek analogię w przeszłości, wcale nieodległej, już zapomnieliśmy?
„… należy kombinować intelektualnie, mądrze, rozsądnie, czasem i żartobliwie, ale na Boga! trzymajmy się rzeczywistości…”
Drogi panie! Od „intelektualnego kombinowania” jeszcze nigdy żaden okręt nie przestał przeciekać, ktoś musiał wziąć pakuły i zatkać dziurę. Nie intelektualnie, ale ręcznie i to z upychaniem, czasem bardzo uporczywym.
To co Autor przedstawia to nie jest robota na jedno czy dwa popołudnia przy kawce. To robota na lata i trzyma się bardziej owej mitycznej „rzeczywistości”, niż wszelkie nasze intelektualne kombinowania. Pewnie, ze wymaga doprecyzowania, uzupełnienia, poprawek. Jak każdy pomysł.
Ale jest to wyjście z pata, jaki panuje na polskim rynku politycznym gdzie wybór mamy jedynie miedzy „naszymi a ich idiotami”, jak to był łaskaw określić autor wspomnianej przez pana notki (skądinąd też szalenie konsekwentnie, szalenie).
Podobnie jak Autor uważam, że (niestety) trzeba zacząć od podstaw, bo alternatywy nie mamy dziś w zasadzie żadnej. Ktoś kto jeszcze się łudzi niech popatrzy na poczynania pana Schetyny, podłe, niskie i małoduszne. Niech popatrzy na opozycję, której największym dziś problemem wydaje się rywalizacja o tytuł jej lidera. Przecież to parodia opozycji!
No, ale żeby taka alternatywę zbudować, trzeba pracy od podstaw, która jest i niewdzięczna (jak widać) i długotrwała (a to nuży „intelektualistów”)i niczego nie gwarantuje. No to po co się za nią brać, prawda?
Samo powinno się zrobić.
A jak już się zrobi, to my wtedy skrytykujemy, ha!
BM widzę, że chamstwo i agresja zyskują sobie prawo obywatelstwa na SO. Teraz tak już będzie zawsze?
To ja chyba podziękuję.
Jak mam czas, usuwam. Tak właśnie zrobiłem. Czy i tobie muszę tłumaczyć, że czasami jem obiad, czasami piję sam lub w towarzystwie wódkę lub coś innego, czasami zaś spaceruję z psem? W każdym razie nie siedzę z wypiekami przed komputerem. A jeżeli już mam wypieki wówczas, to z pewnością nie przy Studiu. No chyba, że komentarze… Tu jak mawiają informatycy „skocz do początku tekstu”.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/dupnik22.jpg
@BM wiem o tym. Tyle, że to narasta i to mnie niepokoi.
Ogłosiłbym casting na moderatora. Najlepiej jakieś panienki, do 25 lat, z doświadczeniem 🙂
Bez szans. Podejmowaliśmy różne próby, nie tylko w kwestii moderacji. Wymagania ludzi młodych a „nienawiedzonych” (ale jakie u nas może być nawiedzenie?) zaczynają się od dwóch średnich krajowych, co kończy sprawę.
Nawet jeśli styl pana Goryńskego nie jest dla mnie szczytem elegancji, to merytorycznie zmusza do zastanowienia. (Kiedy, u licha, opozycja zacznie pracować w terenie, widząc partie opozycyjne w stanie katatonii.)
Poza tym pozwólmy naszym autorom na zachowanie licentia poetica.
Zgadzam się z j.Luk, komentatorzy – prosimy bez hejtu!
BM : Ja jestem marudny, i zanim przyklepałem tę odpowiedź dla pana Mariusza M. poszedłem na spacer z psem. Bo ponaglał. Tymczasem wyście z j.Luk. go wycięli, jako hejt, i ja się z moją kontrą zostałem jak głupi, w próżni. To może też ją wytnijcie, bo niezrozumiała w tej sytuacji. Pozdrowienia dla „Pracowników morza”.
@A. Goryński ja tam niczego nie wycinałem. W tym czasie karmiłem koty (wyprowadzają się same).
Zwróciłem tylko uwagę na coraz częstsze wizyty jakichś jegomościów, którzy co prawda niczego konstruktywnego nie wnoszą, za to od wejścia plują gdzie popadnie. Pan Malinowski przeszedł sam siebie, bo skoczył na @magoga, który jeszcze się w tym wątku nie pojawił. Jaja jakieś.
Ale fakt – zostałeś jak ten Himilsbach z angielskim 🙂
*
Co zaś do meritum to Twoja propozycja nie jest atrakcyjna dla ludzi z tutejszego kręgu, uważających się za Bógwico, sędziów, arbitrów, mędrców z licencją na mądrość i wszechwiedzę.
To jest propozycja dla pani Krysi z warzywniaka, o której kiedyś pisałem, dla pana Zenka z sąsiedniej działki itp. Bo to w gruncie rzeczy oni będą musieli sobie poradzić z tym bajzlem, w który wpadliśmy.
Pracujmy nad panią Krysią.
już jestem… też ze spacerku ale zaraz powtórka bo odrobaczanko..
Autorowi szczerze gratuluję figurynki. Powierzchowne (no bo jakie?) luknięcie i uczucie sympatii do Dupnika.
Zacznijmy od podstaw, załóżmy coś tam coś tam i wręczajmy Dupnika zasłużonemu politykowi czy komuś tam również uznanemu.
Tak jak wręczają Oskary, komisja, uzasadnienia i uroczystość w pełnej gali.. bo będą nagradzane nie byle jakie osoby zasłużone dla degrengolady społeczeństwa.
Cały tekst Autora do dyskusji a ta jak wiadomo nic zazwyczaj nie wnosi, bo nie! Ktoś jednak musi wleźć na dno pływadła i uszczelnić poszczególne przecieki, mogą być pakuły z drobnicy politycznej.
Pozdrawiam
j.Luk napisał:
„Pracujmy nad panią Krysią”
*
„Ha ha ha ha ha ha ha ha!!!
Co to się działo, co się działo!
Uzdrowiska pół ze śmiechu się skręcało
i skręciło by do końca biednych ludzi,
gdyby wreszcie się basista nie obudził…
Bo miewamy często głupie sny,
ale potem się budzimy i …”
@jmp eip: panna Krysia jest mój starszy brat, Więc nie będę się nad nią „pochylał”. Bo ona jest większa ode mnie. I od niej zależy moja przyszłość. W Polsce. Również mojej rodziny, co będzie to musiała (przepraszam, od jakiegoś czasu – mogła) wybrać. I nie emigrować.
się – cholera – wściekłem.
@Sir Jarek. Bardzo mi przykro, że się – cholera – rozwściekłeś. Równie przykro mi, że Twoja replika została wycięta przez Gospodarza, który jest zwolennikiem e-tykiety. Więc wyciął, prawdopodobnie za to, że nazwałeś mnie wszetecznikiem (na wszelki wypadek sprawdziłem – okazuje się, że to osobnik niemoralny, rozwiązły i hulaka). Pomijając te nieistotne sprawy, pamiętam (przykro mi, że muszę w tej sytuacji dyskutować z tekstem już niedostępnym) że mówiłeś tam o przyczynie klęski PO (w domyśle: również SO) bo jesteśmy te Elyty, co nigdy nie musiały nigdy żyć za tysiącpińcet. Więc to znaczy, że widzisz powód „dobrej zmiany” w tym, że te pobożne chude krowy ze snu faraona zeżarły w końcu te tłuste. Tymczasem to jest trochę bardziej złożone. Np. Moja Domicella powiada, że życie jest jak katastrofa budowlana – nic nie zdarza się z jednego tylko powodu. Więc niezbyt produktywne jest grzebanie w historii, bo winnych jak mrówków. Przybliżenie teraźniejszej sytuacji zależy natomiast od aparatu, który u mnie, ze względu na wiek – niezbyt twórczy. Ale odtwórczy? Jestem, z temperamentu, naukowcem. Dlatego pisałem ten tekst dosyć długo, potem konsultowałem go w środowisku (wiem, wiem – w moim, nieobiektywnym (?), ale u nieocenionego pana Krzyśka S. w warsztacie, co mi od 20 lat naprawia moje samochody nie zamierzam przynudzać. Bo on jest (prawie napewno) inteligentniejszy ode mnie, ale ma zupełnie inny życiorys.
Co decyduje o… Właśnie!
A może zamiast, krzyżować „KiJ-aszki komentarzy pod tekstem w przerwie między „wyprowadzaniem” pupili i siebie (także z równowagi) poczytajmy Stefana Kieślowskiego, Jerzego Turowicza i Giedroycia i ich myśli intelektualno opozycyjne.
Przetwarzajmy myśl i tłumaczmy na język nam współczesny i zrozumiały dla wywołanej tu „pani Krysi”
Wszak mamy z czego czerpać. Ktoś przecież przecierał przed nami te szlaki. Póki co ryzyko „zabawy” w opozycję ma zgoła inne tło.
Od informacji po groźby Cyrankiewicza o „odrąbaniu ręki” i skazywaniu na karę śmierć za aferę w handlu mięsem (patrz ś.p.Wawrzecki)
Dzisiejsza „opozycja” krom tamtych czasów zda się harcerstwem.
@Allchemicus: rozumiem, że jesteś życzliwy, mimo że nie załapuję większości Twoich cudzysłowów. Też uważam, że powinniśmy próbować pełnej zrozumiałości. Nawet próbuję wbić w mój edytor tekstu hamulec, co nie pozwoli pisać zdań dłuższych niż 8 słów. Ale to nie wystarczy. W wolnych chwilach, (bo ciągle jeszcze pracuję zarobkowo)spróbuję może stworzyć „Basic Polish”, na wzór opracowanego (na użytek imigrantów) w końcu lat 60-tych ubiegłego, Basic English. Nazwę go, na cześć naszego Nieodzownego żyda, Nathana G. – Jepol. Bo po polsku mamy trudności. Użyte przez ciebie słowo „krom” przywołało mi imię okrutnego boga mitycznej Skandynawii, którego wyznawcą był Conan the Conqueror (czytałem chyba w 1970. Film ze Schwarzeneggerem obejrzałem jakieś 15 lat temu.) Dopiero po sekundzie skumałem, że to szacowne słowo ma u Ciebie inne znaczenie niż słownikowe „oprócz”. Może – wobec?
„kto chce uderzyć kija znajdzie”
Swoją drogą ciekawi mnie jak długo zagląda Pan pod swój tekst i sprawdza komentarze ? Przypomniało mi to mego syna.
Tenże onegdaj dzieckiem będąc, zamek z piasku na plaży wzniósłszy, doglądał i pilnował pięknej budowli, by trud budowniczego jakowegoś uszczerbku od innych nie poniósł.
Więcej niż 8 w zdaniu ! Takoż drzewiej bez hamulców w edytorze mówili ojcowie nasi Można ? Można. Któż dziś tak potrafi 😉
Co do „krom” Słownik PWN swoje. Zatem racja przy Panu jako i to żem życzliwy. Pozdrawiam !
Allchemicus napisał:
„… poczytajmy Stefana Kieślowskiego …”
„Takoż drzewiej bez hamulców w edytorze mówili ojcowie nasi Można? Można. Któż dziś tak potrafi”.
*
Na przykład:
„Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”
To Stefan Kieślowski, czy Brukała, bo nie pomnę?
oj tam, *Kisielewski rzecz jasna ! 🙂 Nocne pisanie.
Poległem, wstyd mi…